Hydrobiolog: Polska szósty rok z rzędu zmaga się z suszą [WYWIAD]

29 czerwca 2020, 09:22
drought-711651_1280
Fot. Pixabay

To już szósty rok z rzędu, kiedy mamy w kraju suszę hydrologiczną i rolniczą. Do tej pory takie stany zdarzały się nam raz na 5-6 lat - mówi w rozmowie z Jakubem Wiechem hydrobiolog Alicja Pawelec z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jakub Wiech: Jak wygląda sytuacja hydrologiczna Polski w obecnym roku?

Alicja Pawelec, Zakład Hydrobiologii, Wydział Biologii, Uniwersytet Warszawski: Niezbyt ciekawie. To już szósty rok z rzędu, kiedy mamy w kraju suszę hydrologiczną i rolniczą. Do tej pory takie stany zdarzały się nam raz na 5-6 lat. Obecnie, z uwagi na kryzys klimatyczny związany z globalnym ociepleniem zaczyna to być naszą rzeczywistością, nie tylko w skali Polski, ale również globalnie.

Czy w nadchodzących miesiącach letnich możemy spodziewać się powtórki sytuacji z roku 2019, kiedy to w niektórych miastach Polski brakło wody?

Modele klimatyczne pokazują, że zjawiska ekstremalne, czyli susze i powodzie z roku na rok będą coraz częstsze i coraz intensywniejsze.

Na razie większość z nas nie musi obawiać braku wody w kranach z powodu suszy. Wody w kranach może zabraknąć tylko w przypadku wodociągów o płytkich ujęciach wody. Przy nadmiernym poborze wody, np.  do podlewania terenów zielonych, ogródków czy upraw może nastąpić spadek ciśnienia czy wręcz jego brak, jak miało to miejsce w zeszłym roku w Skierniewicach. Ale nie będzie to bezpośredni efekt suszy. To, o czym musimy pamiętać, to to, że zmiany klimatu postępują znacznie szybciej, niż przewidywały to modele. Oznacza to, że jak najszybciej musimy diametralnie zmienić nasze podejście do gospodarowania wodą, bo to, że „na razie” nie zabraknie nam wody w kranie, nie oznacza, że nie nastąpi to w dalszej przyszłości. Ponadto, susza nie oznacza tylko problemów z użyciem wody. Susza uderza w nas najmocniej poprzez wzrost cen żywności oraz zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego: nasze elektrownie często są chłodzone wodą  pobieraną z rzek. Gdy poziom wody w rzece spadnie poniżej poziomu poboru rurociągu elektrowni, może nastąpić czasowy brak prądu (ponieważ elektrownia nie może działać bez chłodzenia) – proszę sobie wyobrazić co może to oznaczać choćby dla szpitali!

Jaki wpływ na rolnictwo będzie miała obecna sytuacja hydrologiczna kraju?

Kryzys rolniczy w postaci usychających upraw, a więc znacznie zmniejszenie plonów. Będzie się to wiązało ze stratami finansowymi dla rolników, ale równie mocno uderzy to po portfelach resztę obywateli – wzrosną ceny żywności. Już w tym roku obserwujemy znaczne podniesienie cen warzyw i owoców. Jeśli nie będziemy skutecznie walczyć z suszą, ten trend będzie wzrastał.

Jakie prognozy dotyczące zasobów wodnych Polski snuć można na najbliższe lata?

