- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Rekordy OZE dławią sieć, a rząd blokuje magazyny energii
Kwiecień to zazwyczaj wyjątkowy miesiąc dla polskiej elektroenergetyki: zarówno w dobrym, jak i w złym sensie. Z jednej strony, to właśnie wtedy OZE produkuje ogromne ilości energii, z drugiej - nadmiar „zielonego prądu” napotyka na barierę elastyczności systemu, a wiele instalacji OZE musi być przymusowo wyłączanych.
W skrócie:
- W marcu i kwietniu ponownie dochodziło do przymusowych wyłączeń mocy OZE. 24 kwietnia redukcje mocy elektrowni wiatrowych i słonecznych nachodziły na siebie przez trzy godziny.
- PSE mówi, że jest zmuszone do wyłączeń m.in. ze względu na brak elastyczności mocy bazowych oraz systemu elektroenergetycznego.
- Magazyny energii mogłyby pomóc rozwiązać ten problem, jednak jak ostrzegają eksperci, rozporządzenie MRiT może zabić ich rozwój w zarodku.
W efekcie pomimo wzrostu mocy odnawialnych źródeł energii w Polsce, nadal mierzymy się z problemem marnotrawienia ich możliwości, a tracą na tym przede wszystkim polscy konsumenci.
I tak źle, i tak niedobrze
Kwiecień można określić mianem „złotej polskiej wiosny” - to właśnie w tym miesiącu najczęściej następują „idealne” warunki pogodowe dla OZE: silne nasłonecznienie, połączone ze stabilną wietrznością.
Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), w kwietniu całościowa generacja energii elektrycznej z OZE potrafi przekroczyć próg 4 TWh, a fotowoltaika i elektrownie wiatrowe mogą dostarczyć 29,6 proc. energii do systemu.
Dla zobrazowania, 4 TWh wystarczyłyby do rocznego zasilenia 1,5-2 mln mieszkań, ewentualnie - do pokrycia zapotrzebowania na energię elektryczną Polski na ok. 9 dni (zakładając średnie miesięczne zużycie na poziomie ok. 13 TWh).
Biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze 15 lat temu OZE odpowiadało za jedyne 4 proc. produkcji energii elektrycznej w naszym kraju, jest to ogromna zmiana. Jak podaje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, w ubiegłym roku odnawialne źródła energii wyprodukowały 31,41 proc. energii elektrycznej w Polsce, a ich udział w mocy zainstalowanej przekroczył 50 proc.
Aktualna moc zainstalowana:
— PSE S.A. (@pse_pl) April 27, 2026
🟡 #PV - 26 484 MW (stan na 1 marca 2026 r.)
🌬️ Farm wiatrowych - 11 188 MW (stan na 1 kwietnia 2026 r.) pic.twitter.com/m9urAiD8Hf
Niestety, Krajowy System Elektroenergetyczny (KSE) łapie zadyszkę wobec rosnących mocy OZE - co widać szczególnie w kwietniu. W ciągu ostatnich tygodni PSE były zmuszone wielokrotnie stosować nierynkowe rozdysponowanie mocy (NRM, tzw. curtailment), polegające na celowym, administracyjnym ograniczeniu bądź wstrzymaniu produkcji energii elektrycznej z określonych źródeł - w tym wypadku farm fotowoltaicznych i wiatrowych.
Apogeum nastąpiło w ubiegły piątek 24 kwietnia, kiedy okresy przymusowych wyłączeń elektrowni słonecznych i wiatrowych nachodziły na siebie między 13:00-16:00.
Podczas nadmiaru podaży energii z OZE, PSE jest zmuszone do stabilizacji systemu poprzez wyłączenie części elektrowni. Wybór najczęściej pada na farmy fotowoltaiczne i wiatrowe, ponieważ wymagane minima techniczne pracujących w bazie elektrowni węglowych nie pozwalają na ich szybkie ponowne uruchomienie wieczorem - wtedy, gdy z kolei znacząco zmniejsza się wydolność OZE.
Marnotrawstwo
W efekcie duża część energii elektrycznej jest bezpowrotnie tracona. W 2025 roku łączna wielkość redukcji wyniosła 1,123 TWh (roczne zużycie energii elektrycznej w Polsce wynosi ok. 170 TWh).
