- WIADOMOŚCI
Nord Stream: sądzony jest Ukrainiec, a spór dotyczy także funkcji gazociągów
Proces Serhija K. w Hamburgu koncentruje się na odpowiedzialności jednego Ukraińca za wysadzenie gazociągów Nord Stream. Niemiecka prokuratura traktuje je jako infrastrukturę cywilną i zarzuca mu współudział w zbrodni wojennej. W polskiej debacie sprawę oceniano także przez pryzmat roli, jaką rurociągi odgrywały w relacjach Rosji z Europą: omijały Ukrainę i Polskę, wzmacniały zależność Niemiec od rosyjskiego gazu i przynosiły Moskwie dochody. Do tej różnicy dochodzi postawa Kijowa: władze zaprzeczają udziałowi państwa w sabotażu, ale w dostępnych publicznych relacjach nie odnotowano, by protestowały przeciw zatrzymaniu Serhija K, jego ekstradycji do Niemiec lub samemu procesowi.
14 października 2026 r. w Hamburgu rozpoczął się proces Serhija K., byłego ukraińskiego oficera. Jest on oskarżony między innymi o współudział w zbrodni wojennej, która — według prokuratury — polegała na ataku na obiekty cywilne, a także o spowodowanie eksplozji i zniszczenie infrastruktury. Prokuratura twierdzi, że był o koordynatorem grupy, która wykorzystała jacht Andromeda do umieszczenia ładunków wybuchowych przy gazociągach na dnie Bałtyku.
W akcie oskarżenia znalazła się teza, że uczestnicy operacji działali w imieniu ukraińskich organów państwowych. Według prokuratury ich celem było trwałe uniemożliwienie przesyłu gazu i pozbawienie Rosji przyszłych dochodów. Serhij K. zaprzecza, by brał udział w ataku. Proces ma dopiero rozstrzygnąć o jego odpowiedzialności. Zarzuty nie są jeszcze wyrokiem. Został on zatrzymany we Włoszech w sierpniu 2025 r., a w listopadzie przekazano go Niemcom.
Zarzut ma wymiar wykraczający poza odpowiedzialność jednego oskarżonego. Niemiecka prokuratura twierdzi, że ukraiński wojskowy działał na zlecenie organów państwowych, ale na ławie oskarżonych zasiada on, a nie ukraińscy urzędnicy czy przedstawiciele państwa. Rosja również nie jest oskarżona w tym procesie. Sąd w Hamburgu rozpatruje odpowiedzialność konkretnego Ukraińca za zniszczenie infrastruktury, a nie odpowiedzialność Rosji za wojnę ani polityczne skutki budowy i eksploatacji Nord Stream.
Dlaczego pytanie o funkcję gazociągów jest kluczowe
Polski sprzeciw wobec Nord Stream pojawił się na wiele lat przed eksplozjami. Gazociągi łączyły Rosję bezpośrednio z Niemcami, omijając państwa tranzytowe, w tym Polskę i Ukrainę. Warszawa ostrzegała, że projekt zwiększa zależność Europy od rosyjskich dostaw i daje Moskwie dodatkowe wpływy. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę argument ten nabrał jeszcze większego znaczenia: Nord Stream stał się symbolem polityki, która wiązała europejskie bezpieczeństwo energetyczne z państwem prowadzącym wojnę.
Dlatego polska perspektywa nie zaczyna się od samej eksplozji. Stawia pytania o to, czym były gazociągi, komu służyły i jaką rolę odgrywały w rosyjskiej polityce. W polskiej debacie pojawiała się teza, że problemem nie było dopiero wysadzenie Nord Stream, lecz także jego budowa. Nie rozstrzyga ona, kto przeprowadził atak ani czy Serhij K. jest winny. Wyraża natomiast przekonanie, że rurociągów nie można traktować jako politycznie neutralnych obiektów, oderwanych od historii projektu i jego konsekwencji dla regionu.
W chwili eksplozji we wrześniu 2022 r. Nord Stream 1 nie przesyłał już gazu, a Nord Stream 2 nigdy nie został uruchomiony. Sabotaż nie przerwał więc bieżących dostaw. Nie znaczy to jednak, że zniszczona infrastruktura była bez znaczenia. Niemiecka prokuratura twierdzi, że celem operacji było trwałe zablokowanie przyszłego przesyłu i potencjalnych rosyjskich dochodów. To stanowisko oskarżycieli, które oceni sąd. Z polskiej perspektywy istotne jest natomiast, że rurociągi pozostawały elementem systemu, który mógł ponownie połączyć Rosję z europejskim rynkiem gazu.
Co pokazała decyzja polskiego sądu
W październiku 2025 r. warszawski sąd odmówił wydania Niemcom Wołodymyra Żurawlowa, innego Ukraińca podejrzanego o udział w tej samej operacji i nakazał jego zwolnienie. Nie była to sprawa taka jak Serhija K. Sąd nie rozstrzygał o jego winie. Rozpatrywał niemiecki europejski nakaz aresztowania i możliwość przekazania Żurawlowa.
W ustnym uzasadnieniu sędzia Dariusz Łubowski odwołał się do wojny obronnej Ukrainy, zakwestionował niemiecką jurysdykcję i wskazał na możliwość zastosowania immunitetu funkcjonalnego, jeśli podejrzany działał na rzecz państwa ukraińskiego. Podniósł również, że jeśli za operacją stało państwo, odpowiedzialności nie można automatycznie sprowadzić do jej wykonawcy. Była to daleko idąca ocena przedstawiona w postępowaniu ekstradycyjnym, ale nie wyrok uznający sabotaż za legalny ani ustalający, że Żurawlow brał w nim udział.
