Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • ANALIZA

Gdy paliwo drożeje, elektryki znów przyciągają uwagę kierowców. O zakupie wciąż decyduje rachunek

Rosnące ceny paliw ponownie skierowały uwagę części kierowców na samochody elektryczne, ponieważ podniosły koszt codziennego użytkowania aut. I choć rynek elektromobilności nadal rośnie, to o decyzjach zakupowych wciąż decydują przede wszystkim koszty, infrastruktura ładowania i sposób korzystania z samochodu.

Samochód elektryczny podłączony do ładowania zimą.
Autor. @inapashkina/X.com

Globalny rynek samochodów elektrycznych nie zatrzymał się, ale wszedł w spokojniejszą fazę wzrostu – podaje Reuters, powołując się na dane BMI. Na początku roku liczba globalnych rejestracji EV wzrosła w 2025 roku o 20 proc. do 20,7 mln pojazdów, a w 2026 roku ma wzrosnąć do 23,9 mln. W tym samym ujęciu Europa pozostaje jednym z głównych motorów wzrostu, podczas gdy Ameryka Północna rozwija się wolniej, a Chiny nadal są największym rynkiem, choć tam również dynamika nie jest już tak jednolita jak wcześniej. Najmocniej widać to dziś w Europie, gdzie dane ACEA pokazują, że w styczniu i lutym 2026 roku samochody bateryjne odpowiadały za 18,8 proc. nowych rejestracji w Unii Europejskiej, wobec 15,2 proc. rok wcześniej. W tym samym czasie hybrydy miały już 38,7 proc. rynku i pozostawały najczęściej wybieranym napędem, a udział aut benzynowych spadł do 22,5 proc., zaś diesli do 8,1 proc. W gronie największych rynków wzrost rejestracji aut elektrycznych notowały między innymi Francja i Niemcy, natomiast Belgia i Holandia zanotowały spadki.

Reklama

Na tym tle polski rynek pozostaje wyraźnie mniejszy, ale również rośnie. Z danych PZPM i PSNM wynika, że na koniec lutego 2026 roku w Polsce było zarejestrowanych 139 196 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych. W pierwszych dwóch miesiącach roku ich liczba zwiększyła się o 6 986 sztuk, czyli o 70 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2025 roku. W tym samym czasie rozwijała się także infrastruktura, ponieważ pod koniec lutego w kraju funkcjonowało 12 431 ogólnodostępnych punktów ładowania.

Widok cen na stacjach paliw sprawia, że temat kosztu tankowania znów wrócił do debaty o elektromobilności. W rozmowie z Energetyka24 prezes PZPM Jakub Faryś porządkował ten obraz od strony kosztów i zachowań klientów. Podkreślał, że decyzja o wyborze napędu powinna opierać się na całkowitym koszcie posiadania oraz na realnych potrzebach użytkownika, a nie na chwilowych emocjach. W tej logice samochód elektryczny pozostaje najbardziej konkurencyjny tam, gdzie kierowca ma dostęp do tańszego ładowania i korzysta z auta głównie w krótszych cyklach jazdy.

Wbrew temu, co powszechnie się mówi, wysokie ceny paliw nie muszą automatycznie przełożyć się na trwały wzrost zainteresowania elektrykami. Jakub Faryś studzi oczekiwania, że sam wzrost cen paliw szybko i wyraźnie przełoży się na wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych. Zwraca uwagę, że rynek paliw reaguje gwałtownie na napięcia i kryzysy, ale późniejsze spadki cen przebiegają znacznie wolniej. Jak mówi, mamy do czynienia ze zjawiskiem rakiety i piórka.

Ceny jak coś się dzieje lecą w górę jak rakieta, ale jak już potem ta sytuacja zostanie rozwiązana, to opadają jak piórko.

Dodaje przy tym, że część obecnych podwyżek ma charakter spekulacyjny i nie wynika wyłącznie z realnych ograniczeń podaży. W jego ocenie wyższe ceny paliw mogą chwilowo zwiększać zainteresowanie elektromobilnością, ale same w sobie nie przesądzają jeszcze o trwałej zmianie całego rynku.

Reklama

Obecna transformacja technologiczna w motoryzacji nie była klasycznym procesem rynkowym. „To po raz pierwszy przejście na zeroemisyjność było rzeczą, która została wywołana przez polityków i nie było to pomysł rynkowy w rozumieniu oferty producentów bądź oczekiwań klientów, tylko to była decyzja podjęta politycznie i administracyjnie” – mówi i wskazuje, że producenci zostali zmuszeni do przyspieszenia oferty samochodów elektrycznych pod presją regulacyjną, podczas gdy rozwój infrastruktury ładowania nie nadążał za tempem zmian po stronie rynku. To właśnie ta nierównowaga wraca dziś w wielu krajach europejskich jako jeden z głównych problemów rynku.

Na obraz rynku coraz wyraźniej wpływa również dyskusja wokół ETS2. Zgodnie z obecnym harmonogramem unijny system obejmujący budynki, transport drogowy i dodatkowe sektory ma zacząć w pełni działać od 2027 roku. Obejmie on dostawców paliw wprowadzanych do obrotu na potrzeby transportu i ogrzewania, dlatego temat cen paliw coraz częściej pojawia się nie tylko w kontekście bieżących napięć na rynku ropy, lecz także w szerszej debacie o kierunku zmian w europejskiej motoryzacji. Dla branży jest to jeden z ważniejszych elementów otoczenia regulacyjnego, który będzie towarzyszył decyzjom dotyczącym oferty producentów, struktury sprzedaży i kosztów użytkowania poszczególnych napędów.

Dyskusja o ETS2 toczy się równolegle z innymi procesami, które już teraz obciążają rynek. Branża działa dziś w warunkach podwyższonych cen energii, zmiennych kosztów paliw, zaostrzających się regulacji i nieprzywidywalności w handlu międzynarodowym. Do tego dochodzi presja związana z rozbudową infrastruktury ładowania, zmianą oferty modelowej i dostosowywaniem rynku do kolejnych wymogów klimatycznych. Samochody elektryczne pozostają ważną częścią transformacji sektora, ale tempo zmian nadal różni się między państwami i segmentami rynku.

Reklama

Zobacz również

Reklama