Litewskie problemy Orlenu – potężny szef kolei partnerem Rosjan

12 grudnia 2016, 15:47

Należące do PKN Orlen Możejki od dłuższego czasu przeżywają spore kłopoty logistyczne, co ma ogromny wpływ na kondycję finansową firmy. Są one obecnie częściowo łagodzone wysokimi marżami rafineryjnymi, co w dłuższej perspektywie nie rozwiązuje jednak zasadniczego problemu. Strona litewska rozebrała w 2008 r. tory prowadzące z zakładu do łotewskiego miasta Renge co pozwoliło zmonopolizować przewóz produktów z rafinerii Litewskim Kolejom Państwowym (Lietuvos Geležinkeliai). Tymczasem afera związana z przewoźnikiem, która właśnie wybuchła na Litwie pokazuje, że konflikt dotyczący wspomnianej rafinerii może wynikać z synergii interesów litewsko-rosyjskich na styku wielkiego biznesu, polityki oraz grup przestępczych. 

Konflikt pomiędzy Litewskimi Kolejami Państwowymi a PKN Orlen

Konflikt pomiędzy Litewskimi Kolejami Państwowymi a PKN Orlen dotyczy kwestii logistycznych związanych z Możejkami. Państwowy przewoźnik dokonując rozbiórki 20 kilometrowego odcinka torów pomiędzy zakładem i łotewskim miastem Renge znacząco zmniejszył rentowność rafinerii. Chodzi m.in. o wyrugowanie łotewskiej konkurencji z obsługi linii kolejowej, dzięki czemu strona litewska uzyskała monopol na przewozy do Możejek. W konsekwencji narzucono Orlenowi dłuższą trasę dostaw (przez terytorium litewskie, a nie łotewskie) oraz znacznie wyższe stawki przewozowe (niż np. dla firm z Białorusi). Jak należy rozumieć motywacje Litwinów biorąc pod uwagę fakt, że rafineria kontrolowana przez polski kapitał to największy pracodawca na Litwie, a rozebranie torów do Renge było mocnym ciosem w firmę ?

Litewskie Koleje Państwowe – finansowy rezerwuar klasy politycznej ?

Okazuje się, że litewskie koleje wykonały genialny w swej prostocie manewr, postanawiając poprawić własną rentowność kosztem Możejek, co najmniej przy aprobacie części klasy politycznej, mocno związanej z przewoźnikiem.

Bliskie relacje niektórych polityków (badane obecnie przez litewskich dziennikarzy  śledczych) z państwową spółką doprowadziły do ponadstandardowego wzmocnienia pozycji prezesa Lietuvos Geležinkeliai. Część komentatorów sugeruje nawet, że to on zarządzał konfliktem o linię kolejową i osobiście decydował o wysokości stawek przewozowych dla Orlenu, narzucając swoją wolę także premierowi. Afera, którą nagłaśniają obecnie tamtejsze media, może tłumaczyć dodatkowe –także pozafinansowe - motywacje przewoźnika.

Skonfliktowane z Orlenem koleje prowadzą kontrowersyjne interesy z teoretycznie wrogim mu kapitałem rosyjskim. 

Według portalu 15.min Litewskie Koleje Państwowe działając przez swoją spółkę zależną VLRD, umożliwiły przepływ milionów euro do struktur rosyjskiego Transmashholdingu. Fakt ten starano się ukryć w dokumentacji finansowej ponieważ cały proceder odbywał się z pominięciem obowiązującego prawa przetargowego.

Transmashholding to największy producent lokomotyw w Rosji. Jej właściciele, Iskander Machmudow i Andrej Bokarew, są zaliczani do grona najbogatszych ludzi na świecie. Firma nawiązała stosunki z Lietuvos Geležinkeliai przez działające na Litwie przedstawicielstwo- spółkę TMHB (według 15.min główny udziałowiec TMHB, Express Logistics Ltd, zarejestrowana jest na uchodzącej za raj podatkowy wyspie Nevis na Morzu Karaibskim. Pomimo tego, powiązania z Transmashholdingiem są w jej przypadku możliwe do wykazania).

