„Potiomkinowska” polityka klimatyczna Unii Europejskiej [ANALIZA]

20 listopada 2020, 10:53
berlemont-2111770_1280
Fot. Pixabay

O Europejskim Zielonym Ładzie napisano już wiele - szczególnie w kontekście związanych z nim zagrożeń oraz wyzwań. Warto jednak przyjrzeć się sprawie z innej perspektywy, ponieważ okazuje się, że część stawianych „w kącie” branż energochłonnych może być wielkimi sojusznikami KE w ramach unijnej polityki klimatycznej. Pod warunkiem wszakże, że ich głos zostanie usłyszany, fakty wzięte pod uwagę, a bezpieczeństwo ekonomiczne zagwarantowane przez mądre decyzje na szczeblu zarówno krajowym, jak i wspólnotowym.

Przypomnijmy dla uporządkowania - Europejski Zielony Ład to przedstawiony przez KE plan działania na rzecz zrównoważonej gospodarki oraz redukcji emisji. Mowa jest także o bardziej efektywnym wykorzystaniu dostępnych zasobów, dążeniu do gospodarki o obiegu zamkniętym oraz przeciwdziałaniu utracie różnorodności biologicznej. Zakłada on aktywności podejmowane na wielu płaszczyznach, dotykające wielu branż i oznaczające dla części z nich poważne tarapaty. 

W sferze deklaratywnej to wszystko brzmi świetnie, zwłaszcza, że Komisja zapowiada podjęcie następujących działań:

  • inwestycje w technologie przyjazne dla środowiska
  • wspieranie innowacji przemysłowych
  • wprowadzanie czystszych, tańszych i zdrowszych form transportu prywatnego i publicznego
  • obniżenie emisyjności sektora energii
  • zapewnienie większej efektywności energetycznej budynków
  • współpraca z partnerami międzynarodowymi w celu poprawy światowych norm środowiskowych.

Na „sprawiedliwą transformację” najbardziej dotknięte regiony mają otrzymać wsparcie finansowe. „Musimy okazać solidarność z najbardziej dotkniętymi regionami Europy, takimi jak regiony górnicze i inne, aby mieć pewność, że Zielony Ład uzyska pełne poparcie wszystkich i będzie miał szansę stać się rzeczywistością” – uważa Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej. 

Już dziś wiemy jednak, że środki te będą dalece niewspółmierne do wyzwań jakie staną nie tylko przed przemysłem, ale i poszczególnymi krajami. Tym bardziej warto więc zastanowić się w jaki sposób mogą one partycypować w proponowanej przez KE rewolucji. Innymi słowy - jak z jednej strony wesprzeć szlachetny cel związany z ograniczaniem emisyjności gospodarki, a równocześnie po prostu zarobić i uratować miejsca pracy. 

Taką branżą jest na przykład przemysł metali nieżelaznych - z jednej strony stawiany pod pręgieżem unijnych oczekiwań związanych z szybką redukcją emisji w krótkim czasie, z drugiej potencjalnie wielki sojusznik wspólnotowej polityki klimatycznej. O ile przetrwa. 

Liczby nie pozostawiają wątpliwości

Jeden z najnowszych raportów Banku Światowego wskazuje, że im ambitniejsze stają się cele klimatyczne, tym więcej minerałów i metali nieżelaznych potrzebować będzie gospodarka. Eksperci szacują, że w perspektywie roku 2050 potrzeba ich będzie ponad 3 miliardy ton (!). Posłużą one do rozwoju takich obszarów jak energetyka wiatrowa, fotowoltaika, geotermia czy magazynowanie energii. 

Oczywiście nie wszystkie surowce (ujmując rzecz umownie) będą potrzebne w takim samym stopniu. Zdaniem analityków WB grafit czy lit mogą znaleźć zastosowanie tylko w jednym rodzaju technologii, natomiast molibden i miedź w całym ich szeregu. Innymi słowy - bez nich nie uda się transformacja do niskoemisyjnej gospodarki. 

Bank Światowy wymienia tutaj trzy kategorie metali i minerałów - wywierające duży wpływ (ze względu na istotny udział w określonych technologiach, jak np. aluminium i fotowoltaika); o średnim oddziaływaniu (np. neodym i srebro, potrzebne w niewielkiej gamie technologii energetycznych) oraz przekrojowe czyli wykorzystywane w wielu obszarach (tutaj dobrym przykładem jest miedź wykorzystywana właściwie we wszystkich technologiach energetycznych). „Oznacza to, że przejście na czystą energię będzie w dużym stopniu zależało od dostępności miedzi” - uważają analitycy Banku Światowego. 

Analizy Banku Światowego są w dużym stopniu zbieżne z wyliczeniami Komisji Europejskiej. Na podstawie Energetycznej Mapy Drogowej UE do 2050 szacuje się, że tylko w latach 2020 - 2050 UE będzie potrzebować 22 mln ton miedzi - i to tylko w przypadku technologii co do których oczekuje się redukcji emisji na poziomie 75%. 

