- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
- W CENTRUM UWAGI
USA wojują, Chiny wygrywają. Kryzys przyspieszy dekarbonizację?
Skutki wojny w Iranie – szalejące ceny ropy i gazu – sprawiają, że państwa na świecie ponownie analizują swoje strategie energetyczne. Wiele zaczęło dostrzegać, że bezpieczniejsza może być produkcja energii odnawialnej w kraju niż uzależnienie się od zewnętrznych dostawców paliw kopalnych. Jednocześnie oznacza to prawdopodobnie nowe uzależnienie – od chińskich czystych technologii i minerałów. Czy kupienie panelu lub turbiny od dostawcy to to samo co kontrakt na ropę? Co na to wszystko Donald Trump?
W skrócie:
- Jak państwa próbują radzić sobie z kryzysem energetycznym?
- Jak próbują chronić się przed chińską dominacją? Propozycja nowych przepisów w UE
- Amerykańska dominacja energetyczna – czy to słuszny wybór w obecnej sytuacji?
Kryzys na rynku ropy naftowej i gazu ziemnego spowodowany wojną Izraela i USA przeciwko Iranowi spowodował, że państwa świata zaczęły silniej nawoływać do elektryfikacji i przejścia na czyste źródła energii. To świetna okazja dla Chin, które mogą dostarczać kluczowe technologie i surowce – donosi Politico.
Rozwiązanie: elektryfikacja
Choć nie rozwiąże to problemów z wysokimi cenami ropy i gazu od razu, to państwa postrzegają odnawialne źródła energii i energetykę jądrową jako długoterminowy sposób ochrony przed wahaniami cen surowców energetycznych na światowych rynkach, na które silny wpływ ma geopolityka i konflikty na świecie. Do tego grona należy już nie tylko Unia Europejska, ale także m.in. Korea Południowa czy Filipiny.
Dla wielu państw wojna w Iranie stała się bolesnym przypomnieniem, jak niebezpieczne jest uzależnienie gospodarek od paliw kopalnych. Państwa Europy przekonały się o tym już w 2022 r., po ataku Rosji na Ukrainę, stąd też dodatkowe pakiety przyspieszające dekarbonizację i dywersyfikacje, takie jak np. REPowerEU. W innych częściach świata ta zależność dopiero teraz spowodowała rozległe skutki gospodarcze, takie jak np. skrócenie tygodnia pracy w Bangladeszu i na Filipinach, wprowadzenie limitów zużycia gazu w przemyśle w Indiach czy obniżenie ceł na import samochodów elektrycznych w Kambodży. To także duże obciążenia dla budżetów państw na całym świecie, które stosują dopłaty do paliw, by odciążyć swoich obywateli.
„Od początku konfliktu 44 dni temu nasze wydatki na import paliw kopalnych wzrosły o ponad 22 mld euro” – mówiła przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen po nadzwyczajnej dyskusji na temat wojny w Iranie. Jak podkreśliła, długoterminowym rozwiązaniem problemu jest przyspieszenie odejścia od paliw kopalnych. „Elektryfikacja Europy oznacza zwiększenie jej niezależności” – dodała.
Kryzys energetyczny szansą dla Chin
To podejście może mieć jedną zasadniczą wadę: nowe uzależnienie, tym razem od Chin. Chiny są głównym dostawcą zielonych technologii energetycznych na świecie oraz kontrolują dostawy niezbędnych minerałów, surowców i komponentów. Rządy państw świata stoją teraz przed wyborem: przyspieszenia dekarbonizacji kosztem zwiększenia współpracy z Chinami i potencjalnego uzależnienia od tego mocarstwa czy postawienia na izolację i ochronę swoich gospodarek, kosztem dalszego uzależnienia od paliw kopalnych.