Tyle piszą o sprawie litewskie media. Jeśli przyjrzeć się jej dokładniej to może ona tłumaczyć dlaczego Lietuvos Geležinkeliai nie było zainteresowane kompromisem z PKN Orlen (działająca na Litwie spółka Orlen Lietuva jest jednym z największych pracodawców i płatników podatków w kraju), z którym Rosjanie stoczyli w 2006 r. swoistego rodzaju bitwę o Możejki, stosując przy tym  najróżniejsze sposoby, w tym odcięcie doprowadzającego do nich ropę rurociągu (koncerny rosyjskie przegrały rywalizację z Orlen i to właśnie płocki koncern przejął ostatecznie rafinerię). Teraz okazuje się bowiem, że kooperacja litewsko-rosyjska na przestrzeni ostatnich lat była dużo szersza aniżeli wydaje się na pierwszy rzut oka i nie dotyczy jedynie Litewskich Kolei Państwowych i Transmashholdingu.

Litewsko-rosyjska sieć powiązań uderzyła w Orlen?

45% udziałów spółki TMHB, przedstawicielstwa Transmashholdingu, które umożliwiło Lietuvos Geležinkeliai prowadzenie nielegalnego procederu z pominięciem przetargów, należy do spółki Strefa. 70% udziałów Strefy posiada z kolei Boris Babicius, który jest dyrektorem generalnym Ekobany. To olbrzymia firma litewska, która zawiera kontrakty m.in. z armią Litwy i państwowymi spółkami energetycznymi (np. Litgrid), a także – co ciekawe- Orlen Lietuva.

Przykład ten pokazuje, że w nielegalny proceder były zaangażowane nie tylko Litewskie Koleje Państwowe, ale także pośrednio kluczowy menadżer litewskiej firmy działającej w obszarze bezpieczeństwa. Czy takich podmiotów –korzystających z kooperacji z Rosjanami- było więcej? Nasze źródło na Litwie twierdzi, że tak: „spółek kooperujących z TMHB i zarabiających na tym było sporo” – informuje nas tamtejszy dziennikarz śledczy. Wydaje się zatem, że trudności należących do Orlenu Możejek były w dużym stopniu pochodną układu, który objął swoimi mackami litewski biznes i Transmashholding. Rosjanie uwikłali dużą część firm z Litwy w nielegalne transakcje i dziś mogą za pomocą wiedzy o ich charakterze wpływać na działania tych podmiotów.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Transmashholding kooperuje aktywnie z Rosnieftem (największą firmą paliwową w Rosji co w kontekście Orlenu nabiera dodatkowego znaczenia) np. przy okazji projektu stoczni Gwiazda. Natomiast właściciele Transmashholdingu - Andrej Bokarew i Iskander Machmudow są blisko związani z rosyjskimi strukturami mafijnymi i państwowymi. Pierwszy z nich posiada większościowe udziały koncernu Kałasznikow, który objęto zachodnimi sankcjami, wygrał przetarg na budowę składów dla rosyjskiej armii, obaj byli posądzani o pranie brudnych pieniędzy izmałowskiej grupy przestępczej – jednej z najniebezpieczniejszych w Rosji. Co ciekawe Bokarew i Machmudow prowadzą swoje interesy także w Czechach, na Węgrzech i innych krajach Europy Środkowej. To pokazuje, że podobny jak na Litwie mechanizm wywierania wpływu na lokalne spółki może funkcjonować w sporej części Europy.

Szef litewskich kolei odszedł ze stanowiska w cieniu skandalu. Przed kiloma tygodniami na Litwie odbyły się wybory parlamentarne. Zmienia się władza, na czele potężnych kolei litewskich pojawi się nowy człowiek. Czy te zmiany pomogą Orlenowi w uzyskaniu satysfakcjonującego porozumienia? Czas pokaże.

