ING: Szybki zielony zwrot albo słony rachunek dla Polski

9 września 2020, 16:49
money-3481699_1280
Fot. Pixabay
Energetyka24
Energetyka24

Albo Polska dokona szybkiego zielonego zwrotu, albo przyjdzie jej zapłacić słony rachunek - piszą ekonomiści ING w opracowaniu GreenING Monitor. Według nich odejście od węgla przed 2050 r. leży w interesie zarówno gospodarki jak i polskich koncernów energetycznych.

Jak wskazują, w odpowiedzi na pandemię rządy zmobilizowały pokaźne zielone pakiety stymulujące gospodarkę i ograniczające emisje gazów cieplarnianych. Dodatkowo, nowa unijna perspektywa finansowa 2021- 2027 i nowy Fundusz Odbudowy będą wdrażane zgodnie ze strategią Europejskiego Zielonego Ładu i celem neutralności klimatycznej 2050.

Choć Polska formalnie nie potwierdziła gotowości realizacji tego celu, przyspieszenie transformacji energetycznej i odejście od weęgla przed 2050 r. leży w interesie gospodarki i polskich koncernów energetycznych - oceniają autorzy. 

Przypominają, że spadek popytu na energię elektryczną w czasie pandemii przełożył się na dalszą ekspansję źródeł odnawialnych o zerowych kosztach zmiennych, oraz dalsze kłopoty konwencjonalnej energetyki, zwłaszcza węglowej. 

ING przypomina, że Polska ma trudności z wypełnieniem celów unijnej polityki klimatycznej 2020, tymczasem cele na 2030 będą znacznie ambitniejsze, co przełoży się na szybszy wzrost cen uprawnień do emisji. Ten materializuje się już dzisiaj pomimo recesji, a powodem jest właśnie „śrubowanie” celów klimatycznych przez KE - oceniają autorzy. Przypominają jednocześnie, że już tej jesienie KE opublikuje swoją ocenę skutków podniesienia celu redukcji emisji w 2030 z 40 do 50-55 proc., przy czym wydaje się, że ostatecznym celem będzie 55 proc.

Autorzy zauważają, że w unijnej perspektywie budżetowej 2021-2027 30 proc. środków ma zostać przeznaczone na ochronę klimatu. W obecnym budżecie 2014-2020, udział ten wynosił 20 proc. Z kolei transformacja zielona i cyfrowa będą głównymi priorytetami Funduszu Odbudowy o ła?cznej wartości 750 mld euro. 

ING przypomina, że przedstawiony w tym tygodniu przez ministra klimatu zaktualizowany projekt Polityki Energetycznej Polski zakłada, ze przy wysokich cenach emisji CO2, udział węgla w produkcji energii elektrycznej może spaść w 2040 r. do 11 proc. Dziś z węgla kamiennego i brunatnego powstaje nieco ponad 70 proc.

"Zielona transformacja staje się nieuchronna, gdyż wynika z rosnącej presji społecznej, w szczególności młodego pokolenia. Od energetyki węglowej odwracają się inwestorzy, a banki z reguły nie finansują inwestycji w nowe moce węglowe. Wartość giełdowa polskich koncernów energetycznych wyraźnie odbiega od notowań europejskich spółek energetycznych, które zieloną restrukturyzację mają już za sobą" - konkludują ekonomiści ING.(PAP)

PAP - mini

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 3
AB
czwartek, 10 września 2020, 11:38

Odrzucić tę samobójczą politykę w całości.

po trzecie sankcje
czwartek, 10 września 2020, 01:15

Jak na razie to ta zielona transformacja doprowadziła do tego, że nowe samochody spalinowe zdrożały o jakieś 20-25%, żeby sfinansować kary za brak spełniania limitów spalin i badania nad nowymi technologiami. Do tego koncerny oferują różne silniczki 1,2 w autach kompaktowych, które są znacząco droższe niż solidne 1,6 wolnossące oferowane 2-3 lata temu. Te nowe droższe turbinowane silniczki zapewne będą miały niższą trwałość i większą awaryjność niż poczciwe wolnossące sprzed kilku lat. Hybrydy są niezłym rozwiązaniem, ale w zakupie są znacznie droższe niż proste wolnossące sprzed kilku lat. Szerokim rzeszom ludności grozi komunikacyjne wykluczenie z powodu tego, że auto kompaktowe w wersji hybrydowej zaczyna zbliżać się do 100 000pln. Oczywiście taka hybryda jest bardzo trwała i przy dużych przebiegach zwłaszcza po mieście może okazać się nawet opłacalna (w porównaniu do wersji spalinowej), ale duża część kierowców to osoby przejeżdżające 10-12000 km rocznie i potrzebują one aut TANICH w zakupie, o niskiej amortyzacji. W tym roku limit jest 120g CO2, a w przyszłym 95g CO2. Już dzisiaj ta norma jest wyżyłowana, a w przyszłości zapewne będzie jeszcze gorzej. Koncerny samochodowe przeznaczają horrendalne kwoty na opracowywanie nowych technologii i wszystko to odbija się na cenach nowych aut oferowanych klientowi końcowemu. Wszyscy "walczą" o czyste powietrze, a nikt nie próbuje upowszechniać aut na LNG/CNG czyli na gaz ziemny (taki jaki w kuchence w domu). Spaliny są dość czyste, samochody ekologiczne i ... brak jest zachęt chociażby w postaci preferencyjnego wliczania takich aut do norm spalania w przeliczaniu na CO2. To jest jakieś szaleństwo - w kilka lat próbujemy zmienić technologię napędu ze spalinowego na elektryczny. Osobiście uważam, że walkę z dieslami należało zacząć dekadę temu i dać preferencje benzynówkom zasilanym gazami (krótsze łańcuchy węglowodorów). Dzisiaj UE obudziła się i robi wszystko "w kilka lat" w dużej mierze kierując się jakimiś ideologicznymi przesłankami, a nie zdrowym rozsądkiem i interesem konsumenta. Do tej chwili kilka marek wycofało się z Europy (m.in. Chevrolet), co pokazuje, że spełnianie wyśrubowanych norm po prostu nie wszystkim się opłaca.

Rozum
czwartek, 10 września 2020, 00:57

Kto za to zapłaci? Nigdy ideologia nie zastąpi rynku. Każda taka próba musi zakończyć się bankructwem.

Tweets Energetyka24