- ANALIZA
- W CENTRUM UWAGI
Dlaczego niemiecki problem znowu przebiega przez Gdańsk?
Rafineria PCK Schwedt przez dekady była jednym z najbardziej symbolicznych przykładów niemieckiego modelu bezpieczeństwa energetycznego opartego na rosyjskiej ropie, rurociągu Przyjaźń i przemysłowej współzależności z Moskwą. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę ten model się załamał, ale nie został zastąpiony prostym i trwałym rozwiązaniem.
Autor. Von Ralf Roletschek - Eigenes Werk, GFDL 1.2, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=69756384
Dziś Schwedt pozostaje rafinerią strategiczną dla Berlina i Brandenburgii, większościowo powiązaną z Rosnieftem, kontrolowaną przez państwo niemieckie w formule zarządu powierniczego i coraz mocniej uzależnioną od alternatywnych szlaków dostaw. Jednym z nich jest Polska, Naftoport w Gdańsku i system rurociągów PERN.
Rafineria, która przez lata miała prostą geografię
Rafineria w Schwedt nie jest zwykłym zakładem przemysłowym. Zakład należący do spółki PCK leży we wschodnich Niemczech, w Brandenburgii, blisko granicy z Polską i historycznie był projektowany pod dostawy ropy rurociągiem Przyjaźń. Jej położenie miało sens w logice zimnej wojny, przemysłu NRD i taniego surowca ze Związku Sowieckiego.
PCK podaje, że ma zdolności przerobu około 12 mln ton ropy rocznie i jest to piąta pod względem wielkości rafineria w Niemczech. Sama spółka wskazuje również, że zapewnia 90 proc. dostaw benzyny, paliwa lotniczego, oleju napędowego i oleju opałowego dla Berlina i Brandenburgii. Według PCK paliwo ze Schwedt napędza dziewięć na dziesięć samochodów w stolicy Niemiec.
To zdanie ma duże znaczenie polityczne i gospodarcze. Produkcja tej rafinerii codziennie napędza transport w Berlinie, Brandenburgii, części Meklemburgii Pomorza Przedniego oraz w zachodniej Polsce.
Przez lata strategiczna przewaga Schwedt polegała na prostocie. Ropa płynęła rurociągiem ze Wschodu, zakład pracował pod stały kierunek dostaw, a produkty trafiały na regionalny rynek. Po 2022 r. ta geografia przestała być atutem, a stała się problemem. Niemcy politycznie odchodzili od rosyjskiej ropy, ale infrastruktura, logistyka i własność rafinerii nadal były konsekwencją wcześniejszego modelu.
Autor. Krzysztof Kopeć
Schwedt to część większej historii rosyjskich wpływów w regionie Bałtyku
Rafineria Schwedt nie jest odosobnionym przypadkiem. To element szerszej historii rosyjskich wpływów w sektorze rafineryjnym regionu Bałtyku i Europy Środkowej. Jak pisałem wcześniej na X: „Szerszy wątek ograniczania wpływów ros. w sektorze rafineryjnym w regionie Bałtyku jest istotny, ponieważ częściowo wpłynął na obecną pozycję Orlenu. Polska nie dopuściła kapitału ros. do prywatyzacji Lotosu, Orlen przejął rafinerię w Możejkach, a następnie doszło do konsolidacji aktywów. Ros. podmioty zachowały jedynie formalne udziały w niektórych rafineriach w RFN, jednak po 2022 utraciły nad nimi faktyczną kontrolę operacyjną”.
Polska już na początku lat 2000 musiała mierzyć się z pytaniem, czy aktywa rafineryjne mają być wyłącznie przedmiotem prywatyzacji i gry kapitałowej, czy także elementem bezpieczeństwa państwa. W przypadku Grupy Lotos nie dopuszczono rosyjskiego kapitału do przejęcia kontroli nad rafinerią w Gdańsku. Kilka lat później PKN Orlen przejął litewską rafinerię w Możejkach, co ograniczyło możliwość dalszego rozszerzania wpływów rosyjskich koncernów w regionie.
W tym sensie dzisiejsza sytuacja Schwedt pokazuje alternatywny scenariusz. Rosyjskie podmioty nie przejęły strategicznych aktywów rafineryjnych w Polsce, ale utrzymały formalne udziały w części rafinerii w Niemczech. Po 2022 r., gdy Moskwa zaatakowała Kijów, Berlin musiał zastosować zarząd powierniczy nad niemieckimi aktywami Rosnieftu, aby oddzielić formalną własność od faktycznej kontroli operacyjnej.
