Reklama
  • WIADOMOŚCI

Co robić ze wzrostem cen paliw? Mówią eksperci

Podatek od ponadnadmiarowych zysków nałożony na firmy zajmujące się importem, przetwórstwem i dystrybucją paliw, ale także obniżka VAT i akcyzy oraz przyspieszenie rozwoju elektromobilności – to zdaniem ekspertów niektóre sposoby na przeciwdziałanie wzrostowi cen paliw, wywołanemu wojną w Iranie.

Autor. Unsplash

Od rozpoczęcia ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran cena ropy na świecie stale rośnie. O ile przed nimi za baryłkę ropy Brent płacono poniżej 70 dol., to w poniedziałek około godz. 13 kosztowała ona prawie 104 dol., podczas gdy w poniedziałek nad ranem cena ta dochodziła do 117 dol. Poszły za tym znaczące wzrosty cen paliwa na stacjach benzynowych w Polsce. PAP zapytała ekspertów zajmujących się rynkiem paliw, jakie instrumenty mógłby mieć do dyspozycji rząd, by ograniczyć ewentualny duży wzrost cen paliw.

Kontrola państwa

Michał Hetmański z Fundacji Instrat zwrócił uwagę, że rząd przede wszystkim powinien sprawdzić, czy dystrybutorzy i sprzedawcy paliw nie windują cen w nieuzasadniony sposób.

YouTube cover video

– Wzrost cen ropy powyżej 100 dol. za baryłkę dotyczy przede wszystkim rynków azjatyckich, które kupują na bieżąco. My kupujemy w dużym wolumenie ropę z Arabii Saudyjskiej z portami oddalonymi od Iranu, Norwegii oraz z USA, w długoterminowych kontraktach. Obecny wzrost cen nie powinien się więc przekładać na aż takie podwyżki na stacjach – zauważył Hetmański.

Dodał, że jeśli firma paliwowa w swoim wolumenie posiada ropę kupowaną częściowo na bieżąco, to jedynie w takim zakresie powinien proporcjonalnie odzwierciedlać ewentualny wzrost cen lub problemy z dostępnością surowca, a nie „windować marże kosztem gospodarki i Polaków”.

Stąd – zdaniem eksperta – taka działalność powinna podlegać kontroli instytucji państwa. – Liczę, że UOKiK i rząd będą monitorować ten rynek, bo te wzrosty cen w ostatnich dniach na pewno nie mają uzasadnienia w tej skali, bo zapasy mamy bezpiecznie – powiedział Hetmański.

Jego zdaniem wiele wskazuje na to, że dochodzi po prostu do windowania marż przez firmy paliwowe zarówno w sprzedaży hurtowej, jak i detalicznej, bo wszyscy uczestnicy łańcucha dostaw chcą skorzystać z obecnej sytuacji i więcej zarobić.

Reklama

Działania długoterminowe

Hetmański przyznał, że jeśli sytuacja ta będzie utrzymywać się dłużej, rząd powinien wprowadzić odcinkowo podatek od ponadnadmiarowych zysków w odniesieniu do podmiotów zajmujących się importem, przetwórstwem ropy i dystrybucją.

Drugą formą reakcji powinno być odblokowanie inwestycji w elektromobilność. – Program wspierania elektromobilności został niestety wyhamowany. Ja sam jeżdżę zwykłym samochodem elektrycznym typowym dla klasy średniej i moje rachunki spadły o połowę. Gdy ładuję swój samochód, ponoszę koszt odpowiadający opłatom 3 zł za litr paliwa – zwrócił uwagę Hetmański, którego zdaniem w przypadku odblokowania inwestycji w ładowarki realne jest osiągnięcie ok. 2030 roku liczby miliona samochodów elektrycznych.

– Na wielu zachodnich rynkach, gdzie liczba samochodów elektrycznych znacząco wzrosła, zapotrzebowanie na benzynę spadło do tego stopnia, że benzyna potaniała, bo nie ma na nią tylu klientów – powiedział Hetmański.

Innym czynnikiem, który wpłynąłby na zmniejszenie zapotrzebowania na paliwo, a zatem obniżenie cen, mogłoby być – jego zdaniem – ograniczenie maksymalnej prędkości na drogach ekspresowych i autostradach.

Zaś ewentualne obniżenie VAT i akcyzy nie musiałoby, w opinii eksperta, doprowadzić do obniżki cen, bo nie zmniejszyłoby ilości kupowanego paliwa.

