Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI
  • W CENTRUM UWAGI

UE tworzy handlowe imperium? Fakty o umowie z Indiami

„Matka wszystkich umów” - właśnie tak Ursula von der Leyen nazwała podpisaną 27 stycznia umowę o wolnym handlu między UE a Indiami. Obejmie ona jedną czwartą gospodarki i dwa miliardy ludzi, a skutkiem ma być m.in. podwojenie unijnego eksportu oraz wsparcie sektora motoryzacyjnego UE. Jest to również sygnał polityczny: Bruksela chce dywersyfikować partnerstwa zagraniczne i właśnie zbliżyła się do największej demokracji świata.

Autor. Portal X, @narendramodi

Umowa o wolnym handlu między Europą a Indiami to jasny wybór strategiczny. Wybór pewności i przewidywalności w niepewnym świecie” - podkreślała przewodnicząca Komisji Europejskiej. „To największa liberalizacja, na jaką kiedykolwiek zdecydowały się Indie” - dodała.

"Matka wszystkich umów"

Dotarcie do tego, można powiedzieć, historycznego momentu zajęło blisko dwie dekady negocjacji (pierwsze rozmowy rozpoczęły się w 2007 roku). I nic dziwnego - pod względem ludności jest to największa umowa, jaką kiedykolwiek zawarła UE oraz największa liberalizacja w jej historii.

I choć jeszcze nie doszło do formalnego zatwierdzenia umowy (podobnie jak w przypadku umowy z Mercosurem, niezbędna jest tutaj zgoda Rady i Parlamentu UE), to według nieoficjalnych informacji ma to nastąpić jeszcze w 2026 roku, w efekcie tworząc jeden z największych na świecie obszarów znacznie ułatwiający obrót towarów i usług.

Przejdźmy do konkretów. W wyniku podpisania umowy o wolnym handlu (ang. Free Trade Agreement, FTA) do 2032 roku nastąpi zniesienie lub obniżenie ceł na 96,6 proc. produktów sprowadzanych z UE do Indii. Pozwoli to podwoić eksport towarów z UE i zaoszczędzić ok. 4 mld euro rocznie na cłach na produkty europejskie.

Indie przyznają UE obniżki ceł, jakich nie otrzymał żaden z ich pozostałych partnerów handlowych. Zapewnią one znaczącą przewagę konkurencyjną kluczowym sektorom przemysłowym i rolno-spożywczym UE, a europejskie firmy otrzymają uprzywilejowany dostęp do najludniejszego kraju świata.
podaje w komunikacie Komisja Europejska.

Kluczowa jest więc skala przedsięwzięcia i wyjątkowe potraktowanie europejskich partnerów przez Indie. Umowa opiera się przede wszystkim na znacznym obniżeniu bądź eliminacji ceł, w tym na maszyny, chemikalia i produkty farmaceutyczne. Szczególnie korzystnie przedstawia się sytuacja europejskich rolników, dla których otworzy się ogromny, indyjski rynek, pozbawiony dotychczasowych zaporowych ceł (np. na wino, oliwę, pieczywo czy słodycze).

Jak podaje PAP, Unia wprowadzi kontyngenty, za sprawą których sprowadzane do UE z Indii po niższych cłach będą: mięso baranie i kozie, kukurydza cukrowa, winogrona, ogórki, suszona cebula, rum z melasy i skrobi.

W przypadku Polski, naszymi kluczowymi towarami eksportowymi pozostają m.in. koks, półkoks, odpady i złom, elektrody węglowe oraz… jabłka. Jednak podpisana umowa handlowa może stworzyć szansę na rozwój naszego sektora kosmetycznego w Indiach (np. dla takich marek jak Inglot czy Dr Irena Eris), a także przemysłu wydobywczego (wzrost eksportu urządzeń górniczych i przemysłu ciężkiego).

Po kontrowersjach związanych z umową z Mercosurem, Bruksela jasno podkreśla w komunikatach, że umowa z New Delhi nie przewiduje żadnych taryf ulgowych i wyjątków dotyczących standardów bezpieczeństwa żywności oraz przestrzegania norm środowiskowych.

Reklama

Na ratunek europejskiej motoryzacji?

Jak pisał red. Karol Byzdra na łamach E24, europejski przemysł motoryzacyjny „znalazł się dziś w jednym z najtrudniejszych momentów w swojej historii”. Cele zeroemisyjności, ekspansja chińskich marek EV, pandemia i wojna na Ukrainie - wszystko to negatywnie wpływa na kondycję dotychczasowej europejskiej chluby.

Zgodnie z umową cła na samochody będą stopniowo obniżane ze 110 proc. do zaledwie 10 proc., a cła na części samochodowe zostaną całkowicie zniesione po 5-10 latach. Czy ma to stanowić jeden ze sposobów reanimacji sektora?