Polska podatność z początku lat 2000
Na początku XXI wieku, tuż przed wejściem do Unii Europejskiej, Polska próbowała zbudować dwa krajowe ośrodki paliwowe: płocki i gdański. Jednym wariantem była silniejsza konsolidacja wokół PKN Orlen, drugim utrzymanie dwóch ośrodków produkcji paliw: płockiego i gdańskiego. Nie chodziło przy tym o prostą konkurencję na poziomie detalicznym, ponieważ Rafineria Gdańska nie dysponowała wówczas własną rozwiniętą siecią stacji paliw.
Model dwóch ośrodków miał ograniczać koncentrację krajowej produkcji paliw i hurtu w jednym centrum decyzyjnym. Gdańsk miał być przeciwwagą dla Płocka jako drugi zakład rafineryjny o znaczeniu systemowym. Z punktu widzenia bezpieczeństwa rynku oznaczało to utrzymanie odrębnego źródła produkcji paliw. Co ciekawe w latach 1975-1980 i 1988-1995 większość ropy naftowej przerabianej w Rafinerii w Gdańsku nie pochodziła z ZSRS lub Rosji.
Ta konstrukcja miała jednak swoją drugą stronę. Skoro Rafineria Gdańska pozostawała samodzielnym, wyodrębnionym aktywem, mogła stać się celem prywatyzacji przez sprzedaż dużego pakietu inwestorowi zewnętrznemu. Właśnie tu pojawiało się ryzyko rosyjskiego kapitału. Nie dlatego, że państwo polskie nie miało kontroli nad procesem, ale dlatego, że proces prywatyzacyjny tworzył realną ścieżkę transakcyjną dla podmiotu zainteresowanego wejściem do polskiego sektora rafineryjnego.
W 2002 r. w grze o 75 proc. akcji Rafinerii Gdańskiej było konsorcjum Rotch Energy z Łukoilem, a polityczne ryzyko transakcji z Rosjanami było przedmiotem analiz po stronie rządowej. Mało kto pamięta, że po ewentualnym skupieniu akcji pracowniczych Łukoil mógłby osiągnąć poziom pozwalający samodzielnie rządzić zakładem.
Dlatego model dwóch ośrodków rafineryjnych można oceniać dwojako.
Z punktu widzenia struktury rynku ograniczał ryzyko koncentracji produkcji i hurtu w jednym podmiocie. Z punktu widzenia bezpieczeństwa właścicielskiego czynił jednak Gdańsk samodzielnym i czytelnym celem transakcyjnym dla inwestora zewnętrznego, w tym potencjalnie kapitału rosyjskiego.
Krzysztof Kopeć
Gdyby rafineria w Gdańsku była już wtedy częścią większej zintegrowanej grupy, próba wejścia rosyjskiego kapitału byłaby trudniejsza politycznie, kapitałowo i regulacyjnie. Jako osobna rafineria pozostawała bardziej dostępna jako przedmiot prywatyzacji, na kilka lat przed wejściem Polski do UE, gdy zaczęły obowiązywać dodatkowe mechanizmy regulacyjne ochrony rynku wspólnotowego.
Dlatego przejęcie Możejek przez Orlen w 2006 r. można ex-post uznać za jeden z kluczowych momentów ograniczających dalszą ekspansję rosyjską w regionie. Była to decyzja kosztowna, długo krytykowana w Polsce z perspektywy wyników finansowych i relacji z dostawami ropy, ale z perspektywy bezpieczeństwa regionalnego miała znaczenie wykraczające poza bilans jednej rafinerii. Utrzymanie Możejek poza rosyjską kontrolą oznaczało, że w regionie Bałtyku nie powstał kolejny punkt oparcia dla rosyjskich koncernów.
Na tym tle Schwedt wygląda jak niemiecki wyjątek od procesu, który w Polsce i na Litwie przebiegał wcześniej. Polska nie dopuściła rosyjskiego kapitału do Lotosu, Orlen przejął Możejki, a następnie doszło do konsolidacji aktywów. W Niemczech rosyjski kapitał zachował natomiast formalne udziały w rafineriach, w tym większościowy pakiet w PCK Schwedt poprzez Rosneft Deutschland.
