Reklama

Wiadomości

Polska wolna od rosyjskich surowców [KOMENTARZ]

Zdjęcie ilustracyjne
Autor. Unsplash.com

W ciągu niecałych dwóch lat Polska stała się całkowicie niezależna od rosyjskich surowców energetycznych. Tempo można uznać za błyskawiczne zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wolumen dostaw gazu, ropy czy węgla jeszcze całkiem niedawno sprowadzanego ze wschodu.

Reklama

Kwiecień 2022 roku był przełomowy. Najpierw Polska nałożyła embargo na rosyjski węgiel, który coraz większym strumieniem w ciągu ostatniej dekady wlewał się do naszego kraju. Wyprzedziliśmy sankcje unijne, które weszły w życie w kwietniu, co spowodowało nie lada nerwówkę przez kilka letnich i jesiennych miesięcy, ale udało się zaspokoić potrzeby rynku i zapewnić społeczeństwu odpowiednią ilość węgla do ogrzewania domów.

Reklama

26 kwietnia 2022 r. gruchnęła wiadomość o tym, że Rosja całkowicie zatrzymała dostawy niebieskiego paliwa przez gazociąg jamalski. I tak miał się zakończyć 31. grudnia 2022 r., ale Rosjanie postanowili złamać kontrakt zasłaniając się swoim jednostronnym dekretem nt. płatności za surowiec w rublach. Polska była już na końcowym etapie budowania niezależności gazowej, więc to wydarzenie nie zagroziło dostawom i bezpieczeństwu energetycznemu.

Czytaj też

Została ropa. W połowie roku kraje członkowskie UE dogadały się co do sankcji na ten surowiec z Rosji. Embargo na ropę transportowaną drogą morską (2/3 całego importu) miało wejść 5 grudnia a embargo na paliwa 5 lutego 2023 r.  Spod embarga wyłączono dostawy ropociągiem „Przyjaźń" co wywalczyły sobie odcięte od morza Węgry, Czechy i Słowacja. Poza mniejszymi zdolnościami importowymi, zerwanie kontraktów rurociągowych w przypadku tych państw doprowadziłoby do destabilizacji ich rynków a w konsekwencji i europejskiego rynku naftowego. Ropę przez „Przyjaźń" kupowała również Polska i Niemcy, oba kraje obiecały, że również zakończą import rosyjskiego surowca.

Reklama

Proponuje rezygnacja z dostaw morskich w związku z wejściem embarga nie stanowiło problemu dla wielu europejskich spółek. Teraz wystarczyło tylko znaleźć nowych dostawców, którzy wypełnią lukę importową. Nie bez powodu UE dała państwom i spółkom wiele miesięcy – nie sztuka zerwać dostawy jednym cięciem a potem zmagać się z niedoborami i astronomicznymi cenami paliw. Polski Orlen od początku wojny nie realizuje dostaw morskich topy z Rosji.

Czytaj też

Obecnie sprawa dostaw z Rosji weszła w tryby polityczne, gdzie już nikt na nią nie spojrzy racjonalnym, obiektywnym okiem. Choć ci którzy oskarżają dzisiaj Orlen za sprowadzanie rosyjskiej ropy do lutego br. sami kupowali jej znacznie więcej, bo w 2015 r. rosyjska ropa stanowiła prawie 100 proc. surowca przerabianego w polskich rafineriach. Dopiero od 2016 r. zaczęła się stopniowa, konsekwentna dywersyfikacja dostaw.

A już przez ostatnie kilkanaście miesięcy szła pełną parą. Nie mamy dostępu do szczegółowych danych handlowych, ale jeśli wierzyć think tankowi Transport&Environment jeszcze w 2020 r. Polska sprowadzała ok. 65 proc. importowanej ropy z Rosji. Wtedy ten import rozłożony był na oddzielne jeszcze spółki Lotos i Orlen. Jeśli po wypełnieniu kontraktu z Rosnieftem na początku lutego br. było to już 10 proc. to tempo można uznać za bardzo szybkie.

Skąd zatem Orlen kupuje teraz ropę? Właściwie z całego świata, bo z Morza Północnego, Afryki Zachodniej, basenu Morza Śródziemnego a także Zatoki Perskiej i Meksykańskiej. Kluczowym partnerem koncernu jest obecnie Saudi Aramco, największy producent ropy naftowej na świecie. W 2022 r., w ramach realizacji środków zaradczych przy fuzji z Lotosem, podpisano kontrakt z Saudi Aramco, który zapewnia polskiej spółce dostawy ropy naftowej w ilości wystarczającej, aby pokryć ok. 45 proc. łącznego zapotrzebowania wszystkich rafinerii grupy w Polsce, Czechach na Litwie.

25 lutego nastąpił finał trzeciego i ostatniego aktu odchodzenia Polski od rosyjskich surowców. Orlen poinformował, że nie otrzymuje dostaw ropy naftowej z Rosji. Dostawy północną nitką rurociągu Przyjaźń do Polski. zostały wstrzymane przez stronę rosyjską. Spółka zapewniła przy tym, że jest w pełni przygotowana na taką sytuację a dostawy do jej rafinerii mogą odbywać się w całości drogą morską. „Wstrzymanie dostaw nie będzie mieć zatem wpływu na zaopatrzenie polskich odbiorców w produkty spółki, w tym benzynę i olej napędowy" – czytamy w komunikacie. Tym samym era rosyjskich surowców w Polsce definitywnie się skończyła.  

Rosja jeszcze długo będzie otrzymywać gigantyczne, choć coraz mniejsze, środki od europejskich państw za gaz ziemny. Polska na szczęście jest już wolna od rosyjskich surowców.

Reklama

Komentarze

    Reklama