- WIADOMOŚCI
Zamiast „końca świata" jest rozejm. USA i Iran zawarły porozumienie
Stany Zjednoczone i Iran zawarły dwutygodniowe zawieszenie broni uzależnione od ponownego otwarcia cieśniny Ormuz. Porozumienie ogłoszone przez Donalda Trumpa uruchomiło natychmiastową reakcję rynków, ale nie zamknęło sporów o zakres rozejmu, bezpieczeństwo żeglugi i warunki trwałego układu pokojowego.
Autor. Joyce N. Boghosian/White House/flickr
Wbrew prześmiewczym komentarzom w sieci nie doszło do żadnego „końca świata”, a porozumienie między USA i Iranem zostało zawarte. Do jego wypracowania doszło przy udziale Pakistanu, który wystąpił w roli pośrednika między obiema stronami i zaprosił delegacje Iranu oraz Stanów Zjednoczonych na rozmowy w Islamabadzie. Reuters podał, że negocjacje mają rozpocząć się 10 kwietnia i potrwać dwa tygodnie, choć niewykluczone jest ich przedłużenie, jeśli w tym czasie nie uda się uzgodnić wszystkich warunków przyszłego układu.
Czego dotyczy rozejm?
Rozejm obejmuje przede wszystkim wstrzymanie amerykańskich uderzeń na Iran oraz ograniczenie irańskich działań odwetowych, a jego osią pozostaje czasowe przywrócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz. Iran zapowiedział, że bezpieczny przepływ statków będzie możliwy pod koordynacją jego sił zbrojnych, a Trump kilka godzin po ogłoszeniu porozumienia napisał, że Stany Zjednoczone pomogą rozładować zator w cieśninie.
Od początku pojawił się jednak spór o faktyczny zasięg porozumienia. Pakistan sygnalizował, że rozejm ma obowiązywać szerzej i obejmować również sojuszników stron, natomiast Izrael oficjalnie zaznaczył, że Liban nie został objęty tym układem. Biuro Benjamina Netanjahu podało, że Izrael popiera dwutygodniową pauzę w działaniach przeciw Iranowi, ale zachowuje swobodę prowadzenia swoich operacji przeciw Hezbollahowi w Libanie. Ta rozbieżność była widoczna także po ogłoszeniu rozejmu, a media informowały, że mimo zawieszenia broni nadal dochodziło do ataków, przechwyceń pocisków i nalotów w regionie, a izraelskie działania w Libanie nie zostały wstrzymane.
W centrum uwagi pozostaje Cieśnina Ormuz, przez którą przed wybuchem wojny przechodziło około 20 proc. światowych przepływów ropy, paliw rafinowanych i LNG. Reuters podał, że w czasie kryzysu w rejonie Zatoki utknęło ok. 130 mln baryłek ropy i 46 mln baryłek paliw na ok. 200 tankowcach, a samo zamknięcie cieśniny stało się jednym z głównych źródeł napięcia na rynku energii, który zareagował natychmiast na informację o rozejmie Notowania Brent i WTI spadły o kilkanaście procent i zeszły poniżej poziomu 100 dolarów za baryłkę, a jednocześnie mocno rosły giełdy w Azji i Europie.
Mocna reakcja objęła również gaz. AP informowała o ok. 20-sto procentowym spadku kontraktów na gaz ziemny po zawarciu rozejmu, ale wcześniejsze tygodnie wojny przyniosły w Europie gwałtowne wzrosty. Europejskie ceny gazu wzrosły od początku wojny o ponad 70 proc., a magazyny gazu w Unii były zapełnione jedynie w 28 proc., co skłoniło KE do nacisków na wcześniejsze rozpoczęcie zatłaczania zapasów przed zimą.
Jak sytuacja odbije się na Polsce?
Sam spadek notowań ropy i gazu po ogłoszeniu rozejmu nie oznacza jeszcze, że fizyczny rynek surowców wrócił do normalnego funkcjonowania. Z punktu widzenia polskiego rynku paliw i energii istotne jest to, że spadek notowań kontraktów nie musi przebiegać równolegle z pełnym odtworzeniem dostaw fizycznych. Przywracanie przepływów przez cieśninę Ormuz będzie rozłożone w czasie, a skutki wcześniejszych zakłóceń pozostaną widoczne na rynku ropy, paliw i gazu także w kolejnych tygodniach i miesiącach. Po okresie blokady konieczne będzie stopniowe odblokowywanie ruchu tankowców, uwalnianie ładunków zatrzymanych w regionie oraz odbudowa regularnych dostaw do rafinerii i terminali odbiorczych. W obiegu pozostają także wcześniejsze wzrosty kosztów frachtu, zakłócenia logistyczne i opóźnienia w dostawach. Z tego powodu sytuacja na rynku fizycznym będzie stabilizować się wolniej niż notowania surowców na giełdach.