Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

Niemcy tropią sabotaż Kremla. Prokuratura bada sprawę Gazprom Germanii

Brama Brandenburska w Berlinie.
Brama Brandenburska. Zdjęcie ilustracyjne.
Autor. @luisaaa73/Envato

Niemiecka prokuratura generalna zarządziła przeszukania w Berlinie i Frankfurcie nad Menem, dotyczące dawnego koncernu Gazprom Germania. Zdaniem śledczych po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. mogło dojść do prób zakłócenia dostaw gazu do Niemiec. Czy oznacza to, że Niemcy chcą uczyć się na błędach przeszłości?

Chodzi o podejrzenie usiłowania sabotażu wymierzonego w porządek konstytucyjny Niemiec oraz pomocnictwa w naruszeniach ustawy o handlu zagranicznym – podała agencja dpa.

Naciski z Moskwy?

Prokuratura poinformowała, że nie doszło do zatrzymań. „Przeszukania służą zweryfikowaniu istniejących podejrzeń” – podała.

Jak przekazała, zarządzono przeszukanie pomieszczeń w Berlinie powiązanych z podejrzanym obywatelem Rosji i osobą, która nie jest podejrzana, a także przedsiębiorstwa we Frankfurcie nad Menem.

W marcu 2022 roku, krótko po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, spółka Gazprom Germania z siedzibą w Berlinie została wydzielona z rosyjskiego koncernu państwowego Gazprom poprzez szereg pośrednich transakcji sprzedaży udziałów.

1 kwietnia 2022 r. Gazprom ogłosił, że przekazuje 100 proc. udziałów dwóm nowym, fasadowym podmiotom z Rosji: JSC Palmary oraz Gazprom Export Business Services. Bezpośrednio po zakupie, firmy te nakazały likwidację Gazprom Germanii.

Śledczy podejrzewają, że wbrew zapisom ustawy o handlu zagranicznym nakaz likwidacji wydano bez zgody niemieckiego ministerstwa gospodarki. "Istnieje podejrzenie, że zbycie (udziałów - PAP) i likwidacja (Gazpromu Germanii - PAP) służyły zakłóceniu dostaw gazu w Niemczech" - przekazała prokuratura. Jednemu z podejrzanych zarzuca się, że w tym celu wspierał wykonanie uchwały o likwidacji spółki.
Reklama

Gazowy paraliż Berlina

Sprawa Gazprom Germanii (obecnie neutralnego SEFE) jest o tyle interesująca, że spółka kontrolowała de facto jedną czwartą gazowych buforów bezpieczeństwa Niemiec i jedną siódmą rynkowego obrotu błękitnego paliwa.

Niemiecka Prokuratura Federalna potwierdziła, że w 2022 r. spółka - poprzez operatora Astora - posiadała co najmniej 25 proc. pojemności magazynów gazu ziemnego w Niemczech.

Należał do niej m.in. największy podziemny magazyn błękitnego paliwa w Europie Zachodniej, znajdujący się w Rehden i odpowiadający za ok. 20 proc. pojemności w kraju.

Jednak to nie wszystko. Firma odpowiadała również za 14 proc. niemieckiego rynku dostaw energii poprzez swoją spółkę-córkę WINGAS i zaopatrywała zarówno zakłady komunalne, jak i chemicznego giganta Niemiec, BASF. Dodatkowo holding był współwłaścicielem operatora GASCADE, zarządzającego siecią ponad 3700 km strategicznych gazociągów wysokiego ciśnienia – m.in. nitkami OPAL czy EUGAL.

W przypadku nagłej likwidacji spółki, kluczowe niemieckie fabryki z dnia na dzień straciłyby podstawę prawną do odbioru gazu, a pozbawieni surowca klienci musieliby kupić błękitne paliwo na giełdzie spotowej – po rekordowych cenach, sięgających wówczas ok. 129 euro/MWh (to o 52 proc. więcej niż w styczniu 2022 r.). Groziłoby to bankructwem lokalnych dostawców, a magazyny gazu Astory (stojące u progu zatłaczania na kolejny sezon grzewczy) pozostałyby puste, pogłębiając niemiecki kryzys energetyczny.