Rosnieft uzgodnił wejście do niemieckiego sektora rafineryjnego w 2010 r., a faktycznie wszedł kapitałowo do PCK Schwedt w 2011 r., po zamknięciu transakcji przejęcia 50 proc. udziałów w Ruhr Oel GmbH od wenezuelskiej PDVSA. Niemiecka spółka posiadała udziały w kilku rafineriach na terenie RFN, w tym 37,5 proc. w PCK Schwedt. OSW pisał wówczas, że przez tę transakcję Rosnieft wchodzi na niemiecki rynek. Co więcej, rosyjski koncern uzyskał dostęp do pierwszych aktywów rafineryjnych w UE i około 11 proc. udziału w niemieckim rynku przerobu ropy.
Kolejny ruch Rosnieft wykonał w 2017 r., trzy lata po aneksji Krymu przez Federację Rosyjską. Po rozwiązaniu joint venture Ruhr Oel z BP rosyjski koncern stał się bezpośrednim większościowym udziałowcem PCK Schwedt z pakietem 54,17 proc.
Niemcy kontrolują, ale Rosnieft pozostaje w tle
Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę Berlin objął niemieckie aktywa Rosnieftu zarządem powierniczym. Reuters przypominał, że niemieckie spółki Rosnieftu zostały objęte zarządem powierniczym w 2022 r., a w 2026 r. Komisja Europejska zatwierdziła rozwiązanie pozwalające Berlinowi utrzymać długoterminową kontrolę nad niemieckimi aktywami rosyjskiego koncernu, w tym nad udziałami w PCK Schwedt, MiRO i Bayernoil.
To rozwiązanie jest politycznie wygodne, ale nie usuwa całego ryzyka. Nie jest to klasyczna nacjonalizacja, lecz forma kontroli, w której rosyjski właściciel zostaje pozbawiony faktycznej możliwości zarządzania aktywami. W praktyce Schwedt jest więc zawieszone między trzema porządkami.
Pierwszy to porządek techniczny, czyli potrzeba stabilnego zaopatrzenia rafinerii w ropę. Drugi to porządek prawny, czyli spór o kontrolę nad aktywami Rosnieftu. Trzeci to porządek polityczny, czyli pytanie, czy niemieckie odejście od rosyjskiej ropy może być trwałe, jeśli część infrastruktury nadal pozostaje formalnie powiązana z rosyjskim kapitałem.
Kiedy Rosja zatrzymuje nie-rosyjską ropę
Najważniejszy paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że Schwedt nie musi tracić dostaw rosyjskiej ropy, aby nadal odczuwać wpływ rosyjskiej infrastruktury. Reuters informował, że Rosja planowała zatrzymać od 1 maja 2026 r. przepływ kazachskiej ropy do Niemiec przez rurociąg Przyjaźń. Surowiec nie był rosyjski, ale jego trasa nadal przebiegała przez rosyjski system przesyłowy. Według Reutersa Kazachstan wysłał do Niemiec przez Przyjaźń ponad 2,1 mln ton ropy w 2025 r., a pełne zatrzymanie dostaw oznaczałoby utratę około 17 proc. zdolności zaopatrzenia PCK Schwedt.
To ważna lekcja dla całej Unii Europejskiej. Dywersyfikacja źródła surowca nie zawsze oznacza dywersyfikację trasy, infrastruktury i ryzyka politycznego.
Krzysztof Kopeć
Kazachska ropa mogła zmniejszać zależność od rosyjskiego wydobycia, ale jeśli płynie przez rosyjską infrastrukturę, nadal pozostaje podatna na decyzje Moskwy. Właśnie dlatego Schwedt jest tak dobrym przykładem nowego typu zależności energetycznej. Nie chodzi już tylko o to, czy ropa jest rosyjska. Chodzi o to, kto kontroluje drogę, którą ta ropa dociera do rafinerii.
Gdańsk wraca jako wspólny interes bezpieczeństwa
Po informacji o możliwym zatrzymaniu dostaw przez Przyjaźń Niemcy zaczęli rozmawiać z Polską o awaryjnych i czasowych dostawach do PCK Schwedt przez port w Gdańsku. Reuters informował 28 kwietnia 2026 r., że niemieckie ministerstwo gospodarki prowadzi rozmowy z Polską, aby sprawdzić możliwość dostarczenia zastępczych wolumenów ropy do Schwedt przez Gdańsk.
