- WIADOMOŚCI
- WYWIADY
KE przyspiesza elektryfikację. Co to dla nas oznacza
Autor. Guillaume Périgois/Unsplash
Komisja Europejska wkrótce przedstawi plan przyspieszenia elektryfikacji gospodarki Unii Europejskiej. Dokument ma wyznaczyć kierunek transformacji energetycznej na kolejne lata. Pytanie brzmi jednak, czy Polska jest gotowa na taką zmianę.
Zdaniem Pawła Lachmana, prezesa Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła (PORT PC), unijna strategia nie jest kolejnym projektem wynikającym wyłącznie z polityki klimatycznej. To odpowiedź na globalne zmiany gospodarcze i technologiczne. Jak przekonuje, polski rząd powinien potraktować elektryfikację jako jeden z kluczowych projektów rozwojowych państwa.
KE wyznacza nowy kurs
Przygotowywany przez Komisję Europejską plan, który ma zostać zaprezentowany 17 lipca zakłada przyspieszenie odchodzenia od paliw kopalnych, stopniowe wygaszanie subsydiów dla nich oraz wyznaczenie celu udziału energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii do 2040 r.
Strategia obejmie również rozwój elektromobilności, zastępowanie kotłów na paliwa kopalne pompami ciepła, elektryfikację przemysłu, inwestycje w sieci elektroenergetyczne i magazyny energii oraz rozwój mechanizmów elastycznego zarządzania popytem.
– Zwiększanie poziomu elektryfikacji gospodarki nie jest projektem wymyślonym przez Komisję Europejską. To globalny trend wynikający z ekonomii, bezpieczeństwa energetycznego i rozwoju technologii. Przyspieszenie elektryfikacji znajduje się dziś w strategiach największych gospodarek świata, w tym państw G7 i G20 – mówi Paweł Lachman w rozmowie z Energetyka24.
Polska zostaje w tyle
Zdaniem prezesa PORT PC o powodzeniu unijnej strategii zdecydują nie deklaracje, lecz konkretne cele, harmonogramy i skuteczny system wdrażania.
W kontekście przyspieszenia elektryfikacji Polska jego zdaniem wypada słabo. Obecnie energia elektryczna odpowiada za ok. 23 proc. końcowego zużycia energii w Unii Europejskiej, podczas gdy w Polsce wskaźnik ten wynosi jedynie ok. 17 proc. Projekt Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu zakłada wzrost do ok. 22 proc. w 2030 r. i zaledwie 26 proc. około 2040 r.
– Pozostajemy wyraźnie poniżej średniej unijnej i globalnej, podczas gdy wiele nowoczesnych gospodarek szybko zwiększa wykorzystanie energii elektrycznej – wskazuje Paweł Lachman.
Tymczasem w unijnej debacie jako punkt odniesienia dla 2030 r. pojawia się poziom ok. 32 proc., a w perspektywie 2040 r. nawet 50 proc. udziału energii elektrycznej w końcowym zużyciu energii.
Największy problem? Brak koordynacji
To niejedyne wyzwania przed jakimi stoimy. Polska dysponuje technologiami potrzebnymi do przyspieszenia elektryfikacji. Problemem pozostaje jednak sposób zarządzania transformacją.
– Kompetencje dotyczące elektryfikacji są dziś rozproszone pomiędzy różne resorty i instytucje. Transport, ogrzewanie, przemysł, energetyka czy rozwój sieci funkcjonują jako odrębne obszary polityki. Potrzebna jest instytucja lub osoba na wysokim szczeblu rządowym odpowiedzialna za koordynację całego procesu – wskazuje Paweł Lachman, prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła (PORT PC)
Według niego równie dużym problemem są mało ambitne cele zapisane w krajowych dokumentach strategicznych.
– Nie możemy jednak budować strategii przyszłości na założeniach sprzed kilku lat i ignorować tempa światowych zmian technologicznych – ostrzega prezes PORT PC.
