- W CENTRUM UWAGI
- WYWIADY
Betonoza kontra drzewa. Jak zieleń ratuje miasta i co sadzić w polskich ogrodach?
Miasto bez drzew to koszmar. W wyniku zmian klimatu długo może być gorąco, po czym przychodzi kilka dni nagłego deszczu i to drzewa pomagają w wypompowaniu wody z miasta – mówi w rozmowie z E24 architekt krajobrazu i ogrodnik Sebastian Kulis, autor książki „Ogród na cztery pory roku”.
Jak pielęgnować nasze ogrody, by sprzyjać rozwojowi bioróżnorodności i co warto sadzić? Czy tuje to konieczność? Jak tegoroczna śnieżna zima wpłynęła na faunę i florę i do czego powinny służyć przydomowe rośliny? I dla kogo w ogóle jest miasto? O tym wszystkim rozmawialiśmy z Sebastianem Kulisem, który od lat projektuje i pielęgnuje ekologiczne ogrody.
Katarzyna Łukasiewicz: Z punktu widzenia praktyka, czy i jak zmiany klimatu wpływają na to, co warto sadzić w polskich ogrodach? Czy sprawdzają się lokalne, tradycyjne odmiany roślin i drzew, czy też powinniśmy poszukiwać nowości?
Sebastian Kulis: Moim zdaniem jest to ciekawy czas, jeżeli chodzi o różnego rodzaju eksperymenty w ogrodzie, a szczególnie w warzywniku. W tym roku zima była bardzo mroźna, „tradycyjna”, ale poprzednie były zupełnie inne. W Trójmieście, w którym mieszkam, zimy są też łagodniejsze niż w reszcie kraju. W związku z tym przez ostatnie lata udawało mi się uprawiać dużo warzyw, które spokojnie zimowały w gruncie czy w szklarni. Były to różnego rodzaju cykorie czy endywie z Włoch, szpinak, albo takie mało popularne warzywo, które nazywa się rapa (rzepa brokułowa – E24). W tym roku niestety wszystkie przemarzły.
Autor. Sebastian Kulis
Ale wracając do pytania o to, co jeszcze warto sadzić, to głównie nasze lokalne gatunki i to te jak najbardziej dzikie, pierwotne, bo one sobie na pewno dadzą radę i są przyzwyczajone do niepewnych warunków. Dawały sobie radę wtedy, kiedy były prawdziwe zimy i dają sobie radę teraz. Ale oczywiście nie wszystkie, nie radzą sobie na przykład świerki. Z kolei jeżeli chodzi o krzewy czy byliny, to jak najbardziej warto stawiać na nasze lokalne odmiany.
To jakie odporne gatunki poleciłby Pan do polskich ogrodów?
SK: Na pewno wszelkiego rodzaju wierzby, leszczyny, czarny bez, dąb szypułkowy i bezszypułkowy. Dęby to wspaniałe drzewa, które zawsze sobie dają radę, ale też buki, jarzębiny. Jeśli chodzi o mniejsze, to dziewanny, krwawnik, świerzbnica – wszystko to, co zobaczymy na polu, łące będzie świetnie rosło u nas w ogrodzie.
Czyli to, co jak najbardziej lokalne.
SK: Tak, te lokalne odmiany są przyzwyczajone do bardzo niskich temperatur i też do bardzo ciepłych lat. Są przyzwyczajone do tego, że leży śnieg lub dochodzi do długotrwałej suszy. Jednocześnie one też są najlepsze, jeżeli chodzi o wspieranie bioróżnorodności. Na nich żerują nasze rodzime owady, motyle. Wiele osób chce mieć motyle w ogrodach, a zapomina o tym, że aby mieć motyle, najpierw muszą się pojawić gąsienice, a gąsienice muszą mieć, co jeść.
Często bywa tak, że jeżeli obsadzimy ogród tylko roślinami, które są obcego pochodzenia, to one rosną słabiej. Łatwiej padają łupem mszyc. Jeżeli wymieszamy w naszym ogrodzie rośliny lokalne z tymi obcymi, to zbudujemy bardziej odporny ekosystem. Przyjdą biedronki czy złotooki, które zjedzą mszyce.
To jakie nielokalne rośliny mogą czuć się dobrze w naszych ogrodach?