To punkt, w którym polska infrastruktura przestaje być tylko krajowym aktywem. Naftoport, PERN i zachodni odcinek Przyjaźni stają się elementem bezpieczeństwa regionalnego. Portal Morski, powołując się na PAP, cytował rzecznika PERN Pawła Łukaszewicza: „Jesteśmy w stanie dostarczyć około 2 mln ton surowca rocznie”. Chodzi o dostawy przez Naftoport w Gdańsku i transport rurociągowy do PCK Schwedt.
To nie jest wolumen pozwalający samodzielnie zasilić całą rafinerię o przerobie około 12 mln ton rocznie. Jest jednak wystarczająco duży, aby mieć znaczenie stabilizacyjne.
Krzysztof Kopeć
Jeśli rafineria działa w warunkach obniżonej dostępności surowca, dodatkowe 2 mln ton rocznie może decydować o poziomie wykorzystania instalacji, ekonomice produkcji, dostępności paliw w regionie i politycznej presji na Berlin.
W tym sensie tytułowe „niemiecki problem znowu przebiega przez Gdańsk” ma dziś zupełnie nowy sens niż ten znany z historycznych relacji polsko-niemieckich. Gdańsk jest miejscem, w którym spotykają się interesy bezpieczeństwa Polski i Niemiec.
Polska infrastruktura wzmacnia odporność niemieckiego rynku paliwowego, a niemieckie zapotrzebowanie zwiększa strategiczne znaczenie polskich portów, rurociągów i logistyki paliwowej.
Gdańsk, Rostock i ograniczenia alternatywy
Schwedt po odcięciu od rosyjskiej ropy musiało oprzeć się na alternatywnych trasach. Jedną z nich jest Rostock, drugą Gdańsk, trzecią była ropa kazachska transportowana przez Przyjaźń. Reuters podawał w 2024 r., że rafineria osiągała ponad 80 proc. wykorzystania mocy mimo niepewności właścicielskiej, a struktura dostaw obejmowała około 70 proc. ropy przez rurociąg z Rostocku, 15 proc. przez port w Gdańsku i 15 proc. nadal przez ropociąg Przyjaźń.
Ta struktura pokazuje, że niemiecka alternatywa wobec Rosji nie była jednym prostym rozwiązaniem. Rostock dawał podstawowy kierunek morski, Gdańsk uzupełniał logistykę, a kazachska ropa przez Przyjaźń pozwalała utrzymać wykorzystanie mocy. Problem zaczął się wtedy, gdy jeden z elementów tej układanki znów okazał się podatny na rosyjskie decyzje.
Z polskiej perspektywy szczególnie ważne jest to, że Gdańsk nie jest w tej układance marginalny. Nawet jeśli podstawowa część alternatywnych dostaw może iść przez Rostock, polski kierunek zwiększa elastyczność systemu. Daje Niemcom drugą bramę morską, a Polsce wzmacnia pozycję infrastrukturalną w regionie.
Drang nach Westen, czyli polska infrastruktura idzie na Zachód
Wątek Schwedt trzeba połączyć z Central Europe Pipeline System, czyli natowskim systemem rurociągów paliwowych. CEPS jest największym systemem rurociągów paliwowych NATO i obejmuje Belgię, Francję, Niemcy, Luksemburg oraz Holandię. NATO podaje, że CEPS może szybko dostarczać paliwo dla samolotów i pojazdów wojskowych, ale jest także wykorzystywany cywilnie, między innymi do dostaw paliwa lotniczego na duże lotniska cywilne. System transportuje między innymi paliwo lotnicze, benzynę motorową i olej napędowy. OSW opisuje CEPS jako rdzeń natowskiego systemu paliwowego w Europie Zachodniej. Według tego opisu CEPS ma około 5,3 tys. km rurociągów, powstał w 1958 r. i był rozwijany w czasie Zimnej Wojny z myślą o konflikcie z Układem Warszawskim. Jest połączony z portami, rafineriami, magazynami, bazami lotniczymi i punktami załadunku na transport drogowy oraz kolejowy.
