Wiadomości

Spółka paliwowa powiązana z Łukaszenką weszła na polski rynek? Firma kategorycznie zaprzecza

Łukaszenka
Fot. president.gov.by

Ukraińskie i litewskie media podają informację, że ukraińska spółka UPG, która weszła na polski rynek paliwowy, jest kontrolowana przez oligarchę bliskiego Aleksandrowi Łukaszence. Spółka zaprzecza tym doniesieniom.

Zbadanie tej sprawy jest o tyle istotne, że w grze jest kontrola nad Zakłady Chemiczne Baltchem SA, posiadacz terminalu paliwowego w Szczecinie. Jak pisał Puls Biznesu , pod koniec ubiegłego roku firma zmieniła właściciela z Warsaw Equity Group na biznesmena, w którego posiadaniu jest m.in. sprzedawca paliw Oktan Energy. Następnym właścicielem Baltchemu ma zostać Ukrpaletsisteim, właściciel UPG. Spółka potwierdziła nabycie udziałów. Dyrektor finansowy UPG Ina Jacenko została prezesem zarządu polskiej spółki Baltchem SA Zakłady Chemiczne, a współwłaścicielka Viktorija Petrenko została członkiem zarządu.

Czytaj też

UPG chce sprowadzać paliwa przez szczeciński terminal do swoich stacji na Ukrainie. Portal Obozrevatel pisze, że UPG jest de facto własnością białoruskiego oligarchy Nikołaja Worobieja, bliskiego Aleksandrowi Łukaszence i robiącego interesy z jego najstarszym synem Wiktorem.

„Zanim firma stała się częścią ukraińskiego biznesu i została „przemalowana" na UPG, kręciła się w orbicie białoruskiego oligarchy N. Vorobeya. Teraz, według naszych danych, stoi za tym i zarządza nim Nikołaj Worobiej" – pisze Obozrevatel.

Białoruski biznesmen N. Vorobej jest uważany za najważniejszy naftowy „portfel" A. Łukaszenki. W 2020 r. UE nałożyła na niego sankcje. Wedle Obozrevatela piętrowa operacja zakupu Baltchemu i terminala paliwowego ma służyć właśnie ich obejściu.

Czytaj też

UPG stanowczo zaprzecza doniesieniom. „Kategorycznie i z pełną odpowiedzialnością oświadczamy, że informacje te są nieprawdziwe i mają na celu zdyskredytowanie marki UPG. To element ostrej konkurencji, który uważamy za „czarne" narzędzie PR-owe, mające na celu szkodę reputacji firmy" – podaje spółka w komunikacie. „Jak większość uczestników rynku, na naszych stacjach benzynowych sprzedawaliśmy produkty wyprodukowane w Republice Białorusi. Dziś potępiamy wspieranie przez Białoruś kraju agresora i stanowisko, jakie obecnie prezentuje państwo sąsiednie. Dlatego w warunkach wojny firma natychmiast zaprzestała współpracy ze stroną białoruską i uważa za niedopuszczalne kontynuowanie stosunków partnerskich w przyszłości" – dodaje.

Obozrevatel zdjął opublikowany 6 stycznia artykuł z powodu "skarg prawnych", ale po ponownym sprawdzeniu faktów zdecydował się na ponowne opublikowanie wyników dziennikarskiego śledztwa.

Komentarze