Analizy i komentarze

Potrzebny, zły i brzydki – jaka będzie przyszłość węgla? [KOMENTARZ]

Fot. Wikimedia / Sergio Leone

Nie ulega wszelkiej wątpliwości, że przez ostatnie lata w polityce energetycznej ideą przewodnią większości państw i przedsiębiorstw była rezygnacja z węgla.

Jednakże, w wyniku zawirowań gospodarczych wywołanych wojną w Ukrainie, podejście do "czarnego złota" uległo diametralnej zmianie. W konsekwencji, trudno jednoznacznie określić aktualny stosunek do tego surowca na świecie. Warto więc przybliżyć poszczególne decyzje lub niedawno ogłoszone plany konkretnych państw i przedsiębiorstw.

Na samym początku warto podkreślić, że węgiel węglowi nierówny. Tradycyjnie dzieli się go na trzy rodzaje: brunatny, kamienny i koksowy. Na całym świecie wszystkie projekty dotyczące rezygnacji z węgla dotyczą tylko i wyłącznie pierwszych dwóch rodzajów. Trzeci typ węgla – koksowy (inaczej nazywany "twardym" lub "metalurgicznym") – został uznany za surowiec krytyczny, ponieważ jest nieodłącznym składnikiem procesu wyrobu stali. Wobec tego poniższe informacje i rozważania dotyczą tylko i wyłącznie węgla brunatnego i kamiennego.

Zamykanie kopalń, nadzwyczajnie wysokie podatki, wymóg posiadania specjalnych uprawnień czy odcinanie od możliwości finansowania nowych inwestycji – to najpopularniejsze mechanizmy obciążające sektor węglowy na przestrzeni ostatniej dekady. Arbitralnie wyznaczały one ogólnoświatowy trend rezygnacji z "czarnego złota". Niektóre regiony niezwłocznie rozpoczęły konkretne działania, podczas gdy inne zadeklarowały potrzebę większej ilości czasu, aby podjąć kroki w tym kierunku. Węgiel został skreślony, nie widziano dla niego miejsca w przyszłościowych i nowoczesnych gospodarkach.

Czytaj też

Niemniej jednak, kryzys energetyczny spowodowany następstwami wojny w Ukrainie udowodnił, że niestety nie jesteśmy w stanie funkcjonować bez paliw konwencjonalnych, ponieważ odnawialne źródła energii samodzielnie nie udźwigną systemów elektroenergetycznych. Drakońskie ceny gazu ziemnego spowodowały, iż państwa szukając tańszej, lecz równie stabilnej alternatywy, wybrały wykorzystanie węgla, a nie słońca lub wiatru. W konsekwencji surowiec, który służył cywilizacji od II tysiąclecia p.n.e., a którego chcieliśmy się wyrzec za wszelką cenę, zapewnia stabilne dostawy ciepła lub energii elektrycznej do wielu gospodarstw domowych.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna w swoim raporcie podała, że zużycie węgla w 2022 roku było najwyższe w historii. Oczywiście, wytłumaczalne i zrozumiałe jest przeproszenie się z "czarnym złotem" w obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej. Jednak czy powrót do tego surowca można uznać za chwilowy ratunek czy tendencję długoterminową? Informacje pojawiające się w ostatnim czasie nie pozwalają na znalezienie definitywnej odpowiedzi na to pytanie.

Warto w tym miejscu przytoczyć kilka faktów, które – jak się wydaje – wskazują na rezygnację z antywęglowej polityki oraz kilka faktów, które potwierdzają, iż dla węgla przyszłości nie ma.

