Liberałowie kontratakują. "Gospodarka planowa nie uratuje klimatu" [OPINIE]

20 sierpnia 2021, 13:19
ussr-5007408_1920
Fot. Pixabay

Gospodarka centralnie planowana nie tylko nie wyhamuje globalnego ocieplenia, ale może nawet doprowadzić do wzrostu emisji czy oporu społecznego wobec polityk klimatycznych – twierdzą Marek Tatała oraz Adrian Zwoliński.

W toku dyskusji na temat działań wyhamowujących obecną zmianę klimatu pojawiły się głosy, by problem rozwiązać m. in. gospodarką planową. Takiego zdania był m. in. Jan Zygmuntowski, prezes Polskiej Sieci Ekonomii. „Kluczowy wniosek z nowego raportu IPCC: nie unikniemy już 1,5° ocieplenia. Będą fale upałów, pożary, susze i huragany. Aby uniknąć 2° trzeba przestawić produkcję na cele transformacji. Czas odejść od nieskutecznego systemu kapitalistycznego zanim pochłonie miliardy ofiar. Dotychczas testowaliśmy rynkowe metody zmiany: rynek EU ETS, ulgi, dopłaty. Mamy w zamian ślimaczą zmianę, nieprzewidywalność produkcji i luksusowe emisje najbogatszych. Eksperyment nieudany. Konkurencja o zyski i rosnące PKB to religia, a nie zrównoważony system ekonomiczny. W jednym twicie nie zmieści się całe rozwiązanie. Ale podstawą będzie gospodarka planowa, w której osiągnięcie celów klimatycznych jest nadrzędne. Prawdziwe problemy to jak utrzymać demokratyczną kontrolę i uzgadniać globalne cele. Wiemy, że kapitał gra do przeciwnej bramki” – pisał Zygmuntowski na swoim Twitterze.

Innego zdania są jednak liberalni ekonomiści. Ich opinie przedstawiono poniżej.

Marek Tatała, wiceprzewodniczący Forum Obywatelskiego Rozwoju:

Centralne planowanie to zła recepta na zarządzanie gospodarką, a w krajach socjalistycznych i komunistycznych, w których stosowano tego typu rozwiązania, środowisko naturalne było jedną z ofiar polityków kierujących gospodarką. Ignorowanie negatywnych skutków działalności ciężkiego, nieefektywnego i często przestarzałego przemysłu, realizującego kolejne „plany” kilkuletnie, zniszczenie jeziora Aralskiego w ZSRR czy szkodzące naturalnej retencji metody melioracji forsowane w PRL to tylko kilka przykładów.

Zarówno procesy gospodarcze, jak i zmiany klimatyczne, są zbyt skomplikowane by politycy i urzędnicy mogli nimi w sposób przynoszący dobre rezultaty centralnie sterować. Zwolennicy gospodarki planowej, która miałaby stać się cudownym remedium na zagrożenia związane ze zmianami klimatycznymi, zapominają też o tym, że wiele osób żyje w krajach demokratycznych, o relatywnie wysokim poziome wolności obywatelskich. Zmuszanie ludzi do radykalnej zmiany stylu życia pod dyktando wąskiej grupy decydentów, byłoby zarówno nieetyczne, jak i trudne z praktycznego punktu widzenia, generując silny sprzeciw społeczny. Zamiast skutecznych rozwiązań na rzecz zmniejszenia emisji CO2 prowadziłoby to do rosnącego sprzeciwu wobec polityki klimatycznej.

image

 Reklama

Centralnego planowania nie da się połączyć z demokracją liberalną. Różnego rodzaju interwencje państw czy organizacji międzynarodowych związane ze zmianami klimatu, należy pogodzić z funkcjonowaniem wolnorynkowego modelu gospodarczego. Przykładowo zmiany podatkowe, które uwzględniałyby koszty negatywnych efektów zewnętrznych (np. emisja CO2) mogą być połączone z proporcjonalnym obniżaniem innych, bardziej szkodliwych podatków (np. opodatkowanie pracy). Od lat rozwijane są też różne mechanizmy quasi-rynkowe polegające na handlu pozwoleniami na emisje. Państwa powinny też tworzyć dobre warunki dla innowacji, zmian technologicznych i prywatnych inwestycji, np. w obszarze energetyki, a także przestać dotować wysokoemisyjne źródła energii. Centralne planowanie nie działało w przeszłości, co potwierdzają liczne doświadczenia historyczne i badania naukowe, i nie zadziała także w sprawie zmian klimatu, a może wyrządzić jeszcze więcej szkód ludziom, gospodarce i klimatowi.

