Dlaczego Polska musi zgodzić się na neutralność klimatyczną 2050? [KOMENTARZ]

22 kwietnia 2021, 09:49
klimat strajk unsplash
Fot. Pixabay
Energetyka24
Energetyka24

W wielokrotnie cytowanej przypowieści srogi król rozkazał swojemu nadwornemu magowi nauczyć konia mówić. Jako że Wielki Król zawsze robił to, co zaplanował i bezwzględnie rozkazał to zrobić w ciągu roku i oczywiście zagroził ścięciem głowy maga w razie niepowodzenia, a jako alternatywę dał możliwość rzucenia się ze skały zamkowej od razu. Czarodziej tylko się uśmiechnął, polecenie przyjął z pokorą, a wieczorem wydał wielką ucztę dla swoich przyjaciół. "Czemu się cieszysz, a nie martwisz" – pytali – "przecież twoja sytuacja jest tragiczna"?. "Pomyślcie – rzekł mag – rok to bardzo dużo czasu" … "ja mogę zginąć wcześniej, może paść koń, a być może umrze król" … "no i oczywiście, koń też może nauczyć się mówić"…

Polityka klimatyczna Unii Europejskiej jest jedna i niezmienna. Właśnie w środę (21 kwietnia) postawiono kolejny krok – potwierdzono, że poziom redukcji do 2030 roku ma finalnie wynieść 55% (było to ogłoszone już wcześniej na grudniowym szczycie 2020 – tu jeszcze raz wykonano „gest dobrej woli” i przyjęto 55% zamiast sugerowano przez niektórych 60%) oraz ustalono, że neutralność 2050 ma dotyczyć każdego kraju Unii Europejskiej, a nie każdego kraju.  Kolejne wersje tekstów odpowiednich legislacji zostaną wkrótce dopracowane a następnie przegłosowane – co jest pewne (wcześniej odpowiednie głosowania o celu emisyjnym zwykle przechodziły zdecydowaną większością głosów – np. 392 do 161 przy 142 wstrzymujących się) -  sprawa jest bezdyskusyjna. Data tego tygodnia jest też znamienna – za chwilę rozpocznie się szczyt klimatyczny (Leader Summit of Climate) organizowany przez nowego amerykańskiego Prezydenta Bidena, gdzie 40 zaproszonych przywódców wiodących krajów świata (w tym Polski) potwierdzą ambitną walkę z klimatem.

Niezależnie od rozkładania włosa na czworo, dyskusji czy cel redukcyjny dotyczy całej Unii a nie poszczególnych państw i jakie ewentualnie można osiągnąć wyjątki – drogowskaz dla Polski jest jednoznaczny. Jakiekolwiek przeciwstawienie się ambitnej polityce klimatycznej (już światowej (!) a nie tylko europejskiej) jest bezcelowe i bezzasadne (w tym momencie). Wszystkie kraje mówią jednym głosem i potwierdzają udział w nowym światowym wysiłku obrony klimatu (nawet Chiny mówią o neutralności w 2060). Europa pragnie utrzymać pozycję najbardziej zaawansowanego i „czystego” regionu, Ameryka próbuje za chwilę kreować się jako równoległego (lub nawet lepszego) przywódcę klimatycznych wysiłków – nikt, literalnie żaden kraj nie ośmieli się pokazać pozycji denialisty globalnego ocieplenia lub nawet konserwatywnego podejścia do ograniczania emisji CO2. 

Kolejne lata będą miały też wymiar praktyczny. Poza następnymi regulacjami (europejskimi Dyrektywami), które pokażą się jako następstwa obecnie przyjętego celu klimatycznego można spodziewać się nawet nacisku na oficjalny zakaz stosowania węgla w energetyce około 2040, kolejnych wskaźnikowych celów emisji (może i 100 gCO2/kWh) dla instytucji finansujących nowe elektrownie, kolejnych jeszcze szybszych założeń wprowadzania wodoru do energetyki i decydującego dla Polski wyniku negocjacji o taksonomii atomu i gazu (koniec tego roku, perspektywy przy tak ambitnych celach raczej nikłe – przynajmniej dla gazu), morderczych dla Polski propozycji przeniesienia płatności certyfikatów CO2 systemu ETS do budżetu unijnego (centralnego zamiast do budżetu danego kraju) i już równolegle pewnie kolejnego uderzenia w inne emisje (szybsza rewizja BAT i kolejna iteracja zaostrzenia norm).