Jak podaje think-tank Forum Energii, już w marcu bieżącego roku PSE były zmuszone do nierynkowego redysponowania mocy OZE przez 206 godzin (28 proc. godzin w miesiącu), tym samym ograniczając 8,1 proc. potencjalnej produkcji OZE.
Autor. Forum Energii
Warto podkreślić, że PSE nie wyłącza paneli fotowoltaicznych prosumentom, ponieważ zajmuje się sieciami najwyższych napięć. Ograniczenia wprowadzane przez PSE dotyczą dużych, komercyjnych farm wiatrowych i fotowoltaicznych (powyżej 400 kW), podlegających centralnemu sterowaniu.
Niemniej jednak domowe instalacje OZE również narażone są na skutki nadmiaru podaży i braku elastyczności sieci. Jeśli produkcja energii z OZE wzrasta, a nikt w okolicy nie zużywa jej wystarczającej ilości, domowe falowniki (inwertery) instalacji fotowoltaicznych automatycznie odłączają się od sieci po przekroczeniu normy 253 V - tym samym chroniąc sprzęty RTV i AGD przed spaleniem.
Nierynkowe rozdysponowanie mocy kosztuje polskich podatników dziesiątki milionów złotych. Jak podaje red. Kacper Świsłowski z WNP, w ciągu ostatnich 4 lat wytwórcom wypłacono ponad 47 mln zł rekompensat.
Kłody pod nogi
Zielona transformacja energetyczna to wyzwanie dla całego systemu elektroenergetycznego, który musi przestawić się z zarządzania podażą, na zarządzanie elastycznością. Zmiany wymagają nakładu wielomilionowych inwestycji oraz uelastycznienia źródeł energii w podstawie (np. zastępowania elektrowni węglowych gazowymi).
Jednym z rozwiązań koniecznych przy rozwoju OZE jest wprowadzenie wielkoskalowych i przydomowych magazynów energii. To właśnie dzięki nim możliwe jest zwiększenie autokonsumpcji energii oraz gromadzenie jej nadwyżek w momencie nadmiaru podaży, a w efekcie - ułatwienie stabilizacji sieci.
Zgodnie z analizami PSE, krajowy system elektroenergetyczny może potrzebować nawet 30 GW mocy w magazynach bateryjnych, aby pomóc w stabilizacji systemu. Wyzwanie jest podejmowane przez polskie instytucje i przedsiębiorstwa - dzięki funduszom NFOŚiGW w kraju mają powstać co najmniej 172 duże magazyny o łącznej mocy 3,9 GW, a PGE planuje wybudowanie ponad 80 magazynów o łącznej pojemności ponad 10 GWh do 2035 roku.
Niemniej ważne okazują się jednak przydomowe magazyny energii, które pomogą w stabilizacji sieci lokalnym operatorom dystrybucyjnym. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii (PSME) przydomowy magazyn mógłby zwiększyć autokonsumpcję nawet do 70-80 proc.
Niestety, obecnie procedowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) rozporządzenie Wt 2026 o przepisach przeciwpożarowych może de facto zablokować ich rozwój.
Jak alarmowaliśmy w materiale E24, przepisy proponowane przez resort uderzą przede wszystkim w magazyny energii i fotowoltaikę, a pośrednio także w pompy ciepła, uniemożliwiając instalowanie BESS w lokalach mieszkalnych i budynkach wielorodzinnych.
„Ministerstwo Klimatu i Środowiska zakłada powstanie 200 000 przydomowych magazynów energii. Przy obecnych propozycjach legislacyjnych, które drastycznie podnoszą koszty i biurokrację, realizacja tego celu staje się czystą iluzją. Nie da się budować masowego rynku, jednocześnie czyniąc technologię niedostępną dla przeciętnego obywatela” - komentował dla nas Maciej Borowiak, prezes zarządu SBFiME.
KSE to skomplikowany system naczyń połączonych. Transformacja energetyczna Polski nie dokona się jedynie za pomocą zwiększania mocy dyspozycyjnych OZE. Jeżeli system energetyczny nie będzie w stanie ich efektywnie wykorzystać, Polacy narażają się nie tylko na marnotrawstwo energii, lecz również swoich podatków.


