Energia za ryby, czyli pobrexitowy kabaret dopiero się zaczyna [KOMENTARZ]

14 stycznia 2021, 09:49
fishing-boat-5736839_1280
Fot. Pixabay

Fala pobrexitowych absurdów dopiero nas czeka - na horyzoncie pojawia się spór, w którym na jednej szali mamy ryby z brytyjskich wód a na drugiej energię z francuskich i holenderskich elektrowni atomowych. 

Na międzynarodowych rynkach energii elektrycznej kraje należą do jednej z trzech kategorii: tych, które same zaspokajają swoje potrzeby, jak Stany Zjednoczone, te z nadmiernymi rezerwami, jak np. Kanada, oraz te, które mają deficyt. Do ostatniej grupy należy Wielka Brytania, która ma niedobór wynoszący około 7% jej rocznych potrzeb. Deficyt ten uzupełniają podmorskie kable łączące brytyjską sieć z głównie elektrowniami jądrowymi we Francji i Holandii.

Odpowiedzią atom?

Jednak w ramach zakończonych niedawno negocjacji w sprawie Brexitu rząd francuski powiązał dostęp Wielkiej Brytanii do sieci elektroenergetycznej z dostępem do połowów krajów Unii Europejskiej na wodach Wielkiej Brytanii. Zarówno prawa do połowów, jak i dostęp do energii elektrycznej będą podlegały renegocjacji w tym samym czasie w 2026 r. Nie pozostawia to wiele czasu na zabezpieczenie alternatywnej hurtowej energii na wypadek, gdyby UE przecięła sznur.

Wielka Brytania próbuje opracować alternatywne źródła energii, z ogromnym naciskiem na nową energię jądrową, jednak rozbudowa potencjału tego źródła energii jest bardzo czasochłonna. Nadzieją mogą być małe reaktory modułowe (SMR), ale problem polega na tym, że nie zostały jeszcze masowo wprowadzone do usług komercyjnych.

Reklama

Reklama

Zmniejszenie zapotrzebowania

Co może zrobić brytyjski strateg energetyczny w odniesieniu do przyszłego zapotrzebowania na energię elektryczną? W Wielkiej Brytanii zapotrzebowanie na energię elektryczną osiągnęło najwyższy poziom około dekady temu i obecnie… spada. W 2007 roku Brytyjczycy zużyli 402,44 GWh, podczas gdy w 2019 było to już tylko 345,46 GWh, z roku na rok stopniowo było ono niższe, przypomnijmy, że w grę nie wchodzą żadne niestandardowe okoliczności tj. koronawirus, choć zapewne zetnie on jeszcze bardziej popyt za 2020 rok.

Czy powinniśmy założyć, że trend się utrzyma? Jeśli tak, w przyszłości może się okazać, że zapotrzebowanie na francuskie hurtowe dostawy energii może być niewielkie. Jednak co się stanie, jeśli trend popytu na energię elektryczną w Wielkiej Brytanii ulegnie odwróceniu, na przykład jeśli sektor transportu przejdzie na pojazdy elektryczne z akumulatorami, podczas gdy użytkownicy indywidualni i komercyjni będą korzystać z gotowania indukcyjnego i pomp ciepła?

Obecnie kraje UE łowią około połowy ryb na wodach Wielkiej Brytanii. Brytyjski przemysł rybny chce ich pozbyć. W związku z tym traktat brexitowy zawiera klauzulę, która pozwala Wielkiej Brytanii renegocjować prawa do połowów na jej wodach w 2026 r. Po wygaśnięciu umowy połowowej obowiązują również przepisy regulujące handel energią elektryczną i gazem ziemnym między UE a Wielką Brytanią.

Uwarzyć kompromis

Szacuje się, że bilans handlu energią na korzyść UE wynosi około 3 mld funtów w przypadku gazu ziemnego i 1-2 mld funtów w przypadku energii elektrycznej. Ten import tańszej energii obniża ceny energii w Wielkiej Brytanii i zapewnia cenne rezerwy, aby zachować stabilność dostaw - pod warunkiem, że są one na sprzedaż. Jedno ze źródeł powiedziało oilprice.com, że renegocjacja może zwiększyć same brytyjskie rachunki za prąd o 2 miliardy funtów, a zmniejszenie importu może wpłynąć negatywnie na stabilność sieci elektrycznej.  