Adrian Zwoliński, prawnik, doktorant nauk ekonomicznych w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie SGH:

Jak widać po toczących się dyskusjach, w tego typu rozmowie trzeba być niestety Kato Starszym i z uporem maniaka powtarzać: kryzys klimatyczny i zanieczyszczenie środowiska to realne zagrożenia, a nie strach na wróble. Problem ma różne scenariusze i niechybnie łączy się z gospodarką. Jeśli chodzi o tak skrajne rozwiązania jak uczynienie podstawą gospodarki planowej, trudno traktować je poważnie, jeśli zna się ostatnie sto lat historii gospodarczej, w tym zgubny wpływ gospodarki planowej na dobrobyt, środowisko i wolność człowieka. Zagrożenia ekologiczne nie powinny być pretekstem do przemycania radykalizmów, nie tylko ze względu na ich szkodliwość w sensie gospodarczym, ale też dlatego, że radykalizmy ułatwiają bagatelizowanie zagrożeń dla środowiska. 

Można spotkać się też z różnymi koncepcjami postrozwoju jako remedium. Wachlarz jest szeroki - te umiarkowane proponują różne wersje trwałego ograniczenia wzrostu gospodarczego. Nie chcę tu rozwijać krytyki tego podejścia, napiszę więc krótko: to romantyczne, niekiedy mało konkretne pomysły, których wersję demo, zwłaszcza dla mieszkańców państw ubogich, widzieliśmy w 2020 roku. Mogę się powtórzyć za innymi, że choć nie każdy wzrost gospodarczy prowadzi do rozwoju gospodarczego (ogólnych standardów życia), to wzrost gospodarczy jest niezbędnym elementem rozwoju gospodarczego: bez tego trudno tak o edukację, redukcję biedy, jak i rozwój medycyny.

Jakie gospodarcze rozwiązania należałoby podjąć? Ogólnie: zmienić nie tyle ,,ilość” wzrostu, co jego ,,jakość”, uważnie obserwując możliwe skutki uboczne. Przykładowo, to postawienie na wolnorynkowy rozwój innowacji przy wsparciu państwa: tak w inwestycje B+R, jak i w eliminacji barier dla kreatywności, nauki i przepływu idei. To też decyzje polityczne na poziomie państwa tj. dot. energii atomowej i OZE, jak i na poziomie współpracy międzynarodowej, zwłaszcza gdy idzie o Chiny. To alternatywa, ale nie przymus, dla konsumentów, która dla wielu dziś może wydawać się odległa: owady, czy sztuczne mięso mogą smakować tak samo dobrze jak ,,tradycyjny”, poczciwy schabowy, a wegetarianizm nie jest ,,modnym dziwactwem”. To trudniejsze niż radykalizmy, które brzmią kusząco, ale milczą o skutkach ubocznych i prawdopodobieństwie niepowodzenia.

KomentarzeLiczba komentarzy: 12
autor komentarza
sobota, 21 sierpnia 2021, 01:31

Gospodarka centralnie planowana? Już nie mogę się doczekać! Kartki na papier toaletowy i buty, kolejki po cukier, chleb, Ragnarok w mięsnym, gdy w spokojnych sąsiadach budzi się dusza berserkera na widok płucek i kurzych łap - te atrakcje tak rozjuszą nawykłe do normalności społeczeństwa, że całkiem szybko, skutecznie i na zawsze pozbędą się lewicowo ekologicznych elit. PRL trzymał się długo, bo nad wszystkim panowało SB, LWP, a w zanadrzu była jeszcze Armia Czerwona, współczesny "zachód" nie posiada takich narzędzi. Żadnych kłów i pazurów. Gospodarka planowana - skuteczne samobójstwo lewicy.