Chiny przetwarzają około 90 proc. metali ziem rzadkich wykorzystywanych do produkcji turbin wiatrowych i pojazdów elektrycznych, a także większość litu i kobaltu potrzebnych do produkcji baterii. Zgodnie z danymi Międzynarodowej Agencji Energetycznej produkują także prawie 80 proc. paneli słonecznych powstających na świecie, a jeszcze większy udział mają w produkcji ich komponentów, takich jak np. ogniwa. Dominują także w produkcji samochodów elektrycznych i hybrydowych. W marcu 2026 r. ich eksport osiągnął nowy, rekordowy poziom 349 tys. pojazdów, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym.
„Jak mamy wyjaśnić naszym obywatelom, że dekarbonizacja jest szansą, skoro nasze baterie są produkowane w Chinach?” – pytał w ubiegłym miesiącu Stéphane Séjourné, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. dobrobytu i strategii przemysłowej. W związku z tym paradoksem KE zaproponowała projekt nowych przepisów – Industrial Accelerator Act (IAA). Ma on na celu wsparcie własnych partnerów handlowych w zakresie zamówień publicznych i ograniczyć chińskie inwestycje w sektorach takich jak zielone technologie. Nowe przepisy wprowadziłyby definicję „Wyprodukowano w UE”, obejmującą „zaufanych partnerów”, takich jak Japonia czy Wielka Brytania. Bruksela planuje nałożyć limit na bezpośrednie inwestycje zagraniczne krajów dominujących w danym globalnym przemyśle – zwiększy to bariery przede wszystkim dla chińskich inwestycji.
Walka z wiatrakami?
Chiny próbują swoją dominującą pozycję wykorzystywać. W październiku 2025 r. nałożyły ograniczenia eksportowe na pierwiastki ziem rzadkich w odpowiedzi na amerykańskie cła. Zgodnie z nimi od od 1 grudnia zagraniczne podmioty musiałyby ubiegać się o zgodę na przerób i odsprzedaż produktów zawierających importowane z Chin surowce tego rodzaju. Po rozmowach przywódców Chin i USA wprowadzenie ograniczeń zostało opóźnione. Wykorzystanie chińskich technologii budzi też obawy dotyczące cyberbezpieczeństwa. W maju zeszłego roku amerykańscy eksperci znaleźli nieudokumentowane urządzenia komunikacyjne w falownikach fotowoltaicznych z Chin. Komponenty mogłyby umożliwić zdalne obejście zapór sieciowych i stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego.
Państwa świata próbują więc chronić swoje rynki przed chińskimi technologiami, produktami i surowcami. Brytyjski rząd zablokował budowę chińskiej fabryki turbin wiatrowych w Szkocji z powodu obaw dotyczących bezpieczeństwa narodowego. Niektóre kraje, w tym Unia Europejska, USA i Kanada wprowadzały cła na chińskie samochody elektryczne. Kanada również na stal i aluminium. Niektóre państwa azjatyckie, oprócz ceł na pojazdy, wprowadziły cła także na ich komponenty lub wymogi dotyczące local content.
Ponadto Unia Europejska wprowadziła także CBAM (ang. Carbon Border Adjustment Mechanism), czyli graniczny podatek węglowy, który ma za zadanie chronić europejskie rynki przed wysokoemisyjnymi produktami zza granicy, produkowanymi bez przestrzegania przepisów dotyczących ochrony klimatu, przez co są one tańsze niż produkcja krajowa – takich jak np. produkty chińskie. Jak twierdził np. Premier Belgii Bart de Wever, jego zdaniem Chiny „niszczą” europejskie gospodarki, zagrażając przemysłowi Unii „poprzez nadmierną zdolność produkcyjną napędzaną przez państwo”.
Jednakże wszystkie wysiłki państw dążące do ochrony rynków krajowych przed chińską dominacją mogą prowadzić do tego, że produkty wytwarzane na rynkach krajowych będą droższe, co może spowalniać dekarbonizację.
Jeśli zbyt mocno skupimy się na (produkcji krajowej – przyp.), może to odbywać się kosztem tempa dekarbonizacji. W końcu właśnie dzięki wykorzystaniu tanich technologii możemy szybko wdrożyć alternatywne rozwiązania.
