Reklama
  • W CENTRUM UWAGI

Cios w polskie huty? Ukraina wstrzymała eksport złomu

Od 1 stycznia 2026 roku Ukraina wstrzymała eksport złomu stalowego i miedzi. Dla części polskich hut oznacza to konieczność szybszego szukania surowca na innych rynkach i ryzyko presji na ceny oraz ciągłość dostaw. Sprawa trafiła na poziom rządowy i ma być podnoszona w rozmowach z Brukselą także w kontekście warunków konkurencji na rynku stali.

Autor. Envato

Jak co roku rząd Ukrainy przyjął dokument, który wyznacza zasady handlu wybranymi towarami na kolejny rok. W wersji na 2026 rok wpisał przy złomie stalowym i złomie miedzi limit eksportu równy zero, co w praktyce zamyka możliwość ich wywozu do Polski. Ukraina pozostawia formalnie system licencji, jednak gdy limit jest zerowy, nie ma z czego takiej licencji przyznać, więc w normalnym obrocie handlowym eksport staje się po prostu niewykonalny.

Autor. zakon.rada.gov.ua

Podstawą jest uchwała rządu Ukrainy z 31 grudnia 2025 roku, która weszła w życie 1 stycznia 2026 roku i zatwierdza listy towarów objętych licencjonowaniem oraz limity eksportu na 2026 rok, a w załączniku z kwotami eksportowymi wpisano zero między innymi przy złomie żelaza i stali oraz przy złomie miedzi. Jak czytamy, ten sam dokument obejmuje także inne wrażliwe pozycje, w tym część surowców energetycznych czy drewno, a także złoto i srebro ale to złom jest kluczowy dla sporu z Polską, bo jest podstawowym surowcem dla hut produkujących stal w piecach elektrycznych.

Reklama

Kijów uznał, że to dobry ruch

Po stronie ukraińskiej najczęściej powtarza się argument, że złom jest surowcem strategicznym i powinien zostać w kraju, bo daje pracę, przynosi dochód z podatków i możliwość produkcji na miejscu, zamiast wywozu surowca bez większej wartości dodanej. Premier Julija Swyrydenko wprost wskazywała, że złom jest krytycznie ważny dla krajowej metalurgii i odlewnictwa, a ograniczenia mają kierować surowiec do przetwórstwa w Ukrainie.

Pomimo cła eksportowego, eksport złomu rósł – często przewożony tranzytem do krajów trzecich, nie tworząc wartości dodanej dla Ukrainy. Krajowe przetwórstwo natomiast zapewnia miejsca pracy, dochody z podatków i produkty potrzebne do obronności i odbudowy. Wykorzystanie złomu w produkcji metalurgicznej zmniejsza również emisję CO2, co jest istotne w świetle wymogów UE.
powiedziała Julija Swyrydenko cytowana przez The New Voice of Ukraine

Ten ruch poparła też część ukraińskiego przemysłu, a stowarzyszenie Ukrmetallurgprom przekonywało, że zerowy limit eksportu ma zabezpieczyć surowiec dla krajowych hut i sprawić, że większa część korzyści zostanie w Ukrainie, ponieważ przerób złomu na miejscu ma przynosić państwu wyższe wpływy podatkowe niż sam wywóz surowca. Organizacja przytaczała przy tym wyliczenia, według których jedna tona złomu przerobionego na stal w Ukrainie generuje dla budżetu 14–15 tys. hrywien podatków.

W tle pojawia się też argument stricte polityczny i wojenny, bo w warunkach konfliktu i odbudowy łatwiej uzasadnić, że surowce uznawane za strategiczne powinny pracować na potrzeby gospodarki i bezpieczeństwa państwa, zamiast zasilać eksport. Ukrmetallurgprom zwracał również uwagę na mechanizm, który jego zdaniem wypaczał wcześniejsze ograniczenia, ponieważ dostawy do państw Unii Europejskiej miały w praktyce prowadzić do reeksportu dalej, między innymi do Turcji i Indii, co miało pozwalać części firm omijać ukraińskie cło eksportowe na złom w wysokości 180 euro za tonę. Ukraińskie media branżowe podkreślały jednocześnie, że mimo ceł i prób ograniczania wywozu eksport złomu w 2025 roku rósł, co miało być jednym z argumentów za zastosowaniem twardszego rozwiązania.

Reklama

Dlaczego decyzja Kijowa uderza w Polskę?

Z polskiej perspektywy problem zaczyna się od technologii produkcji. Jak wskazuje Business Insider, duża część stali w Polsce powstaje w piecach elektrycznych, a w tym modelu złom jest podstawowym wsadem i jego cena oraz dostępność bezpośrednio przekładają się na koszty wytwarzania. Branża wskazuje, że w piecach elektrycznych złom potrafi stanowić znaczną część kosztów wsadu, więc każda nagła zmiana podaży uruchamia presję cenową i wymusza szukanie zastępstwa na innych kierunkach, często droższych albo logistycznie trudniejszych.