SK: Ja bardzo lubię werbenę patagońską, która stała się popularna właśnie dlatego, że rośnie bez problemu, nie ma tendencji do stawania się inwazyjną, jednocześnie bardzo długo kwitnie, dając pożywienie dla wielu owadów. Wiele roślin sprowadzonych skądś do nas ma tendencję do zarastania naszych lasów, pól i łąk, jak przymiotno kanadyjskie czy robinie akacjowe. Ważne jest, abyśmy na nowo – po latach sprowadzania roślin z daleka – wprowadzali lokalne gatunki tam, gdzie one kiedyś rosły.
A teraz wybieramy trawniki z tujami. Musimy oddać trochę tego, co zabraliśmy, żeby wrócił jakikolwiek balans.
To co Pan sądzi o tujach?
SK: Nie jest tak, że jakaś roślina jest zła lub nie. Po prostu czasem czegoś jest już za dużo. A najgorszy aspekt dla mnie jest po prostu estetyczny. Kiedy w każdym ogrodzie są tuje, wszystko zaczyna wyglądać tak samo. Przy okazji bardzo tracimy charakter danej przestrzeni, np. wsi. Kiedyś w ogrodach na wsiach rosły piękne krzewy, forsycje, głogi, stały drewniane płotki i ta wieś wyglądała „wiejsko”. A teraz każdy ogród jest obsadzony warownią z tuj, które są wręcz cmentarne. Nie chodzi o to, by je wycinać i ich nienawidzić, ale żeby po prostu ich już więcej nie sadzić.
Przechodząc ze wsi do miasta – jaka jest rola drzew, tak w ogrodach, jak i w przestrzeni miejskiej? Czy widzi pan na przykład konieczność zwiększania nasadzeń w miastach?
SK: Jak najbardziej. Obecnie Sopot, w którym mieszkam, tworzy zielone aleje, zwęża ulice, zazielenia je. Gdzieś po drodze zgubiliśmy sens tego, że miasto nie jest dla samochodów, tylko w mieście mieszkają ludzie.
Jest taki absurdalny argument, że drzewa to powinny być w lesie czy na wsi, a po co w mieście? Przecież ludzie żyją w mieście i to są tacy sami ludzie jak na wsi, którzy też potrzebują zieleni.
Zieleń nas uspokaja, ale przede wszystkim w miastach drzewa są ważne, bo one ograniczają pyły, oczyszczają powietrze, ochładzają, dają cień, utrzymują większość wilgotność. Miasto bez drzew to koszmar. To nawet nie jest miasto.
Łatwo może jest mówić o tych miastach dla samochodów komuś, kto ma auto i tylko nim się porusza, siedząc w klimatyzacji. Jednak szczególnie dla starszych osób, które poruszają się pieszo po mieście przy 30 st. Celsjusza, wyjście z domu może być koszmarem. A też nie każdy musi mieć klimatyzację, bez niej ograniczamy zużycie energii.
Drzewa to też wspaniałe pompy, jeżeli chodzi o wodę. W wyniku zmian klimatu długo może być gorąco, a nagle przychodzi pięć dni bardzo nagłego deszczu i to drzewa pomagają w wypompowaniu wody z miasta. Także nie widzę tu minusów.
A czy nasze ogrody były przygotowane na mroźną zimę w tym roku i co powinniśmy zrobić w przyszłym sezonie, aby chronić nasze przydomowe rośliny?
SK: Ogromnym plusem było to, że mieliśmy właśnie grubą warstwę śniegu, a ona działa jak izolacja. Mimo tego, że było bardzo zimno, to w większości ogrodów nie stało się nic złego. Tak naprawdę właśnie tylko dobrego.
Gleba jest skupiskiem tryliarda mikroorganizmów, które powinny być uśpione. Jeżeli za szybko są wybudzone, co zazwyczaj się działo w ostatnich latach, to za wcześnie zaczynają rozkładać materię organiczną i gleba ubożeje. Śnieg pomógł nawet małej faunie, takiej jak owady, jeże, płazy, bo przy wyższych temperaturach okazywało się, że za wcześnie się budziły i nie miały pożywienia – bo nie zaczęły kwitnąć kwiaty czy owocować odpowiednie rośliny. Powinniśmy bać się zim, które są bez śniegu, a są chłodne.
To jak przygotowywać się do zimy?