Decyzja pokazała, że polski sąd nie przyjął bez zastrzeżeń niemieckiego punktu wyjścia, zgodnie z którym sprawę należy rozpatrywać przede wszystkim jako atak na cywilną infrastrukturę. W polskim uzasadnieniu mocniej wybrzmiały kontekst wojny i strategiczna rola celu ataku. To różnica między oceną zniszczenia obiektu a oceną jego funkcji w konflikcie — i ona odróżnia polski ogląd sprawy od kwalifikacji przyjętej przez niemiecką prokuraturę.
Stanowisko Kijowa i brak publicznego protestu
Władze Ukrainy zaprzeczają, by państwo uczestniczyło w wysadzeniu gazociągów Nord Stream. Prokuratura Generalna Ukrainy oświadczyła, że nie ustaliła faktów wskazujących na zaangażowanie Ukrainy, jej instytucji ani urzędników. Zapowiedziała też, że zwróci się do Niemiec z propozycją utworzenia wspólnego zespołu śledczego. Po przedstawieniu zarzutów prezydent Wołodymyr Zełenski mówił, że Ukraina nie zna jeszcze wszystkich szczegółów sprawy.
Propozycja wspólnego śledztwa dotyczy współpracy przy ustalaniu faktów. Sama w sobie nie jest protestem przeciwko procesowi ani publiczną obroną legalności operacji. W dostępnych publicznych relacjach o zatrzymaniu Serhija K. we Włoszech, jego ekstradycji do Niemiec i rozpoczęciu procesu nie odnotowano, by rząd Ukrainy zażądał jego uwolnienia, zakwestionował prawo Niemiec do sądzenia go lub zaprotestował przeciwko tym działaniom. Kijów odcina się więc od odpowiedzialności państwowej, ale nie prowadzi publicznej kampanii na rzecz oskarżonego ani przeciwko procesowi.
Mykoła Katerynczuk, obrońca Serhija K, powiedział w rozmowie zRadiem Swoboda, że Ukraina i jej służby dyplomatyczne mogłyby zrobić więcej dla interesów państwa i jego klienta. Zarzucił władzom bierność. Jak podało radio, Biuro Prezydenta i MSZ nie skomentowały wówczas jego apelu.
Ukraiński rzecznik praw obywatelskich interweniował w sprawie praw Serhija K. i warunków jego przetrzymywania. Działania te dotyczą traktowania oskarżonego; nie oznaczają politycznej obrony domniemanej operacji ani sprzeciwu wobec procesu.
Spór o dowody i charakter celu
Niemiecki obrońca Jes Meyer-Lohkamp powiedział w rozmowie z RFE/RL, że prokuratura„nie przedstawiła żadnych bezpośrednich, rozstrzygających dowodów” na udział jego klienta. Dodał, że sąd będzie musiał rozstrzygnąć, czy Nord Stream był uzasadnionym celem wojskowym.
Ten aspekt sprawy podkreślały również ukraińskie media. ZN.ua relacjonował argumenty obrony, że rozstrzygnięcie czy gazociąg był uzasadnionym celem wojskowym, może mieć znaczenie dla interesów Ukrainy i ewentualnych roszczeń odszkodowawczych. W materiale przytoczono także, że sam oskarżony oczekuje większego wsparcia ze strony państwa. Liga.net opisał stanowisko Ilji Nowikowa, według którego obrona Kuznietsova staje się zarazem obroną interesów Ukrainy. Są to wypowiedzi prawników, a nie oficjalne stanowisko Kijowa ani wspólna ocena ukraińskich redakcji.
Pozostałe relacje – m.in. UNIAN, Suspilne, NV i Ukraińskiej Prawdy – koncentrowały się przede wszystkim na zarzutach, przebiegu postępowania i stanowisku obrony. Nie formułowały jednoznacznego wniosku, że władze Ukrainy pozostawiły oskarżonego samemu sobie. Osobno należy traktować tekst rzecznika praw obywatelskich Dmytra Lubinetsa opublikowany w Ukraińskiej Prawdzie: opisywał on działania dotyczące praw Kuznietsova, a nie polityczną obronę domniemanej operacji czy sprzeciw wobec procesu.
BBC określiło sprawę jako wyjątkowo drażliwą w Niemczech, postrzeganych jako jeden z najbliższych sojuszników Ukrainy od czasu rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 r. Polityczna wrażliwość sprawy nie zmienia jednak jej zasadniczego układu: niemiecki sąd rozpatruje zarzuty wobec konkretnego oskarżonego, a publiczna obrona jego sprawy ze strony Kijowa pozostaje ograniczona.
Zobacz też 
Różnica, która powinna być osią debaty
Niemiecka prokuratura pyta, czy Serhij K. uczestniczył w ataku na cywilną infrastrukturę i czy jego działanie stanowiło zbrodnię wojenną. Polska perspektywa stawia dodatkowe pytanie: czy Nord Stream można oceniać jako zwykły obiekt cywilny, pomijając jego rolę w rosyjskiej polityce energetycznej i relacjach Moskwy z Europą. Decyzja warszawskiego sądu w sprawie Żurawlowa pokazała, że te pytania mogą prowadzić do odmiennych ocen prawnych i politycznych.
Nie chodzi o uznanie Serhija K. za bohatera ani o przesądzenie jego winy. Chodzi o to, że proces w Hamburgu koncentruje odpowiedzialność na jednym Ukraińcu, choć prokuratura twierdzi, że działał on na zlecenie ukraińskich organów, a Rosja — państwo, którego agresja i interesy energetyczne tworzą zasadniczy kontekst sprawy — nie jest w tym procesie oskarżona. Polski punkt widzenia każe pytać nie tylko o to, kto wysadził gazociągi, lecz także dlaczego je zbudowano, komu służyły i czy ich zniszczenie można oddzielić od wojny, która nadała im strategiczne znaczenie.



