Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

ETS pozytywnym impulsem czy farsą? Polska polityka vs reforma systemu

abstract-image-of-a-blue-and-yellow-flag-2026-03-19-05-35-13-utc
abstract-image-of-a-blue-and-yellow-flag-2026-03-19-05-35-13-utc
Autor. Envato by FabrikaPhoto

W piątek, 17 lipca br., Komisja Europejska (KE) zaproponowała, by państwa członkowskie przeznaczały min. 50% przychodów z aukcji ETS na inwestycje w dekarbonizację. Ma być też więcej darmowych uprawnień dla przemysłu. W polskiej polityce zawrzało.

Ministra Klimatu i Środowiska Paulina Hennig-Kloska stwierdziła, że propozycje KE mogą „dać oddech” unijnym krajom. Jak podaje PAP, podkreśliła, iż „nie można wyjść z systemu ETS, ale jako kraj członkowski UE możemy system zmieniać”. Zaznaczyła również, że pierwszy raz mamy do czynienia nie z „zaostrzaniem polityki klimatycznej (…), tylko wręcz z luzowaniem, łagodzeniem”, co określiła sukcesem polskiej dyplomacji.

Dekarbonizacja, transformacja, konkurencyjność

Zdaniem Hennig-Kloski, unijna polityka klimatyczna powinna być łagodniejsza, by „Europa nie traciła konkurencyjności” (PAP). Poinformowała, że – choć wiele postulatów Polski zostało uwzględnionych przez KE – kraj ma zabiegać o dalsze łagodzenie wpływu polityki klimatycznej.

Ministra podkreśliła, że łagodniejsza polityka klimatyczna Wspólnoty jest potrzebna, by Europa nie traciła konstytucyjności. Dodała, że propozycja KE w praktyce oznacza powrót na ścieżkę wzmacniania europejskich gospodarek i przemysłu na starym kontynencie. Daje też środki dla polskich przedsiębiorstw na dekarbonizacją i dalszą transformację energetyczną.
PAP

Reforma KE uwzględnia także kwestię liczby uprawnień dostępnych na aukcjach po 2030 r.  PAP podaje, że liczba pozwoleń na sprzedaż ma się regularnie zmniejszać. Takie działania mają z kolei przekonać emitentów do przechodzenia na mniej emisyjne rozwiązania. Pomiędzy 2024 a 2027 r. pulę tę zmniejsza się każdego roku o 4,3% w stosunku do historycznego punktu odniesienia. „To oznacza, że co roku z systemu znika około 84-85 mln uprawnień. Od 2028 r. tempo to ma jeszcze bardziej przyspieszyć, bo ich liczba będzie obniżana o 4,4% rocznie. Kontynuowanie tego tempa doprowadziłoby do tego, że w 2039 r. liczba uprawnień na sprzedaż wyniosłaby zero”. Z tego powodu, KE proponuje, by w latach 2031-2035 wskaźnik wyniósł 3,7%, a w 2036-2040 r. – 1,7%.

Tempo redukcji darmowych uprawnień po 2030 r. ma być obniżone z 2,5% do 2% rocznie. KE, po 2030 r., chce utrzymać instrumenty solidarnościowe – w tym Fundusz Modernizacyjny, z którego skorzysta także Polska. Skala wsparcia ma być jednak o wiele niższa.

W przyszłej dekadzie zostanie on (Fundusz Modernizacyjny) sfinansowany z puli 280 mln uprawnień. Przy zakładanej przez KE cenie na poziomie 75 euro za jedno pozwolenie fundusz może wynieść 21 mld euro. W obecnym dziesięcioletnim okresie trafi do niego blisko 650 mln uprawnień. Szacuje się, że w latach 2021-2030 do Polski trafi z FM około 14 mld euro.
PAP

Krzysztof Bolesta, wiceminister klimatu i środowiska, zapowiedział – jak pisze PAP – że Polska będzie walczyć między innymi o zwiększenie skali wsparcia z Funduszu Modernizacyjnego. Jego zdaniem, „celem resortu jest zadbanie o to, by przemysł miał jak najlepsze warunki do funkcjonowania w Polsce i UE”.

Co z przeciętnymi obywatelami?

Przypomnijmy, że w maju br. Prezydent RP Karol Nawrocki złożył do Senatu wniosek o przeprowadzenie referendum ws. przyszłości unijnej polityki klimatycznej. Skierowane do obywateli pytanie miało brzmieć:„Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.

Wniosek został wtedy odrzucony. Szef gabinetu prezydenta, Paweł Szefernaker, zapowiedział jednak, że w tym tygodniu prezydent złoży go ponownie, jednak pytanie będzie zmodyfikowane.

Żeby doszło do referendum, Nawrocki musi otrzymać zgodę Senatu RP, wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności min. połowy ustawowej liczby senatorów. Szefernaker zaznaczył w swoim wpisie na platformie X, że „ETS to najbardziej kosztowny element unijnej polityki klimatycznej” (PAP).

Sprawę skomentowała wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat. Jak oświadczyła: „Nie będzie naszej zgody na referendum”. Jej zdaniem, intencją Nawrockiego ma być stworzenie atmosfery pod wyjście Polski z Unii Europejskiej.

Nie miejmy żadnych złudzeń. Prezydent Nawrocki nie dba o to, żeby zatrzymać zmianę klimatu, żeby zawalczyć o to, żebyśmy rzeczywiście się nie ugotowali, żebyśmy nie mieli przerw w dostawie wody, które już się pojawiały w Polsce, żebyśmy nie mieli przerw w dostawie prądu.
Wicemarszałkini Senatu RP Magdalena Biejat, PAP

Biejat nawiązała także do koalicji 10 krajów, w której znajduje się także Polska. Ich celem, jak mówiła, jest ukazanie polityki klimatycznej w nowej odsłonie – miałaby uwzględniać zróżnicowane potrzeby i uwarunkowania różnych państw. Jak stwierdziła, „nie może być tak, że na koniec za tę politykę zapłacą zwykli ludzie, których trzeba chronić” (PAP).

ETS a polska gospodarka

„Farsą” działania KE określa Ewa Zajączkowska, europosłanka reprezentująca Konfederację. Jej zdaniem rewizja systemu ETS znacznie odbiega od tego, co zapowiadała Komisja. Zajączkowska, we wpisie na Facebook’u , napisała, że KE „utrzymała zabójczy dla gospodarki plan redukcji CO2 o 90 procent do 2040 roku! (…) Miesiącami wypuszczali komunikaty, że dojdzie do reformy łagodzącej system. A jak przyszło co do czego, to korekty są niewielkie, a kurs na zaoranie gospodarki Zielonym Ładem pozostał bez zmian!” (zachowano oryginalną pisownię autorki).

W innym poście polityczka poinformowała, że pod„obywatelskimi petycjami ws. wycofania ETS2 i dyrektywy o przymusowych remontach klimatycznych budynków” zebrano wymagane 100 tys. podpisów. Nie ukrywała także swojej antypatii względem obecnej władzy, pisząc: „Przypominam, że rząd Tuska przecież zaakceptował ETS2 od 2028 roku! Na nich nie ma co liczyć, losy polskich rodzin ich najwyraźniej nie obchodzą”.

Jak pisaliśmy, zdaniem ekspertów reforma systemu ETS może stać się pozytywnym impulsem dla rozwoju polskiej gospodarki. Nie wystarczą jednak same przepisy, potrzeba bowiem inwestycji i stabilnych zasad, a także rozsądnego wykorzystania wpływów – tak by możliwe było przyspieszenie modernizacji przemysłu i energetyki.

DG/PAP

Reklama
Reklama