Rosja zmusza Ukrainę do kolejnych ustępstw. Ryzyko wstrzymania dostaw gazu do Europy rośnie [ANALIZA]

29 października 2019, 13:42
flag-of-russia-and-ukraine-1546962732mDc
Fot.: Domena Publiczna

„Jestem rozczarowany” i „apeluję o konstruktywne nastawienie” – tymi słowy wyniki negocjacji dotyczących przyszłości tranzytu gazu przez Ukrainę skomentował ich gospodarz, komisarz Maroš Šefčovič. Do fiaska rozmów przyczyniło się postawienie przez Rosję nowych warunków na finiszu rozmów. Ryzyko zakręcenia kurka z gazem w noc sylwestrową rośnie.

W noc sylwestrową 2009 roku rosyjska telewizja transmitowała na żywo procedurę zakręcania kurka z gazem dla Ukrainy. Krótko później Rosja wstrzymała również dostawy gazu do UE. Wszystko wskazuje na to, że ci, którzy nie pamiętają tego wydarzenia, będą mieli okazję przypomnieć je sobie w pierwszych godzinach 2020 roku.

Rozbieżność celów

Rozmowy dotyczące przyszłości tranzytu gazu przez terytorium Ukrainy trwają już ponad rok. Od tego czasu odbyły się cztery spotkania na szczeblu politycznym - z udziałem ministrów energetyki oraz szefów koncernów gazowych Gazprom i Naftohaz, oraz szereg spotkań technicznych.

Negocjacje przez długi czas nie posuwały się naprzód. Ukrainie zależy na podpisaniu kontraktu długoterminowego na duże ilości gazu (ok. 10 lat i 60 – 90 mld m sześc. rocznie), podczas gdy Rosji na czymś zgoła przeciwnym (maksymalnie 5 lat i ok. 30 mld m sześc.).

Przyczyną różnicy w stanowiskach jest rozbieżność celów. Ukrainie zależy na utrzymaniu dochodów z tytułu opłat tranzytowych oraz stworzeniu warunków na dokonanie głębokich zmian w strukturze systemu przesyłowego, aby go dostosować do braku tranzytu. Co do tego, że w końcu zostanie on wstrzymany wątpliwości nie ma nikt. Przestawienie systemu na nowe tory w ciągu kilku miesięcy jest jednak niemożliwe.

Rosja z kolei chciałaby stworzyć sobie jak najszersze pole manewru dla znacznego ograniczenia tranzytu przez Ukrainę gdy tylko uda się zakończyć budowę Nord Stream 2. Plan polegający na tym, aby dokonać tego do końca 2019 rok, gdy wygasa kontrakt tranzytowy przez Ukrainę, spełzł na niczym. W związku z tym Rosja musi podpisać kontrakt tranzytowy, jednak zdecydowanie wolałaby uniknąć długiego okresu i dużych wolumenów minimalnych zapisanych w wiążącej umowie.

Zasłona dymna

Mimo rozbieżnych stanowisk, jeszcze 19 września 2019 roku, gdy odbyła się ostatnia runda negocjacyjna na poziomie politycznym, nastroje w Brukseli i Kijowie były pozytywne. Po raz pierwszy gospodarz rozmów, komisarz ds. unii energetycznej Maroš Šefčovič na konferencji prasowej po zakończeniu rozmów ogłosił, że były one konstruktywne, a Rosja zgodziła się co do tego, że kontrakt musi być zawarty zgodnie z prawem europejskim implementowanym na Ukrainie. Wydawało się, że pozostaje jedynie ustalić długość trwania kontraktu i objętości gazu, jakie będą przesyłane. Rzecz niełatwa, ale „konstruktywny klimat” rozmów wskazywał na to, że jest to całkiem możliwe.

Podczas kolejnej rundy rozmów 28 października zamiast uczynić kolejny krok naprzód, dokonano jednak skoku wstecz.

