Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • WAŻNE
  • WIADOMOŚCI

MAE: To największe zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego w historii

Zdaniem Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), atak USA i Izraela na Iran spowodował największe zakłócenia dostaw w historii globalnego rynku ropy naftowej. Według ekspertów pełne przywrócenie dostaw ropy i gazu z Zatoki Perskiej może potrwać pół roku lub dłużej.

Autor. Envato

W wywiadzie udzielonym dla „Financial Times” dyrektor MAE Faith Birol podkreślił, że wojna wywołana przez USA i Izrael jest „największym globalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego w historii”.

Birol: ludzie nie rozumieją powagi sytuacji

Sytuacja jest poważna. Dyrektor MAE oznajmił, że obecna wojna na Bliskim Wschodzie doprowadziła do utraty większej ilości ropy niż podczas podwójnego szoku paliwowego w latach 70. XX wieku, a ilość gazu, którego dostawy zostały wstrzymane, przekracza dwukrotnie poziom strat surowca w Europie po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.

YouTube cover video
Zdaniem Birola politycy i międzynarodowe rynki surowcowe nadal nie doceniają skali kryzysu. "Ludzie rozumieją, że jest to poważne wyzwanie, ale nie jestem pewien, czy w pełni rozumieją powagę sytuacji i jej konsekwencje" - powiedział ekspert w wywiadzie dla "Financial Times".

Dyrektor MAE ostrzegł również, że przywrócenie pełnej funkcjonalności uszkodzonych obiektów energetycznych może zająć nawet kilka miesięcy: „pół roku” albo „znacznie dłużej”. Oznacza to, że nawet jeśli wojna na Bliskim Wschodzie zakończy się w tym tygodniu (choć nic na to nie wskazuje), ceny ropy naftowej, gazu ziemnego i paliw nieprędko wrócą do poprzedniej normy.

Przykładem może być zaatakowane przez Iran katarskie centrum operacji eksportowych LNG w Ras Laffan. Jak podają analitycy firmy Kpler, w wyniku uszkodzenia obiektu do końca maja z rynku może zniknąć nawet 19 mln ton LNG, przez co Europa i Azja będą bezpośrednio konkurować o ładunki gazu ziemnego z oceanu Atlantyckiego. W efekcie ceny LNG mogą gwałtownie wzrosnąć w połowie lata.

Sytuacja na globalnym rynku ropy naftowej także nie napawa optymizmem. Eksperci firmy Vortexa wskazują, że aby ustabilizować ceny i zakłócenia dostaw, niezbędne byłoby nie tylko uwolnienie całości zapasów strategicznych, lecz również pobranie dodatkowych wolumenów surowca z magazynów rafinerii czy ośrodków handlu.

Podróżujmy autobusem i pracujmy z domu

MAE zaznacza, że przywrócenie tranzytu przez Cieśninę Ormuz „pozostaje kluczowe dla stabilizacji światowych rynków energii”. Zdaniem organizacji działania po stronie podażowej - takie jak uwolnienie 400 mln baryłek ropy z rezerw strategicznych - nie są w stanie w pełni zrównoważyć skali zakłóceń.

Zajęcie się popytem jest kluczowym i natychmiastowym narzędziem zmniejszenia presji na konsumentów poprzez poprawę przystępności cenowej i wspieranie bezpieczeństwa energetycznego” - podkreśla MAE

W związku z tym organizacja proponuje 10 kroków ograniczających popyt na ropę naftową i paliwo, które mogą podjąć państwa, przedsiębiorstwa i konsumenci.

MAE zaleca m.in. częstszą pracę zdalną, korzystanie z transportu publicznego, ograniczenie podróży lotniczych czy też zwiększenie wykorzystania alternatyw dla LPG w przemyśle. Największej presji poddany jest transport, który odpowiada za ok. 45 proc. globalnego popytu na ropę.

Zdaniem organizacji, wdrożenie tych środków może „odegrać znaczącą rolę w obniżeniu kosztów dla konsumentów i zmniejszeniu napięć rynkowych”, choć naturalnie nie jest w stanie dorównać poziomowi zakłóceń.

Podobne rozwiązania po stronie popytowej były promowane i stosowane podczas ostatniego wielkiego kryzysu paliwowego w 1973 roku, kiedy kraje członkowskie OPEC nałożyły embargo na dostawy ropy do USA i innych państw wspierających Izrael w wojnie Jom Kipur.

Ze względu na rosnące ceny paliw holenderskie władze zdecydowały się na wprowadzenie zakazu jazdy prywatnymi samochodami w niedzielę. Następnie wprowadzono rozwiązania strukturalne, zachęcające mieszkańców do korzystania z rowerów, a gospodarstwa domowe zaczęły oszczędzać energię poprzez poprawę izolacji czy przykręcanie termostatów.

Jak mówi angielskie przysłowie „historia się nie powtarza, ale często się rymuje”. Obecnie mamy do czynienia z narastającym kryzysem paliwowym, który - podobnie jak kryzys z lat 70. ubiegłego stulecia - może przerodzić się w kryzys energetyczny i gospodarczy oraz zmienić nasz sposób funkcjonowania i korzystania z energii. Przynajmniej na jakiś czas.

Reklama
Reklama