Polskie podłączenie do tego systemu może mieć znaczenie nie tylko militarne. Reuters informował w październiku 2025 r., że Polska planuje wydać 20 mld zł na połączenie swoich rurociągów z natowskim systemem CEPS, a Ministerstwo Obrony Narodowej i PERN podpisały wstępne porozumienie dotyczące przedłużenia krajowej infrastruktury paliwowej do systemu NATO. Według Reutersa projekt obejmuje budowę około 300 km rurociągów, a NATO przeznaczyło 60 mln zł na wsparcie prac planistycznych.
To jest właśnie pozytywnie rozumiany Drang nach Westen, czyli o przesunięcie Polski głębiej w zachodni system bezpieczeństwa paliwowego.
Krzysztof Kopeć
Podłączenie do CEPS może zwiększyć płynność rynku, stworzyć nowe możliwości handlowe i wzmocnić odporność logistyczną w sytuacji kryzysu. Jeżeli paliwa mogą szybciej przepływać między Polską, Niemcami, portami, rafineriami, magazynami i lotniskami, to rośnie nie tylko bezpieczeństwo militarne, ale także elastyczność cywilnego rynku paliwowego.
Orlen, Schwedt i siła regionalnego układu rafineryjnego
Orlen jest istotnym podmiotem w handlu detalicznym paliw w Niemczech. Orlen Deutschland podaje, że działa na niemieckim rynku od 2003 r. i prowadzi ponad 600 stacji.
Przejęcie rosyjskich udziałów w Schwedt przez Orlen oznaczałoby więc nie tylko wejście do kolejnej rafinerii. Oznaczałoby powiązanie produkcji rafineryjnej w północno-wschodnich Niemczech z istniejącą siecią detaliczną Orlenu w RFN. W układzie regionalnym oznaczałoby to bardzo silny system aktywów: Gdańsk, Płock, Litvinov, Kralupy, Możejki i potencjalnie Schwedt.
Już prosta analiza logistyki produktowej pokazuje, jak cenne byłoby dla Grupy Orlen lokalne źródło produkcji paliw w północno-wschodnich Niemczech.
Najbliżej Schwedt leżą czeskie rafinerie Orlenu w Litvinovie i Kralupach. W przybliżeniu jest to rząd wielkości 300 do 350 km drogą. To dystans, który może mieć sens w wybranych relacjach handlowych, w dostawach awaryjnych lub przy korzystnych różnicach cenowych, ale nie jest sposobem najtańszej dystrybucji autocysternami dla masowego rynku Berlina i Brandenburgii.
Właśnie dlatego Schwedt byłoby aktywem o tak dużym znaczeniu. Nie zastępowałoby istniejących rafinerii Orlenu, tylko domykałoby lukę geograficzną między Polską, Czechami, Niemcami i Bałtykiem.
Dla niemieckiej sieci Orlenu oznaczałoby to możliwość lepszego dopasowania źródeł produktu do rynku. Dla polskiej logistyki oznaczałoby większe znaczenie Gdańska, PERN i ewentualnego połączenia z CEPS. Dla regionu oznaczałoby bardziej płynny układ, w którym ropa może przychodzić z morza przez Gdańsk, produkt może być dystrybuowany z rafinerii bliżej rynku końcowego, a infrastruktura wojskowa i cywilna zaczynają wzajemnie zwiększać odporność systemu.
Nie każda pomoc Niemcom jest sprzeczna z polskim interesem
W polskiej debacie łatwo zbudować prostą opowieść: Niemcy przez lata korzystali z rosyjskiej ropy, popełnili strategiczny błąd, a teraz potrzebują polskiej infrastruktury. Taka diagnoza jest częściowo prawdziwa, ale niewystarczająca.
Polska nie powinna traktować swojej roli wyłącznie jako awaryjnej pomocy dla sąsiada. Powinna widzieć w niej dowód, że inwestycje w infrastrukturę krytyczną zwiększają znaczenie państwa.
Krzysztof Kopeć
Jeśli PERN może dostarczyć do Schwedt około 2 mln ton ropy rocznie, to nie jest tylko techniczna deklaracja. To komunikat o pozycji Polski w regionie. Gdańsk może obsługiwać nie tylko polskie potrzeby, ale także część potrzeb niemieckiego rynku. Zachodni odcinek Przyjaźni, który przez lata kojarzył się z zależnością od Wschodu, może być użyty, jako element dostaw z kierunku morskiego na Zachód.
