- W CENTRUM UWAGI
- WIADOMOŚCI
Referendum klimatyczne bez zgody Senatu. Pałac Prezydencki nie składa broni
Senat nie wyraził zgody na zarządzenie przez prezydenta Karola Nawrockiego referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. W konsekwencji głosowanie planowane na 27 września nie odbędzie się w trybie zaproponowanym przez prezydenta, choć KPRP zapowiada, że nie rezygnuje z tematu i ma przygotowany „plan B”.
Posłuchaj artykułu
W środowym głosowaniu za wyrażeniem zgody na referendum opowiedziało się 32 senatorów, przeciw było 62, a jeden senator wstrzymał się od głosu. Głosowało łącznie 95 senatorów. Wymagana większość bezwzględna wynosiła 48 głosów, co oznacza, że wniosek prezydenta nie uzyskał wymaganej konstytucyjnie zgody izby wyższej.
Senat nie wyraził zgody na przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum zaproponowanego przez prezydenta RP.
— Senat RP 🇵🇱 (@PolskiSenat) May 20, 2026
🟢Za: 32
🔴Przeciw: 62
⚪️Wstrzymało się: 1
Pytanie, jakie prezydent chciał zadać w referendum, brzmiało: „Czy jest Pan/Pani za realizacją polityki klimatycznej, która… pic.twitter.com/jTekxZA7q4
Przypomnijmy, że prezydent Karol Nawrocki skierował wniosek do Senatu na początku maja. Referendum miało odbyć się 27 września 2026 r., a pytanie miało brzmieć: „Czy jest Pani/Pan za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.
Zgodnie z konstytucją prezydent może zarządzić referendum ogólnokrajowe za zgodą Senatu, wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Senat nie mógł zmienić treści pytania referendalnego ani kalendarza głosowania. Mógł jedynie wyrazić zgodę na referendum w zaproponowanym kształcie albo jej odmówić. Wniosek prezydenta trafił wcześniej do połączonych komisji senackich: spraw Unii Europejskiej, gospodarki narodowej i innowacyjności, infrastruktury, klimatu i środowiska oraz rolnictwa i rozwoju wsi. Komisje zarekomendowały Senatowi niewyrażenie zgody na przeprowadzenie referendum.
Podczas debaty szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker przekonywał, że inicjatywa prezydenta ma oddać obywatelom głos w sprawie kosztów transformacji klimatycznej. Wskazywał, że energia jest podstawą życia gospodarczego i społecznego, a wzrost jej cen przekłada się na inne koszty ponoszone przez gospodarstwa domowe, przedsiębiorców i rolników. Szefernaker, powołując się na analizę PKO BP, mówił, że wdrożenie pakietu Fit for 55 może kosztować Polskę ponad 527 mld euro do 2030 r. Dodał, że do 2040 r. koszty realizacji polityki klimatycznej mogą sięgnąć 3,5 bln zł. Według przedstawicieli Pałacu Prezydenckiego skala tych obciążeń uzasadniała przeprowadzenie referendum i bezpośrednie zapytanie obywateli o dalszą realizację polityki klimatycznej UE.
Po głosowaniu Szefernaker ocenił, że decyzja Senatu była głosowaniem przeciwko prawu Polaków do wypowiedzenia się w sprawie rachunków, miejsc pracy i przyszłości gospodarki. Napisał, że można odrzucić wniosek, ale nie można uciszyć obywateli.
Pałac Prezydencki ma „plan B"
Kancelaria Prezydenta zapowiedziała, że nie kończy działań w tej sprawie. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz powiedział w czwartek, że Pałac Prezydencki przewidywał możliwość braku zgody Senatu i przygotował kolejne działania. Jak mówił, prezydenccy ministrowie nie są zaskoczeni decyzją izby wyższej i nie porzucają tematu referendum. Stwierdził, że rozczarowani wynikiem głosowania są przede wszystkim obywatele, którzy jego zdaniem oczekiwaliby możliwości wypowiedzenia się w referendum w sprawie polityki klimatycznej. Zapowiedział, że dalsze działania będą koordynowane m.in. przez Pawła Szefernakera i Zbigniewa Boguckiego. Nie przedstawił jednak szczegółów „planu B”. Powiedział, że zostaną one ujawnione w odpowiednim czasie.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz również ocenił, że decyzja Senatu nie kończy sprawy i mówił, że „to nie jest ostatnie słowo” Pałacu Prezydenckiego. Według niego pytanie referendalne było prawdziwe, ponieważ obecna polityka klimatyczna wpływa na konkurencyjność europejskiej gospodarki i obciąża portfele obywateli. Leśkiewicz zapowiedział też dalsze działania przeciwko Zielonemu Ładowi, ETS i ETS2.
