Analizy i komentarze

Po raz pierwszy w historii UE importuje więcej surowców energetycznych z USA niż z Rosji [KOMENTARZ]

Prezydent Joe Biden
Fot. Flickr/Gage Skidmore

Gdyby ktoś prognozował taki obrót spraw dekadę, a zwłaszcza dwie dekady temu, zostałby uznany za wariata.

Jeżeli chodzi o sam gaz ziemny, USA przebiły Rosję jako eksporter do UE już kilka miesięcy temu. Amerykański analityk ekonomiczny Joey Politano na bazie danych Eurostatu policzył, że pod koniec 2022 r. Stany Zjednoczone wyprzedziły Rosję również w ogólnym rozrachunku eksportu szeroko rozumianych źródeł energii do UE. Wpływ na to wydarzenie miało również unijne embargo na rosyjski węgiel – w dużej mierze zastąpił go amerykański.

Zresztą europejski niedobór energii był już dotkliwy przed inwazją Rosji na Ukrainę prawie rok temu - a sama inwazja zmieniła złą sytuację w kryzys.

Czytaj też

Po inwazji na Ukrainę, Rosja zaczęła drastycznie zmniejszać ilość gazu ziemnego wysyłanego do Europy w celu wywołania kryzysu ekonomicznego, co częściowo się udało. Obecnie UE jest zmuszona do uniezależnienia się od rosyjskiej energii, ponieważ eksport gazu do UE spadł o prawie 90 proc. w porównaniu z poziomem sprzed pandemii.

Jednak dzięki szybkiej budowie zdolności produkcyjnych w zakresie skroplonego gazu ziemnego, nowym źródłom importu energii, zmniejszeniu konsumpcji i szczęśliwie ciepłej pogodzie, UE znacznie poprawiła swoje perspektywy energetyczne od lata ubiegłego roku. Udało się uniknąć najgorszych możliwych scenariuszy tej zimy. Kryzys energetyczny nadal jest znaczącym czynnikiem hamującym wzrost gospodarczy w Europie i w dużym stopniu przyczynia się do wzrostu inflacji, a rynki wciąż przewidują podwyższone ceny gazu ziemnego do 2026 roku.

Co ważne, gospodarki europejskie zdołały kupić sobie więcej czasu, co ma ogromne znaczenie w napiętym harmonogramie odchodzenia od rosyjskich surowców.

Niemcy najwięcej gazu kupowały za pośrednictwem Nord Streamu. Obecnie, po eksplozjach które go uszkodziły, ten podmorski gazociąg jest wyłączony z użytku i nie wiadomo czy kiedykolwiek jeszcze będzie przesyłał gaz. Berlin bardzo szybko uwinął się z czarterem i instalacją dwóch terminali LNG, w Wilhelmhaven i Brunsbuttel, które zostały uruchomione w pierwszej połowie stycznia. Trend jest taki sam na całym kontynencie - Europa (łącznie w Wielką Brytanią) była w stanie zastąpić praktycznie cały utracony import energii z Rosji, czerpiąc rekordowe ilości z globalnych rynków LNG i uzyskując pewne wsparcie poprzez rosnący import rurociągowy z Norwegii, Afryki Północnej i innych obszarów.

Czytaj też

Wzrost importu LNG oznacza, że UE nadal importuje w zasadzie tyle samo gazu ziemnego, co przed inwazją na Ukrainę - tylko że o wiele, wiele mniej pochodzi on z Rosji. Norwegia stała się nowym największym źródłem gazu ziemnego w bloku, a Afryka Północna dostarcza go więcej niż Rosja.

W rzeczywistości, masowa budowa zdolności eksportowych LNG w USA (Ameryka stała się numerem jeden wśród eksporterów LNG na początku tego roku) w połączeniu z całkowitym załamaniem dostaw rosyjskiego gazu ziemnego do Europy oznacza, że UE otrzymuje obecnie więcej gazu z USA niż z Federacji Rosyjskiej. UE importuje obecnie nieco więcej energii (w tym ropy, produktów naftowych, węgla itp.) z USA niż z Rosji.