Przekładając powyższe na język konkretów zauważyć warto, że:

  • miedź pełni ważną rolę w energetyce słonecznej, wiatrowej, pływowej, wodnej, geotermalnej oraz wykorzystującej biomasę;
  • silniki zmontowane z wykorzystaniem miedzi osiągają redukcje zużycia energii na poziomie 20-30%;
  • samochody elektryczne zawierają prawie cztery razy więcej miedzi niż ich spalinowe odpowiedniki;
  • miedź to metal nadający się w 100% do recyklingu i co ważne, nie traci przy tym swoich właściwości technicznych;
  • miedź znajduje także szerokie zastosowanie w procesie poprawy efektywności energetycznej (zarówno jeśli chodzi o okablowanie, jak i transformatory mocy, czy kable zasilające). 

I wszystko wygląda pięknie gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż działania KE mogą doprowadzić do tego, że tę miedź (ale przecież nie tylko!) do europejskich odbiorców dostarczą… azjatyckie podmioty. Z danych International Copper Study Group wynika, że udział Azji w globalnej produkcji tego metalu wzrósł w latach 1990 - 2017 z 27% do 61%. W tym samym czasie europejscy producenci nie mogli pochwalić się znaczącym wzrostem. I nie jest to przypadek, a konsekwencje będą poważne. 

Wiele wskazuje na to, że górnictwo miedzi w przyszłości nie będzie kwalifikować się do rekompensat kosztów pośrednich emisji CO2.  Hutnictwo – tak. Dlaczego? Racjonalnego uzasadnienia niestety brak. Efekt będzie jednak taki, że koszty produkcji będą rosnąć, a konkurencyjność spadać.

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

Biorąc na chwilę w nawias kwestię kluczową, czyli miejsca pracy, warto zwrócić uwagę, że nakładanie na europejski przemysł nadmiernych obciążeń klimatycznych prowadzi do absurdalnej sytuacji. Oto dążąca do ograniczenia emisji UE potrzebuje miedzi w procesie transformacji. Równocześnie jednak „dociska” rodzimych producentów, powodując zwiększony import spoza UE. I nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że miedź produkowania poza Unią ma znacznie większy ślad węglowy. Innymi słowy - walczymy z emisjami w Europie, napędzając ich wzrosty poza nią. 

Poczucie „bareizmu” tej sytuacji pogłębia się, kiedy wczytamy się w dane Eurometaux, z których wynika, że europejski przemysł metalowy od roku 1991 zredukował swoje emisje o 61%. Charakteryzuje się także wysokim poziomem cyrkularności oraz elektryfikacji (co oznacza odejście od procesów wykorzystujących węgiel). Mimo to, z nieznanych powodów, nie może liczyć na życzliwość unijnych urzędników.

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 3
Xd
piątek, 20 listopada 2020, 14:01

Czy możecie zamiast pisać ogólniki jak na zebraniu pzpr przedstawić konkretne wyliczenia wpływu na środowisko tych niby zielonych źródel i porównać je do wpływu na środowisko elektrowni np gazowej

Wilhelm XXI
piątek, 20 listopada 2020, 13:25

I to jest czyste szaleństwo. W skali pojedynczych osób jest trudne, jednak w skali populacji zaczyna być problematyczne. Na szaleństwo polulacji nie ma lekarstwa ale jest jeden sprawdzony spsosób. Nazywa się bankructwo.

Stary Grzyb
piątek, 20 listopada 2020, 12:54

Każdą "politykę" konstruowaną przez instytucje czysto biurokratyczne, przez nikogo nie wybierane i tym samym nie ponoszące żadnej odpowiedzialności przed jakimikolwiek wyborcami, a zatem odporne na "miotłę wyborczą" - KE jest wzorcowym przykładem takiej instytucji - należy rozpatrywać wyłącznie w optyce "follow the money", czyli "podążaj za pieniędzmi". Oczywiście nie za pieniędzmi na takie czy inne szczytne "programy", bo te są tylko wehikułem, ale za prawdziwymi pieniędzmi, czyli tymi, które koterie biurokratów i ich podwujaszczych będą miały okazję prywatnie wynieść za parawanem tych "programów". Wszystkie owe "programy" co do swej istoty są zresztą stale tym samym programem, realizowanym przez wszelkiej maści socjalistów, zgrabnie zdefiniowanym już za czasów peerelu jako "Program Wisła - pogłębiać dno i trzymać się koryta". Jeśli w ten sposób spojrzeć na "politykę klimatyczną" KE (i inne jej "polityki"), to nagle wszystko staje się jasne, klarowne i zrozumiałe - także w kwestii "Europejskiego Zielonego Ładu", którego dezindustrializacja Europy jest tylko fragmentem.

Tweets Energetyka24