Reklama
Reklama

Problem nie ogranicza się bynajmniej do energetyki – dotyka wszystkie sektory, a za chwilę kluczowa będzie neutralność dla przemysłu – zielona energia będzie niezbędna dla wszystkich producentów, którzy będą chcieli sprzedać swoje produkty lub usługi dla największych korporacji światowych (one jako neutralne klimatycznie będą mogły wykorzystywać tylko „neutralnych” poddostawców i produkty). W połączeniu z nieuchronnym (jeśli chce się rzeczywiście działać dla ochrony klimatu) „ometkowaniem” produkcji (czyli przypisaniem realnej emisji CO2 dla produkcji z poza UE) – jasne jest, że utrzyma się tylko przemysł, który jest bezemisyjny (także w sensie używania zielonej energii dla produkcji). 

Na tym tle - Polska z 75% węgla  w generacji i całym bagażem energetyki – staje w sytuacji „mission impossible”. Niezależnie od tego ile w dotychczasowych zmianach było „greenwashingu” – ostatnie rewizja PEP pokazuje kierunek „gonienia” europejskiej polityki klimatycznej i realnej zmiany. Wszystkie wysiłki jak rosnące inwestycje OZE, stawianie na morską energetykę wiatrową, pierwszy program zamykania kopalń i jakaś koncepcja z przeniesieniem elektrowni węglowych do czegoś w rodzaju „umieralni słoni”,  desperacko (patrząc na opory społeczne i polityczne) próbują wprowadzić nas bliżej europejskich celów (które w międzyczasie zostały już zaostrzone i dalej nam uciekają). Koszty transformacji są astronomiczne i w oczywisty sposób nie będą w pełni pokryte przez fundusze europejskie i programy transformacyjne. Rosnące problemy społeczne i już bezpośredni spór polityczny – mamy przed sobą każdego dnia.

Tym niemniej – nie ma wyjścia. Cel neutralności musi być przyjęty. Polska musi włączyć się w europejską strategie i poprzeć światowe wysiłki ochrony klimatu. Musi rozpocząć realną transformację i umiejętnie wybrać tylko te kierunki (zielonej transformacji), które będą korzystne dla gospodarki.  Największym zagrożeniem są znowu ambitne plany, które zostaną jedynie na papierze (wciąż nie rozpoczęto jeszcze budowy morskich farm wiatrowych), a bolesna transformacja (pieniądze, koszty społeczne) zostanie rozmyta przez cele poszczególnych polityków (w końcu liczą się głosy) – wówczas poddamy się już na początku. Natomiast jasne jest, że nie spełnimy najbardziej  ambitnych wymagań nowej polityki unijnej. To co jest osiągalne dla krajów z marginalnym lub kilkunastoprocentowym udziałem paliw kopalnych – na razie pozostaje poza polskim zasięgiem – tym niemniej musimy walczyć, bo inne alternatywy są jeszcze gorsze. 

 I tak nie spełnimy wygórowanych wymagań, ale prawdopodobnie nikt ich nie spełni. Rewolucja energetyczna (jak każda rewolucja) przynosi prawdziwe efekty i zmiany później niż oczekiwano. Wodór stanie się paliwem i wielkoskalowym magazynem – ale prawdopodobnie później niż się oczekuje. Ale … w końcu neutralność klimatyczna to …WIZJA … a siła wizji jest nowość idei i wskazanie kierunku. Kolejne dyrektywy i cele europejskie będą modyfikowane na początku ostrzej, ale potem powoli będziemy zapominać o tych celach, które nie zostaną osiągnięte i o tych ograniczeniach które zostaną przekroczone. Ważne będzie stopniowe (ale szybkie) adaptowanie tych nowych rozwiązań które działają (dziś wiatr i PV) i umiejętne negocjowanie naszej pozycji (chcemy i robimy, ale są obiektywne trudności) – inni będą robić to samo. 