Potrzebny plan i zmiana przepisów
Paweł Lachman uważa, że elektryfikacja powinna stać się także jednym z najważniejszych projektów rozwojowych państwa, realizowanym wspólnie z administracją, biznesem, samorządami, operatorami sieci i organizacjami branżowymi.
– Potrzebny jest plan działania przygotowany wspólnie z biznesem, samorządami, operatorami sieci i organizacjami branżowymi, który określi najważniejsze bariery oraz sposób ich usunięcia – zaznacza.
Wśród najpilniejszych wyzwań wymienia zasady przyłączania nowych źródeł energii, rozwój magazynów energii, lepsze wykorzystanie energii z fotowoltaiki, inwestycje w sieci elektroenergetyczne oraz systemy wsparcia dla pomp ciepła i elektromobilności. Jak ocenia, część obowiązujących regulacji zamiast przyspieszać elektryfikację, w praktyce ją hamuje.
Elektryfikacja może odciążyć system
Ekspert PORT PC zwraca także uwagę na to, że rozwój technologii elektrycznych nie musi oznaczać większego obciążenia systemu elektroenergetycznego.
– Samochody elektryczne mogą być ładowane w okresach wysokiej produkcji energii z OZE i niskich cen, zwiększając elastyczność systemu. Z kolei pompy ciepła, dzięki wykorzystaniu energii z otoczenia, dostarczają wielokrotnie więcej ciepła, niż wynosi zużycie energii elektrycznej potrzebnej do ich pracy. W efekcie elektryfikacja nie oznacza prostego zastąpienia paliw kopalnych energią elektryczną, lecz prowadzi do ograniczenia całkowitego zapotrzebowania na energię – wyjaśnia.
Szansa dla gospodarki
Zdaniem prezesa PORT PC elektryfikacja powinna być postrzegana nie jako kolejny obowiązek wynikający z unijnej polityki, lecz jako szansa na zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego i konkurencyjności polskiej gospodarki.
Rosnący udział energii elektrycznej produkowanej z krajowych źródeł, przede wszystkim odnawialnych, oznacza mniejszą zależność od importowanych paliw oraz większą odporność na zewnętrzne kryzysy cenowe.
– To nie jest wyłącznie trend europejski czy chiński. Elektryfikację rozwijają gospodarki Azji, obu Ameryk, Afryki i Europy. Wynika ona z ekonomii, fizyki i geopolityki – podsumowuje Paweł Lachman.
Regulacje hamują elektryfikację
Z kolei Maciej Borowiak, prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej Polska PV ocenia to inaczej.
– Unijna strategia elektryfikacji jest jednoznaczna: do 2030 roku 200 GW magazynów energii, aktywni odbiorcy, dynamiczne taryfy, agregacja i rynek elastyczności oparty na sygnałach cenowych. Tymczasem w czerwcu Ministerstwo Energii publikuje projekt rozporządzenia sieciowego, który zmierza w przeciwnym kierunku – ocenia.
Jego zdaniem zamiast budować rynek elastyczności, proponuje się administracyjne sterowanie instalacjami m.in. zdalną kontrolę falowników przez operatorów, czy możliwość odłączania instalacji.
– To nie rozwój rynku elastyczności, lecz jego zastąpienie nakazowo-rozdzielczym modelem zarządzania – podkreśla.
To niejedyna bariera jego zdaniem.
– Uzyskanie wszystkich zgód dla projektów powyżej 50 kWp nadal potrafi trwać latami. Do tego dochodzi brak jednolitych zasad przyłączeń – pięciu operatorów systemów dystrybucyjnych stosuje w praktyce dziesiątki różnych standardów. Formalnie standard istnieje, ale w praktyce każdy OSD interpretuje go po swojemu – podkreśla Maciej Borowiak.
Według niego jeśli Polska, aby realizować unijną wizję elektryfikacji, powinna rozwijać konkurencyjny rynek elastyczności, a nie zastępować go administracyjną kontrolą.
– Bez przewidywalnych zasad, jednolitych standardów i realnych bodźców inwestycyjnych trudno będzie wykorzystać potencjał prosumentów i magazynów energii – podsumowuje.


Wybrane okazje dla Ciebie