- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Spór Greenpeace i PSE. Czy Polska potrzebuje gazu?
Greenpeace twierdzi, że PSE wraz ze spółkami energetycznymi robi z Polski „gazowy skansen”, a rząd nie panuje nad transformacją energetyczną. PSE tłumaczą, że gaz jest obecnie najlepszym możliwym wyborem, by zapewnić Polakom stabilne dostawy energii w czasie transformacji energetycznej. Sprawą zajmuje się Najwyższa Izba Kontroli.
Greenpeace zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli, aby zbadała, czy Polskie Sieci Elektroenergetyczne nie przekraczają kompetencji, planując przyszłą rolę gazu w miksie energetycznym i sprawdziła, skąd spółka czerpie dane do swoich prognoz. PSE odpowiedziały na zarzuty Greenpeace argumentując, że na obecnym poziomie rozwoju technologii energetycznych gaz jest potrzebny w polskim systemie, ponieważ pozwala na dostarczanie energii w sposób bezpieczny, niezawodny i przy możliwie najniższych kosztach. Sprawę opisał portal Wysokie Napięcie, ale Marcel Andino Velez, specjalista ds. relacji z mediami w Greenpeace Polska, zgłosił się do redakcji Energetyki24 twierdząc, że PSE nie odniosły się do istoty stawianych im zarzutów. W artykule wyjaśniamy stanowisko organizacji.
O co chodzi w sporze Greenpeace i PSE?
Organizacja Greenpeace Polska stwierdziła, że liczba elektrowni gazowych i ilość gazu w polskim systemie energetycznym są poza kontrolą rządu, który nie dopełnia obowiązków dotyczących transformacji energetycznej. Jak określiła to Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych Greenpeace Polska: „w praktyce rolę tę przejmują Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA. Wraz ze spółkami energetycznymi planują, co chcą. A chcą przede wszystkim dużo gazu z importu”.
Zaznaczyła, że jest to sprzeczne z podstawowym celem transformacji energetycznej, czyli odejściem od spalania paliw kopalnych, które powoduje zmianę klimatu. Obejmuje to także gaz – jego spalanie powoduje mniejsze emisje CO2 na jednostkę wyprodukowanej energii niż spalanie węgla, ale oczywiście nie jest to paliwo bezemisyjne. Dodatkowo powoduje także emisje innego gazu cieplarnianego, metanu, na etapie jego wydobywania, przetwarzania, transportu, magazynowania.
Gaz w debacie publicznej jest nazywany „paliwem przejściowym” – do czasu, aż bezemisyjne technologie energetyczne będą na tyle rozwinięte, że nie będzie on już potrzebny w systemie. Jednak według słów Anny Meres w 2023 r. narracja się zmieniła i zaczął on być nazywany „paliwem trwale przejściowym”. Greenpeace wyraził obawy, że gaz pozostanie na stałe w polskim miksie energetycznym, powołując się na zapowiadane inwestycje w nowe bloki gazowe i infrastrukturę do jego przesyłu.
Działacze Greenpeace przyjrzeli się także dokumentom rządowym dotyczącym transformacji energetycznej: Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) i Polityki Energetycznej Polski 2040 (PEP2040) i porównali je z planami PSE i Gaz-Systemu, operatora gazociągów. Wskazali na rozbieżności między planami rządu a planami spółek. Pytali także o legalność niektórych działań PSE.
Greenpeace zarzuca
Greenpeace postanowił więc zawnioskować do Najwyżej Izby Kontroli o analizę legalności działań PSE i sprawdzenie, skąd biorą się dane do prognoz ogłaszanych przez spółki. Do NIK złożono także osobny wniosek o kontrolę ministerstw odpowiedzialnych za transformację energetyczną. Greenpeace wysnuł następujące tezy, które przekazał do NIK do weryfikacji w postępowaniu kontrolnym:
- Polska nie posiada aktualnych dokumentów strategicznych dotyczących transformacji energetycznej (KPEiK i PEP). Spółki energetyczne nie mają punktu odniesienia.
- PSE oraz grupy energetyczne publikują własne prognozy i strategie, które są rozbieżne z powyższymi nieaktualnymi dokumentami oraz założeniami zaktualizowanych, procedowanych dokumentów. Greenpeace wnioskuje, że rząd nie kontroluje właściwie wdrażania planów dotyczących energetyki poprzez pełnomocnika ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej.
