- WIADOMOŚCI
Iran uderza w tankowiec, a Trump w sojuszników. „Sami weźcie sobie ropę"
Irański atak na tankowiec u wybrzeży Dubaju pokazuje, że wraz z dalszą eskalacją wojny i utrzymującą się niepewnością podobne incydenty mogą jeszcze długo destabilizować region i rynek ropy. W tym samym czasie Donald Trump, zgodnie ze swoim dotychczasowym stylem, coraz ostrzej rozlicza sojuszników USA z braku wsparcia dla wojny przeciw Teheranowi.
We wtorek Teheran zaatakował dronem kuwejcki tankowiec Al Salmi, który przewoził około 2 mln baryłek ropy z Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu do Chin. Pożar udało się opanować, nie odnotowano wycieku ani ofiar wśród załogi, ale kadłub jednostki został uszkodzony. Według danych żeglugowych statek mógł nie być właściwym celem, ponieważ irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej twierdził, że uderzył w kontenerowiec powiązany z Izraelem, który stał w pobliżu.
Od początku wojny na Bliskim Wschodzie napięcie wokół Cieśniny Ormuz stale rośnie, a sam szlak został w praktyce zablokowany. To właśnie przez tę cieśninę w normalnych warunkach przechodzi około 20 proc. światowych dostaw ropy i LNG, dlatego każdy ostrzał jednostek ma znaczenie wykraczające daleko poza region Zatoki Perskiej.
Trump: sami weźcie sobie ropę
Na tym tle szczególnie mocno wybrzmiała reakcja Donalda Trumpa. Prezydent USA zasugerował państwom, które nie wsparły Waszyngtonu i Izraela w wojnie z Iranem, by kupowały paliwo od Stanów Zjednoczonych albo same poszły do cieśniny Ormuz i wzięły sobie ropę. W tej samej wypowiedzi uderzył także we Francję, zarzucając jej brak wsparcia dla amerykańskiej operacji. Analitycy podkreślają, że Biały Dom coraz wyraźniej łączy bezpieczeństwo energetyczne z polityczną lojalnością sojuszników.
W podobnym tonie wypowiada się Marco Rubio - Sekretarz stanu potwierdził, że trwają rozmowy z Iranem prowadzone głównie przez pośredników i ocenił, że cele USA mogą zostać osiągnięte w ciągu tygodni, a nie miesięcy. Jednocześnie zapewnił, że cieśnina Ormuz „zostanie otwarta w taki czy inny sposób”. Iran tymczasem zaprzecza wszelkim doniesieniom na temat prowadzonych rozmów. Równolegle Pakistan próbuje pośredniczyć między stronami konfliktu, a Chiny, które pozostają jednym z najważniejszych partnerów Teheranu i największym nabywcą irańskiej ropy, apelują o zatrzymanie wojny.
Rynek już to odczuwa. Po wtorkowym ataku ceny ropy ponownie wzrosły, a Brent znalazł się powyżej 114 dolarów za baryłkę i zmierzał do rekordowego miesięcznego wzrostu. W Stanach Zjednoczonych średnia cena benzyny przekroczyła 4 dolary za galon po raz pierwszy od ponad trzech lat.
Co zrobi Europa?
Dla Europy problem nie sprowadza się jedynie do samej ropy. Komisja Europejska ostrzegła państwa członkowskie, że muszą przygotować się na przedłużające się zakłócenia na rynkach energii. Unia zaznacza, że jej bezpośrednia zależność od dostaw ropy i gazu z Bliskiego Wschodu jest ograniczona, ale bardziej wrażliwe pozostają produkty rafinowane, zwłaszcza paliwo lotnicze i olej napędowy. Reuters podał, że ostatnie ładunki płynące do Europy przez Ormuz powinny dotrzeć około 10 kwietnia. Potem ryzyko lokalnych niedoborów i silnej zmienności cen może wyraźnie wzrosnąć, nawet jeśli nie dojdzie do pełnego fizycznego braku surowca.