Jeśli nie nastąpi gwałtowny zwrot w rosyjskiej polityce energetycznej, różnica ta będzie się powiększać - amerykańskie zdolności eksportowe LNG mają wzrosnąć w 2023 roku, zwłaszcza że instalacja Freeport LNG w Teksasie odzyskuje sprawność po ubiegłorocznym wypadku, a UE już ponad miesiąc temu zakazała dalszego importu rosyjskiej ropy. Dodatkowo, 5 lutego w życie wchodzi embargo na paliwa.

Nowsze dane pokazują, że ilość amerykańskiego eksportu LNG przeznaczonego do wybrzeży Europy ostatnio wzrasta - i że wysyłki do Europy nadal stanowią zdecydowaną większość amerykańskiego eksportu LNG. Na początku rosyjskiej inwazji gospodarki europejskie miały szczęście, że Chiny wchodziły w okres kolejnego lockdownu koronawirusowego i tym samym obniżały globalny popyt na energię. To zbiegło się w czasie z dynamicznym spadkiem dostaw rosyjskiego gazu do Europy. Dziś jednak chińska gospodarka otwiera się na nowo wzmagając konkurencję o ograniczone, ale rosnące światowe moce przerobowe LNG. Z kolei do europejskich gospodarek, po okresie intensywnego napełniania magazynów z gazem, szczęście uśmiechnęło się raz jeszcze – mamy wyjątkowo łagodną zimę. Dr Tomasz Włodek z AGH szacuje, że w związku z ciepłą pogodą zapotrzebowanie na niebieskie paliwo na naszym kontynencie spadło aż o 20 (!) proc. w porównaniu z poprzednimi latami.

Gdyby 20 lat temu ktoś powiedział, że w 2023 roku Stany Zjednoczone zastąpią Rosję jako źródło dostaw surowców energetycznych dla Europy, zostałby bezlitośnie wyśmiany, może nawet uznany za wariata. W najlepszym wypadku - za hurraoptymistę. USA, pomimo tego, że pełniły wówczas rolę jedynego dominującego mocarstwa świata, w absolutnym peaku jednobiegunowości, nie były suwerenne energetycznie. Ich uzależnienie od dostaw paliw kopalnych wyglądało zupełnie inaczej niż sytuacja Polski czy Niemiec, bo mogły naciskać na dostawców politycznie i militarnie, ale pożerały znacznie więcej niż produkowały. W ciągu dwóch dekad, głównie dzięki łupkowej rewolucji, USA nie tylko stały się suwerenne energetycznie, ale również zostały jednym z największych eksporterów LNG na świecie. Lata 20. XX w. będą okresem, w którym pozycja Stanów Zjednoczonych jako dostawcy surowców energetycznych do Europy się ustabilizuje. Odwrót Europy od Rosji jest rzecz jasna korzystny dla interesów ekonomicznych Waszyngtonu. USA tego odwrotu nie wymuszały. Ostrzegały, namawiały – owszem, na długo przed wojną, ale to Moskwa sama postanowiła wysadzić w powietrze cały system energetyczny Europy i na zawsze utracić zaufanie i pozycję stabilnego partnera handlowego. Czy to dobrze, że USA zastąpią Rosję? Po pierwsze to konieczność, Europa nie ma za dużo przestrzeni do manewru. Po drugie – Stany Zjednoczone i Europa są stabilnymi sojusznikami politycznymi i militarnymi od wielu dekad. Czasem interesy są rozbieżne, ale nie można powiedzieć, że istnieje wzajemna wrogość. Po trzecie – możemy być pewni, że amerykańskie spółki będą kierować się świętymi dla nich pryncypiami zysku i nie zmniejszą eksportu z powodu niezrozumiałych politycznych gier.  

W ekonomicznej wojnie, jaką Kreml wypowiedział Europie w lato 2021 r., a której kulminacja nastąpiła rok później, Europa wygrywa. Los nam sprzyja – gdyby nie ponowne uderzenie Covid-19 w Chinach i sprzyjające warunki atmosferyczne, sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Europa powinna wykorzystać te sprzyjające okoliczności, aby ugruntować nowe źródła dostaw, budować nowe zdolności importowe, przesyłowe gazu i ropy, przyspieszyć implementację rozwiązań zielonej transformacji, w krótkim okresie najlepiej OZE, oraz, las but not least, nie wracać do żadnych interesów energetycznych z Rosją.

Komentarze