Reklama
Reklama
Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Powódź w Nepalu. Ekspert: Służby ratownicze w tym kraju nie istnieją

Katmandu Nepal
Katmandu, Nepal
Autor. Magdalena Melke, archiwum prywatne

Nepalskie i chińskie służby wznowiły akcje ratunkowe i poszukiwawcze po chwilowym postoju, spowodowanym ryzykiem przełamania się tamy na jeziorze osuwiskowym. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 547 osób, jednak szacunki Czerwonego Krzyża mówią, że w ten lub inny sposób w wyniku powodzi mogło ucierpieć co najmniej 93 000 osób.

Niestety, Nepal nie jest jednak tak zorganizowany jak Chiny. Służby ratownicze w tym kraju nie istnieją” – mówi w rozmowie z E24 dr Tomasz Łukaszuk, polski politolog i dyplomata, ambasador RP w Indonezji (2005–2010) oraz Indiach (2014–2017), pracownik naukowy UW.

To dopiero początek

Jeszcze dzisiejszego ranka władze Nepalu informowały, że zapora wodna, która powstała w wyniku zawalenia się lodowca w środę, została „przerwana po stronie tybetańskiej”. W efekcie wstrzymano prace zespołów ratowniczych na blisko trzy godziny, jednak po tym czasie poinformowano, że zagrożenie ustąpiło, a poziom wody obniżył się. Nie wiadomo jednak, jak długo utrzyma się ten stan ani czy nie dojdzie do przelania się wody z jeziora. Szczyt zagrożenia prognozuje się na 1 września.

Obecnie liczbę ofiar szacuje się na 547 osób, a zaginionych na ponad 1300. Kostnice i szpitale w okolicznych dystryktach zmagają się z przepełnieniem wraz z tym, jak ciała zmarłych spływają z nurtem rzeki.

Warto jednak pamiętać, że region Himalajów-Hindukuszu to system naczyń połączonych, a powódź w jednym miejscu zagraża wioskom i miejscowościom położonym w dole rzek i dolin. W efekcie ostateczny bilans ofiar może okazać się o wiele większy.

Uważamy, że ucierpiało co najmniej 93 000 osób” – powiedział cytowany przez Agencję Reutera David Fisher, szef delegacji Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca w Nepalu.

Jak dodał Kamal Kishore, szef Biura ONZ ds. Ograniczania Ryzyka Katastrof, wysiedlenie, przeludnienie oraz zakłócenia w dostawach wody i usług sanitarnych wynikające z katastrofy mogą jedynie zwiększyć ryzyko wystąpienia chorób zakaźnych, potęgując skalę zniszczeń.

Jeśli w Nepalu wydarzy się katastrofa, fala powodziowa dociera później do najgęściej zaludnionego stanu Indii, Biharu” – mówi dr Łukaszuk.

Reklama

Zielone światło dla zagranicznych zespołów ratunkowych

Jak podawał „Kathmandu Post”, początkowo rząd w Katmandu odrzucił oferty kilku krajów (w tym Chin, Indii, USA, Wielkiej Brytanii czy Japonii) dotyczące wysłania ekip poszukiwawczo-ratowniczych do Nepalu. Informacje te potwierdziła Agencja Reutera.

Zdaniem cytowanego przez agencję byłego ambasadora Nepalu przy ONZ w Genewie, Dinesha Bhattaraia, niechęć rządu do przyjmowania zagranicznych ekip poszukiwawczo-ratowniczych mogła być związana z lokalizacją dotkniętego powodzią dystryktu Rasuwa. Graniczy on z Tybetem, który od 1950 r. jest okupowany przez Chińską Republikę Ludową (ChRL) – z tego powodu nepalskie władze mogły być niechętne bliskości zagranicznych zespołów ratowniczych. Jednak rzecznik nepalskiego MSZ cytowany przez Reutersa zaprzecza tym doniesieniom.