To odwrócenie sensu infrastruktury jest jedną z najciekawszych konsekwencji cichej wojny energetycznej. Te same rurociągi, które kiedyś utrwalały zależność od rosyjskiej ropy, mogą dziś pomagać w jej ograniczaniu. Warunkiem jest jednak kontrola nad kierunkiem dostaw, przejrzystość kontraktów i polityczna świadomość, że infrastruktura nie jest neutralna.
Zbliżenie gospodarcze jako wzmocnienie NATO
Schwedt, Gdańsk, PERN i CEPS pokazują, że bezpieczeństwo paliwowe nie kończy się na kontraktach handlowych. W razie kryzysu te same rafinerie, porty, rurociągi, magazyny i terminale, które obsługują rynek cywilny, mogą wpływać na zdolność państw NATO do utrzymania mobilności wojskowej. NATO wprost opisuje CEPS jako element gotowości wojskowej i odstraszania, a jednocześnie dopuszcza jego szerokie wykorzystanie cywilne pod warunkiem pierwszeństwa potrzeb wojskowych.
Zbliżenie gospodarcze Polski i Niemiec w obszarze paliw nie musi więc oznaczać rozmycia interesu narodowego. Może oznaczać jego wzmocnienie. Jeśli polskie porty, rurociągi i magazyny zwiększają odporność niemieckiego rynku, a niemiecka infrastruktura zachodnia poprzez CEPS zwiększa odporność Polski i wschodniej flanki NATO, to powstaje układ wzajemnej użyteczności. W takim modelu bezpieczeństwo energetyczne, handel paliwami i logistyka wojskowa nie są trzema oddzielnymi tematami, lecz jednym systemem.
To szczególnie ważne, bo wojna energetyczna Rosji z Zachodem nie zaczęła się w 2022 r. Ba, inwazja na ukraiński Krym była momentem przełomowym, ale presja surowcowa, infrastrukturalna i właścicielska trwała już kilka dekad.
Schwedt jest więc lekcją nie tylko dla Niemiec. Jest także przypomnieniem dla Polski, że infrastruktura, która wydaje się kosztowna w czasie pokoju, w kryzysie staje się narzędziem wpływu.
Krzysztof Kopeć
Schwedt jako lekcja o dywersyfikacji
Schwedt pokazuje, że dywersyfikacja nie kończy się w momencie podpisania nowej umowy na surowiec. Można zmienić kraj pochodzenia ropy, ale pozostać zależnym od starej trasy. Można objąć aktywa zarządem powierniczym, ale nie rozwiązać do końca problemu własności. Można utrzymać pracę rafinerii na poziomie około 80 proc. mocy, ale nadal funkcjonować w warunkach niepewności prawnej, politycznej i logistycznej.
Dla Polski ta historia ma dodatkowy wymiar. Przejęcie Możejek przez Orlen przez długi czas można było analizować przez pryzmat rachunku ekonomicznego, problemów logistycznych i sporów z dostawcami. Po 2022 r. widać jednak wyraźniej, że w regionie Bałtyku własność rafinerii, kierunki dostaw i kontrola nad infrastrukturą były elementami tej samej gry. Schwedt pokazuje, co dzieje się wtedy, gdy państwo musi dopiero po kryzysie oddzielać formalną własność od faktycznej kontroli.
Decyzja o tym, co stanie się z rafinerią w Schwedt, jest dziś jednym z najważniejszych testów europejskiej polityki energetycznej. Pokazuje, że odejście od Rosji nie polega wyłącznie na zmianie dostawcy surowca. Wymaga zmiany tras, kontroli właścicielskiej, inwestycji w porty i rurociągi oraz gotowości do współpracy z państwami, których infrastruktura jeszcze niedawno była traktowana jako peryferyjna.
Dla Niemiec Schwedt jest problemem bezpieczeństwa paliwowego Berlina i Brandenburgii. Dla Rosji pozostaje narzędziem wpływu, nawet jeśli mowa o ropie formalnie pochodzącej z Kazachstanu. Dla Polski to natomiast dowód, że Naftoport, PERN, logistyka pomorska i potencjalne podłączenie do CEPS są nie tylko krajową infrastrukturą, ale elementem regionalnej odporności energetycznej i wojskowej.
Najkrócej mówiąc: niemiecki problem znowu przebiega przez Gdańsk. Tym razem jednak Gdańsk nie dzieli, lecz łączy interesy bezpieczeństwa Polski, Niemiec i NATO.