Natomiast całkowity handel rybami szacowany jest na około 1 miliard funtów rocznie, z czego połowa jest kontrolowana przez obywateli krajów UE. Czy brytyjski rząd w 2026 r. zabroni zagranicznym flotom rybackim z wód Wielkiej Brytanii, wiedząc, że UE może nałożyć ograniczenia energetyczne czterokrotnie lub więcej razy większe niż potencjalne zyski połowowe? A co gorsza, zagrozić niezawodności sieci? Czy rząd Wielkiej Brytanii zrobiłby to tylko dla korzyści politycznych?

Niebezpieczna gra

Być może brytyjscy planiści energetyczni naprawdę wierzą, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w ich kraju będzie nadal spadać, co sprawi, że połączenie elektryczne w UE będzie mniej wartościowe w przyszłości. To może okazać się błędnym myśleniem.

Planowanie i budowa sieci energetycznych wymaga czasu i pieniędzy, zwłaszcza w przypadku lokalizacji i budowy instalacji do przesyłu energii elektrycznej i gazu. Aspekty Brexitu dotyczące rybołówstwa i energii dodają niepewności do średniookresowych perspektyw.

Jeśli w międzyczasie firmy sieciowe w Wielkiej Brytanii będą się nadmiernie rozbudowywać, aby zrekompensować niepewność, konsumenci będą musieli zapłacić więcej, aby wesprzeć to, co może stać się niepotrzebnymi aktywami. Jeśli będą budować za mało, mogą narazić naród na okresy wyższych cen importowanej energii lub obniżonej niezawodności. Można sobie wyobrazić, że każdy z tych ruchów może kosztować kraj więcej niż korzyści z odzyskania praw do połowów. A co z użytkownikami energii, którzy próbują zaplanować swoje ekspansje? Kto chciałby znaleźć się w miejscu, w którym ceny energii i niezawodność sieci zależą od połowu ryb?

Prywatyzacja i węgiel

Powiązanie cen energii elektrycznej z prawami połowowymi wydaje się głupie. Wydaje się jednak, że jest to naturalny rezultat długotrwałej sagi prywatyzacyjnej w Wielkiej Brytanii, która trwa od czasów premier Thatcher.

To właśnie wtedy rozpoczęły się wysiłki mające na celu prywatyzację podstawowego, krajowego przemysłu, takiego jak energia elektryczna, a jednocześnie pozwalając na to, aby część dostawców miała siedzibę w innych krajach. Margeret Thatcher co prawda poświęciła górnictwo kosztem niezależności energetycznej, ale z drugiej strony nie ruszając przemysłu wydobywczego Wielka Brytania miałaby dziś problem właśnie w postaci produkcji energii z węgla, która i tak musiałaby zostać wygaszona.

Na to, że Wielka Brytania nie będzie problemem w perspektywie unijnych planów klimatycznych zwraca uwagę David Livingstone z Atlantic Council.

„Jeśli chodzi o transformację energetyczną, nie powinniśmy oczekiwać, że Brexit będzie miał dramatyczny wpływ zarówno na podejście Wielkiej Brytanii, jak i UE. Wielka Brytania zademonstrowała już jedną z najskuteczniejszych i najszybszych strategii dekarbonizacji, skutecznie wycofując węgiel ze swojego sektora energetycznego, inkubując konkurencyjny w skali globalnej morski sektor wiatrowy i wykazując się liderem w pilotowaniu nowej generacji technologii niskoemisyjnych poprzez programy takie jak „Fundusz Czystej Stali”. Prawdopodobnie będzie kontynuowała tę trajektorię, zwłaszcza w świetle organizowanej w listopadzie przez Wielką Brytanię konferencji klimatycznej ONZ, a działania na rzecz klimatu stanowią jedną z rzeczywistych mocnych stron „soft power” Wielkiej Brytanii w czasie, gdy będą one desperacko poszukiwane" - mówi.

Jeśli zapotrzebowanie na energię elektryczną w Wielkiej Brytanii gwałtownie wzrośnie lub pojawią się problemy z niezawodnością, konsumenci w Wielkiej Brytanii mogą zostać narażeni na nagły wzrost cen hurtowych energii w Europie. A te ceny z kolei mogą mieć duży wpływ na popyt wewnętrzny na ryby.

Trudno przewidzieć, czy ceny energii w Wielkiej Brytanii wzrosną. To zależy od poziomu zapotrzebowania w najbliższych latach, negocjacji z UE w kwestii rybołówstwa na wodach brytyjskich oraz decyzji rządu w Londynie ws. nowych źródeł energii. Niemniej jednak oś sporu, w której po jednej stronie mamy ryby a po drugiej prąd, wydaje się komiczny. Być może obie strony połączy węgorz.