Luka w prawie i ratunek z Brukseli

Ostatecznie do realizacji uchwały nie doszło, a niemieckiemu rządowi udało się opanować sytuację. Resort gospodarki powołał się na ustawę o stosunkach gospodarczych z zagranicą (niem. Außenwirtschaftsgesetz), zgodnie z którą przejęcie operaturo infrastruktury krytycznej przez podmiot spoza UE wymaga uprzedniej zgody rządu.

Rosjanie nie wystąpili o taką zgodę, więc ówczesny minister gospodarki Robert Habeck uznał transakcję za „prawnie bezskuteczną”. Gazprom Germanię oddano pod przymusowy zarząd powierniczy, sprawowany przez Federalną Agencję ds. Sieci (Bundesnetzagentur).

Zarządzenie o zarządzie powierniczym służy ochronie bezpieczeństwa i porządku publicznego oraz zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw. Ten krok jest absolutnie konieczny. Bezpieczeństwo dostaw jest obecnie gwarantowane” – zaznaczył Habeck, starając się tym samym opanować już i tak skrajnie napiętą atmosferę, jaka panowała w Niemczech.

Przypomnijmy: w kwietniu 2022 r. niemiecka klasa polityczna z kanclerzem Olafem Scholzem na czele gwałtownie rewidowała swoją politykę zagraniczną wobec Rosji, co nazwano szumnie „Zeitenwende” (czyli: dziejowym zwrotem), trwała burzliwa debata nad natychmiastowym odcięciem się od rosyjskich surowców, a hurtowe ceny prądu oscylowały w granicach 160-180 euro/MWh (wzrost o ok. 28 proc. wobec cen ze stycznia tego samego roku). Gaz zdrożał o 80 proc., a Moskwa naciskała na państwa UE, aby dokonywały płatności za jej surowce w rublach.

Gdyby na początku kwietnia 2022 r. Gazpromowi udałoby się doprowadzić do likwidacji spółki Gazprom Germania, miałoby to bardzo złe skutki zarówno pod względem gospodarczym, jak i polityczno-społecznym, wzmagając niepokój obywateli.

Jednak rządowi Scholza udało się znacjonalizować spółkę. Po oddaniu Gazprom Germanii pod zarząd powierniczy, Rosja natychmiast nałożyła sankcje na firmę i odcięła jej dostawy gazu (ok. 10 mln m3 dziennie). Państwowy bank rozwoju Niemiec (KfW) przyznał spółce linie kredytowe do 13,8 mld euro, aby nie musiała kupować surowca na szalenie drogim rynku spot, a w tym czasie doprowadzono do nakazowego obniżenia kapitału zakładowego do zera.

W efekcie bez zgody Gazpromu pozbawiono go udziałów w spółce, którą znacjonalizowano i za zgodą UE przemianowano na Securing Energy for Europe (SEFE). Bruksela zgodziła się również na wyemitowanie przez Berlin nowych udziałów o tej samej wartości nominalnej – 225,6 mln euro, w pełni objętych przez skarb państwa RFN. „Komisja uznała, że środek przyjęty przez Niemcy jest konieczny, właściwy i proporcjonalny w celu zaradzenia poważnym zaburzeniom w gospodarce państwa członkowskiego” – napisano w komunikacie.

Nauka na błędach?

Śledztwo rozpoczęte przez niemiecką prokuraturę mogłoby dawać promień nadziei na refleksyjność niemieckich elit politycznych. Niestety, niewiele wskazuje na to, aby Berlin rzeczywiście chciał definitywnie odciąć się od dawnych zażyłości.

Na początku czerwca delegacja niemieckich przedsiębiorców pojawiła się na forum ekonomicznym w Petersburgu – po raz pierwszy od 2022 r. I choć Szef niemieckiej Izby Handlu Zagranicznego (AHK) Matthias Schepp zaznaczył, że poprzez uczestnictwo w rosyjskim forum Berlin chce ochronić ponad 100 mld euro aktywów w Rosji (jego zdaniem, inaczej miałyby one trafić do Azji), dane przeczą obawom naszych zachodnich sąsiadów.