Zdaniem dr Kamili Junik z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego, umowa oznacza realne otwarcie jednego z największych i najszybciej rosnących rynków motoryzacyjnych na świecie dla producentów z UE.

Najwięcej mogą zyskać europejskie koncerny (niemieckie, francuskie) oraz producenci komponentów i nowoczesnych technologii, zwłaszcza związanych z elektromobilnością. W praktyce umowa daje branży nowy rynek zbytu i możliwości inwestycyjne, co wzmacnia konkurencyjność europejskiego przemysłu - niekoniecznie upatrywać w tym można ochronę rynku, lecz raczej wsparcie poprzez ekspansję i dywersyfikację.
komentuje ekspertka.

Rewolucja bez rewolucji?

W tym miejscu warto jednak zaznaczyć, że „matka wszystkich umów” skupia się przede wszystkim na obustronnym obniżeniu istniejących ceł i nie tworzy w pełni strefy wolnego handlu.

Unia Europejska i Indie pozostają protekcjonistyczne, jeśli chodzi o rodzimy rynek, a najbardziej wrażliwe i kontrowersyjne sektory zostały jak na razie wyłączone z porozumienia - na przykład rolnictwo. Wprowadzono także mechanizm, który ma chronić europejski rynek przed gwałtownym napływem towarów z Indii.

Z liberalizacji wyłączono najbardziej wrażliwe dla UE produkty, takie jak wołowina, mleko, drób, etanol, czosnek, ryż i cukier. Z kolei w przypadku inwestycji i produktów regionalnych (np. szampana) zostaną wynegocjowane odrębne umowy.

Formalne zatwierdzenie umowy nie przyniesie również natychmiastowej rewolucji gospodarczej, a na efekt skali będziemy musieli trochę poczekać - przykładowo, wspomniana redukcja ceł jest rozłożona na 15 lat. Obecnie Indie są dziewiątym partnerem handlowym UE, a wartość handlu towarami i usługami między Brukselą a New Delhi przekracza 180 mld euro rocznie. Podpisany FTA wyznacza długofalowy kierunek pozytywnych zmian gospodarczych, na których mają skorzystać obie strony.

Reklama

Gdzie w tym wszystkim energetyka?

Zdaniem dr Junik, w obszarze klimatu i zielonej transformacji Indie mogą postrzegać współpracę z UE jako korzystną: „Umowa tworzy ramy wspólnych działań na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu oraz zrównoważonego zarządzania zasobami naturalnymi (w tym wdrażania Porozumienia paryskiego, Konwencji o różnorodności biologicznej czy CITES)”.

Otwiera to więc przestrzeń do współpracy w takich sektorach jak elektromobilność, odnawialne źródła energii czy inne zielone technologie. Dla Indii oznacza to wsparcie modernizacji i dostosowania do globalnych standardów środowiskowych, a dla UE - możliwość eksportu know-how i budowania długofalowego partnerstwa klimatyczno-energetycznego, nawet jeśli szczegółowe instrumenty nie zostały jeszcze precyzyjnie określone.
zaznacza dr Junik.

Umowa o wolnym handlu między New Delhi a Brukselą nie wspomina zbyt wiele o kwestiach energetycznych. Zobowiązuje ona UE i Indie do współpracy w kwestiach związanych ze zmianą klimatu, takich jak energia odnawialna czy redukcja emisji w sektorze morskim. Wyrazem współpracy ma być chociażby powołanie wspólnej grupy zadaniowej ds. zielonego wodoru czy organizacja Wind Business Summit w 2026 roku.

Indie, podobnie jak Chiny, rozwijają odnawialne źródła energii. Jak podaje think-tank Ember, w 2025 roku dodano aż 38 GW mocy słonecznej w tym kraju, a fotowoltaika jest główną siłą napędową transformacji energetycznej. Jednak europejskie firmy PV nie mogą liczyć na eksport swoich produktów do Indii. Od czerwca bieżącego roku indyjskie firmy będą mogły korzystać w projektach rządowych jedynie z ogniw słonecznych wyprodukowanych lokalnie i dostarczanych przez zatwierdzone przedsiębiorstwa. Ponadto New Delhi posiada silnych narodowych graczy, takich jak Tata Power Solar, Waaree Energies i Vikram Solar, efektywnych również na rynkach globalnych.

O wiele korzystniej przedstawia się możliwa współpraca w zakresie morskiej energetyki wiatrowej. Potencjał Indii w obszarze offshore jest... ogromny. Według indyjskich naukowców może on wynosić potencjalnie nawet 432 GW na wodach o głębokości 30-200 m (z uwzględnieniem ograniczeń ekologicznych i środowiskowych).

Obecnie jednak rząd skupia się na realizacji celu 30 GW w offshore do 2030 roku w pobliżu stanów Gudźarat i Tamilnadu. Indyjskim przedsiębiorstwom wciąż brakuje doświadczenia w realizacji projektów morskiej energetyki wiatrowej, na czym mogą skorzystać europejscy giganci tacy jak Vestas, Siemens-Gamesa czy Orsted.