Simone Tagliapietra, starszy pracownik naukowy, think tank Bruegel
Współpraca z Chinami
Inne państwa z Chinami próbują współpracować. Doszły bowiem do wniosku, że szybka transformacja energetyczna jest właściwie niemożliwa bez pewnej zależności od Pekinu.
„Nas nie obchodzi, ile towarów sprowadzimy z Chin czy innych krajów, o ile tylko jest to bardziej efektywne dla (naszej – przyp.) transformacji energetycznej” – w tym tonie wypowiedział się minister finansów Tajlandii Ekniti Nitithanprapas. Jak dodał, Tajlandia importuje panele słoneczne z Chin, Szwecji i innych krajów. Minister podkreślił, że ostatecznie Tajlandia chce stworzyć krajową produkcję przy pomocy bezpośrednich inwestycji zagranicznych, aby nie musiała polegać na żadnym konkretnym kraju, ale utworzenie tej gałęzi przemysłu nie nastąpi z dnia na dzień. Jak pisze Politico, jest to powszechny pogląd w wielu państwach Azji Południowo-Wschodniej.
Również niektóre państwa europejskie wychodzą Chinom naprzeciw. W maju do Pekinu wybiera się minister gospodarki Niemiec, by pozyskać nowych inwestorów związanych z czystymi technologiami. W lutym wizytę w Pekinie złożył kanclerz Niemiec Friedrich Merz, zaznaczając, że chce „chińskich inwestycji w Niemczech”. W kwietniu w Chinach był premier Hiszpanii Pedro Sánchez, który chce zacieśniać współpracę gospodarczą. Była to jego czwarta wizyta w ciągu czterech lat. W ostatnich miesiącach Pekin odwiedzili też przywódcy Wielkiej Brytanii, Kanady, Finlandii i Irlandii. Kanada dopuściła na swój rynek chińskie samochody elektryczne i obniżyła swoje cła, a w Hiszpanii chińska firma CATL buduje nową fabrykę elektryków.
Niedawno Chiny odwiedziła też delegacja z Indii – pierwsza od pięciu lat – by porozmawiać o możliwościach współpracy w dziedzinie zielonej energii, a także książę Khaled bin Mohamed bin Zayed Al Nahyan, następca tronu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który omawiał zacieśnienie współpracy energetycznej. Kuba – w obliczu blokady dostaw ropy naftowej przez USA – stawia na chińskie panele słoneczne. Także Pakistan wykorzystuje fotowoltaikę z Chin – w 2025 r. stając się drugim największym importerem chińskich paneli.
Sprytniejsza współpraca z Chinami
Analitycy twierdzą, że zakup chińskiego panelu słonecznego, który będzie służył przez wiele lat, różni się od nieustannego płacenia państwu za ropę czy gaz, których dostawy mogą w niemal każdej chwili zostać wstrzymane z różnych powodów. Może to być decyzja dostawcy – tak jak w przypadku Rosji – lub np. problemy z logistyką – takie jak blokada Cieśniny Ormuz czy wysadzenie rafinerii lub rurociągu.
Uzależnienie od dostaw ropy i gazu, które mogą zostać przerwane, co natychmiast odbije się na gospodarce, znacznie różni się od uzależnienia od głównych dostawców niektórych kluczowych technologii.
Simone Tagliapietra, starszy pracownik naukowy, think tank Bruegel
Stéphane Séjourné, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. dobrobytu i strategii przemysłowej twierdzi, że UE nie powinna iść śladami Waszyngtonu i izolować się od Chin. „Potrzebujemy zagranicznych inwestycji” – mówił. Wyjaśnił, że Komisja stara się zmniejszyć ryzyko dla europejskiej gospodarki i zmniejszyć zależność od Chin, ale „dobrze jest rozmawiać i kontynuować dyskusje z Chinami” i UE może odnieść korzyści z chińskich inwestycji. Sposobem na to ma być właśnie Industrial Accelerator Act.
