Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • WYWIADY

Konflikt USA-Wenezuela: tutaj nie chodzi o ropę

Napięcia na linii Waszyngton-Caracas narastają. W ubiegłą sobotę siły USA zatrzymały na międzynarodowych wodach tankowiec przewożący wenezuelską ropę, która miała trafić do Chin. Presja militarna Stanów Zjednoczonych w regionie zwiększa się. Biały Dom mówi o „walce z narkotykami”, media - o walce o ropę. Jednak jak wskazuje Rafał Michalski, analityk ds. Stanów Zjednoczonych, powód ostatnich działań Waszyngtonu może leżeć zupełnie gdzie indziej.

Fot. Cancillería del Ecuador
Fot. Cancillería del Ecuador

Magdalena Melke, E24: Zacznijmy od zarysowania tła bieżącego konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą. Jeśli ktoś nie śledzi dokładnie amerykańskiej polityki, wiadomość o potencjalnej wojnie wydaje się kuriozalna i nieprawdopodobna.

Rafał Michalski, analityk ds. Stanów Zjednoczonych: Obecny konflikt nie pojawił się znikąd. Temat Wenezueli od wielu lat był silnie obecny wśród członków Partii Republikańskiej w stanie Floryda. Nie bez powodu - to właśnie tam w XXI wieku osiedliło się najwięcej migrantów z Wenezueli, ok. 340 tys. osób, niemal połowa całej migracji z tego kraju do USA. Wśród których byli także uciekinierzy przed rządami Nicolasa Maduro.

Jednak aby zrozumieć obecny konflikt, musimy się cofnąć jeszcze dalej, do prezydentury Hugo Chaveza [1999-2013 przyp.red.E24]. Początkowo amerykańska administracja postrzegała Wenezuelę przede wszystkim jako partnera energetycznego, który miał dostarczać USA tanią ropę naftową. Jednak kiedy Chavez doszedł do władzy, rozpoczynając rewolucję boliwariańską [deklarowanym celem było zastąpienie kapitalizmu tzw. socjalizmem XXI wieku - przyp.red.E24], amerykańscy politycy podzielili się na dwie (ponadpartyjne frakcje), nazwijmy je roboczo: tolerancyjnych i cierpliwych.

Frakcja polityków „tolerancyjnych” przyznawała, że Chavez nie jest demokratą, a Wenezuela skręca w stronę państwa socjalistycznego, jednak Waszyngton powinien to tolerować z uwagi na współpracę energetyczną. Z kolei frakcja polityków „cierpliwych” uważała, że kadencja Chaveza skończy się utworzeniem państwa socjalistycznego, współpracującego z Iranem i Chinami. Jednak ze względu na wysokie ryzyko polityczne i społeczny odbiór „polityki imperialnej USA” nie chcieli ryzykować prób obalenia rządu Chaveza.

Reklama

Kiedy nastąpił przełom w podejściu Waszyngtonu do rządów Chaveza, a potem Maduro?

W latach 2006-2008, kiedy zaczęto zauważać antyamerykański zwrot w Caracas. Wzbudziło to silne emocje wśród wspomnianych wcześniej wenezuelskich migrantów i ich potomków na Florydzie, którzy reprezentowali bardzo konserwatywny profil światopoglądowy, silnie antysocjalistyczny. Jednym z ich reprezentantów (choć od strony kubańskiej) jest obecny Sekretarz Stanu Marco Rubio.

Z kolei w 2011 roku, za czasów prezydentury Baracka Obamy, większość republikanów była przekonana, że Wenezuela stanie się państwem silnie antykapitalistycznym i antyamerykańskim oraz ośrodkiem wpływu m.in. Chin w regionie. Dojście do władzy Nicolasa Maduro jedynie umocniło to przekonanie.

Dlatego też nie mówimy tutaj o nagłym czy niespodziewanym zwrocie politycznym Waszyngtonu, a raczej o sprawie, która wrzała pod powierzchnią codziennej polityki od ponad 19 lat.

W naszej rozmowie jeszcze ani razu nie padł argument związany z przestępczością zorganizowaną czy handlem narkotykami, mimo że to właśnie ta narracja jest propagowana przez Biały Dom i konto Donalda Trumpa na Truth Social.

To prawda. Z perspektywy USA narkotyki nie są największym zagrożeniem ze strony Wenezueli - zgodnie z danymi rządowymi jedynie 10-20 proc. nielegalnych substancji szmuglowanych do Stanów Zjednoczonych pochodzi z tego kraju. Migracja jest częściowo uzasadnionym argumentem, jednak nie może tłumaczyć obecnego zaostrzenia wzajemnych stosunków - główne trasy migracyjne nie biegną przez Wenezuelę.

Biały Dom oraz radykalizujący się obóz konserwatywny widzą zagrożenie przede wszystkim w antykapitalistycznej i antyamerykańskiej postawie Nicolasa Maduro, a także jego współpracy z Iranem, Rosją i Chinami. Zdaniem obecnej administracji i frakcji polityków z Florydy, polityka polegająca na współpracy i partnerskim traktowaniu Caracas, była krótkowzroczna. Ich zdaniem od samego początku należało zwrócić się w stronę „twardych rozwiązań”.

Właśnie takie środki wprowadza obecnie Trump: „zamykanie” przestrzeni powietrznej nad Wenezuelą, ataki na tankowce i ich zatrzymywanie, groźby ataków na cele lądowe.

Obecnie są one konieczne, ponieważ reżim Maduro przez lata umocnił się dzięki wpływom ze sprzedaży ropy naftowej i zacieśnił relacje z rywalami Stanów Zjednoczonych. Zarówno Sekretarz Stanu Marco Rubio, jak i Sekretarz Wojny Pete Hegseth są zdania, że wyczerpano wszystkie pokojowe środki nacisku na Maduro - pozostało jedynie użycie wojska.

