Reklama
  • WIADOMOŚCI

Ładunki wybuchowe przy Turk Stream: Fałszywa flaga czy sabotaż?

W pobliżu rurociągu Turk Stream na terenie Serbii, którym na Węgry płynie gaz z Rosji, odnaleziono materiały wybuchowe. Węgierskie władze zasugerowały, że za sprawą stoją Ukraińcy, choć część komentatorów uznała już, że wygląda to raczej na operację pod fałszywą flagą opracowaną w Budapeszcie.

Premier Węgier Viktor Orban w trakcie inspekcji odcinka Turk Stream przy granicy węgiersko-serbskiej.
Premier Węgier Viktor Orban w trakcie inspekcji odcinka Turk Stream przy granicy węgiersko-serbskiej.
Autor. Orban Viktor/Facebook

Przez TurkStream na Węgry płynie ok. 60% krajowego zapotrzebowania na gaz. Wielkanocny incydent zwrócił polityczną uwagę na Węgrzech, podczas gdy Viktor Orban traci poparcie w sondażach przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w kraju w niedzielę 12 kwietnia.

Manewry z Budapesztu

Po tym jak prezydent Serbii Aleksandar Vuczić poinformował premiera Orbana o odkryciu ładunków wybuchowych, węgierski przywódca zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Obrony kraju.

YouTube cover video

Wybory na Węgrzech powinniśmy z uwagę obserwować też w Polsce. Viktor Orban przez lata był idolem polskiej prawicy, choć entuzjazm wobec niego nieco ostygł po tym, jak okazało się, że w obliczu inwazji Rosji na Ukrainę chętnie przyjmuje rosyjską retorykę. To Ukraina zresztą, a nie atakująca ją Rosja, stała się w węgierskich kręgach rządowych wrogiem w ostatnich latach. Jest to także element obecnej kampanii Orbana i jego partii Fidesz, które starają się przekonać wyborców, że sprawujący funkcję premiera od 2010 r. Orban jest najlepiej przygotowany do radzenia sobie z ryzykiem, które niesie wojna. Po drugiej stronie ringu stoi Peter Magyar i partia TISZA – oni z kolei skupiają uwagę wyborców na stagnacji gospodarczej, słabnącym wsparciu socjalnym i korupcji.  

Ale wróćmy do Turk Stream – prezydent Serbii poinformował w niedzielę 5 kwietnia, że serbskie wojsko i policja odnalazły kilkaset metrów od gazociągu „dwa duże pakunki materiałów wybuchowych z detonatorami” w Wojwodinie w gminie Kanjiża. W ocenie serbskiego przywódcy, gdyby doszło do wybuchu, mógłby on poważnie uszkodzić gazociąg.

Po zakończeniu Rady Obrony Viktor Orban stwierdził, że w obliczu kryzysu energetycznego Europa dramatycznie potrzebuje rosyjskich węglowodorów, a Kijów od lat dąży do ich wyeliminowania. „Wymienił przy tym zniszczenie gazociągów Nord Stream, ukraińskie ataki na rafinerie w Rosji i tamtejszą infrastrukturę przesyłową, a także wstrzymanie dostaw ropy rurociągiem Przyjaźń. Premier nader jasno dawał do zrozumienia, że za incydentem w serbskiej miejscowości Trešnjevac (węg. Oromhegyes) stoją ukraińskie służby” – opisał hungarysta Dominik Hejj.

Kijów „od lat próbuje odciąć Europę od rosyjskiej energii” – powiedział premier, dodając, że atak na odcinek Turk Stream stanowi „śmiertelne zagrożenie dla Węgier”.

Jak zauważył Hejj „przez Trešnjevac przepływa rzeka Cisa (węg. Tisza), a to już w ogóle wyklucza jakikolwiek przypadek”, wskazując na to, jak węgierski premier mógłby wykorzystać incydent w celu uderzenia w swoich politycznych przeciwników. To rzeczywiście ciekawa zbieżność i być może trudno uwierzyć w to, że została sfabrykowana w biurach politycznych w Budapeszcie, ale równie trudno to wykluczyć. W dodatku, według Hejja, plan władz Węgier to doprowadzenie do sytuacji, gdy konieczne będzie wprowadzenie stanu wojennego w kraju, co miałoby pozwolić na przesunięcie wyborów o kilka miesięcy.

Reklama

Kto jest winny?

Premier Orban udał się 6 kwietnia na inspekcję gazociągu TurkStream na granicy węgiersko-serbskiej, aby dokonać – sześć dni przed wyborami parlamentarnymi, które, jak sugerują sondaże, Orban może przegrać, jak pisze Radio Swoboda/Radio Wolna Europa. „Wczoraj chcieli wysadzić gazociąg. Sprawdzamy, czy wszystko jest w porządku po stronie węgierskiej” – wyjaśnił premier.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy kategorycznie zaprzeczyło udziałowi Kijowa w niedoszłym wybuchu. „To najprawdopodobniej rosyjska operacja pod fałszywą flagą, będąca częścią silnej ingerencji Moskwy w wybory na Węgrzech” – napisał rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychij na portalu X.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że nie ma jeszcze „wiarygodnych dowodów” na to, kto jest odpowiedzialny, ale zasugerował, że Ukraina mgła być zaangażowana. Jednak Djuro Jovanić, dyrektor serbskiej Agencji Bezpieczeństwa Wojskowego (VBA), stanowczo stwierdził, że „nieprawdą jest, jakoby Ukraińcy próbowali zorganizować ten sabotaż”.

Z oznaczeń na materiałach wybuchowych jednoznacznie wynika, że producent pochodzi ze Stanów Zjednoczonych” – powiedział Jovanić. „I teraz, czy ktoś zasugeruje, że Stany Zjednoczone skorzystałyby na tej sytuacji w tym momencie?” – dodał. Jovanić przekazał, że analiza kryminalistyczna zebranych dowodów jest w toku.

Reklama

Turk Stream jest częścią systemu rurociągów Balkan Stream, którym rosyjski gaz ziemny przesyłany jest przez Turcję, Bułgarię i Serbię na Węgry. W lutym Orban nakazał wzmocnienie bezpieczeństwa infrastruktury energetycznej po wielokrotnym oskarżeniu Ukrainy o to, że dąży do zakłócenia dostaw surowców energetycznych na Węgry.

Reklama