DDR
sobota, 21 sierpnia 2021, 16:19

Dlatego na zachodzie wyciągają łapy po dzieci indoktrynują je od poziomu przedszkola później szkoły i już od najmłodszych lat buntuja przeciwko rodzicom (tzw konflikt pokoleń) Na uczelniach wyższych jest apogeum tej lewicowej indoktrynacji więc gdy te dzieciaki dorosną to wystarczy iskra i będziesz miał rewolucje kulturową jak w czasach Mao a bezpieke to oni będą wybierać między sobą

AB
wtorek, 24 sierpnia 2021, 18:31

Zobaczymy co powiedzą jak zobaczą komunikat "twój smartphone został wyłączony, ze względu na generowanie zbyt dużego długu węglowego".

Kowalskiadam154
piątek, 20 sierpnia 2021, 22:50

Ekologizm imigrantyzm lgbtyzm to narzędzia wykorzystywane przez brukselskie pokolenie 68 do przeprowadzenia rewolucji której efektem końcowym ma być powstanie ZSRRbis a gospodarka planowa będzie podstawą tego tworu Przerabialiśmy już to w realnym socjaliźmie Polska musi wystąpić z UE kiedy jeszcze jest czas bo ci ludzie chcą budować nowy komunizm

AB
piątek, 20 sierpnia 2021, 19:51

Przecież wprowadzanie różnych "kartek" na CO2 jest cofaniem nas do socjalizmu. Jedyne co mają nam do zaoferowania klimatyści, to organicznie wolności oraz drastyczne ograniczenie poziomu życia w imię ich mrzonek.PS: Nie ma żadnego "postrozwoju". Jest tylko niedorozwój.

Parsifal7
piątek, 20 sierpnia 2021, 19:51

W obecnych czasach głównym źródłem dewastacji środowiska (nie tylko emisji) jest sposób i styl życia. Pamiętam doskonale PRL i wszystkie mankamenty, ale prawda jest taka że nie produkowano śmieci i różnej tandety w tak gigantycznych ilościach jak obecnie. Opakowania były głównie zwrotne za kaucja i wielokrotnego użytku (i jakoś nikt z tego powodu się nie otrul), rzeczy były trwałe i wszystko rozbieralne i naprawialne (nie woziło się tysiące kilometrów jednorazowego badziewia jak obecnie), nie jeździło się wszędzie samochodem (po przysłowiowe bułki), komunikacja zbiorowa była o wiele bardziej dostępna (za wyjątkiem dużych aglomeracji to o takiej komunikacji jak wtedy to można obecnie pomarzyć - choć sam tabor był średniej jakosci). Nie mówię że to wszystko było dobre, ale do niektórych rozwiązań warto wrócić. Nie może być tak że lodówka jest nienaprawialna i działa 5 lat, to samo inne sprzęty. Przecież to marnitrastwo surowców, energii, konieczność transportu etc. To wszystko wpływa na emisję i ja generuje. To się da uregulować przecież. To samo z opakowaniami, po co każda bzdurna rzecz pakować w osobne opakowania i "tony" plastiku. Kiedyś były opakowania zbiorcze i było ok. To niby drobne rzeczy ale mają w globalnej masie ogromne znaczenie na poziom konsumpcji energii. Niestety, trzeba zmienić styl życia, latanie samolotami nie może byc tanie i należy z tego korzystać w sytuacjach ostatecznych a nie na zasadzie standardu etc. Przebudować trzeba też energetyke i rozwijać atom. Nie jestem zwolennikiem rewolucji czy ideologii. Trzeba to robić ale z głową i w pewnym skoordynowaniu. I niestety rynek tego nie zapewni bo rynkowo to akurat mamy dążenie do maksymalizacji zysku czyli maksymalizacji sprzedaży a tym samym maksymalizacji produkcji i w konsekwencji coraz większej konsumpcji energii i zasobów. Tak działa rynek. Gdyby tego nie ograniczać "ręcznie" to nie na w zasadzie mechanizmu hamujacego. Pewne zachowania trzeba wymusić tak po stronie wytwórcy jak po stronie konsumenta. Producent rynkowo jest zainteresowany żeby konsument jak najwięcej kupował. Tym samym nie jest ów producent zainteresowany rynkowo aby jego wyroby były trwałe. Kiedyś pralka działała 30 lat - teraz 5, góra 8. To są fakty. Zatem gadanie o magicznej ręce ryku to bajki dla ubogich. Bez ingerencji państwa problemu się nie rozwiąże. Nie twierdzę że gospodarka planowa jest lepsza bo nie jest (sam na własnej skórze to odczulem) ale elementy regulacyjne być muszą i należy wymuszać zachowania zarówno w biznesie jak też u obywateli. Nazywa się to polityka symulacyjna.