Reklama

Czy widzisz jakieś wytłumaczenie obecnej amerykańskiej polityki wobec Wenezueli, związane z kwestiami energetycznymi?

Obóz konserwatywny nie może zapomnieć reżimowi wenezuelskiemu sprzedaży Citgo - amerykańskiej spółki naftowej, którą w 1990 roku nabył wenezuelski państwowy gigant PDVSA.

Citgo było istotnym partnerem energetycznym dla wielu stanów północnego-wschodu, a jej sprzedaż - osadzona w kontekście nacjonalizacji spółek tamtego okresu - stała się sprawą kontrowersyjną, wobec której do dzisiaj toczą się postępowania sądowe.

Amerykański Kongres był szczególnie oburzony, gdy w 2010 roku Chaves chciał sprzedać PDVSA Rosnieftowi. Odebrano to nie tylko jako działanie prorosyjskie, lecz również zagrożenie dla bezpieczeństwa USA (Citgo kontrolowało wówczas ok. 10 proc. rynku wewnętrznego rafinacji w Stanach Zjednoczonych).

Jednak jak wskazują analitycy energetyczni,kwestia dostaw ropy czy kontroli nad surowcami nie może być głównym powodem eskalacji, jaką teraz obserwujemy. Po pierwsze, w 2019 roku i momencie „maksymalnej presji” na Wenezuelę, pierwsza administracja Trumpa planowała całkowite odejście od ropy z Caracas - a Marco Rubio silnie krytykował omijanie sankcji przez amerykańskiego Chevrona i wzywał firmę do zaprzestania współpracy z reżimem Maduro.

Nawet jeśli zgodnie z wpisem Trumpa „(…) szok dla nich będzie nieporównywalny z niczym, co widzieli wcześniej – dopóki nie zwrócą Stanom Zjednoczonym całej ropy naftowej, ziemi i innych aktywów, które wcześniej nam ukradli”?

Tak. We wpisie Trump odwołuje się właśnie do kwestii sprzedaży Citgo wenezuelskiemu gigantowi naftowemu PDVSA. Amerykańskie firmy rozpoczęły wiercenie na początku XX wieku. Takie firmy jak Standard Oil przewodziły inwestycjom w wydobycie – i dlatego tak negatywnie postrzegana jest kwestia kolejnych nacjonalizacji.

Jednocześnie z perspektywy amerykańskich konserwatystów obszar bogatej w surowce naturalne Wenezueli jest zbyt kluczowy, aby oddać go w ręce reżimu socjalistycznego, nad którym Waszyngton nie ma absolutnie żadnej kontroli.

Niestety, Departament Wojny pod rządami Pete’a Hegseth’a nie dzieli się z Kongresem swoimi celami strategicznymi ani planami, również w kontekście Wenezueli.

Co masz na myśli?

Departament Wojny ma obowiązek prawny, aby przekazywać swoje cele strategiczne Kongresowi. Po każdej operacji z wykorzystaniem wojska Departament musi przygotować briefing dla Kongresu: dlaczego użyto siły, w jakiej liczbie, jaka była podstawa ataku. W ten sposób od lat władza ustawodawcza kontrolowała władzę wykonawczą.

Obecnie Pentagon zaniechał tej praktyki. Nie wiemy, jakie są cele ataków amerykańskiej armii. Nie wiemy, do czego dążą w swoich działaniach. Biały Dom nie odpowiada na pytania kongresmenów, nie wspominając o zapytaniach dziennikarzy.

Warto zaznaczyć: do wypowiedzenia wojny niezbędna jest zgoda Kongresu. Jednak Kongres wróci do pracy w styczniu, więc Departament Wojny może jedynie przeprowadzić ograniczoną operację militarną na cel lądowy.

Amerykańską wersję specjalnej operacji wojskowej?

Może się okazać, że Pentagon zdecyduje się na ograniczoną operację militarną, na którą później Kongres nie wyrazi zgody. Byłaby to już zupełna katastrofa i duży cios dla Partii Republikańskiej na zbliżający się rok wyborczy.

Reklama

Czy możemy zakładać, że obecnym celem działań Amerykanów jest obalenie rządów Nicolasa Maduro?

To cel deklaratywny. Nie mamy pewności, czy jest to cel realny. Kongresmeni również tego nie wiedzą.

Widzę dwa scenariusze tłumaczące działania Białego Domu. Optymistyczny wariant zakłada, że administracja Trumpa chce pozbyć się Maduro i wprowadzić prozachodni rząd (być może mogłaby im w tym pomóc wenezuelska opozycja).

Pesymistyczny - że „przeciąganie liny” trwa tak długo, ponieważ Waszyngton boi się, że sytuacja wymknie się spod kontroli, a porażka przylgnie do Donalda Trumpa tak jak wycofanie się z Afganistanu przylgnęło do Joe Bidena w 2021 roku. Zbliża się rok wyborczy w USA, a poparcie Trumpa wśród wyborców spada. Ataki na wenezuelskie łodzie popiera jedynie 40 proc. Amerykanów.

Być może dlatego USA skupia się na osłabieniu bazy finansowej reżimu Maduro poprzez blokowanie tankowców z ropą naftową, licząc, że wtedy Caracas będzie bardziej otwarte na negocjacje.

Chciałbym również zaznaczyć, że obecnie panuje pełna świadomość działań reżimu Maduro wśród Kongresmenów, którzy popierają ostrzejsze sankcje (choć niekoniecznie ataki lądowe).

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Reklama

Zobacz również

Reklama