Ostatecznie, to Rosji o wiele bardziej zależy na energetycznej i ekonomicznej współpracy z UE niż nam, ponieważ rynek azjatycki nie jest w stanie równie efektywnie zastąpić budowanych przez lat połączeń infrastrukturalnych.

Logika ta nie przeszkodziła jednak członkom skrajnie prawicowej AfD w przyjacielskich spotkaniach z rosyjskimi biznesmenami i politykami. Przedstawiciel partii Markus Frohnmaier spotkał się wówczas z szefem Gazpromu Aleksiejem Millerem, z którym miał omawiać możliwość ponownego uruchomienia rurociągów Nord Stream oraz wznowienie dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec.

Moskwa zgrabnie wykorzystuje problemy gospodarcze Berlina i narastające napięcia społeczne do wzmacniania swojej pozycji. Niemcy mierzą się z głęboką stagnacją strukturalną. Prognozy wzrostu PKB na 2026 r. wynoszą do 0,5 proc., co Federacja Przemysłu Niemieckiego określa jako sytuację „krytyczną”.

Rhodium Group
Rhodium Group
Autor. Rhodium Group
Przemysł traci udziały na rynku na rzecz Chin (i to w takich obszarach jak chemia czy maszyneria), a "perła w koronie" niemieckiej gospodarki, sektor motoryzacyjny, kurczy się pod presją ze strony konkurencji z Pekinu - przede wszystkim w zakresie elektromobilności.

Jak donosi Forbes, sytuacja jest coraz bardziej dramatyczna, a lista upadłości firm notuje najwyższe poziomy od 20 lat. „Dane pokazują strukturalny rozpad niemieckiej gospodarki. W niektórych branżach chodzi już tylko o przetrwanie” – ostrzega ekspert ds. restrukturyzacji Jonas Eckhardt z firmy Falkensted.

Patrząc z tej perspektywy nic dziwnego, że przeciętny niemiecki wyborca w coraz mniejszym stopniu przejmuje się perspektywą powrotu geopolitycznego uścisku Rosji. Ostatecznie, ”złota dekada” Niemiec przypada na lata 2010-2018, a tani gaz z Moskwy był jednym z trzech filarów budujących jej sukces (zaraz obok reform rynku pracy i popytu ze strony Chin).

Błękitne paliwo z Kremla było podstawowym surowcem produkcyjnym niemieckiej petrochemii i energii dla fabryk, a preferencyjne ceny oferowane przez Rosjan umożliwiały Niemcom odsprzedawanie nadwyżek surowca z zyskiem do zachodnich sąsiadów. To właśnie Nord Stream stał się podstawą do finansowania Energiewende.

AfD jawnie deklaruje: chcemy pragmatycznej polityki z Rosją; róbmy z nimi interesy, przecież nie wejdą do Europy; a jeśli chodzi o wojnę w Ukrainie, to przecież nic nam do tego” – mówił w rozmowie z E24 dr Witold Ostant z Instytutu Zachodniego. Niestety, aktualne sondaże poparcia pokazują, że hasła „pragmatycznej polityki” wracają pod strzechy. AfD notuje rekordowe poparcie na poziomie nawet do 27-29 proc., podczas gdy CDU/CSU otrzymuje 21-23 proc. Kanclerzowi Friedrichowi Merzowi nie pomaga zła sytuacja ekonomiczna, a niezadowolenie wyborców odbija się na jego popularności.

Jak informowała PAP, ponad jedna trzecia niemieckich firm uważa, że sankcje bardziej szkodzą Niemcom niż Rosji. Na pytanie o wznowienie importu rosyjskiego gazu i ropy 65 proc. odpowiedziało „tak, im szybciej, tym lepiej”, a 31 proc. – „tak, ale dopiero po zakończeniu walk na Ukrainie”. Pokazuje to, na jak podatny grunt trafiają słodkie słowa prosto z Kremla i jak kuszący może być dla Berlina powrót do interesów z Moskwą – jeśli tylko nadaży się ku temu okazja.

MM / Iwona Weidmann PAP

Reklama
Reklama