Reklama
  • WIADOMOŚCI

Niemiecka minister mówi o atomie, podczas gdy ceny prądu rosną

Ceny energii elektrycznej w Niemczech rosną i w ujęciu nominalnym są jednymi z najwyższych w Europie. Według wtorkowych danych EEX, niemieckie kontrakty na energię elektryczną na maj osiągały cenę 86,8 euro/MWh, podczas gdy ich francuski odpowiednik - jedynie 22,06 euro/MWh.

Współpraca z NCBJ ma charakter długofalowy - wynika z informacji przekazanych redakcji CyberDefence24 przez NASK. Nie wykluczono również współpracy z innymi podmiotami, w tym z wojskiem.
Autor. Yelkrokoyade, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons

Jednocześnie niemiecka minister gospodarki Katherina Reiche zaapelowała do obywateli kraju o ponowne przemyślenie negatywnego stosunku do energetyki jądrowej, argumentując, że Niemcy ryzykują zbyt dużym uzależnieniem od gazu.

Najdroższa energia w Europie?

Jak podje Bloomberg, zgodnie z danymi EEX niemieckie kontrakty na energię elektryczną na maj były notowane po 86,8 euro/MWh - niemal czterokrotnie więcej niż ich francuski odpowiednik.

YouTube cover video
Według danych niemieckiego urządu statystycznego, w drugiej połowie 2025 roku ceny gazu dla gospodarstw domowych były o 79 proc. wyższe niż w tym samym czasie w 2021 roku. Ceny energii elektrycznej wzrosły o 23 proc.

Wśród wszystkich państw UE, w ujęciu nominalnym to właśnie Niemcy płacą najwięcej za energię elektryczną (38,35 euro za 100 kWh), za nimi znajdują się Belgia (35,71 euro za 100 kWh) i Dania (34,85 kWh). Niemniej jednak należy pamiętać, że w ujęciu standardu siły nabywczej (uwzględniającego realne koszty życia i kosztów energii dla gospodarstw domowych) to Czechy i Polska otwierają wspomniane zestawienie, m.in. z powodu dalszego opierania miksu energetycznego na jednostkach węglowych.

Dramatyczna różnica w cenie wynika przede wszystkim z ukształtowania miksu energetycznego. We Francji ponad 65 proc. energii elektrycznej pochodzi z elektrowni jądrowych, zapewniających stabilne źródło energii - zarówno pod względem cenowym, jak i dostaw.

Z kolei w wyniku polityki Energiewende, Niemcy opierają się przede wszystkim na źródłach OZE oraz wspierających ich elektrowniach gazowych. W wyniku wojny na Bliskim Wschodzie cena gazu na międzynarodowych rynkach poszybowała w górę, co odbija się również na cenach energii. Paradoksalnie, rezygnacja z atomu połączona z inwestycjami w OZE spowodowała, że Niemcy stali się bardziej uzależnieni od paliw kopalnych, które zabezpieczają stabilność systemu energetycznego kraju w okresach niskiem produkcji energii z elektrowni wiatrowych i słonecznych.

Jak podaje Bloomberg, niemieckie przedsiębiorstwa energetyczne starały się ograniczyć wpływ wojny na koszty energii przez uzupełnienie bazy energetycznej obecnie tańszymi źródłami węglowymi - jednak możliwości systemu są ograniczone ze względu na zamknięcie wielu elektrowni węglowych. Niemiecki rząd obecnie rozważa przywrócenie niektórych obiektów z rezerwy, a nawet reaktywację części jednostek.

Powrót do atomu?

Niemcy ostatecznie zamknęły i odłączyły od sieci ostatnią elektrownię jądrową 15 kwietnia 2023 roku, finalizując wieloletnią politykę odejścia od atomu (niem. Atomausstieg). Ruchy antynuklearne działały w Niemczech już od lat 70. XX wieku, jednak nabrały na sile na początku XXI wieku. W 2002 roku weszła w życie ustawa zakazująca budowy nowych reaktorów komercyjnych, a po awarii elektrowni jądrowej w Fukushimie w 2011 roku rząd Angeli Merkel wycofał się z wcześniej zapowiadanych planów wydłużenia czasu eksploatacji działających reaktorów jądrowych i zdecydował o natychmiastowym wyłączeniu z sieci 8 najstarszych bloków. Nakreślono wówczas sztywny kalendarz odejścia Niemiec od atomu, który został sfinalizowany przez rząd Olafa Scholza - pomimo kryzysu energetycznego z 2022 roku.

Jeszcze w 2010 roku 17 niemieckich reaktorów jądrowych odpowiadało za ok. 23 proc. całkowitej produkcji energii elektrycznej w kraju (141 TWh brutto). Obecnie ok. 13 proc. miksu energii elektrycznej naszego zachodniego sąsiada pokrywa gaz, a 58,8 proc. - odnawialne źródła energii. I choć jest to niejako spełnienie założeń polityki Energiewende, w Niemczech pojawiają się głosy podważające słuszność decyzji energetycznych z ostatnich 15 lat.

Podczas niedawnej konferencji, mającej przyciągnąć kapitał zagraniczny do Niemiec ministra gospodarki Katherina Reiche stwierdziła, że decyzje poprzednich rządów w zbyt dużym stopniu uzależniły Berlin od gazu ziemnego. „Potrzebujemy gazu, żeby zabezpieczyć nasze dostawy (…) Politycznie rzecz biorąc, nie mam alternatywy” - powiedziała Reiche, cytowana przez dziennik „Financial Times”.

Uzależnienie od gazu jest szczególnie bolesne w czasie wzrostu cen gazu w Europie (o ponad 60 proc.) i w efekcie, rosnących cen energii elektrycznej. To z kolei negatywnie wpływa na niemiecki przemysł, który już i tak mierzy się z chińską konkurencją w kraju i za granicą, a także z postępującym kryzysem gospodarczym.

W wypowiedzi dla „Financial Times” Reiche zasugerowała ponowne zainteresowanie „technologią” ze strony Niemiec. Argumentowała, że Berlin „ze swoim doświadczeniem inżynieryjnym” musi być „reprezentowany w międzynarodowych komisjach” oraz być gotowy na inwestycje w Europie i „nie sprzeciwiać się krajom, które chcą podążać tą drogą”.

Niemiecki rząd unika jednoznacznych deklaracji powrotu do energetyki jądrowej. Kanclerz Friedrich Merz przyznał w ubiegłym roku, że odejście od atomu było „ogromnym błędem”, jednak nadal wyklucza ponowne uruchomienie elektrowni jądrowych. Jednocześnie obecny rząd popiera projekty syntezy jądrowej oraz SMR-ów, a także obiecuje zaprzestania sprzeciwiania się energetyce jądrowej na szczeblu UE.

Reklama
Reklama