Chwilę po wybuchu wojny Frans Timmermans oświadczył, że węgiel może funkcjonować jako paliwo przejściowe dla elektrowni konwencjonalnych do momentu osiągnięcia odpowiednich mocy z odnawialnych źródeł energii. W obliczu tych słów oraz, co najistotniejsze, nieuniknionego kryzysu, państwa Unii Europejskiej wybrały tańszy, ale od lat przez nie potępiany surowiec. Holandia, Niemcy i Francja uruchomiły wygaszone – przeznaczone do ostatecznej likwidacji – bloki węglowe (niektóre napędzane nawet "brudnym" węglem brunatnym), a także zwiększyły moc wytwórczą w tych, które nie działały w pełni (np. w tym pierwszym państwie jednostki napędzane "czarnym złotem" mogły dotąd działać na maksymalnie 35 - procentowych możliwościach maksymalnej produkcji rocznej). Polska i Czechy zintensyfikowały prace wydobywcze oraz import z zagranicy. Niektóre polskie banki zadeklarowały nawet chęć finansowania węglowych przedsięwzięć. Twierdzą one, że w ten sposób przyczynią się do zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego. Wychodząc poza granice Unii Europejskiej, Indie oraz Chiny jasno zadeklarowały, iż wobec obecnej sytuacji muszą stawiać na węgiel jako podstawę swoich miksów energetycznych na najbliższe lata (jeśli nie dziesięciolecia) - w tych krajach równocześnie rosną: wydobycie, import i zużycie tego surowca.

Czytaj też

Z drugiej strony, zarówno państwa, jak i przedsiębiorstwa podkreślają wielokrotnie, że powrót do "czarnego złota" jest chwilowy i nie ma szans, aby węgiel uznać za paliwo przyszłości. Ma on jedynie pomóc w ustabilizowaniu aktualnego kryzysu, po czym ponownie pójdzie w zapomnienie. Takie tezy potwierdzają się w decyzjach o wstrzymaniu otwierania i finansowania nowych kopalni węglowych, podejmowanych głównie przez konglomeraty górnicze oraz przedsiębiorstwa inwestycyjne. W ostatnim czasie australijski Glencore ogłosił porzucenie projektu Valeria (o wartości ponad 2 mld dolarów australijskich). Zwieńczeniem projektu miało być otwarcie nowej kopalni, która - zgodnie z zapowiedziami - produkowałaby ok. 15 mln ton węgla rocznie (chociaż część wolumenu stanowiłby węgiel koksowy). Podobne decyzje można było usłyszeć z ust przedstawicieli koncernów takich jak BHP, Rio Tinto czy Anglo American. Jeszcze do niedawna porównywalne plany miały polskie spółki górnicze, jednak politycy koalicji rządzącej zapowiedzieli, że obecna sytuacja udowodniła potrzebę doinwestowania sektora węglowego, aby wzrosło wydobycie. Członkowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski podkreślają, że całkowite przejście na odnawialne źródła energii to plan bardzo długoterminowy, więc węgiel jest niezbędny dla bezpieczeństwa i stabilności systemu energetycznego w Polsce.

W obliczu aktualnego kryzysu trudno jakkolwiek odnieść się do decyzji "za" i "przeciw" węglowi - każdą z nich można poprzeć argumentami, które potwierdzają w jakimś stopniu jej słuszność. Aktualna rozbieżność w polityce węglowej stanowi pozytyw. Powoduje ona, że żadne państwo nie odważy się podjąć radykalnych kroków w tej kwestii. W konsekwencji, wszyscy starają się zostawić jak najwięcej otwartych drzwi, aby w każdym momencie móc skierować działania w inną, bardziej bezpieczną stronę.

Czytaj też

Powyższe fakty nie pozwalają na udzielenie jednoznacznej odpowiedzi w kontekście pozycji "czarnego złota" w przyszłości. Rok 2023 można uznać za nadchodzący sprawdzian dla europejskich gospodarek w kwestii energetyki (i nie tylko). Możliwe, że od wyniku tego testu zależy przyszłość węgla w Europie i na świecie. Na ten moment jedynym, niewątpliwym wnioskiem, który można wysunąć na podstawie informacji spływających z sektora energetycznego, jest dominacja największego wroga sektora energetycznego - niepewności. Często powoduje ona desperację, a konsekwencją desperacji może być zanik antywęglowego trendu lub przerzucenie wszystkich inwestycji w odnawialne źródła energii.

Autor: Bartłomiej Różycki, SKN Energetyki SGH

Komentarze