Jaki jest problem z referendum?
Przeciwnicy referendum argumentowali, że pytanie zostało sformułowane w sposób sugerujący odpowiedź i zawiera tezę. Senator sprawozdawca Stanisław Gawłowski z KO powoływał się na opinię prof. Barbary Wieliczko z Biura Współpracy Międzynarodowej Kancelarii Senatu, zgodnie z którą pytanie było logicznie niespójne. W opinii wskazano, że pytanie zakłada, iż polityka klimatyczna już doprowadziła do wzrostu kosztów, ale nie wyjaśnia, czy jej zaprzestanie miałoby obniżyć ceny, utrzymać je na obecnym poziomie czy spowodować kolejne koszty związane ze zmianą kierunku polityki.
W opinii zwrócono również uwagę, że polityka klimatyczna nie była jedynym czynnikiem wpływającym na wzrost cen energii i kosztów życia. Wskazano m.in. na skutki wojny Rosji przeciwko Ukrainie oraz napięcia na Bliskim Wschodzie. Podkreślono także, że wniosek referendalny nie uwzględniał części instrumentów łagodzących skutki transformacji, w tym Społecznego Funduszu Klimatycznego, którego Polska ma być największym beneficjentem.
Gawłowski podnosił również argument kosztów organizacji referendum. Według przywoływanych w debacie szacunków Państwowej Komisji Wyborczej przeprowadzenie głosowania kosztowałoby ok. 374,9 mln zł. Senator mówił, że byłby to wydatek na pytanie, które jego zdaniem odnosi się do przeszłości i nie daje jasnej odpowiedzi na to, jakie działania miałyby podjąć władze publiczne po referendum.
Jak odrzucić ETS?
W debacie pojawił się także wątek wpływów z systemu EU ETS. Gawłowski przekazał, że według danych uzyskanych z Ministerstwa Finansów w latach 2013–2023 do budżetu państwa z ETS wpłynęło 94 mld zł. Dodał, powołując się na ustalenia NIK, że 1,3 proc. tej kwoty zostało przeznaczone bezpośrednio na cele związane z redukcją emisji gazów cieplarnianych.
Wczoraj tuż przed północą Senat RP odrzucił wniosek prezydenta Nawrockiego o referendum. Samo pytanie budziło wątpliwości konstytucyjne i uznane zostało przez obywateli za tendencyjne. pic.twitter.com/yygBq1Q7uB
— Paulina Hennig-Kloska (@hennigkloska) May 21, 2026
Minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oceniła w Senacie, że inicjatywa referendalna była próbą budowania kapitału politycznego. Według niej referendum nie pomogłoby w zwiększeniu odporności Polski na kryzysy energetyczne ani w ograniczeniu skutków wzrostu cen gazu i ropy. Minister argumentowała, że wysokie koszty energii wynikają także z zależności od importowanych paliw kopalnych oraz z kryzysów geopolitycznych, na które Polska i Unia Europejska mają ograniczony wpływ. Minister mówiła, że pytanie referendalne można byłoby odwrócić i zapytać obywateli, czy są za dalszym uzależnieniem Polski od importu paliw kopalnych, których ceny zależą od globalnych kryzysów i decyzji podejmowanych poza Polską. Jej zdaniem to właśnie zmniejszenie zależności od paliw kopalnych, rozwój krajowych źródeł energii i inwestycje w efektywność energetyczną mają ograniczać ryzyka cenowe.
Senatorowie PiS bronili wniosku prezydenta, wskazując, że odmowa zgody na referendum jest sygnałem braku zaufania do obywateli. Senator Aleksander Szwed ocenił, że decyzja Senatu oznacza lekceważenie społeczeństwa i pokazuje, że obecna większość bardziej ufa instytucjom unijnym niż obywatelom. Według zwolenników referendum celem głosowania miała być obrona bezpieczeństwa ekonomicznego, miejsc pracy i konkurencyjności polskiej gospodarki.
W dniu senackiej debaty ulicami Warszawy przeszła manifestacja pod hasłem „Razem dla Polski i Polaków”. Przewodniczący związku NSZZ „Solidarność” Piotr Duda mówił, że protest jest m.in. wyrazem poparcia dla prezydenckiego wniosku o referendum. Nawrocki, składając wniosek do Senatu, powoływał się na swoje wcześniejsze zobowiązanie wobec „Solidarności”, złożone jeszcze w kampanii wyborczej.