Reklama

Spór o stal

Niemniej jednak jednym z najważniejszych elementów umowy w kontekście energetyki i surowców jest utrzymanie mechanizmu CBAM w nienaruszonym stanie.

CBAM to unijny graniczny podatek węglowy, nakładany na importowane do UE towary wysokoemisyjne (np. stal, cement, aluminium, nawozy, wodór, energia elektryczna). Jego celem jest zabezpieczenie interesów unijnych producentów i uniemożliwienie nieuczciwej konkurencji wobec zagranicznych podmiotów, które nie stosują wyśrubowanych standardów środowiskowych. W tym przypadku - indyjskich hut stali.

Utrzymanie podatku CBAM było szczególnie nie na rękę Indiom, które posiadają drugi największy na świecie przemysł stalowy. Według firmy konsultingowej GMK Center, w 2025 roku Indie osiągnęły zdolność produkcyjną stali na poziomie 205 mln ton rocznie i do 2030 roku zamierzają zwiększyć ten wolumen do 300 mln ton. To niemal dwukrotnie więcej, niż obecnie produkuje UE (ok. 129 mln ton)

Jednocześnie należy pamiętać, że Indie są krajem intensywnie rozwijającym się i wzrost produkcji stali napędzany jest również przez wewnętrzne zapotrzebowanie sektora budowlanego i infrastrukturalnego. W latach 2023-2024 zużycie stali na mieszkańca Indii wyniosło ok. 98 kg. Dodatkowo, to właśnie UE pozostaje największym odbiorcą indyjskiego eksportu stali.

Pełna liberalizacja importu stali z tak silnym producentem mogłaby okazać się wyjątkowo szkodliwa dla europejskiego przemysłu stalowego, jednak chronić ma nas przed tym właśnie podatek CBAM. Jak podaje think-tank Ember, sektor stalowy w Indiach odpowiada nawet za 12 proc. całkowitych emisji kraju, co spowodowane jest przede wszystkim wykorzystaniem węgla i żelaza niskiej jakości w procesie produkcji. Utrzymanie podatku granicznego oznacza wyższe opłaty dla indyjskich producentów, a w efekcie - niższy poziom eksportu.

Niemniej jednak Indie intensywnie pracują nad dekarbonizacją sektora stalowego. Kluczową rolę mają odegrać technologie oparte na wodorze i OZE, co mogłoby ograniczyć emisje nawet o 90 proc. Dodatkowo UE nie wyklucza, że w przyszłości Indie mogą uzyskać pewną „elastyczność” w tym zakresie.

Reklama

Stabilny partner w niestabilnych czasach

W tej chwili silne partnerstwa nigdy nie były ważniejsze. Jedno jest jasne: Indie i Europa to zaufani i rzetelni partnerzy strategiczni. Jesteśmy razem” - podkreślała w swoim wystąpieniu Ursula von der Leyen.

Podobne deklaracje wybrzmiewają szczególnie mocno w okresie, w którym agresywne i bezpardonowe działania Białego Domu osłabiają stabilne dotychczas stosunki transatlantyckie, a zależność gospodarcza od Chin utrzymuje się na wysokim poziomie.

Z perspektywy UE umowa handlowa z Indiami stanowi element strategii dywersyfikacji i „deriskingu”, ograniczając zależność UE od Chin oraz wzmacniając bezpieczeństwo łańcuchów dostaw poprzez otwarcie dostępu do dynamicznie rosnącego rynku.
podkreśla dr Kamila Junik.

Zdaniem ekspertki Uniwersytetu Jagiellońskiego, poprzez podpisany FTA Bruksela wysyła jasny sygnał dla Pekinu i Waszyngtonu. Po pierwsze, Europa aktywnie dywersyfikuje swoje partnerstwa handlowe i wspiera rozwój konkurencyjnych wobec Chin ośrodków gospodarczych. Po drugie, przypomina amerykańskim partnerom o swojej autonomii strategicznej i preferowaniu otwartych umów handlowych zamiast protekcjonizmu.

UE i Indie tworzą dziś historię, pogłębiając partnerstwo między największymi demokracjami świata” - podkreślała von der Leyen. „Daliśmy światu sygnał, że oparta na zasadach współpraca nadal przynosi znakomite rezultaty. A co najważniejsze, to dopiero początek – będziemy budować na tym sukcesie i rozwijać nasze relacje, aby były jeszcze silniejsze”.

Biznes i polityka zawsze idą w parze. Podkreślanie w komunikatach Unii Europejskiej wagi współpracy, demokracji i międzynarodowego partnerstwa ma dać sygnał na globalnej scenie politycznej: Europa nie zamierza rezygnować z wyznawanych przez siebie wartości. Więcej: zamierza na nich zarabiać.

Reklama
Reklama