- Według Greenpeace PSE i grupy energetyczne w swoich strategiach pokazują większą niż rząd rolę gazu w przyszłym miksie energetycznym. Przykładowo: w najnowszej propozycji aktualizacji KEPiK rząd prognozuje, że w 2035 r. w Polsce produkowanych będzie około 27 TWh energii elektrycznej z gazu, gdy tymczasem PSE przewiduje produkcję na poziomie. 49-57 TWh, a grupy energetyczne około 72 TWh.
- „Realizacja tak dużych planów gazowych nie byłaby możliwa i opłacalna, gdyby nie kontrakty mocowe pozyskiwane przez grupy energetyczne na rynku mocy". Jak twierdzi Greenpeace, w uzyskaniu takich kontraktów ostatnio pomogły spółkom PSE. Podczas przeprowadzonej przez PSE aukcji dogrywkowej na rynku mocy na rok 2029 PSE miały promować gaz jako źródło energii. Jako sposób Greenpeace wskazuje „sztuczną zmianę jednego ze współczynników", tak, aby gaz wygrał z magazynami energii.
- Greenpeace twierdzi wobec tego, że PSE wpływają na kierunek transformacji energetycznej w Polsce, mimo że nie są do tego uprawnione, bazując przy tym na własnych modelach, które nie są publikowane. „Ani PSE, ani Ministerstwo nie odpowiedziało na prośbę Fundacji Greenpeace Polska o ujawnienie danych o modelu i przyjmowanych do modelowania założeń, które determinują decyzje i zapotrzebowanie na moce zgłaszane przez PSE do grup energetycznych" – podała organizacja.
- Na tej podstawie Greenpeace wnioskuje, że „nikt całościowo, na poziomie państwa, nie kontroluje ilości gazu w przyszłym miksie i może uwięzić Polskę w gazie (tak jak obecnie wciąż uwięziona jest w węglu) na kolejne dekady, bo taką żywotność ma nowa infrastruktura gazowa".
- Greenpeace zarzuca, że zagraża to bezpieczeństwu energetycznemu Polski: stwarza ryzyko wysokich cen, uzależnienia od importu, podatności na skutki wydarzeń na świecie czy powstania kosztów osieroconych.
Wobec nowych, nieobecnych przez dziesięciolecia zagrożeń dla konwencjonalnej infrastruktury energetycznej, wizja rozbudowy scentralizowanej energetyki paliwowej wydaje się radykalnie sprzeczna z koniecznością zabezpieczenia źródeł energii poprzez jej rozproszenie, na co pozwalają odnawialne źródła energii. To rozbudowa energetyki OZE powinna być priorytetem państwa w obecnej sytuacji geopolitycznej.
Greenpeace Polska we wniosku do NIK
PSE odpowiadają
„Energetyka nie zdekarbonizuje się bez gazu” – odpowiedział na zarzuty Konrad Purchała, wiceprezes PSE. Zaznaczył, że dopóki magazyny energii nie znajdą się na odpowiednim poziomie rozwoju technologicznego, gaz jest konieczny, by zapewnić bezpieczną pracę systemu elektroenergetycznego. Chociaż postęp w obszarze technologiczny i spadek cen w obszarze magazynów są imponujące, to wciąż potrzebne są elektrownie konwencjonalne, zdolne do pracy i zaspokajania potrzeb odbiorców niezależnie od warunków pogodowych, bo koszty instalacji magazynu są nadal wysokie.
W swojej odpowiedzi PSE dodały także, że elektrownie gazowe są dyspozycyjne, mogą pracować właściwie bez ograniczeń czasowych, a magazyny energii potrzebują nadwyżki produkcji, by je naładować i nie rozwiążą np. problemu kilkudniowej niskiej generacji z OZE.
PSE argumentują także, że jednostki gazowe to jedyny rozsądny wybórjeśli chodzi o elektrownie, które mogą wspierać system oparty na OZE. Bloki węglowe mają ograniczoną elastyczność, generują wysokie koszty uprawnień do emisji CO2 i nie mają już dostępu do finansowania w ramach mechanizmów mocowych – nie opłaca się więc budować nowych. Biogazownie mają niewielką moc, biogazu produkuje się wciąż niewiele i na razie są tylko lokalnym uzupełnieniem systemu. Z kolei zanim powstanie elektrownia jądrowa minie jeszcze kilka lat, a system potrzebuje dyspozycyjnych mocy już teraz, by zastąpić starzejące się bloki węglowe, które należy już wyłączać z eksploatacji. Zdaniem PSE, jednostki gazowe zapewniają na ten moment największą elastyczność, której polski system elektroenergetyczny potrzebuje: zdolność do szybkiego uruchamiania i odstawiania oraz relatywnie niskie koszty eksploatacji.