Jeszcze przed ich rozpoczęciem, wbrew wcześniejszym ustaleniom, rosyjska strona zaproponowała Ukrainie zawarcie bilateralnego porozumienia na dostawy i tranzyt gazu na dotychczasowych warunkach wraz z obniżką ceny surowca. Jednocześnie Naftohaz miałby się zrzec należnych mu od Gazpromu 2,6 mld USD wraz z odsetkami, jakie zasądził ukraińskiej spółce Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie.

Propozycja Moskwy przeczyła wszelkim ustaleniom rozmów trójstronnych, zakładając ominięcie implementowanego na Ukrainie prawa unijnego oraz dołączenie kolejnego warunku.

Odpowiedź Kijowa była jednoznaczna – nie ma możliwości na zawarcie umowy poza negocjacjami trójstronnymi oraz na podpisanie kontraktu na dotychczasowych warunkach, co wstrzymałoby proces reformy ukraińskiego sektora gazowego.

Mimo chmur, jakie zaczęły się gromadzić nad Brukselą w przeddzień kolejnej rundy negocjacji, UE i Ukraina miały nadzieję na kontynuację konstruktywnego dialogu. Niestety okazało się inaczej.

Skubnąć lub przeciągnąć

Rosyjscy negocjatorzy postanowili zastosować tzw. „technikę niskiej piłki”, zwaną inaczej „skubaniem”. Polega ona na nieoczekiwanym dorzuceniu kolejnego żądania w momencie, gdy wszystkim stronom negocjacji już się wydaje, że większość warunków została przedstawiona i negocjacje zbliżają się do końca.

Tymi warunkami była nieoczekiwana inicjatywa połączenia rozmów dotyczących tranzytu gazu z zrzeczeniem się przez Ukrainę zasądzonej Naftohazowi przez Trybunał Arbitrażowy kwoty 2,6 mld USD oraz osiągnięcie porozumienia odnośnie sprzedaży rosyjskiego gazu bezpośrednio na Ukrainę ze zniżką 20% w stosunku do obecnych stawek importowych. Od 2015 roku takie transakcje nie mają miejsca, a Kijów kupuje surowiec w UE.

Technika ta ma z reguły na celu osiągnięcie dodatkowych korzyści przez jedną ze stron w przypadku, gdy druga ma słabszą pozycję negocjacyjną lub jest bardziej zdeterminowana do osiągnięcia porozumienia. Jej zastosowanie grozi jednak wysokim ryzykiem nagłego zerwania rozmów.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy, czyli tego jakie są realne cele rosyjskich negocjatorów. Oczywiście najbardziej pożądanym dla nich byłoby podpisanie kontraktu bilateralnego na okres 1-2 lat i ok. 30-60 mld m sześc. rocznie. Wiele jednak wskazuje na to, że brak jakiegokolwiek porozumienia również byłoby po myśli Rosji.

Moskwie najprawdopodobniej zależy na wywieraniu jak największej presji na UE i Kijów, aby te były zmuszone do podpisania jakiejkolwiek umowy o charakterze tymczasowym jeszcze w 2019 roku. I rzeczywiście, po konferencji 28 października Šefčovič stwierdził, że „zgodziliśmy się co do tego, że przerwy w dostawie gazu są opcją niedopuszczalną”.

Niestety, z perspektywy Rosji jest to opcja jak najbardziej dopuszczalna. Obecnie magazyny gazu w UE zapełnione są w 90% - 96% swej pojemności. Duża część surowca znajdującego się w europejskich magazynach należy zaś do Gazpromu. W przypadku przerwy w dostawach rosyjski monopolista mógłby przez pewien czas realizować swoje zobowiązania wobec europejskich kontrahentów wykorzystując surowiec zgromadzony w magazynach.

