• Partner główny
    Logo Orlen

OZE

Pospolite ruszenie Energi: społecznicy nie chcą wiatraków w Polsce, dziękują Obajtkowi [RELACJA]

,,Pełny szacunek dla pana prezesa Obajtka” – takie słowa pod adresem prezesa Energi padały z ust reprezentantów strony społecznej podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. górnictwa i energii, który debatował nad perspektywami rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce. Jak się okazuje, ta państwowa spółka, która zadecydowała o wstrzymaniu realizacji umów długoterminowych z farmami wiatrowymi, zyskała w swej ,,walce z wiatrakami” nowego sojusznika: organizacje społeczne walczące z tym sektorem odnawialnych źródeł energii. Jest ich w Polsce kilkaset.

,,W skali kraju powstało 600 komitetów protestacyjnych i dzięki temu, mówiąc okrutnie, PiS wygrał wybory. Jeśli rząd nie zrobi z tym porządku, to przegrają wybory” – mówili przedstawiciele inicjatyw walczących z, jak to określają, patologiami branży wiatrowej. Domagają się przede wszystkim uporządkowania kwestii umów długoterminowych z inwestorami, które w ich mniemaniu ciążą państwowym spółkom. Jak widzą procedurę wyjaśniania całej sytuacji? Odpowiedź jest prosta. ,,Jedyną instytucją, która może wyjaśnić aferę, to sejmowa komisja śledcza” – mówią.

Społecznikom chodzi o sytuację, której korzenie sięgają początków nowoczesnych źródeł odnawialnych w Polsce. ,,Kiedy przyjmowano system zielonych certyfikatów, to społeczeństwo zawiązało umowę społeczną, na mocy której zgodziło się wspierać wszystkie formy energii odnawialnej. Nikt nie przypuszczał, że dojdzie do takiej skali nadużyć i gigantycznego oszustwa. Dobrze umocowana grupa, działająca wspólnie na styku wielkiej energetyki i tzw. inwestorów, korzystając z koneksji nierzadko politycznych, pomijając ustawę o zamówieniach publicznych, doprowadziła do podpisania kilkuset tzw. długoterminowych umów, na piętnaście i nawet na dwadzieścia lat. Umowy były tak skonstruowane, że w praktyce były niewypowiadalne. Wspomniano również stałość i wysokość zawartych w nich cen energii” – mówią.

Na tym tle, organizacje społeczne podkreślają rolę, jaką odegrał obecny zarząd Energi z prezesem Danielem Obajtkiem na czele. ,,Państwowa spółka Energa zdecydowała się- po analizie prawnej- 22 umowy uznać za nieważne. Gdyby Energa realizowała dalej te umowy, straciłaby blisko 2,2 mld złotych. Energa posiada portfel ok. 40% takich patologicznych umów na rynku w Polsce. Pozostałe 60 należy do reszty koncernów energetycznych. Spółki państwowe, mając takie umowy, notują każdego dnia gigantyczne straty. Budzi absolutne zdziwienie, dlaczego pozostałe spółki, mając 60% takich umów nie uznają ich za nieważne. W sumie, straty polskich spółek energetycznych z tytułu tych umów mogą wynieść 6-8 mld złotych. Jeżeli ktoś twierdzi, że takie straty dla koncernów nie odbiją się na rachunkach Polaków za prąd, to nie jest ekspertem, ale jest klakierem” – mówią.

Zobacz także: Prezes Energi: spółka poszkodowana w aferze wiatrowej. "Sprawa rozwojowa" [SKANER]

Dużym szacunkiem społeczników cieszy się sam prezes Obajtek. ,,Pełny szacunek dla pana prezesa Obajtka, za to co zrobił, bo to wielka odwaga. Chcielibyśmy tutaj wyrazić dla niego pełne poparcie i zwracamy się o powołanie komisji śledczej w tej sprawie. Afera Amber Gold przy sprawie wiatraków to jest mały pikuś” – twierdzą.

,,Spotkać można się ze zdaniem, że Energa postąpiła niesprawiedliwie, wrzucając różne typy umów do jednego worka z napisem <<Nieważne>>. Energa- w mojej ocenie- nie może stopniować ważności umów, gdyż łączy je jeden delikt prawny. One są nieważne, gdyż wszystkie zawarto z pominięciem ustawy o zamówieniach publicznych. Skorzystała z tych umów tylko energia wiatrowa i to nie wszyscy uczestnicy tego rynku. To były umowy tylko dla wybrańców. W takich warunkach wiele farm wiatrowych zwracało się w terminie 4-5 lat, a nawet krócej, bo wiele z nich korzystało z dotacji. Znamy przypadek farmy, którą kupiła PGE, która zwróciła się na 1,5 roku przed wybudowaniem. Taki był montaż finansowy” – zauważają działacze.

Społecznicy nie mówią jednak tylko o pieniądzach. Wiesława Mróz, wiceprezes Stowarzyszenia Ludzi Nieobojętnych ,,Lobelia”, w swoim wystąpieniu, odwołując się do poglądów neurochirurga prof. Jerzego Jurkiewicza, podkreśliła zdrowotną szkodliwość turbin wiatrowych. Wśród negatywnych efektów instalacji takich urządzeń wymieniono: emisje szkodliwego hałasu, infradźwięków, szkodliwe migotanie światła, zniszczenie krajobrazu i walorów turystycznych, rekreacyjnych, istotny spadek cen gruntów, istotny spadek dochodów gminy, zagrożenie procesami sądowymi z racji utraty wartości gruntów.

,,Profesor Jurkiewicz cytuje, że do produkcji jednego wiatraka o mocy 2,3 MW o wysokości 90-110 metrów trzeba zużyć 150 ton stali, 10 ton miedzi, 30 ton włókna szklanego i 1000 ton betonu wkopanego w ziemię. Według opracowania Senatu RP z 2011 roku, turbiny V80 i V90 o mocy 1,8 i 2 MW na wysokość wieży ok. 140-150 metrów, waży w całości 365 ton i według danych amerykańskich wymaga podstawy w formie ośmiokąta o przekątnej 13 metrów, który wypełnia 12 ton stali i ok. 180 metra sześciennego betonu. Aktualnie buduje się elektrownie o wysokości 200 metrów i więcej, to też dane podane powyżej trzeba odpowiednio zmodyfikować. Nasuwa się tutaj pytanie: kto- w wypadku bankructwa firmy wiatrowej- pokryje koszty demontażu i utylizacji tych ogromnych budowli? Kto przywróci pierwotny stan terenu? Czy rolnicy- zawierając umowy- są informowani o funduszu rekultywacyjnym? W przestrzeni medialnej słyszy się też o przypadkach zniknięcia inwestora. Do kogo więc samorząd ma zwrócić się o zwrot nakładów w związku z porzuconą inwestycją? W jakim stopniu odzyska się pierwotny stan terenu, najczęściej rolnego” – podkreśliła Mróz.

Zobacz także: Prezes Energi o wynikach półrocznych spółki

 

Komentarze