Ostatecznie nepalski rząd zmienił zdanie pod presją krajów, których obywatele nadal pozostają zaginieni – w tym Korei Południowej. Jak donosi „Washington Post” wysoki randą urzędnik państwowy Nepalu powiedział: „Zezwalamy na obecność ograniczonej liczby ekspertów w niektórych obszarach”.

Nepalczycy otrzymali od Chińczyków ostrzeżenie przed zbliżającą się katastrofą w ramach istniejącej współpracy. Służby hydrologiczne współpracują ze sobą” – zaznacza dr Łukaszuk.

Główną osią współpracy technicznej między państwami pozostaje bazujące w Katmandu International Centre for Integrated Mountain Development (ICIMOD). Instytucja ta wraz z partnerami w obu krajach stara się rozwijać Regionalny System Informacji Powodziowej (RFIS), bazujący na systemach telemetrycznych i wymianie danych hydrometeorologicznych.

Jednak zdaniem politologa systemy ostrzegania ze strony nepalskich instytucji wyglądają lepiej w teorii niż w rzeczywistości.

Niestety, Nepal nie jest jednak tak zorganizowany jak Chiny. Służby ratownicze w tym kraju nie istnieją. Nie istnieje również ani Obrona Cywilna ani Górskie Pogotowie Ratownicze.
podkreśla ekspert

Problemem pozostaje także korupcja. Zgodnie z rankingiem Indeksu Percepcji Korupcji opublikowanym przez Transparency International, Nepal notuje wynik 34 na 100 punktów. Pozycjonuje to kraj w gronie państw o ugruntowanej, systemowej korupcji sektora publicznego, przez co cierpią również projekty infrastrukturalne i rozwój państwowych systemów pomocy – które mogłyby zmniejszać negatywne skutki katastrof naturalnych w regionie.

Konflikt interesów

Dr Łukaszuk przypomina, że w Nepalu wyraźnie widać mocne zderzenie politycznych interesów Chin i Indii, spowodowane m.in. sporami granicznymi, jakie toczą między sobą wszystkie trzy państwa.

Obecnie napięcia rozszerzają się także na inne sektory funkcjonowania państwa, w tym – infrastrukturę krytyczną.

Katmandu i Pekin działają w oparciu o dwie umowy – z 2019 i 2024 r. Nepal został włączony do Inicjatywy Pasa i Szlaku (BRI), w której ramach budowana jest infrastruktura drogowa i hydrologiczna – zarówno graniczna, jak i transgraniczna, również w Rasuwie” – zaznacza dr Łukaszuk.

Jak podają eksperci Foreign Policy Research Institute, Chiny starają się zabezpieczać kontrakty budowlane, a Indie wykorzystują swoją przewagę geograficzną – są naturalnym i jedynym rynkiem zbytu dla nepalskich nadwyżek prądu.

W 2018 roku Indie zablokowały możliwość zakupu energii z elektrowni finansowanych przez podmioty państw, z którymi nie mają dwustronnych umów energetycznych. Miało to uderzyć w podmioty współpracujące z Chińczykami.

W efekcie Katmandu zmuszone jest do lawirowania między dwoma geopolitycznymi potęgami i to nie tylko na płaszczyźnie politycznej, lecz również ekonomicznej i coraz częściej – energetycznej.

Reklama

Utrata twarzy

Zachodniego odbiorcę może zaskoczyć opublikowany 27 sierpnia wpis chińskiej ambasady w Nepalu. Odrzuciła ona twierdzenie Katmandu, że przyczyną ogromnych zniszczeń było zawalenie się wspomnianej już tamy osuwiskowej po stronie Tybetu. Ambasada Chin wprost nazwała te doniesienia „fake newsami”, kończąc swój wpis stwierdzeniem: „Oskarżenia nic nie dają. Współpraca ratuje życie”.

Również cytowani przez państwową CCTV eksperci z chińskiego Ministerstwa Zasobów Naturalnych mówią o „osunięciu się wysokogórskiego lodowca w Nepalu”.