Reklama

Jak obniżyć ceny paliw?

Z kolei Jakub Wiech z serwisu Energetyka24 ocenił, że obniżka VAT i akcyzy to „najbardziej oczywista opcja” w obecnej sytuacji, jeśli rząd chce ograniczyć wzrost cen paliw. Decyzje takie podpowiada zresztą również opozycja. Wiech przypomniał, że z takich właśnie instrumentów skorzystał rząd w 2022 r., po wybuchu poprzedniego kryzysu energetycznego, związanego m.in. z wojną w Ukrainie.

Ekspert zwrócił jednocześnie uwagę, że realizacja takich decyzji wymagałaby zmian na poziomie ustawodawczym, co musiałoby potrwać. Tymczasem sytuacja, która doprowadziła do wzrostu cen paliw, może ustabilizować się wcześniej.

– Biorąc pod uwagę stopień destabilizacji Zatoki Perskiej, możemy zakładać, że nawet jeśli dzisiaj sytuacja wokół Iranu by się rozwiązała, jeszcze co najmniej miesiąc potrwa dochodzenie rynku do normy. Biorąc pod uwagę tempo prac legislacyjnych, te terminy mogą być więc zbieżne – powiedział Wiech. – Życzyłbym sobie, żeby rząd i prezydent ustalili swoimi kanałami, jakie są plany USA w sprawie dalszej interwencji w Iranie. Pan prezydent sam wskazywał, że był o niej poinformowany. Dobrze, że mamy taki kanał dostępu do naszych sojuszników, ale pytanie, czy możemy z tego skorzystać właśnie w taki sposób – zwrócił uwagę ekspert.

Czy jednak państwo może coś zrobić, by skontrolować ekonomiczne uzasadnienie dla wprowadzanych przez spółki paliwowe podwyżek? Wiech zaznaczył, że wzrost cen jest w takich sytuacjach w jakimś stopniu uzasadniony, bo sprzedawcy paliw cały czas muszą odtwarzać zapasy. Gdy dochodzi do poważnych zaburzeń na rynku międzynarodowym, muszą przygotować się na sytuację, że to odtwarzanie będzie droższe, zatem podnosić ceny. Niemniej – według eksperta – kiedy sytuacja się uspokaja i sprzedawcom zostaje zapas paliwa kupiony po wyższej cenie, to nawet gdy mają perspektywę kupna nowych zapasów po niższej, chcąc maksymalizować zysk, nie są skłonni do szybkiego obniżania cen. Pewnym remedium na takie sytuacje, dodał, jest podatek od ponadnadmiarowych zysków.

Reklama

Rola Orlenu

Ekspert przyznał zarazem, że Orlen jako spółka ze znaczącym udziałem skarbu państwa był niejednokrotnie traktowany jak „maszyna regulacyjna” i np. nakłaniany do rezygnacji z części marży. – To jest jednak spółka akcyjna, która odpowiada przed akcjonariuszami. Zaś akcjonariusz ma święte prawo dochodzić, dlaczego spółka prawa handlowego kieruje się innymi kryteriami niż zysk – zaznaczył Wiech.

W 2023 r., w czasie kampanii wyborczej, doszło do tzw. „cudu przy dystrybutorach”. Na stacjach paliw należących do Orlenu, kierowanego wtedy przez obecnego europosła PiS Daniela Obajtka, w okresie przedwyborczym utrzymywały się zaskakujące niskie ceny, choć tendencja cen na rynkach europejskich była wzrostowa.

Na przykład w sierpniu i wrześniu 2023 r. Orlen obniżył o 12 proc. ceny oleju napędowego, podczas gdy ropa w tym czasie zdrożała o 20 proc. Na stacjach Orlenu było zarazem znacznie taniej niż na stacjach innych koncernów w Polsce. W wyniku takiej polityki w pewnym momencie na Orlenie zaczęło brakować paliwa. Komunikowano to ogłoszeniami o awarii dystrybutorów. Wszystko zaczęło wracać do normy po przeprowadzonych 15 października 2023 r. wyborach.

W kwietniu 2024 roku Obajtek przyznał w Radiu ZET, że konsultował ceny paliw na stacjach jesienią 2023 roku z premierem Mateuszem Morawieckim i spotykał się z nim w tej sprawie.

Reklama
Reklama