Jednocześnie presja na UE i Kijów na podpisanie kontraktu dramatycznie by wzrosła. Šefčovič zapowiedział, że istnieje plan B na wypadek, gdyby podpisanie umowy stałoby się niemożliwe z przyczyn technicznych. Wówczas UE, Ukraina i Rosja miałyby zawrzeć „techniczny kontrakt” na dostawy gazu na okres od stycznia do czerwca 2020 roku. W tym czasie wszelkie problemy miałyby zostać usunięte, dzięki czemu podpisanie kontraktu długoterminowego stałoby się możliwe.

I choć ów plan B został stworzony na wypadek, gdyby to Ukraina nie zdążyła z certyfikowaniem nowego operatora systemu przesyłowego do 17 grudnia, a nie na wypadek sabotażu rozmów przez jedną ze stron, to nie można wykluczyć, że obawy przed długotrwałym brakiem gazu wzięłyby górę i plan B zostałby wprowadzony w życie bez względu na przyczynę.

Trwała prowizorka

Podpisanie „porozumienia technicznego” pozwoliłoby natomiast nie tylko na usunięcie technicznych przeszkód po stronie ukraińskiej. Rosjanie zyskaliby dzięki temu dodatkowy czas na zakończenie budowy Nord Stream 2 i w konsekwencji uruchomienie dodatkowych mocy pozwalających na ograniczenie tranzytu przez Ukrainę.

W rezultacie mogłoby się okazać, że pozycja negocjacyjna Rosji podczas kolejnych rozmów w 2020 roku byłaby o wiele silniejsza. Niewykluczone też, że Rosja mogłaby sprowokować kolejny kryzys w połowie 2020 roku, aby wymusić podpisanie kolejnego porozumienia technicznego. Albo ostatecznie zmusić Ukrainę do zrzeczenia się zasądzonych w Sztokholmie 2,6 mld USD.

Wraz z sabotowaniem rozmów rosyjskie media z pewnością będą prowadzić akcję propagandową mającą na celu przedstawienie Ukrainy jako tej strony, która uniemożliwia osiągnięcie porozumienia. Już teraz możemy przeczytać, że Rosja wyciągnęła do Ukrainy rękę oferując przedłużenie dotychczasowej umowy i zniżkę na gaz o 20% w stosunku do obecnych stawek importowych w zamian za zrzeczenie się już wspomnianych 2,6 mld USD. Antyrosyjski i niedbający o własnych obywateli Kijów postanowił jednak odrzucić tę hojną ofertę.

Co robić?

„Co teraz? Tak, jestem rozczarowany, ale zdecydowanie nie zamierzam się poddawać – tak długo, póki jest jeszcze czas” – stwierdził Maroš Šefčovič na konferencji podsumowującej wczorajsze rozmowy trójstronne. Kolejne spotkanie na szczeblu politycznym ma się odbyć już w listopadzie. Do tego czasu strony mają prowadzić intensywny dialog w celu znalezienia wspólnego stanowiska. Wszystko jednak wskazuje na to, że jednej ze stron wcale nie zależy na porozumieniu za wszelką cenę.

Dotychczasowy przebieg negocjacji i stosowane przez Rosję techniki pozwalają sądzić, że Rosja stara się spotęgować presję na UE i Ukrainę oraz doprowadzić do sytuacji, w której z końcem roku będą one chciały uniknąć przerw w dostawach za wszelką cenę – nawet podpisania kontraktu zaledwie na kilka miesięcy i na małe ilości gazu.

Cieszyć może stanowcza reakcja unijnych negocjatorów, którzy jednoznacznie odrzucili możliwość włączania dodatkowych elementów do trwających negocjacji – to jedyny skuteczny sposób obrony wobec techniki niskiej piłki. Mniejszym optymizmem napawa stwierdzenie Šefčoviča, że przerwa w dostawach gazu jest nie do przyjęcia. W negocjacjach najważniejsze jest to, aby nie okazać przeciwnej stronie słabości i determinacji do podpisania umowy.