Gaz na rynku mocy
PSE przypominają, że to inwestorzy podejmują decyzje dotyczące budowy nowych źródeł wytwórczych oraz wyboru technologii, a nie rząd czy Polskie Sieci Elektroenergetyczne. W ostatnim czasie inwestorzy w ramach aukcji rynku mocy proponują niemal wyłącznie nowe moce gazowe, ponieważ elektrownie być wybudowane stosunkowo szybko, opierają się na dobrze poznanej technologii, mają wysoką elastyczność i dość niskie koszty utrzymania. Ponadto w przyszłości będą mogły pracować w oparciu o gazy zdekarbonizowane, takie jak wodór czy biometan.
Operator systemu przesyłowego odniósł się także do zarzutu o sterowanie współczynnikiem przy aukcjach rynku mocy, w których konkurują ze sobą wszystkie technologie. Konieczne jest oszacowanie ich przydatności do wsparcia bilansu mocy, określanej przez tzw. korekcyjny współczynnik dyspozycyjności (KWD). Z powodów opisanych powyżej, dla technologii gazowych jest on wysoki, a dla magazynów energii w ostatnich aukcjach dość niski.
Obecnie magazyny nie zapewniają odpowiedniego poziomu pewności dostarczania energii ze względu na słabą dostępność nadwyżki energii koniecznej do ich naładowania. Na ten moment zakontraktowano już pewną ilość magazynów i nie ma zapotrzebowania na więcej: 6 GW na lata 2027-2029 i kolejne 5 GW na rok 2030 – o łącznej pojemności 44 GWh. Ponadto ponieważ produkcja z OZE nie jest równomierna przez cały rok ze względu na warunki pogodowe, również magazyny energii nie są tak dyspozycyjne przez cały rok.
Gaz dla bezpieczeństwa?
PSE stanowczo odrzucają zarzut Greenpeace o przekraczanie uprawnień i promowowanie gazu.
Rynek mocy jest technologicznie neutralny, a jego kształt jest europejskim standardem. Najwyższa Izba Kontroli prowadziła m.in. w PSE, Ministerstwie Klimatu i Środowiska oraz Urzędzie Regulacji Energetyki czynności kontrolne w zakresie funkcjonowania rynku mocy i nigdy nie dopatrzono się uchybień ze strony operatora w tym zakresie.
PSE w odpowiedzi na zarzuty Greenpeace Polska
Polskie Sieci Elektroenergetyczne podkreślają, że ich zadaniem jest określenie prognozowanego zapotrzebowania na moc potrzebną do zapewnienia bezpiecznej pracy systemu elektroenergetycznego i organizacja aukcji rynku mocy. Z danych publikowanych przez operatora wynika, że zastąpienie wyłączanych bloków węglowych jednostkami dyspozycyjnymi jest niezbędne, by to bezpieczeństwo zapewnić. Ten wniosek potwierdzają analizy Urzędu Regulacji Energetyki, ministerstwa odpowiedzialnego za obszar energetyki, European Resource Adequacy Assessment (ERAA) i Agencję ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER).
„Dekarbonizacja nie jest celem samym w sobie” – zaznaczyły PSE. Odbiorcy muszą mieć przede wszystkim zapewnione dostawy energii w sposób bezpieczny, ciągły, niezawodny i przy możliwie najniższych kosztach. Na ten moment zaspokojenie tej potrzeby wymaga istnienia źródeł dyspozycyjnych.
Sedno sporu
Marcel Andino Velez, specjalista ds. relacji z mediami w Greenpeace zwrócił się do redakcji Energetyki24, by skomentować odpowiedź Polskich Sieci Energetycznych:
(Odpowiedź PSE) omija istotę naszych zarzutów. Nasz wniosek do NIK, poza kwestią chaosu i braku koordynacji w krajowej polityce energetycznej, skupia się na braku przejrzystości w prognozowaniu zapotrzebowania na gaz. Uważamy, że spółki, pod dyktando PSE, które nie mają do tego umocowania prawnego, przeszacowują zapotrzebowanie na gaz i wpychają nas w ryzykowne geopolitycznie uzależnienie od importu na dekady.
Marcel Andino Velez, specjalista ds. relacji z mediami w Greenpeace
Zobacz też

„Nadmiarowy import gazu, paliwa »trwale przejściowego«, to naszym zdaniem niebezpieczeństwo zatrzymania transformacji energetycznej w Polsce pod dyktando spółek, dla których paliwa kopalne są ich »business as usual«, a rozproszona energetyka OZE – bezpieczniejsza i dająca Polsce realną suwerenność – w ich model biznesowy się nie wpisuje” – dodał Marcel Andino Velez.