Źródło katastrofy znajduje się w trudno dostępnych, wysokogórskich i złożonych terenach Nepalu, co utrudnia przeprowadzenie kontroli w miejscu źródłowym i wykrycie sygnałów ostrzegawczych” – podaje CCTV.

Z czego wynika ostra reakcja chińskiej ambasady w Katmandu oraz zaprzeczanie faktom przez chińskie media? Zdaniem dr Łukaszuka jest to efekt kwestii kulturowych.

Analizując jakiekolwiek informacje napływające z Azji, należy pamiętać, że kwestia „zachowania twarzy” odgrywa tam kolosalną rolę. Jest ona znacznie silniejsza niż w naszej kulturze. „Utrata twarzy” przez władzę oznacza ryzyko utraty posłuchu i autorytetu” – podkreśla politolog.

W efekcie nawet jeśli mówimy o zjawisku naturalnym, niezależnym od działań człowieka, władze ChRL nie przyznają, że katastrofa rozpoczęła się osunięciem lodowca po stronie Tybetu.
Reklama

To nie pierwszy raz

Ze względu na swoje położenie geograficzne, Nepal regularnie doświadcza wszelakich katastrof naturalnych na mniejszą i większą skalę. Trzęsienia ziemi, powodzie, nagłe zmiany pogody, a do tego zachodzące zmiany klimatyczne – wszystko to powoduje, że mieszkańcy regularnie mierzą się z siłami natury i zmuszeni są do odbudowywania swoich domów.

Zgodnie z opublikowanym przez nepalskie władze raportem Nepal Disaster Report z 2024 r., w latach 2018-2024 rządowy portal zarządzania kryzysowego BIPAD zarejestrował 32 375 incydentów związanych z katastrofami naturalnymi. Wśród ryzyk wymienia się m.in. osuwiska (szczególnie w porze deszczowej) i ryzyko powodzi z przerwania wałów jezior lodowcowych (GLOF).

Mogłoby się wydawać, że kraj permanentnie narażony na ryzyko występowania katastrof naturalnych będzie posiadał jedne z najlepszych służb ratunkowych i górskich na świecie. Jednak zdaniem dr Łukaszuka prawda jest zupełnie inna.

W Nepalu nie istnieje ani Obrona Cywilna, ani Górskie Pogotowie Ratownicze. Niestety, nic się nie zmieniło od 2014 r., kiedy z powodu nagłego spadku temperatury w październiku turyści zamarzali na szlakach trekkingowych. Nic się nie zmieniło również od czasu największej katastrofy, jaka do tej pory dotknęła Nepal, czyli trzęsienia ziemi z 2015 r. Nepalczycy nie wyciągnęli żadnych wniosków.
zaznacza ekspert

Kogo w takim razie widzimy na internetowych nagraniach, podczas akcji ratowniczych? Dr Łukaszuk informuje, że do akcji ratowniczych po stronie nepalskiej włącza się wojsko.

Przy katastrofach masowych (takich jak powodzie czy trzęsienia ziemi) ciężar działań ratunkowych bierze na siebie nepalska formacja paramilitarna, Armed Police Force (APF). Z kolei w przypadku ratownictwa wysokogórskiego, od 1973 r. działa organizacja non-profit Himalayan Rescue Association (HRA). Nie ma więc mowy o państwowych służbach.

Uważam, że wszystkie zainteresowane państwa, w tym również Polska – bo przecież co roku do Nepalu wyjeżdża około 25 tysięcy Polek i Polaków – wspólnie z Norwegią, UE, Chinami i Indiami, powinny dojść do porozumienia i stworzyć w Nepalu (od podstaw) służby hydrologiczne, ratownictwo oraz całą zintegrowaną sieć ostrzegania. Analogiczne rozwiązanie wdrożono po tragicznym tsunami z 2004 r., w którym zginęło 300 tys. osób” – mówi politolog.

Wszystkie opinie przedstawione w materiale przez dr Tomasza Łukaszuka są jego opiniami prywatnymi.

Reklama
Zobacz również

Wybrane okazje dla Ciebie

Reklama
Reklama