Zapasy gazu w UE sięgają 96% pojemności magazynów podziemnych. W Polsce ten wskaźnik sięgnął nawet 100%. Na Ukrainie jest on mniej imponujący, bo wynosi ok. 2/3, to w wartościach bezwzględnych jest to wciąż rekordowe 21,5 mld m sześc. (dla porównania, roczne zapotrzebowanie Polski na gaz wynosi 18 mld m sześc., a zapełnienie magazynów 3,5 mld m sześc.). Należy jeszcze do tego dodać możliwości realizacji importu z innych kierunków niż rosyjski, między innymi z wykorzystaniem terminalu LNG w Świnoujściu.

Coraz bliżej krawędzi

Powyższe dane oznaczają, że nie tylko Rosja jest przygotowana na wstrzymanie tranzytu przez Ukrainę, ale również UE zabezpieczyła się na taką ewentualność. W najgorszym położeniu spośród wszystkich negocjatorów znajduje się Ukraina. Wstrzymanie tranzytu zagraża nie tylko brakiem dopływu środków finansowych do ukraińskiego budżetu, a wynoszą one ok 3 mld USD rocznie. Konstrukcja rosyjskiej sieci gazowej sprawia, że wstrzymanie tranzytu skutkowałoby odcięciem dostaw gazu do kilku ukraińskich miejscowości – w samym środku sezonu grzewczego.

I choć premier Ukrainy Ołeksij Honczaruk zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą, to niestety w pierwszych dniach stycznia wiele może się spod niej wymknąć. Rosja jest świadoma tego ryzyka i z premedytacją zmierza do jego urzeczywistnienia. I to właśnie dlatego może się okazać, że stroną, która w grudniu 2019 postanowi jednak ugiąć się pod presją rosyjskich żądań będzie Kijów.

KomentarzeLiczba komentarzy: 43
gogo
środa, 30 października 2019, 02:22

będą Rosjanie płacic za brak gazu w europie za niewywiązanie sie z umów mimo że jest mozliwosc przesyłu to typowa złosliwosc

Prześmiewca
czwartek, 31 października 2019, 16:07

Możliwość przesyłu jest Nord Stream, wystarczy by KE zniosła sztuczne ograniczenie jego przepustowości. Ucziwy sąd trudno będzie przekonać że winny jest dostawca, który przyniósł towar przed drzwi, ale klient grymasi i żąda by drzwiami wnieść połowę towaru, a resztę przez garaż i jeszcze dostawca zapłacił za otwarcie garażu... Całe szczęście, że nas to nie dotyczy bo mamy tańszy od ruskiego gaz z USA... :D

Davien
niedziela, 3 listopada 2019, 20:15

Ale nie zniosa więc pomarzyć dobra rzecz:) Jeszcze wam OPAl przyblokowali a teraz kaczki uziemiły NS2 do połowy 2020r:)

DonMarzzoni
piątek, 1 listopada 2019, 21:19

Niby tak, ale pomyśl, że sprzedawca przynosi lek ratujący życie. Po drugie sprzedaż wymaga nabywcy, który solidnie płaci w gotówce. Sprzedawca ma towar ale to nabywca ma pieniądze. Naś klient naś Pan. Klient życzy leki przez garaż to sprzedawca powinien go dostarczyć, bo może. Taki urok biznesu.

dyzio
sobota, 2 listopada 2019, 11:18

Problem w tym, że nabywca chce przez garaż sąsiada, z którym dostawca nie ma umowy na rozładunek. Co może zrobić nabywca? Zapłacić za rozładunek sąsiadowi, lub zwrócić dostawcy koszty tego rozładunku. A nabywca chce dostawę przez garaż sąsiada, tylko płacić za to nie ma najmniejszego zamiaru. Co ma zrobić dostawca? Normalnie to powinien zrezygnować z transakcji i przysłać nabywcy rachunek za "fatygę". Taki urok biznesu.

