- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Polska w sprawie polityki klimatycznej: "Chciałaby i boi się" [KOMENTARZ]
Polityka energetyczna Polski oraz stosunek do górnictwa są wielką niewiadomą. Sytuacja ogólna jest niesłychanie trudna. Z jednej strony ¾ generacji to sektor wydobywczy, z drugiej mamy ewidentną śmierć węgla w światowej energetyce (G20 i ostatnie informacje z COP26 pokazują to dobitnie). Polska staje na wielkim rozdrożu – musi (w coraz krótszym czasie) dokonać całkowitej transformacji, a jednocześnie minimalizować problem społeczny i ekonomiczny. Na dziś trudno powiedzieć jaką ostatecznie strategię przyjmie Warszawa - pisze prof. Konrad Świrski w swoim najnowszym komentarzu.
Mruganie oczami jest bardzo ważną czynnością. Samo mrugnięcie trwa tylko ok. jednej trzeciej sekundy, ale patrząc na to, że mrugamy średnio 17 razy na minutę to sama czynność zajmuje nam ponad 20 minut dziennie. Mrugamy często – nawet porównując do zwierząt (przykładowo kozy mrugają tylko raz, dwa razy na minutę) i w naturalny sposób mrugniecie zajmuje jednocześnie oboje oczu – choć umiemy też pojedynczo (a tego nie potrafi większość zwierząt, umieją tylko niektóre np. chomiki). Według niektórych badań kobiety mrugają częściej niż mężczyźni (włoscy naukowcy z Mediolanu) aczkolwiek tego nie potwierdzają inne instytuty badawcze – być może to po prostu jakiś ograniczony teren i tradycja lokalna. Według innych najnowszych badań renomowanych uniwersytetów, mruganie nie jest tylko mimowolną czynnością najszybszego mięśnia u człowieka, ale w proces zaangażowany jest też mózg, który ustawia jednocześnie gałki oczne zogniskowane na cel, na który patrzymy w czasie mrugnięcia. Poza typowym mruganiem, które czyści gałkę oczną, jest też realizowana bardzo ważna czynność w kulturze i obyczajach – z jednej strony mruganie to rodzaj (chyba trochę przestarzałego, ale wciąż działającego) kobiecego wpływu na męskie rejony podświadomości (proszę spróbować czy ktoś z mężczyzn jest w stanie oprzeć się mrugającej kobiecie), ale też „puszczenie oka” (tu pojedyncze mrugnięcie jednym okiem) ma za zadanie przekazanie ukrytych widomości (że jest inaczej niż mówimy i słyszymy).
W polskiej energetyce cały czas widzimy rodzaj „puszczania oka”, ale na dwie strony. Z jednej – Polska nie może stanąć przeciw europejskim (a teraz także światowym) trendom i nie realizować europejskiej polityki klimatycznej, która staje się coraz bardziej konkretna. Konieczne jest podanie ostatecznej daty końca energetyki węglowej (na razie mamy tylko pierwsze wstępne porozumienie o górnictwie i 2049 roku) oraz twarde potwierdzenie akceptacji „neutralności CO2” do 2050. W momencie, kiedy w Europie na to zgadzają się wszyscy, a deklaracje neutralności (w nieco dłuższych datach) padają także z USA, Indii i Chin – nie ma praktycznie możliwości braku zgody na taką politykę. Efektem jest podpisanie deklaracji COP26 i wpisanie Polski na listę państw opuszczających węgiel.
Co prawda lista właściwie pokazywała dwie daty 2030 i 2040 (a aspiracje do bycia państwem choćby średnio rozwiniętym, każe czytać raczej 2030 co powiedzmy sobie szczerze jest zadaniem technicznie nieosiągalnym), ale kilka godzin po podpisaniu już pojawiły się zdania wyjaśniające, że rozumiemy to jako lata po 2040 – czyli pewnie 2049. Z drugiej strony cały czas pojawiają się pomruki górniczej strony związkowej, oczekującej choćby prenotyfikacji podpisanej umowy sektorowej (o końcu wydobycia 2049 i pomocy publicznej), co w świetle polityki UE jest zadaniem karkołomnym (a chyba quasi niewykonalnym), bo są tam zapisy o inwestycjach w „czyste technologie węglowe jak IGCC” co jest więc sprzeczne z drugim dokumentem, który podpisujemy jednocześnie.
Można krytykować (i pewnie będzie dużo okazji) ale samo zadanie jest rodzajem „mission impossible”, gdzie nie widać w tej chwili szans na uzyskanie stabilnej trajektorii polityki. Polska cały czas „mruga na obie strony” – chce dać do zrozumienia, że wykona europejskie regulacje (bo to warunek na pewno i funduszy KPO i bycia pełnoprawną częścią UE), ale tylko (mrugnięcie) trzeba zadowolić odchodzących z pracy górników i zapewnić sprawiedliwą transformację. Z drugiej strony (krajowej) mamy mrugniecie, że to tak naprawdę konieczność czegoś w rodzaju powierzchownego dostosowania się w deklaracjach europejskich (żeby otrzymać fundusze i notyfikację), a tak naprawdę (mrugnięcie drugim okiem) dać gwarancje zatrudnienia, wieloletnich biznesów i chyba też iluzorycznej nadziei, że nic się nie zmieni w górnictwie i węglowej energetyce. To „drugie oko” jest chwilowo niezbędne z przyczyn politycznych i społecznych – brak jest szansy na zdecydowane (i bolesne) reformy oraz pokazanie prawdziwej konieczności zmian - więc mamy tu przekaz (zwykle bardziej radykalnych polityków) na granicy niewypełniania europejskich dyrektyw.
Mrugać jak wiadomo można często, ale idąc za głosem naukowców – należy też skupić się na celu na jaki patrzymy. Obrona węgla (nie tylko będąc członkiem UE, ale i z uwagi na światowe tendencje zmian przemysłu) jest zadaniem niewykonalnym. Nie da się zrealizować „obu mrugnięć jednocześnie” bo będziemy kontynuować to co mamy do tej pory – dalszą utratę pozycji na rynkach światowych (patrząc na energy mix sąsiadów i udział energetyki zeroemisyjnej nasze opóźnienia są już gigantyczne) oraz unikanie problemów społecznych (czytaj wyborczych). Oczywiście radykalna i głośna narracja części środowisk ekologicznych w niczym nie pomaga - przykładowo odliczanie końca węgla do 2030 jest nierealne technicznie - no chyba, że ktoś lubi siedzieć po ciemku. Ale może jednak 2040? Prawdziwe 2040 i bardzo zdecydowany program transformacji. Realne fundusze i realna komunikacja - nie wiem czy ze związkami, ale z samymi górnikami – jak wyglądają tendencje światowe i co jest nieuchronne. Obcięcie ekstremistycznych skrzydeł (ze wszystkich stron politycznych) i rodzaj umowy energetycznej (na kształt niemieckiego programu zmian). Czytam ostatni akapit jeszcze raz i muszę chyba mrugnąć, bo coś mi wpadło w oko…
prof. Konrad Świrski