Reklama
  • WIADOMOŚCI

Merz: Europa była gotowa odpowiedzieć na cła USA, nie jesteśmy bezbronni

Świat nie będzie na nas czekał. Gdyby Amerykanie nie wycofali się z nowych ceł na Europę, Europa odpowiedziałaby tym samym. Nie jesteśmy naiwni i nie jesteśmy bezbronni – oświadczył kanclerz Niemiec Friedrich Merz na Europejskim Forum Przemysłowym w Antwerpii.

Europejskie Forum Przemysłowe w Antwerpii 2026
Autor. Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPC)

Może pamiętają Państwo, co wydarzyło się w czasie słynnego tygodnia w Davos. Tak długo jak rząd amerykański zamierzał wprowadzić nowe cła dla europejskich partnerów, byliśmy gotowi do działania i zwołaliśmy spontaniczne spotkanie 27 liderów UE w czwartek wieczorem. Jeśli Amerykanie nie wycofaliby się ze swojej groźby nowych ceł, my byśmy je wprowadzili. Nie jesteśmy naiwni i nie jesteśmy bezbronni” – grzmiał Merz.

Koniec prostego życia między potęgami

Te słowa Merza współbrzmiały ze stanowiskiem, jakie przedstawił zarówno on, jak i prezydent Francji Emmanuel Macron. Od miesięcy Europa zdaje się zabierać nowy głos i mówi o błędach deindustrializacji, potrzebie europejskiej produkcji i wzmocnienia unijnych instrumentów handlowych. Wiąże się to zarówno z wojną, która toczy się obecnie w granicach Europy – inwazji Rosji na Ukrainę – i olbrzymimi zmianami gospodarczymi, jakie za sobą pociągnęła, jak i z nowym stanowiskiem USA wobec europejskich partnerów.

YouTube cover video

Europa budzi się niejako, przynajmniej w ustach polityków, po latach śpiączki, gdy mogło się wydawać, że ułożyła sobie łatwe życie między potęgami: z chińską produkcją, rosyjską energią i amerykańską obroną. Ta strategia, a może raczej jej brak, doprowadził Europę do momentu „zrzucenia zasłony” i odsłonięcia wszystkich słabości, jakie za nią ukrywamy. Uzależnień, które teraz mogą już zbierać swoje żniwo. Ale zdaniem zarówno Merza, jak i Macrona, istnieje możliwość wyjścia z tej sytuacji i Europa nadal może jeszcze zawrócić z dawno obranej ścieżki.

Stany Zjednoczone to nasz sojusznik, ale sojusznik coraz bardziej konfrontacyjny” – stwierdził Macron, który opisując obecną sytuacją międzynarodową mówił o „serii mechanizmów przymusu gospodarczego”, Grenlandii, Radzie Pokoju, Rosji i Cinach. „To nie jest chwilowy szok, to jasne, że jest to zmiana strukturalna” – oświadczył prezydent Francji. W jego opinii jedynym, prawidłowym wyjściem, jakie ma obecnie Europa jest stanie się „potęgą gospodarczą”.

Należy uczynić Europę niezależną siłą. Nie chodzi jedynie o jednolity rynek, ale o potęgę gospodarczą oznaczającą również obronę naszych producentów, naszego rynku, budowania strategicznej niezależności. Jeśli Europa chce pozostać potęgą przemysłową, musimy zachować kluczowe sektory, takie jak chemia.
Prezydent Francji Emmanuel Macron

Jak podkreślił w przekazanym mediom komunikacie dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPC): „Od lat panuje szeroka zgoda co do tego, że Europa potrzebuje odbudowy konkurencyjności przemysłu, wzrostu popytu, rozwoju innowacji i przyciągania inwestycji. Te cele konsekwentnie pojawiają się w strategiach, dokumentach i debatach na wszystkich szczeblach. Problem polega jednak na tym, że tempo i skala rzeczywistych działań wciąż nie odpowiadają deklarowanym ambicjom – zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym”.

Dodał, że luka między kierunkiem a realizacją coraz wyraźniej odbija się na kondycji europejskiego przemysłu, a Europa musi podjąć konkretne działania w kwestii kosztów energii, sprawiedliwego handlu międzynarodowego i popytu na europejskie produkty – „w ten sposób zapewnimy wysokiej jakości miejsca pracy dla następnego pokolenia”.

Reklama

Unia energetyczna here we go again

Macron mówił także o energetyce jako o filarze gospodarki. „Energia jest kręgosłupem europejskiego przemysłu, (odczuwamy – E24) wpływ sytuacji po 2022 r. I bądźmy szczerzy, Europa nie może bronić ambitnych celów klimatycznych, pozwalając jednocześnie na zanik swojej bazy przemysłowej” – dodał.

Wysokie ceny energii w połączeniu z kosztami emisji dwutlenku węgla przyspieszają deindustrializację, a nie dekarbonizację” – podkreślił.  W obliczu wyzwań geopolitycznych Europa potrzebuje prawdziwej unii energetycznej zdolnej zapewnić przemysłowi stabilną i konkurencyjną energię – stwierdził. Brzmi znajomo?

W podobnym tonie wypowiadał się kanclerz Merz, który odwołał się m.in. do systemu handlu emisjami ETS i konieczności wprowadzenia w nim zmian. Niemiecki kanclerz podkreślił, że Europa musi podejmować trudne decyzje, aby uniknąć upadku gospodarczego. Wezwał także do wprowadzenia „prawdziwej mentalności deregulacji” – przekazała PAP.

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała w środę, że głównym celem nadchodzącej reformy systemu handlu emisjami ETS będzie przekierowanie większej ilości dochodów ze sprzedaży pozwoleń na dekarbonizację przemysłu. Według niej obecnie państwa inwestują mniej niż 5 proc. tych dochodów.

Przekaz z Antwerpii jest jasny. Pozostaje pytanie, jak wiele – i jak szybko – uda się dokonać w Europie oraz czy wygra zbieżność interesów europejskich narodów, czy też różnice. Prezydent Macron daje Europie zaledwie kilka miesięcy na wprowadzenie koniecznych zmian. Europa być może się budzi, byleby nie wstała za późno.

Zobacz również

Reklama