Reklama

Wiadomości

Pentagon kupował rosyjskie paliwo? Szokujące ustalenia amerykańskiej prasy

Fot. David B. Gleason/CC BY-SA 2.0
Fot. David B. Gleason/CC BY-SA 2.0

Amerykański resort obrony kupuje paliwo od greckiej rafinerii, która sprowadzała olej opałowy pochodzący z Rosji - podał we wtorek „Washington Post”. Pochodzenie surowca było ukrywane poprzez szereg pośrednich transakcji, m.in. przez firmy z Turcji i ZEA.

Reklama

Jak przekazał dziennik, od wejścia w życie amerykańskiego embarga na rosyjską ropę w marcu 2022 r. Pentagon podpisał z grecką rafinerią Motor Oil Hellas kontrakty o wartości niemal miliarda dolarów. Jak się jednak okazuje, rafineria ta masowo sprowadzała olej opałowy pochodzący z Rosji. Według „WP”, który powołuje się na dane handlowe od firmy Refinitiv, zajmującej się przepływem surowców, grecka firma sprowadzała olej z terminalu w tureckim Dortyol. Turecki magazyn z kolei większość (3,5 z 5,4 mln baryłek) swoich dostaw otrzymał z Rosji. W drodze z Rosji do Turcji paliwo zmieniało właściciela, najpierw było kupowane przez spółkę zarejestrowaną przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, a potem przez turecką firmę państwową. Dostawy z Rosji wzrosły po tym, jak Unia Europejska wprowadziła embargo na import rosyjskiej ropy i produktów naftowych drogą morską.

Reklama

Jak powiedział dziennikowi przedstawiciel Pentagonu, ministerstwo nie miało „żadnej wiedzy” o paliwie z Rosji kierowanym do greckiego dostawcy. Resort stwierdził, że jej kontrahenci, w tym Motor Oil Hellas, „są odpowiedzialni za zapewnienie zgodności z obowiązującymi przepisami i regulacjami dotyczącymi interesów z Rosją i rosyjskimi firmami” oraz „muszą poświadczyć, że przestrzegają takich przepisów i regulacji w ramach procesu przejęcia”. Obok USA klientami Motor Oil Hellas były też firmy i instytucje państwowe z Włoch, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.

Czytaj też

Sama grecka firma zaprzeczyła, by kupowała produkty naftowe z Rosji, i zapewnia, że wszystkie importowane produkty mają certyfikat pochodzenia. Nie odpowiedziała jednak, czy sprawdza prawdziwość tych certyfikatów. Według cytowanych przez dziennik ekspertów dokumenty te są często fałszowane, zaś zwłaszcza w Turcji są one zwykle przyjmowane bez zadawania pytań.

Reklama

„Oni nie próbują aktywnie temu zapobiec” – powiedział gazecie George Voloshin, ekspert od przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy i przestępstwom finansowym. „Nie mają motywacji. Jest to bardzo dochodowy handel, który przynosi pieniądze Turcji, będącej w dobrych stosunkach z Rosją (…) Dlatego przyjmują bardzo lekkie podejście regulacyjne, woląc bez zadawania pytań ufać przekazanym im dokumentom” - tłumaczył.

Według „Washington Post” i cytowanych ekspertów Rosja jest w stanie omijać nałożone na nią sankcje, w tym nałożony przez G7 limit ceny rosyjskiej ropy, m.in. ze względu słabego egzekwowania istniejących restrykcji. Jak dotąd kary finansowe za omijanie ograniczeń dotyczących rosyjskich surowców otrzymały jedynie dwie firmy z Turcji i ZEA - za handel rosyjską ropą po cenie powyżej wyznaczonego limitu.

Źródło:PAP
Reklama

Komentarze

    Reklama