Z prognozami zawsze trzeba ostrożnie. Ale jeśli nie zaczniemy działać tu i teraz na rzecz przeciwdziałania skutkom suszy, nie będą one optymistyczne. Zasoby wodne są mniej więcej stałe w skali globu, a kwestia dotyczy ich rozlokowania. Wśród państw Europy mamy jedne z najmniejszych zasób wodnych przypadających na jednego mieszkańca (jesteśmy piątym krajem „od końca”, mniej wody od nas mają np. Czesi), dlatego tak ważna jest właśnie ta „uważność” na wykorzystanie wody. Tu znów odwołam się do modeli klimatycznych: w ciągu ostatnich sześciu lat kolejne lata pobijały rekordy temperaturowe swoich poprzedników, a obecny rok już wyprzedził pod tym względem rok 2019. Ciągle rośnie temperatura globalnie, ciągle wzrasta poziom emitowanego przez nas dwutlenku węgla. Wzrost temperatury to wzrost parowania. Więc jeśli „ilość wody” np. spadającego deszczu jest niezmienna, a temperatura i parowanie rośnie, to tzw. bilans wodny wychodzi nam ujemny i tracimy wodę w glebie. Podsumowując: na razie nic nie wskazuje na to, że sytuacja hydrologiczna Polski miałaby się poprawić, a znacząca część przesłanek wskazuje na jej pogorszenie. Dlatego raz jeszcze: trzeba działać i łapać wodę, tam, gdzie spada!

Dziękuję za rozmowę.

KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Lukas
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 19:22

Kto będzie usuwał szkody popowodziowe? Niespełna 2 procent wszystkich inżynierów budownictwa w kraju stanowią specjaliści z branży wodno-melioracyjnej. W Małopolsce jest ich - proporcjonalnie - nieco więcej - 2,44 proc., co oznacza dokładnie 350 fachowców: inżynierów i techników z uprawnieniami w tej dziedzinie. Jak na region, w którym jest tak dużo bystrych i nieprzewidywalnych potoków górskich, region, w którym swoje górne (zawsze trudniejsze do ujarzmienia niż dolne) biegi mają wielkie rzeki - to stanowczo za mało. Inżynierowie budownictwa wodnego stają się branżą coraz bardziej niszową. A młode kadry nie garną się do zawodu. Z polskich uczelni znikły popularne niegdyś kierunki: budownictwo wodne i regulacja rzek czy melioracje wodne. Wydziały budownictwa wodnego funkcjonują już tylko na północy kraju (Politechniki Gdańska i Szczecińska) i kształcą specjalistów od budownictwa portowego i morskiego. Na pozostałych uczelniach technicznych mamy za to wysyp inżynierii i ochrony środowiska. Starsi fachowcy nie mają wątpliwości: to zasługa nacisku ekologów. "Inżynieria środowiska" brzmi ładnie, można powiedzieć: ekologicznie, a jeszcze lepiej brzmi "ochrona środowiska". Czy absolwenci tych kierunków będą jednak umieli uchronić nas przed powodzią?

Tomasz
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 16:54

Uff dosyć mam już tego deszczu. Leje i leje

Don
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 16:14

Co ty gadasz za głupoty jak susza !!!! Powódź tępaku ?!??

Po trzecie sankcje
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 11:42

A może po prostu uprościć prawo dotyczące małych spiętrzeń i mikroelektrowni wodnych?

Piterek
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 16:52

Ale co da małe spiętrzenie? Podniesie się poziom wody w bliskiej okolicy zbiorniczka na rzece. My nie możemy dopuścić do spływu wody deszczowej do rzek i morza. Musimy pozwolić wodzie się wchłonąć w glebę a nie natychmiast kierować wodę do rzeki i powodować powodzie.

eDZIO
środa, 8 lipca 2020, 16:33

Woda z rzeki jest wchlaniana przez okoliczna glebe. Gdy jest spietrzenie to wchlanianie jest wieksze. Spietrzenie to taki maly zbiornik retencyjny opozninajacy splyw wody do morza. Jesli zbiornik jest duzy moze byc uzyty tez do nawadnianiania pola. Zalet jest duzo np. mozna przeciwdzialac powodziom oprozniajac zbiornik przed prognozowana nawalnica.

rmarcin555
poniedziałek, 29 czerwca 2020, 16:12

@Po trzecie sankcje. Jest jeszcze prostsze rozwiązanie: zostawić rzeki w spokoju i pozwolić pracować bobrom.

Tweets Energetyka24