- W CENTRUM UWAGI
- WYWIADY
Polski atom potrzebuje kadr. Kto jest dziś najbardziej poszukiwany?
Polska przygotowuje się do rozwoju energetyki jądrowej, a jednym z kluczowych wyzwań pozostaje budowa odpowiedniego zaplecza kadrowego dla całego sektora. Temu celowi ma służyć program 4NEW, który koncentruje się na wsparciu rozwoju kompetencji potrzebnych przy realizacji krajowego programu jądrowego. O tym, jak ma wyglądać ten proces i jakie działania już ruszyły, rozmawiamy z dr hab. inż. Łukaszem Bartelą, profesorem Politechniki Śląskiej i koordynatorem projektu.
Karol Byzdra, Energetyka24: Inauguracja programu 4NEW za nami. Co teraz jest najważniejsze, żeby ten projekt nie skończył się tylko na ładnych deklaracjach?
Prof. Łukasz Bartela, koordynator projektu 4NEW: Prawdziwe zaangażowanie interesariuszy. To jest projekt realizowany w ramach programu Gospostrateg, a więc z definicji otwarty na potrzeby gospodarki. Jeżeli środowisko nie włączy się w recenzowanie oraz formułowanie efektów, to trudno będzie mówić o rozwiązaniach, które rzeczywiście zadziałają. Po etapie konsultacji chcemy przygotować konkretne narzędzia i rozwiązania oraz listę rekomendacji dla podmiotów odpowiedzialnych za szkolnictwo średnie i wyższe. Cel jest jasny: pobudzić rozwój kadr i kompetencji dla sektora jądrowego.
Czyli nie chodzi tylko o samą edukację, ale o przebudowę całego podejścia do kształcenia?
Dokładnie tak. Nie mówimy o pojedynczych kursach czy drobnych korektach programów. Chcemy tak ukierunkować szkolnictwo wyższe i średnie, żeby odpowiadało na zmieniające się w czasie potrzeby sektora jądrowego. Dziś jesteśmy dopiero na początku ścieżki inwestycyjnej, więc potrzebujemy innych kompetencji niż te, które będą kluczowe za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. System kształcenia musi to uwzględniać.
No właśnie. Kogo polski atom potrzebuje najpierw?
Na starcie polski program jądrowy potrzebuje przede wszystkim specjalistów z kompetencjami budowlanymi i infrastrukturalnymi. To naturalne, bo jesteśmy na etapie przygotowania do realizacji jednej z najważniejszych inwestycji w kraju. W dalszych latach, kiedy elektrownia będzie już bliżej oddania do eksploatacji, coraz ważniejsze staną się kompetencje związane z monitoringiem i utrzymaniem ruchu. Potrzeby będą się więc przesuwały wraz z kolejnymi etapami projektu, a także nadążać muszą za harmonogramami kolejnych inwestycji.
W debacie o kadrach dla atomu często wraca temat ludzi z sektora konwencjonalnego. To realny kierunek czy raczej atrakcyjne hasło?
To bardzo realny kierunek i właśnie temu służy między innymi koncepcja „Coal to Nuclear”, którą promowaliśmy już wcześniej przy projekcie DEsire. W Polsce udało się ją dość mocno spopularyzować i włączyć w strategię transformacji energetyki. Nie bez powodu. Chodzi o to, żeby zdiagnozować kompetencje obecne dziś w gospodarce, zabezpieczyć ich byt i umożliwić ich przeniesienie do sektora jądrowego. Jeśli tego nie zrobimy, część tej wiedzy może po prostu zniknąć.
Zniknąć, czyli zostać bezpowrotnie utracona?
Tak, takie ryzyko jest realne. Firmy, które dziś są mocno zaangażowane w utrzymanie energetyki konwencjonalnej, mogą te kompetencje po drodze utracić. Jeżeli nie ma rynkowego zapotrzebowania na określoną wiedzę, to ona ma prawo umrzeć. Dlatego dziś trzeba działać odpowiednio wcześnie, zanim ten potencjał się rozproszy.
A co z pracownikami samych elektrowni konwencjonalnych? Często mówi się, że to właśnie tam jest ogromna rezerwa dla atomu.
Wykorzystanie kompetencji osób pracujących dziś bezpośrednio w elektrowniach będzie bardzo trudne. Trzeba pamiętać, że sektor energetyki konwencjonalnej już kilkanaście lat temu zaczął wygaszać zatrudnianie nowych pracowników. W efekcie mamy dziś widoczną lukę. To nie jest tak, że wystarczy po prostu przesunąć gotowe kadry z jednego sektora do drugiego. Problem jest głębszy i dotyczy ciągłości kształcenia oraz odtwarzania kompetencji.
Gdzie ta luka jest dziś najbardziej widoczna?
