Chińskie OZE uratują Kubę? Mieszkańcy mają dość blackoutów

Autor. Envato elements / @edb3_16
Na Kubie rośnie zainteresowanie panelami słonecznymi jako sposobem na przetrwanie kryzysu energetycznego. Mimo wysokich cen, wielu mieszkańców montuje moduły fotowoltaiczne. Rząd planuje rozwój farm solarnych, wspierany m.in. darowizną paneli z Chin.
Wydawany przez Komunistyczną Partię Kuby dziennik „Granma” odnotował, że w wielu miejscach na wyspie mieszkańcy montują moduły paneli fotowoltaicznych. Gazeta przyznaje, że problem stanowi wysoka cena tych urządzeń dla Kubańczyków.
„Dzięki panelom słonecznym można przetrwać w okresach paraliżu energetycznego” – napisała gazeta dodając, że kupujący na czarno panele słoneczne obywatele muszą zapłacić około 300 dolarów. Większość montowanych przez Kubańczyków paneli to chińskie urządzenia sprowadzane na Kubę z Hiszpanii i Kanady.
Niezależne Radio Marti odnotowało, że w związku z niedoborami prądu oraz paliw, władze komunistyczne chciałyby uruchomić plan budowania farm fotowoltaicznych na masową skalę.
Plan rządu
Rozgłośnia przypomniała grudniowe deklaracje ministra ds. energii i przemysłu wydobywczego Vicente de la O Levy’ego, który zapowiedział wspieranie przez resort w 2025 r. inwestycji w odnawialne źródła energii, w szczególności w panele słoneczne.
Przedstawiciel rządu potwierdził, że Kuba otrzymała „darowiznę z Chin” w postaci paneli słonecznych, które miałyby zwiększyć generację energii elektrycznej na wyspie o co najmniej 120 MW. Dodał, że władze posiadają już 10,5 tys. akumulatorów do paneli fotowoltaicznych, które będą sukcesywnie przyłączane, aby wesprzeć krajowy system energetyczny.