- WIADOMOŚCI
Koncerny paliwowe bliżej zielonych pieniędzy. W UE narasta spór o greenwashing
Autor. Envato / johan10
Państwa członkowskie UE uzgodniły stanowisko negocjacyjne w sprawie reformy przepisów o ujawnianiu informacji dotyczących zrównoważonych inwestycji, które może ułatwić spółkom paliwowym obecność w funduszach określanych jako transformacyjne. Chodzi m.in. o koncerny rozwijające nowe projekty ropy i gazu, jeśli jednocześnie przeznaczają część nakładów inwestycyjnych na działalność zgodną z unijną taksonomią.
Rada UE poinformowała, że jej stanowisko dotyczy przeglądu rozporządzenia SFDR, czyli Sustainable Finance Disclosure Regulation – donosi Politico. Przepisy te obowiązują od marca 2021 r. i określają, w jaki sposób uczestnicy rynku finansowego mają informować inwestorów o ryzykach ESG oraz wpływie inwestycji na kwestie środowiskowe, społeczne i ładu korporacyjnego.
Celem reformy jest uproszczenie obecnego systemu, który, według Komisji Europejskiej, okazał się zbyt skomplikowany, kosztowny dla rynku i nieczytelny dla inwestorów detalicznych. Obecne przepisy zaczęły być w praktyce traktowane jako system etykietowania produktów finansowych, zwłaszcza w odniesieniu do funduszy z art. 8 i art. 9 SFDR. Komisja wskazywała, że prowadziło to do nieporozumień i zwiększało ryzyko greenwashingu, czyli przedstawiania produktów lub firm jako bardziej zrównoważonych, niż są w rzeczywistości.
Rada UE łagodzi podejście do firm paliwowych
W listopadzie 2025 r. Komisja Europejska zaproponowała zmianę systemu i wprowadzenie trzech nowych kategorii produktów finansowych:
- „sustainable”, czyli inwestujących w podmioty i projekty spełniające wysokie standardy zrównoważenia;
- „transition”, czyli wspierających firmy i projekty znajdujące się na wiarygodnej ścieżce transformacji;
- oraz „ESG basics”, obejmujących produkty stosujące podstawowe podejście ESG, ale niespełniające kryteriów dwóch wyższych kategorii.
Najbardziej sporny element dotyczy kategorii „transition”. Komisja chciała, aby wyłączone były z niej firmy rozwijające nowe projekty paliw kopalnych. Rada UE zaproponowała jednak łagodniejsze podejście. Zgodnie ze stanowiskiem państw członkowskich inwestycje w spółki aktywne w sektorze paliw kopalnych mogłyby zostać zaliczone do kategorii transformacyjnej, jeżeli firmy te przeznaczają co najmniej 20 proc. nakładów kapitałowych na działalność zgodną z unijną taksonomią oraz posiadają jasną, ograniczoną w czasie strategię redukcji emisji gazów cieplarnianych. Oznaczałoby to, że koncern naftowo-gazowy rozwijający nowe złoża ropy lub gazu mógłby nadal znaleźć się w portfelu funduszu oznaczanego jako wspierający transformację, o ile jednocześnie inwestuje odpowiednią część kapitału np. w odnawialne źródła energii, technologie wodorowe, wychwytywanie i składowanie CO2 lub inne aktywności uznane za zgodne z taksonomią UE.
Rada UE argumentuje, że takie podejście ma uwzględniać rolę firm wysokoemisyjnych w procesie transformacji. Według państw członkowskich kapitał prywatny powinien trafiać nie tylko do spółek już dziś uznawanych za zielone, lecz także do podmiotów, które dopiero ograniczają emisyjność swojej działalności. W komunikacie Rady podkreślono, że reforma ma ułatwić inwestorom porównywanie produktów finansowych i jednocześnie wspierać cele środowiskowe, społeczne oraz konkurencyjność Unii.
Greenwashing czy realna transformacja?
Stanowisko państw członkowskich wywołało jednak krytykę organizacji klimatycznych i części ekspertów od zrównoważonych finansów. Ich zdaniem dopuszczenie firm rozwijających nowe projekty paliw kopalnych do kategorii transformacyjnej może rozmyć sens reformy i utrudnić inwestorom ocenę, czy ich pieniądze rzeczywiście wspierają dekarbonizację. Krytycy wskazują, że inwestowanie części środków w zielone aktywa nie musi oznaczać rezygnacji z modelu biznesowego opartego na ropie i gazie.
Organizacja ShareAction oceniła, że stanowisko Rady UE może otworzyć drogę do greenwashingu. Podobne obawy zgłaszają środowiska skupione wokół zrównoważonych inwestycji, które wskazują, że szczególnie problematyczne byłoby dopuszczenie do kategorii transformacyjnej firm kontynuujących ekspansję w segmencie paliw kopalnych. W tle sporu pojawia się także argument zgodności z celami Porozumienia paryskiego i ścieżką ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5 st. C.
Dla sektora paliwowego propozycja Rady UE byłaby korzystna. Oznaczałaby, że duże koncerny naftowo-gazowe nie byłyby automatycznie wyłączone z części rynku funduszy zrównoważonych lub transformacyjnych tylko dlatego, że inwestują w nowe projekty ropy i gazu. Mogłyby argumentować, że finansowanie ich działalności pomaga przeprowadzić transformację energetyczną, zwłaszcza jeśli równolegle zwiększają wydatki na energetykę odnawialną, wodór, biopaliwa, CCS lub niskoemisyjne projekty energetyczne.
Spór ma również wymiar geopolityczny. Branża paliwowa i część państw członkowskich wskazują, że Europa nadal potrzebuje inwestycji w bezpieczeństwo dostaw energii, szczególnie w warunkach napięć na Bliskim Wschodzie, ograniczania zależności od Rosji i niepewności na globalnych rynkach surowców. Organizacje klimatyczne odpowiadają, że bezpieczeństwo energetyczne nie powinno prowadzić do osłabiania wiarygodności unijnej polityki klimatycznej ani do tworzenia nowych luk w systemie zielonego finansowania.
Więcej wskaźników, mniej obowiązków dla profesjonalnych inwestorów
Rada UE zaproponowała także inne zmiany. Produkty z kategorii sustainable i transition miałyby obowiązkowo wykorzystywać co najmniej trzy wskaźniki dotyczące negatywnego wpływu inwestycji na czynniki zrównoważonego rozwoju. W przypadku inwestycji w spółki paliwowe objęte kategorią transition miałby pojawić się dodatkowy, czwarty wskaźnik. Państwa członkowskie chcą również dopuścić pod pewnymi warunkami do kategorii transition emisje ogólnego przeznaczenia podmiotów sektora publicznego z UE, co ma znaczenie m.in. dla funduszy emerytalnych i ubezpieczeniowych.
Rada zaproponowała ponadto, aby niektóre alternatywne fundusze inwestycyjne oferowane wyłącznie inwestorom profesjonalnym nie musiały stosować przepisów dotyczących kategoryzacji produktów. Argumentem jest to, że inwestorzy profesjonalni nie potrzebują takiego samego poziomu uproszczonej, wystandaryzowanej informacji jak inwestorzy detaliczni.
