- W CENTRUM UWAGI
- WYWIADY
Bełchatów walczy o atom. Ważą się tysiące miejsc pracy, w tle koniec koncesji
Rząd zapowiada aktualizację Programu polskiej energetyki jądrowej i wskazuje dwie potencjalne lokalizacje dla drugiej elektrowni jądrowej. W Bełchatowie przekonują jednak, że decyzja powinna zapaść jak najszybciej, bo w grze są tysiące miejsc pracy, przyszłość regionu i następstwo po wygaszanej energetyce konwencjonalnej. O potencjale Bełchatowa jako lokalizacji drugiej dużej elektrowni jądrowej w Polsce rozmawiamy z Jackiem Kaczorowskim, prezesem PGE GiEK.
Autor. MaKa~commonswiki, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2281239
Karol Byzdra, Energetyka24: Panie prezesie, w pana wystąpieniu podczas niedawnej konferencji szczególnie wybrzmiały słowa, że energetyka jądrowa w Bełchatowie to „dramatyczna potrzeba chwili”. Na czym polega ten dramatyzm?
Jacek Kaczorowski, prezes PGE GiEK: Ten dramatyzm dotyczy przede wszystkim kwestii społecznych. Jesteśmy dziś na etapie definiowania i wymiarowania projektu optymalizacji, wynikającego z sytuacji, w jakiej znajduje się spółka.
A w jakiej sytuacji znajduje się dziś spółka?
Projekt optymalizacji dotyczy kondycji finansowej spółki. Nasza działalność jest dziś oparta na finansowaniu kredytowym realizowanym przez grupę, ale dłużej nie ma możliwości utrzymywania takiego modelu. Dlatego musimy podjąć działania optymalizacyjne, które będą dotykały miejsc pracy. Zmianie ulegnie także dotychczasowy harmonogram wyłączeń jednostek w Bełchatowie. Dziś nie mogę jeszcze powiedzieć, w jakim dokładnie wymiarze, ale mówimy o procesie, który będzie miał wpływ na zatrudnienie. I właśnie tego dotyczy dramatyzm, o którym mówiłem, czyli miejsc pracy oraz potencjalnego problemu społecznego związanego z ich utrzymaniem.
Jaką skalę problemu ma pan na myśli?
Mówimy o tysiącach miejsc pracy. Sam kompleks bełchatowski zatrudnia około 11 tys. osób. Do tego dochodzi około 5,5 tys. pracowników w spółkach zależnych. Na ten moment mówimy przede wszystkim o kompleksie bełchatowskim, ale cały projekt optymalizacji dotyczy także pozostałych lokalizacji. Jeżeli dziś nie zostanie podjęta decyzja wskazująca Bełchatów jako lokalizację drugiej wielkoskalowej elektrowni jądrowej, to biorąc pod uwagę czas realizacji takiego projektu, będziemy mieli poważny problem. Minimalny okres przygotowania inwestycji to około 3 lata. Następnie rozpoczęcie robót na placu budowy i co najmniej dziesięcioletni cykl realizacji. Łącznie daje to około 13 lat. To oznacza rok 2039, a obecna koncesja obowiązuje do 2036 r.
Siłą rzeczy musimy więc szukać możliwości zastąpienia tych miejsc pracy, a plac budowy elektrowni jądrowej mógłby pełnić taką funkcję. W szczytowym okresie budowy zatrudnienie mogłoby tam znaleźć 10–11 tys. pracowników. To liczba porównywalna z dzisiejszym zatrudnieniem w kompleksie. Dlatego mówię o dramatyzmie. Jeżeli decyzja zapadnie teraz, będziemy mogli w znacznym stopniu ograniczyć problem trwałej utraty miejsc pracy w Bełchatowie.
Czy jest pan w stanie zagwarantować wykorzystanie potencjału pracowników dzisiejszej elektrowni węglowej? Jakie kompetencje mogą zostać przeniesione do projektu jądrowego?
Wszystkie kompetencje dotyczące utrzymania ruchu w części maszynowej. Turbogenerator jest zasadniczo takim samym elementem układu. Mówimy więc o pełnym zakresie kompetencji związanych z częścią maszynową. Oczywiście kompetencje dotyczące części reaktorowej trzeba będzie nabyć, jednak są to ludzie bardzo dobrze wykształceni i przygotowani zawodowo. Mają doświadczenie, są chłonni wiedzy i są w stanie zdobyć nowe kwalifikacje. Proszę spojrzeć na Bełchatów. Mamy 12 jednostek klasy 360 MW, po rewitalizacji 380 MW, do tego blok 858 MW. To wszystko ci ludzie budowali, serwisowali i utrzymywali w stałej dyspozycyjności ruchowej. Czy można mieć wątpliwości co do ich kompetencji?
Bynajmniej. Nie mam wątpliwości. W Bełchatowie też widać przywiązanie ludzi do zakładu pracy. Myślę tylko, że dbanie o takie miejsce jest częścią lokalnej kultury pracy i wiąże się z odpowiedzialnością za zakład.
Absolutnie tak. Dla wielu pracowników taki zakład to nie jest tylko miejsce pracy. To część ich życia zawodowego, coś, co współtworzyli przez lata i za co czują realną odpowiedzialność.
Chciałbym jeszcze zapytać o dwie lokalizacje, o których pan wspominał. Jako rekomendowaną wskazał pan Chmielowiec. Drugą rozpatrywaną lokalizacją jest Biały Ług, który miałby pełnić funkcję lokalizacji rezerwowej. Dlaczego właśnie te miejsca?
