- WIADOMOŚCI
Po roztopach nie ma śladu. Susza hydrologiczna w części kraju
Niemal ¾ stacji hydrologicznych znajduje się w strefie wody niskiej. W Polsce wydano już 9 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną – trzecim etapem rozwoju suszy. Choć śnieg zimą dał nadzieję na lepsze warunki wiosną, to brak opadów w kolejnych miesiącach znów doprowadził do wiosennej suszy w kraju, która staje się już nową normą.
Autor. Envato / @bluejeanimages
We wtorek 5 maja rano Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowy Instytut Badawczy poinformował, że niemal ¾ stacji hydrologicznych w Polsce znajduje się w strefie wody niskiej, co oznacza suszę hydrologiczną. Obecnie w kraju obowiązuje 9 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną – we wtorek wydano najnowsze z nich, dla zlewni rzeki San.
Sucho jak w sierpniu, a nie wiosną
Zgodnie z danymi IMGW-PIB przepływ poniżej granicy niżówki hydrologicznej notowany jest na 90 stacjach hydrologicznych. Niżówka hydrologiczna to okres występowania niskich stanów wody lub przepływów wywołanych ograniczonym zasilaniem koryta. Zjawisko niżówki jest wykorzystywane jako wskaźnik suszy hydrologicznej. W Polsce obowiązuje już 9 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną. To trzeci etap rozwoju suszy – po suszy atmosferycznej (niedoborze opadów) i glebowej (niedostatecznej wilgotności gleby). Podczas suszy hydrologicznej dochodzi do obnżenia zasilania wód powierzchniowych i podziemnych. Przepływy w rzekach są niskie, a poziom wód w jeziorach się obniża.
🌊Stan wody na rzekach w Polsce układa się głównie w strefie wody niskiej 74%.
— IMGW-PIB METEO POLSKA (@IMGWmeteo) May 5, 2026
Przepływ poniżej granicy niżówki hydrologicznej notowany jest na 90 stacjach hydrologicznych.
⚠️Dziś wydane zostało nowe ostrzeżenie hydrologiczne przed suszą dla części zlewni Sanu.
Aktualnie... pic.twitter.com/6iQExO1lfh
Jak skomentował w rozmowie z Polską Agencją Prasową ekohydrolog dr Sebastian Szklarek z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN w Łodzi, takich danych jak teraz można by się spodziewać, ale pod koniec lata, a nie na początku wiosny. 74 proc. stacji hydrologicznych w Polsce znajduje się w strefie wody niskiej. Jedna czwarta rzek ma stan wody średniej, a tylko 1 proc. – wody wysokiej.
Takich danych jak dzisiejsze można by się spodziewać pod koniec lata, a nie na początku wiosny. Jeśli już teraz mamy tak suche rzeki, a wiemy, że temperatury w kolejnych miesiącach będą coraz wyższe, co będzie sprzyjać parowaniu, to trzeba zacząć się obawiać o ten sezon – zwłaszcza, jeśli jeszcze potwierdzą się prognozy wokół zjawiska El Niño i związanych z nim upałami w tym czy przyszłym roku. Nie lubię alarmistycznych nagłówków, ale naprawdę zaczyna to zmierzać w takim kierunku.
dr Sebastian Szklarek
Problem pogłębia się od lat
Choć jeszcze w lutym zdawało się, że początek wiosny może być pierwszym w Polsce od lat, gdy nie odczujemy deficytu wody ze względu na opady śniegu zimą, to suchy marzec i kwiecień szybko zweryfikowały rzeczywistość. „Zapowiada się pierwszy rok od lat, w którym nie powinniśmy wszczynać alarmu zagrożenia suszą hydrologiczną na początku wiosny” – mówił na początku lutego hydrolog prof. Paweł Rowiński. Istniało nawet ryzyko wiosennych podtopów, zależne od tempa topnienia pokrywy śnieżnej.
Nawet zimą sytuacja się nie cofnęła, ponieważ w nowy rok weszliśmy przecież ze stanem suszy, którą późniejszy śnieg tylko zakamuflował. To, co się działo później – w marcu, kwietniu – jeszcze pogłębiało problem. Teraz weszliśmy w ciepłe miesiące, w których wyższe temperatury zwiększają parowanie resztek wody pozostałych w krajobrazie.
dr Sebastian Szklarek
Zapowiadane w najbliższych dniach burze nie rozwiążą problemu deficytu wody. „To jak wylewanie wanny wody na doniczkę z kwiatkiem. Woda się nie wchłonie, ona spłynie; a jeśli za moment nie przyjdzie deszcz, to ten kwiatek i tak się wysuszy” – wyjaśnił dr Szklarek. Wraz ze zmianą klimatu suma opadów w Polsce wzrośnie, jednakże zmieni się ich rozkład w ciągu roku. Częstsze będą właśnie opady nawalne i gwałtowne burze, które reaczej będą wywoływać podtopienia, niż powodować nawodnienie gleb.
Nowa, sucha norma
W ocenie dr. Szklarka sucha wiosna – wraz z zamieciami piaskowymi, obserwowanymi również w Polsce – stała się nową normą. „To się ostatnio powtarza rok w rok. Dlatego trzeba wdrażać faktyczne działania na rzecz zatrzymywania wody opadowej i wykorzystywania każdej kropli, która spadnie z nieba” – podsumował.
Mówił o tym także prof. Bogdan Chojnicki w rozmowie z Energetyką24 „Uczyniliśmy się bezbronnymi wobec suszy” z czerwca 2025 r. z okazji Dnia Walki z Pustynnieniem i Suszą. Brak dbania o retencję i osuszanie terenów podmokłych dodatkowo pogłębiają problem.
Wraz ze wzrostem temperatur w Polsce rośnie też intensywność parowania. Zasoby wód powierzchniowych będą więc poddawane coraz większej presji, ograniczeniu. Innymi słowy, deszcz będzie nadal padał, ale coraz częściej będziemy mieć do czynienia z deficytami wody w krajobrazie. Brak wody stawia oczywiście pod znakiem zapytania nie tylko rozwój, ale i samo funkcjonowanie gospodarki i człowieka. Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą przypomina o roztropnym gospodarowaniu wodą i walce ze zmianą klimatu, bo to jest w dużej mierze przyczyna tych zmian w sytuacji hydrologicznej, które obserwujemy. Jednakże nakłada się na to także działalność człowieka – osuszając tereny i nie dbając o retencję, w wielu przypadkach uczyniliśmy się jeszcze bardziej bezbronnymi w kontekście przetrwania w warunkach deficytu wody. Kiedy wody w krajobrazie było dużo, te odwodnienia mogły wydawać się sensowne – były w końcu dokonywane w imię postępu. Teraz brakuje nam krajobrazów-gąbek, które wchłaniałyby nadmiar wody, nasycały się nią, stanowiąc remedium na susze. Przyczyny sytuacji w Polsce są więc w zasadzie dwie.
Prof. Bogdan Chojnicki
AJ/PAP