MacGawer
niedziela, 22 sierpnia 2021, 12:52

Pralka "Frania" rzeczywiście mogła działać 30 lat ale automaty tyle nie wytrzymywały. Pamietam PRL i nie był to tak cudowny obrazek. Było straszliwe, ale to straszliwe marnotrastwo, głównie energii. Z powodu braku uszczelek przez okna tak wiało, że nawet kwiaty na parapecie mogły zamarznąć. Spalało sie 5 ton węgla i siedziało w kilku niedogrzanych pokojach. A gdy zacząłem pracę zawodową naoglądałem się takiego marnotrastwa surowców, że możnaby książkę napisać. Jeżeli mleko w szklanej butelce ma być wyznacznikiem ekologii to ja dziękuję. Lepsza ekologia była przed Gierkiem gdy do sklepu latało sie z kankami do których sprzedawczynie wlewały mleko z dużych kan taką fajną 1 l łychą. Butelki to był "ekologiczny" krok w tył.

Grażyna
sobota, 21 sierpnia 2021, 13:17

Właśnie po to robią jednorazówki pralki ,samochody żeby więcej było zysków korporacji a walka o sztućce jednorazowe ,słomki z tworzyw sztucznych to ściema UE że walczy a śmieci topi w morzu czy wywozi do biedniejszych taki biznes jest bardzo dochodowy i ma środki na indoktrynację eko tam gdzie chce to bardziej przyslany klon cccp w innych dekoracjach

AB
sobota, 21 sierpnia 2021, 02:00

Powiedz te bzdury krajom, w którym do dziś dominuje gospodarka wypaleniskowa (pozyskiwanie gruntów ornych lub pastwisk, poprzez wypalanie lasów).

DDR
piątek, 20 sierpnia 2021, 22:41

Na Białorusi tak masz jak w PRL wszystko pakowane w szary papier możesz wyjechać

Parsifal7
sobota, 21 sierpnia 2021, 17:00

A byłeś na Białorusi czy tylko oglądasz pewną stację TV z siedzibą ba lotnisku w Amsterdamie? Powiem tak, gdyby nie pewien pan z wąsem to Białoruś byłaby bardziej normalnym krajem niz ten cały tzw. Zachód (rozbestwieni ludzie, dekadencja, zero aspiracji, bieżące istnienie na zasadzie z dnia na dzień na socjalu, brud i strach na ulicach). Ale biarirus się zmieni i to zapewne szybciej niż się nam wydaje i to bez względu czy wpadnie w łapy innego pana czy nie. Generalnie trzeba pojechać i zobaczyć. Bogato nie jest ale czysto i schludnie. Wiele naszych miast i miasteczek mogłoby brać wzór. Problem stanowi niestety ów Pan z wąsem.

Skleroticus
sobota, 21 sierpnia 2021, 21:43

Nie przesadzajmy, duże miasta i ich centra tak ale już osiedla "chruszczowek" to nawet chodników przyzwoitych nie mają. Za to są trawniki obłożone zużytymi oponami, coś jak u nas w latach 70/80. Wieś to już 19 wiek, jedynie jakieś tam "elektriczestwo" z jedną żarówką na izbę jest. Bo droga gruntowa. Niestety, dzięki owemu "panu z wąsikiem" to przedłużenie sowieckiego sojuza, ze wszystkimi konsekwencjami. Więc z owym "wzorem" ostrożnie.

Tweets Energetyka24