Katon
sobota, 2 listopada 2019, 11:02

Tylko że jak nabywca "chce przez garaż", a dostawca ma pojazd który się do tego garażu nie mieści, to nabywca może otworzyć bramę na oścież, lub po prostu z tego zakupu zrezygnować. No ale skoro się upiera że jednak przez garaż.... .

Niuniu
wtorek, 29 października 2019, 19:01

Polska nie zależy od tranzytu gazu przez Ukrainę. Do nas gaz płynie z Rosji przez Białoruś. To, że wyjątkowo mamy pełne magazyny świadczy o jakimś pomyśle na biznes w przypadku wstrzymania tranzytu przez Ukrainę co jest dla wszystkich obserwatorów tych wydarzeń oczywiste co najmniej od wiosennej rund rozmów UE-Rosja-Ukraina. A warunki "dodatkowe" Rosjan (zakupy gazu przez Ukrainę bezpośrednio od Rosji i wzajemne zrezygnowanie z wzajemnych pozwów sądow/arbitrażowych) są znane Ukrainie i UE od "zawsze". Po prostu do tychczas były ignorowane bo UE i Ukraina sądziły, że Rosja je sobie odpuści. Niemniej obecna patowa sytuacja w negocjacjach głównie wynika z tego, że Uraina nie przekształciła struktury własnościowej swej sieci przesyłowej zgodnie z Unijnym prawodawstwem. I njestety już pewne, że nie zrobi tego przed końcem tego roku. Stąd pomysł wysunięty przez unijnego komisarza o tzw. kontrakcie technicznym na pół roku. Tyle tylko, że nie bardzo wiadomo jak w praktyce ten kontrakt ma wyglądać pod względem formalnym a co dopiero mówić o jego merytorycznej treści. Pan Komisarz na konferencji twierdził, że kontrakt ten powinien płynnie przejść w kontrakt docelowy jak już będzie podmiot ukraiński powstały zgodnie z unijnym prawem. Tyle tylko, że sam strona prawna jest tu wyjątkowo skomplikowana i w normalnych warunkach wymagała by zapewne wielu miesięcy uzgodnień. A przecież nie są uzgodnione nawet podstawy merytoryczne takiego kontraktu. A zostały do końca roku 2 miesiące. Czyli kontraktu nie będzie. Chyba, że zdesperowana UE zgodzi się przyjąć bez gadania warunki Gazpromu i zmusi do ich akceptacji Ukrainę. Ale do tego Unia potrzebowała by tak autorytarnego przywódcy jak Trump. Komisarz unijny Pan Maroš Šefčovič na konferencji podsumowującej wczorajsze rozmowy zakończył swe wystąpienie rozpaczliwym wezwaniem ukraińców i rosjan aby nie zmarnowali ani jednej sekund pozostałego czasu i aby ze wszylkich sił prowadzili na wszelkich szczeblach rozmowy i negocjacje. No to zapewne strony nadal będą z uwagą słuchały swych własnych stanowisk.

sff
wtorek, 29 października 2019, 16:36

ten rozdaje karty czyj towar, a Ukraina niech się weźmie do roboty i wypracuje te 3 mld

gogo
poniedziałek, 4 listopada 2019, 13:44

ten rozdaje karty co płaci

Jan
środa, 30 października 2019, 16:03

Masz na myśli dług Rosji za gaz w procesie przegranym przez Rosję 3mld dolarów.

Asd
czwartek, 31 października 2019, 20:12

Jan - nie! sff ma na myśli że gdyby Ukraina płaciła za gaz w terminie i nie podbierała gazu ziemnego z tranzytu to teraz nie było by problemu

tagore
niedziela, 3 listopada 2019, 21:26

Ukraina płaci z góry za gaz Moskwy.