SK: Tak naprawdę od września, a już na pewno od października, należy przestać dotykać ogrodu. Mamy tendencję do tego, że jesienią ścinamy wszystkie byliny, wszystko do ziemi, grabimy liście itd. Patrzmy na to, co się dzieje w lesie, na terenach nieprzetworzonych przez człowieka – wszystko to, co zostało wytworzone przez cały sezon, liście, gałęzie, patyki, różne chabazie i trawy, one są idealną ściółką, ochroną, izolacją dla gleby, szczególnie w te bezśnieżne zimy.
Czyli najgorzej, kiedy temperatury są minusowe, a śnieg się nie pojawia.
SK: Tak, najgorszy scenariusz jest wtedy, gdy jest np. -7 st. Celsjusza bez śniegu.
Obecnie coraz częściej mówi się o wodzie jako o zasobie, o jej marnowaniu, a my przecież nawadniamy ogrody. Jak więc robić to prawidłowo wiosną czy latem?
SK: To zależy po pierwsze od tego, jaką część ogrodu chcemy nawadniać. Ja nawadniam w sezonie tylko warzywnik. Na rabatach kwiatowych po to właśnie sadzę jak najbardziej lokalne rośliny, które są też odpowiednie do gleby i stanowiska, by przetrwały bez podlewania. I jeżeli chodzi o trawnik – choć ja nie mam tradycyjnego trawnika, tylko łąkę, albo trawę wymieszaną z koniczyną – to nawet jeżeli on trochę przeschnie, to spadnie deszcz i on odżyje.
Trochę musimy pozwolić sobie odpuszczać. Ogród nie ma wyglądać idealnie jak z żurnala. To lanie wody to jest takie nasze widzimisię.
Jak rośliny przeschną na chwilę, to sobie spokojnie dadzą radę. Jeśli podlewam, poza warzywami, które potrzebują dużo wody, to również młode drzewa czy krzewy – rośliny potrzebujące wsparcia.
Warto zacząć od zadbania o ściółkę, czyli najlepiej położyć grubą warstwę kompostu, bo przy zwykłymi piachu woda i tak będzie uciekać. I jeśli chcemy potem podlewać, to robimy to bardzo wcześnie rano, do godziny 8-9, póki jeszcze ziemia nie jest nagrzana, albo wieczorem, gdy słońce już zachodzi.
Tylko że mamy też tendencję do podlewania zraszaczami. Jeżeli chcemy to zrobić na poważnie, to po pierwsze nie używamy zraszaczy. Większość roślin nie lubi mieć mokrych liści, kiedy jest sucho, bo to doprowadza do wielu chorób. To też bardzo wyziębia rośliny, dla wielu to jest szok termiczny. Podlewamy dużo na raz przy pomocy węża ogrodowego. Ziemia jest taką gąbką – powinna zassać dużo wody.
A co z trawnikami? Jakie są inne rozwiązania poza najzwyklejszą trawą?
SK: Na pewno trawniki warto po prostu przestać kosić przez cały czas, bo to już dużo zmieni. Trawnik też się wysusza dlatego, że często jest po prostu za krótki. Nie powinien być koszony na wysokość niższą niż 6 cm. A jeżeli zauważamy, że są partie tego trawnika, których i tak nigdy nie używamy, że nigdy tam nie chodzimy, to powinniśmy tego albo nie kosić wcale, albo skosić maksymalnie raz w miesiącu. Ta wyższa trawa będzie utrzymywać wilgoć, będzie bardziej zielona, gęsta. Jeżeli na trawniku robią się takie gołe placki, to warto po prostu w nie wsiać koniczynę. Koniczyna jest odporna na suszę, sama użyźnia też glebę, a jednocześnie kwitnie, co jest dobre dla różnorodności. Jest lokalna, a dodatkowo też jest zielona, nie przeszkadza jej koszenie.
Czyli nasze ogrody mają być przede wszystkim żywe?
SK: Warto odpuszczać ogrodowi, nie traktować go jak pokoju w domu, bo to część natury. Zła jest ta nasza tendencja do traktowania ogrodów grabiami, piłami, dmuchawami, detergentami, wyczyszczenia, przycięcia na baczność jak w wojsku. Jeżeli w ogrodzie walają się liście, gałęzie, coś się wychyla, to jest ważne, to jest naturalne, potrzebne. Jak damy trochę luzu temu ogrodowi, to i sobie damy luzu, a ogród ma być przyjemnością – miejscem, w którym miło spędzamy czas, a nie obowiązkiem.
Niech ogród żyje, a nie będzie organizmem pod ludzką musztrą.
