Reklama
  • ANALIZA
  • W CENTRUM UWAGI

Rosja korzysta na wojnie w Zatoce Perskiej. Może zarobić miliardy

Rozwijający się kryzys wokół Iranu i zakłócenia w transporcie surowców energetycznych przez Cieśninę Ormuz mogą przynieść Rosji wymierne korzyści. Moskwa już podjęła działania, które pozwalają jej przejąć część rynków dotąd obsługiwanych przez dostawców z Zatoki Perskiej.

Autor. Canva Engineering/E24

Rozpoczęta przez USA i Izrael kolejna wojna w Zatoce Perskiej trwa już prawie tydzień - i nie do końca wiadomo, jakie mają być jej dalsze losy. Wiadomo natomiast, jakie są dotychczasowe konksekwencje: żegluga handlowa przez Cieśninę Ormuz spadła o 92% w stosunku do końca lutego, a świat wszedł w najpoważniejszy od 2022 r. kryzys energetyczny. A skorzystać na tym może - i to istotnie - Rosja.

Ostatnia baryłka ratunku

Kiedy tylko rozpoczął się kryzys wokół Iranu, Rosja zaczęła działać na rzecz przejęcia maksymalnie wielu rynków, z których zniknęli dostawcy towarów z Zatoki Perskiej, uwięzieni za zablokowaną Cieśniną Ormuz.

Według informacji podanych w środę przez Reutersa, Rosjanie ogłosili, że są gotowi zastąpić dostawy ropy z regionu Zatoki Perskiej do Indii. Dotychczas około 40% indyjskiego importu ropy pochodziło właśnie stamtąd. U wybrzeży Indii stoją już tankowce z ładunkiem niemal 10 mln baryłek rosyjskiego surowca. Jeśli Moskwa zdoła wykorzystać tę sytuację, może odwrócić trend spadkowy w swoim eksporcie ropy do Indii, obserwowany od października ubiegłego roku.

Pojawiają się również sygnały, że Rosja próbuje rozszerzyć ofertę energetyczną wobec New Delhi. Według niektórych źródeł, m.in. analityczki Ameny Bakr, Rosjanie mają oferować Indiom także dostawy LNG, a strona indyjska zaczęła poważnie rozważać taką możliwość.

Równolegle pojawiają się informacje o naciskach politycznych związanych z rosyjskimi dostawami energii do Europy. Jak podał dwa dni temu Financial Times, Komisja Europejska zaczęła naciskać na Kijów w sprawie rurociągu Przyjaźń, który od pewnego czasu nie transportuje rosyjskiej ropy m.in. na Węgry. Bruksela chce, by Ukraina zgodziła się na przyjęcie przedstawicieli UE, którzy mieliby sprawdzić, czy prace nad wznowieniem przesyłu rzeczywiście przebiegają tak, jak deklaruje strona ukraińska.

How the turntables

Kolejne sygnały dotyczą Stanów Zjednoczonych. Według informacji Bloomberga, administracja USA planuje bezterminowo wyłączyć spod sankcji niemiecką spółkę zależną rosyjskiego koncernu Rosnieft. Podmiot ten posiada m.in. udziały w rafinerii w Schwedt. Jako powód wskazano ryzyko zakłóceń w niemieckim sektorze rafineryjnym w związku z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie.

Na tym tle nieprzypadkowo brzmią także ostatnie wypowiedzi Władimira Putina. Rosyjski przywódca zasugerował, że Moskwa może przekierować dostawy gazu - zarówno LNG, jak i poprzez gazociąg TurkStream - z Europy na „bardziej korzystne rynki”. Wątek ten podjął minister Aleksander Nowak, który - cytowany przez Reutersa - stwierdził, że tematem wkrótce zajmie się rosyjski rząd. Takie wypowiedzi to ewidentna presja, mająca m.in. podbić cenę surowca gazowego na europejskim rynku - a być może także podkopywać unijne planu zakazu importu gazu z Rosji.

W praktyce wszystkie te sygnały oznaczają, że rosyjska „flota cieni” może w najbliższym czasie mieć pełne ręce roboty, a rosyjskie terminale eksportowe LNG pracować z dużą intensywnością.

Dla Zachodu byłby to bardzo niepokojący rozwój sytuacji. Pokazuje on bowiem, że zakłócenia żeglugi w rejonie Cieśniny Ormuz oraz ataki na tankowce, rafinerie i inne obiekty infrastruktury energetycznej mogą w krótkim czasie przełożyć się na wzmocnienie pozycji Rosji na globalnych rynkach surowcowych. Jest to o tyle zła wiadomość, że w 2025 roku - ze względu na sankcje Zachodu - Rosja przeszła przez istotne załamanie sektora ropy i gazu. W ubiegłym roku, ze względu na ukraińskie ataki wiele rosyjskich rafinerii nie działało, a restrykcje UE i USA uderzyły w rosyjskie eksporty naftowe do Chin i Indii. Rosja zanotowała też najniższy wynik w handlu gazem gazociągowym z Europą od 50 lat, wysłała gazociągami o połowę mniej gazu niż w 2019 r. wysyłała tylko do UE i obniżyła wpływy do swojego budżetu z tytułu sprzedaży gazu do poziomu ok. 6 mld dolarów, co jest bliskie wynikowi z pandemicznego roku 2020 (6,5 mld dolarów).

Reklama
Reklama