KomentarzeLiczba komentarzy: 6
Niuniu
czwartek, 14 stycznia 2021, 21:06

Unia Europejska nie przez przypadek nazywała się "wspólnym rynkiem". Nie da sie pozostawać poza UE a jednocześnie w pełni korzystać z dobrodziejstw "wspólnego rynku". Było by to zresztą zabójcze dla tegoż rynku. Oddzielną kwestią jest poruszony w artykule problem energetyki jądrowej w Wielkiej Brytanii. Nowa duża ej miała być budowana w Anglii przez chińczyków. Z powodu amerykańskich nacisków kontrakt został zerwany a budowa nie jest realizowana. Dywagację na temat małych reaktorów typu SMR są czysto akademickie tak jak nadal takimi są te reaktory. Małe reaktory jądrowe typu SMR nigdzie jeszcze nie weszły do komercyjnego użytku. Są cały czas w sferze badań i teoretycznych rozważań. I nie są tożsame z reaktorami jądrowymi stosowanymi w okrętach marynarek wojskowych. Jest to porywająca idea ale generuje nadal liczne wątpliwości. Wg wstępnych szacunków uważa się, że koszt budowy elektrowni w oparciu o małe reaktory SMR w przeliczeniu na jednostkę produkowanej energii bedzie znacznie wiekszy niż w dużych tradycyjnych reaktorach. A sama elektrownia pod wzgledem technicznym oraz wymogami bezpieczeństwa nie różni się od tradycyjnej ej. Zdaje sie to potwierdzać fiasko budowy pierwszej takiej instalacji w USA z której wycofali sie właśnie prywatni inwestorzy a rząd federalny zawiesił dofinansowanie.

Stary Grzyb
czwartek, 14 stycznia 2021, 19:53

Kabaret? Raczej bardzo poważny przykład, do czego prowadzi rezygnacja z suwerenności energetycznej, czy choćby zaniedbanie tej kwestii.

rmarcin555
piątek, 15 stycznia 2021, 09:45

@Stary Grzyb. Rozumiesz niezależność jak Gallowie w Asteriksie. Nie te czasy i nie ta skala. Nawet USA nie są obecnie niezależne, bo jeżeli zostaną pozbawione możliwości eksportu swojego najważniejszego towaru - inflacji to będą mieli kłopotu. Wizja jakieś magicznej niezależności energetycznej małego państwa jest dziecinna. Świat jest dzisiaj bardzo mały. Musiałbyś produkować energię przewyższającą Twoje potrzeby o kilka rzędów wielkości. Wtedy można by było ją wykorzystać do nierentownej produkcji brakujących dóbr. Powodzenia.

Stary Grzyb
sobota, 16 stycznia 2021, 14:51

Spróbuj powołać jakiś WUML czy coś w tym rodzaju, i tam pleść duby smalone o inflacji jako podstawowym towarze eksportowym USA, produkcji energii w ilościach o kilka rzędów wielkości przekraczających potrzeby celem dotowania nierentownej produkcji innych dóbr, itd. Świat jest dzisiaj taki sam, jak był dotąd i będzie w przyszłości, czyli wojna trwa zawsze, a działania nigdy nie są zawieszone, co najwyżej zmienia się ich forma. Dbałość o jak najwyższy (w miarę możności - pełny) poziom niezależności energetycznej jest jednym z najważniejszych wymiarów tej wieczystej wojny - Wielką Brytanię na niezależność energetyczną było i jest stać, ale zaniedbali temat w ramach idiotycznych rojeń o "globalizacji" czy "kurczącym się świecie", no i mają opisany w artykule problem.

NibyTa
piątek, 15 stycznia 2021, 19:25

Obawiam sie, ze niezaleznosc jest jedna z tych kategorii zero-jedynkowych, jak np. dziewictwo. Albo to masz, albo tego nie masz. Pracujac w duzej korpo widzialem na co moga sobie pozwolic osoby bez kredytow, a jak sa traktowani ci z kredytami. Niezaleznosc energetyczna wcale nie jest dziecinna, zalezy od szczescia - lokalizacja - i braku wewnetrznego wroga torpedujacego wszelkie inicjatywy. Czysto retorycznie: co stoi na przeszkodzie, zebysmy wybudowali dosc elektrowni jadrowych do spolki z Chinczykami, albo Korea Poludniowa, zeby nie importowac gazu i ropy? Bo przeciez nie kasa - ta mozna wydrukowac, albo pozyczyc.

Stary Grzyb
sobota, 16 stycznia 2021, 14:54

Elektrownie jądrowe owszem, ale akurat Chiny zajmują drugie miejsce (zaraz po Rosji) na liście tych, z którymi budować ich nie należy - podobnie zresztą, jak niczego o znaczeniu strategicznym.

Tweets Energetyka24