Reklama

Spokój w Wenezueli może obniżyć globalne ceny ropy

Zdaniem ekonomisty mBanku Arkadiusza Balcerowskiego, przy uspokojeniu się sytuacji w Wenezueli można oczekiwać wzrostu cen wenezuelskich obligacji, stopniowego spadku cen ropy naftowej oraz hamowania masowej emigracji z tego kraju.

Do rozważenia mamy dwie opcje. Pierwszą jest chaos, brak władzy w Wenezueli i niemożność jej sprawowania przez USA. Marco Rubio (sekretarz stanu USA - PAP) zapewnia, że USA chcą uniknąć takiej sytuacji. Drugą jest ustanowienie w jakiś sposób sprawowania władzy w Caracas przez Stany Zjednoczone i powolne kroczenie w stronę demokracji (nie mylić z suwerennością Wenezueli, bo z tym może być różnie - to wizja na bardzo długi termin)” - napisał w raporcie ekonomista.

W stronę stabilizacji?

Drugi scenariusz oznaczałby wzrost cen wenezuelskich obligacji, stopniowy spadek cen ropy naftowej oraz hamowanie masowej emigracji z Wenezueli. Patrząc na pierwotne zachowania rynku wydaje się, że znajdujemy się zdecydowanie bliżej wyceniania drugiego, bardziej optymistycznego scenariusza” - dodał.

Jak wskazał, świadczą o tym lekkie spadki cen ropy tuż po otwarciu nowego tygodnia, czy też duży skok ceny tamtejszych papierów skarbowych.

Dla przykładu papier zapadający we wrześniu 2027 roku skoczył z nieco ponad 30 do ponad 40 centów wartości nominalnej jednej obligacji” - napisał Balcerowski.

Jak wskazał, w pozytywnym scenariuszu można oczekiwać stopniowego wzrostu produkcji ropy naftowej w Wenezueli.

Obecna produkcja surowca w Wenezueli znajduje się mniej więcej na poziomie 1 mln baryłek dziennie (mbpd). To znacząco mniejsza wartość niż jest dekadę temu, kiedy to kraj produkował ok. 2,5 mbpd. W scenariuszu pozytywnym należy spodziewać się stopniowego wzrostu produkcji surowca, a jest z czego rosnąć.
napisał w raporcie ekonomista

Wenezuela jest bowiem posiadaczem największych rezerw ropy naftowej szacowanych na 300 mld baryłek. To największe znane złoża na świecie - dalej plasują się takie potęgi jak Arabia Saudyjska i Iran. Aby jednak złoża te mogłoby być eksploatowane potrzebna jest całkowita odbudowa tamtejszego przemysłu naftowego. To z kolei pociąga za sobą konieczność ogromnych nakładów inwestycyjnych, być może ze strony prywatnych przedsiębiorstw. Prywatne środki nie popłyną jednak wcześniej niż w momencie zapanowania stabilizacji politycznej w Caracas” - dodał.

Ekonomista zaznacza, że komentarze prezydenta USA Donalda Trumpa sygnalizują, że amerykański rząd mógłby subsydiować firmy energetyczne angażujące się w odbudowę przemysłu naftowego na terenie Wenezueli.

Nic więc dziwnego, że ceny akcji amerykańskich firm wydobywających ropę poszybowały w górę w ostatnich dniach” - wskazał Balcerowski.

Czytaj też

Dla nas w Europie kluczowy jest jeden aspekt. Jeśli faktycznie w Wenezueli zapanuje spokój, a przemysł naftowy będzie stopniowo podnosił się z kolan, wówczas ceny surowca na świecie powinny obniżać się (oczekiwany wzrost podaży)” - dodał.

Reklama
Źródło:PAP
Reklama

Komentarze

    Reklama