Zobacz także: Tory do rafinerii Orlenu w Możejkach nadal dzielą Polskę i Litwę

 

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 23
Olo
wtorek, 13 grudnia 2016, 17:54

Przypominam że jedyne połączenie Litwy z resztą cywilizowanego świata prowdzi przez teren Najjaśniejszej Rzeczpospolitej i gdyby politycy w Warszawie mieli jakieś choćby śladowe ilości charakteru to załatwili by Litewę w 5 minut. Oddać kilka mostków do remontu i wydłużyć ich drogę do Europy o 200km. jak nie pomoże działać dalej. Niestety Polska od lat kierowana jest przez eunuchów których jedynym pragnieniem jest nikomu się nie narazić ! Przy najbliższej okazji porozmawiać z nowymi władzami tego maleńkiego kraiku Litwy i zapytać czy mają świadomość że w razie konfliktu jedyna możliwość pomocy ich krajowi istnieje z terenu Polski .Zapytałbym jeszcze jak długo mają zamiar prowadzić anty-Polską polityke i na co liczą ? A Możejki jeżeli są naszą własnością i mają prznosić straty . Jeżeli mamy do Litwy dokładać a Oni nas będą rabować to co się da wywieźć resztę pociąć i na złom .

rob ercik
poniedziałek, 12 grudnia 2016, 17:49

a komisja eurpejska, a trybunaly? przestaly istniec? tak szybko atakujemy tam rosje a tu cisza ... pomijam fakt ze artykul jak i wiekszosc artykulow z rosja w tle oparty na domyslach, insynuacjach a nie na faktach

Hairy Portier
poniedziałek, 12 grudnia 2016, 17:45

Możejki kupiliśmy po to, żeby Rosjanie nie erodowali naszego rynku dostawami tańszych paliw. Mechanizm byłby taki, że do polski strumieniem zaczęło by się lać tańsze paliwo co doprowadziłoby do utraty rentowności i obniżenia wartości PKN Orlen i Lotos. Wówczas pojawiliby się ekonomiści twierdzący, że po co nam nie dochodowe rafinerie, że lepiej je sprzedać (tak jak i wiele innych biznesów) Gazeta Wyborcza powiedziałaby, że przecież kapitał nie ma narodowości... Etc... Po przejęciu Orlenu i Lotosu ceny poszłyby do góry i Rosjanie odbiliby sobie to co zainwestowali w przejęcie a my na zawsze uzależnilibyśmy się od Rosyjskiej ropy. My kupując Możejki broniliśmy się przed tym scenariuszem. Owszem straciliśmy parę miliardów ale obroniliśmy kilkadziesiąt miliardów. Dopóki Możejki są rentowne to dla nas najlepszym rozwiązaniem jest je eksploatować i poszukiwać metod na ominięcie blokad. Szczególnym rozwiązaniem byłoby podniesienie cen paliw na Litwie - wtedy inne siły w Litewskim głębokim państwie wpłynęłyby na Koleje Litewskie.

jg
poniedziałek, 12 grudnia 2016, 17:43

Sprawa jest prosta. Litwini to nacjonaliści. Nienawidzą nas. Bardziej niż kiedyś bolszewików. Może pora skończyć z tą sztuczną poprawnością. Nazywać rzeczy po imieniu. Będzie lepiej. Dla wszystkich.

Marek1
poniedziałek, 12 grudnia 2016, 17:38

rzygać si ę już chce, gdy się od lat czyta o tej litewskiej "przyjaźni" do Polski. NIE chcą przyjaźni, to WON. Dać NIEprzekraczalny termin 3-m-ce na wywalenie ruskiego szpiona z litewskiej kolei i odbudowanie torów, a jak nie, to odciąć to karłowate państewko z totalnie przerośniętym ego od wszystkiego. U nas też mogą się same "rozebrać" tory, linie przesyłowe prądu, gazo i ropociągi, a na drogach potrzeba będzie nagle "remontów". ZERO wsparcia politycznego i wojskowego, żadnych wspólnych ćwiczeń. Ale czy znajdzie się wu pisuarów ktoś z jajami ?? Wątpię, to ta sama "jakość", co poprzednicy ...

Tweets Energetyka24