 Czy są inne opcje – na pewno tak – można zgodzić się na bycie już dziś poza głównym nurtem europejskiej polityki, zamknąć stopniowo drogę dla polskiego eksportowego przemysłu i zamykać się w lokalnej polityce energetycznej – niestety w obecnym układzie UE prowadzi to pewnie do końcowego „polexitu” (ze wszystkim konsekwencjami). Można oczywiście też liczyć na upadek Unii Europejskiej, która ugnie się pod ciężarem swoich własnych problemów.  Może też nastąpi inna globalna katastrofa – od załamania bitcoinowego czy przez nowe pandemie aż po możliwe wojny, które czujemy w codziennych wiadomościach.  Oczywiście te alternatywne strategie rozwiążą problem neutralności i samej energetyki, ale przyniosą coś innego o czym nawet nie chcielibyśmy myśleć.

Wreszcie – może  rzeczywiście Polska osiągnie neutralność i dokona transformacji energetycznej. Nowe technologie zaczną działać, a my będziemy korzystać z ich dobrodziejstw i też uda się wynegocjować specjalne - zapisane drobnym drukiem zapisy w unijnych regulacjach. Tak więc ze wszystkich opcji wybrałbym, że „koń nauczy się mówić” choć jest wyjątkowo trudna – ale chyba lepiej spróbować…

Profesor Konrad Świrski

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Andrzej K.
sobota, 8 maja 2021, 09:40

To jest sprytny plan przeniesienia całego jeszcze pozostałego w UE przemysłu do Chin. UE wyznacza jakąś datę np. 2050. Chińczycy udają, że też tak będą robić, ale wyznaczają datę o 10 lat późniejszą - np. 2060. W ten sposób i nikt się ich nie czepia (bo przedstawili jakiś plan) i powstaje 10 lat podczas których przemysł będzie miał lepsze warunki w Chinach niż w UE. A jak już 100% przemysłu przeniesie się do Chin (w 2060 roku), to wówczas Chiny będą dyktowały warunki światu i nie będą musiały się przejmować jakimiś neutralnościami itp.

Nysa
piątek, 23 kwietnia 2021, 20:01

"Dlaczego Polska musi zgodzić się na neutralność klimatyczną 2050?" Bo jest peryferyjnym krajem skolonizowanym.

Stary Grzyb
piątek, 23 kwietnia 2021, 19:54

"Polska musi"? Niby dlaczego? Z jakich konkretnie powodów Polska ma się dostosowywać do oczekiwań lewackiego ekooszołomstwa? Polexit? Niby dlaczego? Poza tym - GB miała upaść w wyniku brexitu, miał być głod, rozruchy, wojska na ulicach, ogólna katastrofa. I co? I stało się coś? Nic zupełnie, GB z UE wyszła, skutki negatywne są żadne. Przy okazji - UE jest Polsce potrzebna tak długo, jak długo Polska jest beneficjentem finansowym. Kiedy Polska stanie się płatnikiem netto, UE stanie się Polsce zbędna. Obecna perspektywa finansowa jest zdaje się ostatnią, w której Polska będzie beneficjentem finansowym relacji z UE, mamy kilka lat, żeby się zastanowić, co potem. I wreszcie - jak dla kogoś Polska jest "koniem, który ma nauczyć się mówić", to proponuję wziąć koło i uderzyć się w czoło (nawet, a raczej zwłaszcza, jak ma się tytuł profesorski).

Londyn 2021
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 19:17

Drogi panie Grzyb jest pan niczym ten stary zmurszały grzyb. Czy był pan kiedykolwiek w UK? Mieszkał pan w UK? Zna pan realia? Myślę że nie. Mieszkam w UK od półtora dekady i powiem tak. Jestem zadowolony, ale wracając do Brexit nie zdaje sobie pan sprawy jak bardzo system pracy i rynek został uszkodzony, już teraz stanowi to problem który się pogłębia ale jak mówią Brytyjczycy keep calm and keep going on... Makabra brexitu dopiero się zaczyna, ceny rosną brakuje towaru, wiele firm zawinęło się do eu. Ale skutki będą głównie widoczne za 5-15 lat. Co będzie jak będzie czas pokaże. Jedno co wiem że ekonomia UK jest nie porównywalnie większą od pl. Polska by mogła tego nie wytrzymać

rmarcin555
niedziela, 25 kwietnia 2021, 11:55

@Stary Grzyb. Jak będzie wyglądała rzeczywistość po brexicie to zobaczy się za 10 lat. Przypominam, że UK wchodziło do UE na kolanach, jako bankrut. Chcesz wychodzić z UE? I co będziesz robił? Jaką przewagę ma Polska, ze starzejący się społeczeństwem, brakiem zaawansowanych technologii, drogą energią i wysychającymi rzekami? Polska poza unią nie będzie nic znaczyć. Przypominam, że UK (przynajmniej w teorii) posiada broń atomową. Do czego prowadzi gra w pojedynkę pokazał już 39.

