- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Europejski kraj naftowy bez paliwa. „Zapasy wystarczą na 20 dni”
Obawy dotyczące skutków kryzysu energetycznego nie omijają państw skandynawskich. Jak podaje portal NRK, poziom rezerw strategicznych paliw dla Oslo wynosi jedynie… 20 dni. Premier Jonas Gahr Stoere powiedział, że rząd rozważa powszechne wprowadzenie pracy zdalnej, aby ograniczyć zużycie paliw transportowych.
Dla porównania, zapasy Norwegii są czterokrotnie mniejsze niż sąsiadującej z nią Szwecji czy Finlandii, które dysponują rezerwami wystarczającymi na 90 dni zapotrzebowania.
20 dni zapasów
W udzielonym wywiadzie premier Stoere podkreśla, że obecnie dostęp do paliwa w Norwegii jest na dobrym poziomie, a kraj nie mierzy się z niedoborami paliwa.
Nie wykluczył jednak, że przy przedłużającym się konflikcie na Bliskim Wschodzie rząd może zacząć rozważać podjęcie „różnych rodzajów działań”, wśród których wymienił m.in. zwiększenie ilości pracy zdalnej, a w skrajnym przypadku priorytetyzowanie dostaw paliw do najważniejszych sektorów gospodarki.
Jednocześnie, premier Stoere uspokaja: obecnie Norwegia posiada dobry dostęp do paliwa, a sytuacja jest pod kontrolą (nie licząc problemów z zabezpieczeniem odpowiedniej ilości paliwa lotniczego).
Niepokój mediów wzbudza jednak informacja o wielkości rezerw strategicznych kraju, które wystarczą Oslo jedynie na 20 dni. Zdaniem premiera głównym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że Norwegia to… kraj naftowy, który najczęściej nie musiał martwić się o niedobory surowca - stąd niskie wymogi dotyczące magazynowania.
Historycznie rzecz biorąc, rząd Norwegii utrzymywał własne zapasy ropy naftowej na wypadek kryzysu, jednak w 2007 roku państwo sprzedało te akcje i przerzuciło ciężar magazynowania na sektor prywatny.
Obecne przepisy nakładają obowiązek utrzymywania zapasów interwencyjnych na poziomie wspomnianych już 20 dni wartości ich sprzedaży bądź importu na rynek krajowy.
Kraj naftowy bez paliwa?
Norwegia, która od lat 70. XX wieku czerpie ogromne zyski z wydobycia i eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego, samodzielnie pokrywa zapotrzebowanie na obydwa surowce. Jedynie około 12 proc. całkowitej produkcji płynów naftowych w Norwegii jest zużywanych w kraju, pozostałe 88 proc. przeznaczane jest na eksport (w ok. 80 proc. do krajów europejskich).
Oslo jest również bardzo „zielone” pod względem konstrukcji swojego bilansu elektroenergetycznego, który składa się w 88,9 proc. z hydroelektrowni i w 9,2 proc. z elektrowni wiatrowych. Hydroelektrownie przeważają również w ogólnym zużyciu energii w kraju (63,9 proc.), podczas gdy zużycie ropy i gazu plasuje się na poziomie odpowiednio 20,2 proc. oraz 6,3 proc.
Niemniej jednak, o ile Norwegia jest w stanie bezproblemowo zapewnić sobie dostęp do nieprzetworzonych węglowodorów, problem „wąskiego gardła” pojawia się na poziomie rafinerii i produktów naftowych.
Od 2021 roku Norwegia posiada tylko jedną, dużą rafinerię ropy naftowej (Mongstad), o wydajności ok. 203 tys. baryłek dziennie. Pomimo tego, że produkuje ona czterokrotnie więcej paliw płynnych niż wynosi roczne zapotrzebowanie kraju, nie jest ona w stanie efektywnie produkować każdego gatunku paliwa wymaganego przez gospodarkę w wystarczającej ilości.
Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA)
Norwegia pozostaje szczególnie uzależniona od importu oleju napędowego i paliwa lotniczego. Dodatkowo, produkcja w Mongstad jest zorientowana na eksport, podczas gdy norwescy dystrybutorzy najczęściej kupują paliwa importowane, jeśli cena na rynku spot ze szwedzkiej bądź holenderskiej rafinerii jest danego dnia korzystniejsza.
Dlatego też Oslo - o ironio - jest zmuszone do importowania paliw i produktów naftowych zza granicy. Jak zaznacza EIA, w 2023 roku Norwegia importowała średnio 45 tys. baryłek produktów naftowych dziennie. Głównymi kierunkami importowymi są Szwecja, Holandia, USA i Belgia.
Właśnie z tego powodu wzrosty cen paliw dotknęły również skandynawskie państwo naftowe. Licząc od końca lutego bieżącego roku, średnia cena benzyny wzrosła w Norwegii o 10,7-17,17 proc., co z kolei budzi niepokój większości krajowych przedsiębiorców.
Jak wskazuje Konfederacja Norweskich Przedsiębiorstw (NHO), obecna sytuacja szczególnie negatywnie wpływa na transport, przemysł i budownictwo, a 60 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że odczuwa negatywne skutki wzrostu cen paliw.
Jednak problem sięga głębiej. Norwescy analitycy wskazują, że import niemal połowy oleju napędowego i blisko całego paliwa lotniczego, połączony z niskim poziomem rezerw strategicznych, naraża Oslo na poważne problemy w przypadku kryzysu oraz wojny. Obecnie rząd pracuje nad zwiększeniem poziomu rezerw do 90 dni oraz priorytetyzacją dostaw paliwa.
Ironią obecnego położenia Oslo jest to, że zaledwie kilka dni temu krajowy urząd statystyczny SSB podał, że w marcu bieżącego roku Norwegia uzyskała rekordowe zyski z eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego - odpowiednio 4,9 mld euro i 5,9 mld euro.