Adam S.
środa, 30 października 2019, 10:35

Ukraina "wypracowała" system rurociągów i magazynów do tranzytu gazu. To chyba kosztuje. Zobaczysz, ile będzie kosztować tranzyt przez podmorski rurociąg. Na pewno nie 3 mld rocznie. Transport przez Ukrainę był optymalny ekonomicznie, ale oczywiście Rosja musiała wykorzystać gaz do szantażu.

sża
wtorek, 29 października 2019, 21:59

Można Rosji nie lubić, ale każdy chyba przyzna, że Rosja nie ma obowiązku finansowania pomajdanowej Ukrainy.

Adam S.
czwartek, 31 października 2019, 09:32

Rosja "finansuje" Ukrainę? Przez ostatnie 20 lat Rosja wyciągnęła z Ukrainy 200 miliardów dolarów za gaz, którego - jak się dzisiaj okazuje - Ukraina w ogóle nie potrzebowała.

sża
piątek, 1 listopada 2019, 21:30

Skoro Ukraina nie potrzebuje ruskiego gazu jak twierdzisz, to w czym problem i po co te całe negocjacje?

tut
wtorek, 29 października 2019, 15:49

Cóż jednyną słuszną taktyką jest twarde stanowisko. Nawet kosztem strat własnych. Wiem że to się łatwo mówi, ale takie zasady stawiają rosjanie. Kto tego nie rozumie ten przegrywa.

eeee
środa, 30 października 2019, 14:34

To znaczy poniesiesz starty wlasne. W interesach chodzi o zyski, a nie unoszenie sie dziecinnymi emocjami i ponoszenie strat wlasnych bez celu. Rosjanie sa bardzo elastyczni, ale gdy nie maja powodow by odpuszczac a moga wiecej ugrac to po co to maja robic. Ukraina pajacuje i tyle nie ma zadnych argumentow i narzedzi bo osiagnac swoj cel, a rosjanie maja, wykorzystuja je i osiagna swoj cel.

Katon
wtorek, 29 października 2019, 15:21

Jak to, Rosja śmie stawiać jakieś żądania? Rosja jest w tych negocjacjach na straconej pozycji i została zapędzona do narożnika bez wyjścia. Przecież zdaniem kilku komentatorów Europa bez problemu może wymusić na Rosji utrzymanie tranzytu przez Ukrainę, a jak Rosja się nie zgodzi, to w ogóle zrezygnować z rosyjskiego gazu. Po co szarpać się z niesolidnym dostawcą? Przecież gazu na rynku jest dość i gaz Rosji jest w ogóle niepotrzebny. Przynajmniej tak kilka dni temu napisała gwiazda tego forum.

Asd
czwartek, 31 października 2019, 20:17

Ależ oczywiście mój drogi Katonie gaz możesz kupić gdzieś indziej, tylko że drożej a transport do Europy to chyba wiadrami (polecam w ocynku)

KolecWoku
środa, 30 października 2019, 14:36

Nie chodzi o sam gaz ale i o jego cene. Po co kupowac drozszy jak mozna kupic tanszy. Kupisz tanszy gaz to cala twoja gospodarka bedzie bardziej konkurencyjna wzgledem tej ktora kupuje drozszy gaz.

Adam S.
środa, 30 października 2019, 10:37

No właśnie. Rosja to twardy i wytrawny gracz, tylko karty ma coraz słabsze. Kto się da nabrać na ich blefy - przegra.

Brexit
wtorek, 29 października 2019, 20:45

@Katon Rosja jest solidnym dostawcą, również taka była w czasach ZSRR. Natomiast gaz LNG i norweski jest znacznie droższy od rosyjskiego.

Adam S.
czwartek, 31 października 2019, 09:37

Tylko że to nieprawda. Ani rosyjski gaz nie jest tańszy ( bo Rosja musi zarobić na NordStream) ani nie jest "solidnym" dostawcą, bo już kilka razy wstrzymywała dostawy, do tego obwiniając o wstrzymanie dostaw Ukrainę.

Reklama
Tweets Energetyka24