Kamikaze
piątek, 23 kwietnia 2021, 14:55

My nic nie musimy!

Adam
piątek, 23 kwietnia 2021, 09:39

Ograniczenie emisji o 90% jest wielokrotnie bardziej kosztowne niż o 50%. Czy więc nie lepiej zoptymalizować i ograniczyć emisję w PL w mniejszym stopniu a resztę środków wydać tam, gdzie można taniej ograniczyć emisję o znacznie większą liczbę ton CO2? (i metanu) ?

Jan z Krakowa
piątek, 23 kwietnia 2021, 15:05

To szaleństwo pseudoekologiczne neguje potrzebę ograniczenia emisji do srodowiska substancji rzeczywiście szkodliwych typu: metale ciężkie, węglowodory aromatyczne, pestycydy, tlenki azotu, itd. Jeżeli chodzi o Polską energetykę i przemysł, to , wg mnie, należałoby znieść w naszym kraju wszelkie dotowanie "zielonych źródeł energii", a budować maksymalnie możliwą ilość elektrowni jądrowych i pozostać przy elektrowniach węglowych. W taki sposób, te niszczące ograniczenia na emisję CO2 mogłyby chyba zostać spełnione. Na marginesie, w kazdej polskiej elektrowni jest instalacja odsiarczania spalin, która dostarcza gipsu syntetycznego.

rmarcin555
niedziela, 25 kwietnia 2021, 11:49

@Jan z Krakowa. A kiedy zamierzasz znieść dotowanie kopalni węgla? Oczywiście, że każda elektrownia węglowa ma fabrykę gipsu. Pytanie tylko co z tym gipsem robić. Elektrownia atomowa kosztuje 5mld USD za 1GW. Buduj. O ograniczaniu emisji substancji szkodliwych mówić nie trzeba. Są normy. Problem w tym, że w przypadku samochodów ktoś uwierzył w papier.

dr inż. Karolak
poniedziałek, 26 kwietnia 2021, 14:59

nie wszystkie kopalnie są dotowane. Z pewnością nie odkrywki, czy w Polsce, czy na świecie. Bogatynia też spina się finansowo. Problemem są kopalnie śląskie. A do wiatraków trzeba nie tylko dopłacać, ale teraz zastanawiać się jak je utylizować. No chyba że hop i do morza i po problemie. Poza tym każdy wiatrak potrzebuje backupu w postaci elektrowni konwencjonalnej. Spalanie metanu daje raptem tylko 50% redukcję emisji CO2. Pytanie jest również takie, skąd wziąć tyle gazu i czym przesłać. "Ekolodzy" takimi problemami się pewnie nie zajmują

po trzecie sankcje
sobota, 24 kwietnia 2021, 00:53

Do niedawna polityka europejska promowała diesle - emitujące dużo węglowodorów aromatycznych i tlenków azotu. I jakoś nikomu to za bardzo nie przeszkadzało - wmawiali nawet niedouczonym z chemii ludziom, że diesel jest ekologiczny, bo spala mniej paliwa liczonego w litrach.

po trzecie sankcje
sobota, 24 kwietnia 2021, 00:49

Dokładnie tak: metale ciężkie, węglowodory aromatyczne, pestycydy, tlenki azotu. Tymczasem czepili się CO2, które jest substratem do produkcji roślinnej, pod pretekstem efektu cieplarnianego. Tymczasem nagle wszyscy zapomnieli o cyklach słonecznych czyli zmiennej mocy grzałki zasilającej cały ten świat energią z zewnątrz. Wszyscy widzą winnego w węglu spalanym w wysokowydajnej, zaopatrzonej w filtr elektrowni.

Tweets Energetyka24