Największą luka jest dostrzegalna na poziomie średegi szkolnictwa branżowego. W ostatnich trzydziestu latach utraciliśmy bardzo dużo techników oraz szkół zawodowoych. Dzisiaj lukę jednak dostrzegamy także na uczelniach. Jeszcze kilkanaście lat temu znacznie szerzej kształciły one specjalistów dla energetyki konwencjonalnej, a część tej wiedzy pozostaje bardzo cenna także dla sektora jądrowego. Chodzi choćby o termodynamikę, mechanikę płynów, konstrukcję oraz diagnostykę maszyn i urządzeń i inne obszary inżynierskie, które przez ograniczenie kształcenia energetyków zeszły na dalszy plan. Dziś trzeba te kompetencje odbudować i ponownie mocniej osadzić w programach nauczania, tak aby odpowiadały zarówno na obecne, jak i przyszłe potrzeby energetyki jądrowej.
Na liście partnerów projektu są duże i dobrze rozpoznawalne podmioty, takie jak EDF, Westinghouse, OSGE, GE Hitachi, PEJ, PAA czy UDT. Po co projektowi tak szerokie grono partnerów?
Bo wyzwanie kadrowe nie dotyczy tylko jednego projektu ani nawet tylko Polski. Chcieliśmy od początku zbudować bardzo zróżnicowane grono interesariuszy. Mamy deweloperów technologicznych, którzy już dziś sygnalizują swoje potrzeby zatrudnieniowe. Bardzo dobrym przykładem jest EDF, który musi rocznie zatrudniać około 10 tysięcy osób, aby odbudować tamtejszy sektor jądrowy. To pokazuje skalę zjawiska. Mamy też Westinghouse, mamy OSGE jako oferenta technologicznego, mamy GE Vernova Hitachi, mamy Polskie Elektrownie Jądrowe, czyli podmiot realizujący własny program budowy kadr dla projektu jądrowego. Do tego dochodzą partnerzy związani z oceną zgodności, bezpieczeństwa technicznego i certyfikacji, a w tym podmioty dozorowe, takie jak PAA i UDT. Im szerszy przekrój, tym lepiej jesteśmy w stanie uchwycić realne potrzeby rynku.
Zobacz też

Czy ta lista partnerów jest już zamknięta?
Zdecydowanie nie. To była lista przygotowana na etapie zbierania listów intencyjnych potrzebnych na etapie ewaluacji wniosku projektowego. Dziś już wiemy, że podmiotów zainteresowanych efektami projektu jest więcej niż wtedy. Temat rzeczywiście budzi zainteresowanie i potrzeba takiego projektu jest szeroko dostrzegana. Wszystkie podmioty zainteresowane rozwojem kadr oraz kompetencji ważnych dla sektora jądrowego zapraszamy do współpracy.
Porozmawiajmy jeszcze o budżecie projektu, który wynosi 6,9 mln zł na 36 miesięcy. Wystarczy?
Z punktu widzenia kierownika budżet nigdy nie jest idealny, bo zawsze chciałoby się zrobić więcej. Ale dla konsorcjantów jest to budżet w pełni zadowalający i konkretnie wymierzony w cele projektu rozpisane na 36 miesięcy. To środki zakontraktowane z NCBR i mamy obowiązek dowieźć założone efekty właśnie w tej kwocie. Ona nie będzie rosła.
Wokół projektu pojawiło się też trochę zamieszania z nazwami programów. Gospostrateg, Nukleostrateg, 4NEW. Jak to uporządkować?
Trzeba to jasno rozróżnić. Projekt 4NEW jest realizowany w ramach programu Gospostrateg, czyli flagowego programu NCBR ukierunkowanego na potrzeby gospodarki i tworzenie rozwiązań wspierających polityki publiczne. To nie jest Nukleostrateg, który jest osobnym programem, jeszcze nieuruchomionym, który być może ruszy jeszcze w tym roku. Środowisko w tym zakresie oczekuje pozytywnych decyzji. On ma służyć zbudowaniu kompetencji badawczych oraz rozwojowych polskiego przemysłu, które są ważne dla realizacji programu budowy i eksploatacji energetyki jądrowej. Projekty, które będą uruchamiane w ramach tego programu mają pozwolić na wdrożenie w ramach gospodarki nowych rozwiązań technologicznych. Dwa wymienione programy proponowane przez NCBR to dwa różne instrumenty, które są ukierunkowane na dwa różne cele.
Czyli 4NEW ma przygotować państwo i system edukacji, a Nukleostrateg ma pomóc firmom wejść do gry?
W dużym uproszczeniu można to tak ująć. My w ramach 4NEW koncentrujemy się na diagnozie luk i wypracowaniu konkretnych mechanizmów oraz rekomendacji dla polityki publicznej. Chcemy stworzyć warunki do budowy kadr i kompetencji. Z kolei Nukleostrateg, jako program, ma być narzędziem bardziej bezpośrednio wspierającym firmy, które chcą włączyć się w łańcuch dostaw produktów oraz usług ważnych dla sektora jądrowego.
Dziękuję za rozmowę.