W relacjach medialnych powtarza się liczba, że import złomu z Ukrainy do Polski to ok. 350 tys. ton rocznie, co odpowiada kilku procentom krajowego rynku. Na papierze nie wygląda to jak wolumen, który sam w sobie powinien „zatrzymać” produkcję, ale w praktyce rynek złomu działa nerwowo, bo firmy zabezpieczają dostawy z wyprzedzeniem, a konkurencja o surowiec w Europie rośnie razem z naciskiem na dekarbonizację przemysłu. Według przytaczanych wyliczeń tona złomu w Ukrainie kosztowała ok. 200 dolarów, podczas gdy w Polsce ok. 330 dolarów, co pokazuje, jak duża może być różnica kosztowa, gdy surowiec zostaje zatrzymany po jednej stronie granicy.

Reklama

Do tego dochodzi argument o równej konkurencji, bo polska branża zwraca uwagę, że zatrzymanie złomu w Ukrainie może obniżać koszty tamtejszych hut, a jednocześnie ich stal trafia potem na rynek Unii. Napięcie rośnie, ponieważ UE jako element wsparcia gospodarki wojennej przedłużyła zawieszenie części środków ochronnych wobec importu żelaza i stali z Ukrainy, więc coraz częściej pojawia się pytanie, jak pomagać Ukrainie, a jednocześnie nie osłabiać pozycji producentów w państwach członkowskich.

Co zrobił polski rząd?

Jak wynika z informacji przytaczanych przez BI, Ministerstwo Rozwoju i Technologii poprosiło KE o pilne zajęcie się sprawą, wskazując, że odcięcie części dostaw złomu może podbić koszty produkcji stali w Polsce, osłabić konkurencyjność hut, a w skrajnym przypadku nawet przełożyć się na ograniczanie produkcji i miejsca pracy. Równolegle mają toczyć się rozmowy ze stroną ukraińską, jednak Warszawa chce, aby temat został podniesiony także na poziomie unijnym, bo to Komisja odpowiada za wspólną politykę handlową i dysponuje kanałami dialogu w relacjach UE z Ukrainą. Na razie Bruksela nie opublikowała komunikatu, który przesądzałby o dalszych krokach. Jeśli sprawa będzie procedowana, to raczej poprzez rozmowy i uzgodnienia polityczno-handlowe niż poprzez szybkie cofnięcie decyzji, bo ograniczenia jasno wynikają z przepisów przyjętych w Kijowie.

Ograniczenie polega na tym, że Unia nie może jednostronnie zmienić ukraińskich limitów eksportowych, więc ewentualne działania sprowadzą się do nacisku politycznego, rozmów w ramach relacji UE i Ukraina oraz szukania rozwiązań, które byłyby do zaakceptowania także w Kijowie, na przykład w postaci wyjątków, okresów przejściowych albo innego sposobu zarządzania licencjami. Jednocześnie Bruksela sama coraz wyraźniej traktuje złom jako zasób strategiczny dla transformacji przemysłu, co widać w tym, że Komisja uruchomiła system monitorowania importu i eksportu złomu stali, aluminium i miedzi, aby zbierać dane i ocenić, czy potrzebne są dodatkowe instrumenty handlowe.

Reklama

Do tego dochodzi jeszcze jeden element, który mocno komplikuje polityczną układankę, ponieważ Unia zaostrza zasady wywozu odpadów poza UE i wprost sygnalizuje, że od 2027 roku część wywozu do krajów spoza OECD będzie ograniczana albo blokowana, jeśli dany kraj nie zostanie dopuszczony na specjalną listę odbiorców. W praktyce ma to znaczenie także dla rynku surowców wtórnych, bo część kierunków w handlu jako złom bywa kwalifikowana w przepisach jako odpady. Nowe reguły mogą uderzać w handel takimi materiałami, nawet jeśli firmy myślą o nich jak o surowcu, a nie jak o „śmieciach”. Komisja tłumaczy te zmiany logiką Europejskiego Zielonego Ładu i gospodarki o obiegu zamkniętym, bo chodzi o to, żeby UE nie przenosiła problemu odpadów poza swoje granice, tylko budowała własne moce recyklingu i lepiej zwalczała nielegalny handel odpadami. W nowych przepisach przewidziano ostrzejsze warunki eksportu do państw spoza OECD, przy czym najbardziej jednoznacznym przykładem jest całkowity zakaz wywozu odpadów z tworzyw sztucznych od listopada 2026 rok.

Kluczowy jest tu kalendarz, ponieważ termin na złożenie wniosku o dopuszczenie importu takich odpadów z UE upłynął 21 lutego 2025 roku, a Komisja zapowiedziała, że pierwszą listę krajów uprawnionych przygotuje do 21 listopada 2026 roku, natomiast od 21 maja 2027 roku eksport do państw spoza OECD, które nie znajdą się na tej liście, ma być zakazany. Do tego terminu wpłynęły wnioski z 24 krajów, w tym z Ukrainy, a Komisja ma je oceniać i w razie potrzeby prosić o uzupełnienie, przy czym lista ma być aktualizowana co najmniej raz na dwa lata.  Ostatecznie Brukseli może być trudno forsować prosty przekaz o uwalnianiu handlu złomem, skoro równolegle Unia dokręca przepisy tak, aby surowce wtórne częściej zostawały w Europie i wspierały recykling oraz mniej emisyjną produkcję przemysłową.

Reklama

Zobacz również

Reklama