Obie lokalizacje są od lat badane pod kątem sejsmicznym. Jedna z nich jest bardziej pewna, druga znajduje się bliżej uskoku kleszczowskiego, który jest czynnym obiektem sejsmicznym. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem atomowym wymagana jest odległość 25 km od czynnego obiektu sejsmicznego, więc w przypadku Białego Ługu ta kwestia wymaga szczególnej analizy. Trzeba też dodać, że obie lokalizacje znajdują się na obszarach należących do Lasów Państwowych, a to bardzo istotny element, który znacząco ułatwia prowadzenie inwestycji, bo mamy jednego właściciela terenu.
Po drugie, mamy pełną dokumentację geologiczną i hydrogeologiczną związaną z funkcjonowaniem kompleksu górniczo-energetycznego. Żeby sporządzić model hydrogeologiczny, trzeba było przeprowadzić roboty geologiczne, w tym wiercenia rdzeniowane. To pozwoliło stworzyć dokumentację, która bardzo dobrze oddaje sytuację geologiczną w obu lokalizacjach. Badania, które teraz trzeba jeszcze uzupełnić, mają już charakter lokalizacyjny. Dotyczą jakości gruntów bezpośrednio w miejscu posadowienia przyszłej elektrowni i warunków fundamentowania całego projektu.
Jak długo prowadzono dotychczasowe badania?
Te badania były prowadzone i aktualizowane przez około 40 lat. Mamy pełną bazę danych geologicznych, na podstawie której w zasadzie można byłoby już podejmować decyzję. Trzeba ją jednak jeszcze uzupełnić o dane in situ, czyli dane z bezpośredniego miejsca posadowienia obiektu. Chodzi o jakość gruntów i parametry fundamentowania. Poza dokumentacją geologiczną posiadamy również rocznik hydrologiczny, który jest tak stary jak sama kopalnia. Uruchomiono go w pierwszym dniu rozpoczęcia robót w kopalni. Zapisane są w nim wszystkie dane dotyczące gospodarki hydrologicznej, wysokości opadów, wpływu opadów na grunty oraz dostępu do wód gruntowych.
Wokół całego kompleksu wykonano także otwory piezometryczne, które pozwalają analizować zwierciadło wód w związku z odwodnieniem niezbędnym dla bezpiecznego prowadzenia robót górniczych. To wszystko mamy. Jedynym elementem, który trzeba jeszcze doprecyzować, są badania pozwalające określić sposób posadowienia elektrowni. Chodzi o to, czy będzie to posadowienie palowe, czy klasyczne posadowienie po głębokich wykopach.
Jeżeli spojrzymy na mapę, lokalizacja w Chmielowcu jest oddalona zarówno od odkrywki, jak i od większych zbiorników wodnych, które byłyby źródłem wody do chłodzenia. Czy w takim przypadku konieczne byłoby zastosowanie innego systemu chłodzenia?
Nie. Chłodzenie byłoby dokładnie takie samo. Różnica polegałaby na tym, że do Chmielowca trzeba byłoby wodę doprowadzić. Gdyby elektrownia powstała w Białym Ługu, system, który dziś funkcjonuje w elektrowni konwencjonalnej, można byłoby wpiąć w elektrownię jądrową.
Jednak podstawowym pytaniem jest to, skąd wziąć wodę do chłodzenia bloków? Wokół tego tematu pojawiło się wiele pomysłów, a zalanie odkrywki stało się pojęciem mocno działającym na wyobraźnię.
Już tłumaczę. Oczywiście odkrywka będzie zalana, bo końcowym sposobem rekultywacji wyrobisk jest rekultywacja wodna. Natomiast z samego systemu odwodnienia wgłębnego mamy wydajność 5,5 m sześc. wody na sekundę. Elektrownia, o której mówię, w tym wymiarze potrzebowałaby około 4 m sześc. na sekundę. Zostaje więc 1,5 m sześc. na sekundę. Ta ilość mogłaby być przeznaczona na sukcesywne, spowolnione wypełnianie wodą wyrobisk po dwóch odkrywkach. To jest zagadnienie przepracowane, przemyślane i wsparte ekspertyzą. Dokument przygotowało konsorcjum z udziałem AGH, Państwowego Instytutu Geologicznego, Głównego Instytutu Górnictwa oraz Poltegor-Instytutu. Pracowały nad nim dziesiątki cenionych specjalistów.
A jeśli mimo wszystko wody nie wystarczy?
To mamy jeszcze czynne ujęcie powyżej kompleksu, w Łękach Szlacheckich na Warcie. Ono ma wydajność około 1,5 m sześc. na sekundę. Jest też potencjalne ujęcie na Zalewie Sulejowskim w Bronisławowie. To czynne, choć obecnie odstawione ujęcie wody dla Łodzi, należące do Łódzkiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji. Jego wydajność to około 3,5 m sześc. na sekundę. Mogę te ujęcia aktywować, ale nie muszę. To zagadnienie jest przepracowane i przemyślane. Kluczowe jest jednak to, aby decyzja została podjęta w wymaganym czasie. Jeżeli tak się nie stanie, wejdziemy w okres, w którym istniejące miejsca pracy trzeba będzie trwale eliminować, a nie będzie jeszcze substytucji w postaci zatrudnienia na placu budowy i w nowym projekcie.
Europoseł Dariusz Joński wspomniał, że decyzja dotycząca lokalizacji drugiej elektrowni jądrowej, ewentualnie w Bełchatowie, mogłaby zapaść na przełomie roku albo w perspektywie półtora roku.
To mimo wszystko decyzja polityczna, ale podejmowana w oparciu o wkład merytoryczny.
Myśli pan, że w ciągu najbliższych dwóch lat rzeczywiście zapadnie taka decyzja?
Myślę, że tak.
Za półtora roku w Polsce odbędą się wybory.
Jestem pewny, że ta decyzja zostanie podjęta przed wyborami.
Dziękuję za rozmowę.