Teresa Ribera, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. czystej, sprawiedliwej i konkurencyjnej transformacji, uważa, że wycofanie paliw kopalnych nie zwiększy zależności UE od Chin.
Potrafimy produkować czyste technologie, potrafimy znaleźć rozwiązania i potrafimy przywrócić równowagę w stosunkach z wieloma innymi graczami na całym świecie.
Teresa Ribera, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. czystej, sprawiedliwej i konkurencyjnej transformacji
Jak stwierdziła starsza analityczka z firmy Rystad Energy, Vicky Janita, „w perspektywie krótkoterminowej większość krajów nie ma realnej alternatywy dla chińskich łańcuchów dostaw w sektorze czystych technologii”. Podchodzą więc do problemu inaczej – wymuszają na Chinach inwestycje w produkcję krajową i budowę fabryk na miejscu poprzez ulgi podatkowe, cła czy zakazy.
Logika polega na tym, aby zaakceptować chiński kapitał i technologię, ale przejąć miejsca pracy, dochody z podatków i wiedzę na temat procesów. Kraje te postrzegają produkcję w zakresie czystych technologii jako szansę na rozwój gospodarczy, a wzrost gospodarczy jest dla nich głównym priorytetem. Rzeczywistość jest taka, że Chiny pojawiły się z kapitałem, szybkością działania i chęcią budowania rynków, które zachodnie firmy często uważały za zbyt ryzykowne lub zbyt małe.
Vicky Janita, starsza analityczka, Rystad Energy
Trump oddał OZE Chinom walkowerem
Simone Tagliapietra z think tanku energetyczno-klimatycznego Bruegel zwrócił uwagę, że działania Unii Europejskiej zmierzające do stworzenia produkcji zielonych technologii na miejscu przypominają wysiłki byłego prezydenta USA Joe Bidena, który za swojej kadencji także dążył do osłabienia chińskiej dominacji i wsparcia krajowych technologii w zakresie akumulatorów, paneli słonecznych i pojazdów elektrycznych.
Jednakże po objęciu urzędu przez Trumpa wszystkie te wysiłki poszły na marne i USA porzuciły konkurowanie z Chinami o udział w produkcji czystych technologii. Amerykańska „Dominacja Energetyczna” w wydaniu Donalda Trumpa oznacza tylko ropę i gaz. Jak wskazuje Bloomberg, chiński eksport czystych technologii przewyższa obecnie sprzedaż amerykańskich paliw kopalnych, a tendencja ta wcale nie zwalnia.
Zdaniem rzeczniczki Białego Domu Taylor Rogers konflikt w Iranie podkreśla znaczenie dostępu do energii wytwarzanej w kraju lub dostarczanej przez sojusznika, takiego jak Stany Zjednoczone, a administracja prezydenta podobno opracowuje już nowe umowy dotyczące dostaw ropy i gazu z kilkoma krajami. „Rzeczywistość jest taka, że kraje, które próbowały przejść na energię odnawialną, nie zdołały zerwać z uzależnieniem od ropy i gazu przepływających przez wąskie gardło, jakim jest Cieśnina Ormuz” – stwierdziła.
Jednakże jak pisze Politico, Europejczycy w większości wcale nie postrzegają tego w ten sposób. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Politico European Pulse, coraz częściej zaczynają postrzegać Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa jako większe zagrożenie dla Europy niż Chiny i opowiadają się za szybszym przejściem na czystą energię, aby uchronić się przed wstrząsami związanymi z paliwami kopalnymi.
Zobacz też

Decyzja Donalda Trumpa o pozostaniu wiernym paliwom kopalnym i oddaniu technologii odnawialnych Chinom może mieć długotrwałe konsekwencje teraz, gdy wojna w Iranie sprawiła, że wiele państw świata ponownie analizuje swoje strategie energetyczne.

