Reklama
  • WIADOMOŚCI

Ekspert z Węgier odmawia wjazdu na Ukrainę, miał zbadać rurociąg „Przyjaźń”

Jak podał Daily News Hungary, członek węgierskiej delegacji mającej zbadać stan rurociągu Przyjaźń odmówił wjazdu na Ukrainę. Obawia się poboru do wojska, ponieważ urodził się w ukraińskim Zakarpaciu i nadal posiada ukraiński paszport.

Viktor Orbán premier Węgier
Viktor Orbán premier Węgier
Autor. Twitter (X) / @PM_ViktorOrban

W środę węgierski wiceminister energii Gabor Czepek poinformował, że „rząd powołał delegację, która ma przeprowadzić misję rozpoznawczą dotyczącą rurociągu Przyjaźń”. Ma w niej wziąć udział również Słowacja. „Naszym zadaniem jest ocena stanu rurociągu i stworzenie warunków do jego ponownego uruchomienia” – przekazał Czepek w opublikowanym na Facebooku oświadczeniu.

"Przyjaźń" w służbie polityki

W sobotę premier Węgier Viktor Orban oświadczył, że eksperci wciąż nie mają dostępu do rurociągu. Według słów Orbana Unia Europejska „odmawia zmierzenia się z rzeczywistością, czyli faktem, że Europa nie może przezwyciężyć kryzysu energetycznego bez taniej rosyjskiej ropy”.

YouTube cover video

Dostawy ropy naftowej przez rurociąg Przyjaźń zostały wstrzymane pod koniec stycznia bieżącego roku. W wyniku rosyjskiego ataku na terenie Ukrainy obiekt został uszkodzony, jednak w swojej komunikacji ani Węgry, ani Słowacja nie obwiniły Kremla za stworzenie zagrożenia dla ich bezpieczeństwa energetycznego. Zamiast tego wystosowały pretensje do Kijowa i naciskają na UE, aby ta poluzowała bądź zniosła sankcje energetyczne na Rosję.

Pod koniec lutego premier Węgier Viktor Orban i premier Słowacji Robert Fico uzgodnili powołanie wspólnej komisji, mającej zbadać stan rurociągu „Przyjaźń”. Następnie Orban oświadczył, że obiekt „jest sprawny”, a swoje twierdzenia miał opierać na otrzymanym „szczegółowym raporcie dotyczącym ataku na rurociąg”. „Na podstawie zdjęć satelitarnych i dostępnych nam informacji operacyjnych jasne jest, że rurociąg jest sprawny” - powiedział premier Węgier.

Prezydent Ukrainy odpowiedział na zarzuty Orbana: „[Na zdjęciach - przyp.red.E24] widać czołgi techniczne. Jeden duży czołg jest rozdarty. Nie widać kul… Może on [Orban] jest magikiem i widzi pod ziemią. Jestem zaskoczony”. Kilka dni później podkreślił, że Kijów może naprawić ropociąg w półtorej miesiąca, jeśli europejscy przywódcy będą o to prosić. Przyznał równocześnie, że nie naprawiałby rurociągu, ponieważ „nie jest zainteresowany ułatwianiem dostaw rosyjskiej ropy”.

W ubiegłym tygodniu Węgry wysłały na Ukrainę czteroosobową „misję informacyjną”, składającą się z krajowych urzędników (m.in. sekretarza stanu w Ministerstwie Energii, Gabora Czepka). Cel? Ustalenie statusu technicznego ropociągu Przyjaźń i stworzenie warunków do wznowienia dostaw ropy.

I choć węgierski rząd określa tę wizytę mianem „delegacji”, Ukrainska Pravda opublikowała notę ambasady Ukrainy z której wynika, że Budapeszt nie skoordynował wizyty z Kijowem, który bezpośrednio odmówił takiego formatu. W związku z tym węgierscy urzędnicy nie posiadali oficjalnego statusu delegacji, a strona ukraińska kategorycznie odmówiła politykom fizycznego dostępu do uszkodzonego odcinka rurociągu.

Rosja królową dezinformacji

Budapeszt i Bratysława intensywnie wspierają rosyjską narrację o niezbędności zniesienia sankcji energetycznych na Moskwę oraz konieczności wznowienia importu węglowodorów ze wschodu.

Należy pamiętać, że strategia komunikacyjna Orbana i ugrupowania Fidesz ma na celu zyskanie przewagi w nadchodzących wyborach parlamentarnych, które odbędą się już 12 kwietnia. Zgodnie z ostatnimi sondażami, partia obecnie urzędującego premiera traci na popularności na rzecz opozycyjnej partii TISZA. Według 21 Reseach Center Survey ugrupowanie Petera Magyara może zdobyć 115 spośród 199 możliwych do uzyskania mandatów.

Z tego powodu Fidesz angażuje się w coraz bardziej bezpardonową walkę polityczną, podgrzewając uczucia niechęci do UE, nastroje antyukraińskie czy obawy o wzrost cen paliw, wywołane amerykańsko-izraelską wojną na Bliskim Wschodzie.

Jak zaznacza Jan Bawołek z PAP, rosyjska dezinformacja w trakcie wyborów nie śpi - i najwyraźniej działa zgodnie z interesami partii Fidesz. Dziennikarz śledczy Szabolcs Panyi twierdzi, że powiązana z Kremlem sieć trolli Matrioszka włączyła się w kampanię przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech.

Celem jest manipulowanie węgierską opinią publiczną, a fałszywe materiały obejmują m.in. informację o ponad tysiącu ataków ukraińskich uchodźców na obywateli węgierskich w kilku krajach europejskich. Nagranie z logo Euronews i Human Rights Watch przedstawia historię jako wiarygodną, chociaż nigdy nie przeprowadzono podobnego śledztwa.

Kolejne zmanipulowane nagrania fałszywie sugerują, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski obraził Węgrów lub że jego domniemane groźby wobec Węgier zaszkodziły jego reputacji wśród europejskich przywódców. W niektórych nagraniach zmyślone cytaty przypisuje się analitykom lub dziennikarzom.

Władze Węgier zapowiedziały blokadę 90 mld euro unijnej pożyczki dla Ukrainy oraz zablokowały przyjęcie 20. pakietu sankcji na Rosję. Wydały również zakaz eksportu ropy naftowej i niektórych paliw oraz umożliwiły wykorzystanie części rezerw, a także zapowiedziały wprowadzenie limitów cen, które mają chronić indywidualnych konsumentów i firmy przed skutkami wzrostu cen ropy na światowych rynkach.

MM Jakub Bawołek / PAP

Reklama

Zobacz również

Reklama