Co zyska Polska na umowie UE-Mercosur?
Umowa UE–Mercosur ma w praktyce sprowadzić się do dwóch rzeczy, czyli tańszego i prostszego eksportu z UE do Brazylii, Argentyny, Paragwaju i Urugwaju oraz ściśle kontrolowanego dostępu części towarów rolnych na rynek europejski. Dlatego oś sporu nie biegnie między zwolennikami i przeciwnikami handlu jako takiego, tylko wokół pytania, czy limity i klauzule ochronne będą uruchamiane wtedy, gdy rynek zacznie się chwiać, oraz czy egzekwowanie reguł będzie równie twarde w praktyce jak w deklaracjach.
Umowa UE–Mercosur wywołała w Polsce tyle negatywnych emocji, że w publicznej dyskusji często giną podstawowe fakty o tym, co w niej rzeczywiście zapisano, jakie mechanizmy ochronne przewidziano i gdzie w ogóle leży gospodarcza stawka porozumienia. Analiza ma przywrócić proporcje, bo bez liczb, warunków i kontekstu trudno odróżnić realne ryzyka od politycznych haseł i skrótów myślowych.
17 stycznia 2026 r. w Paragwaju ma dojść do podpisania umowy UE z krajami Mercosur, czyli Brazylią, Argentyną, Paragwajem i Urugwajem, kończącej etap negocjacji ciągnących się od ponad 25 lat i przenoszącej ciężar sporu z sal negocjacyjnych do procedur zatwierdzania w Unii. Polityczny impuls nabrał tempa po decyzji Rady UE z 9 stycznia 2026 r., ale podpis nie oznacza jeszcze automatycznego wejścia w życie wszystkich zapisów.
Co dokładnie ma zostać podpisane?
W praktyce mówimy o dwóch dokumentach. Pierwszym jest umowa o partnerstwie obejmująca również komponenty polityczne i współpracy, a drugim jest część stricte handlowa, czyli tymczasowa umowa handlowa. To rozróżnienie ma znaczenie, bo część handlowa obejmuje obszary należące do wyłącznych kompetencji UE, a to oznacza, że po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego może zostać zawarta bez ratyfikacji we wszystkich parlamentach krajowych. Rada UE wskazuje też skalę relacji gospodarczych, która wyjaśnia, dlaczego Bruksela traktuje ten projekt jako strategiczny. W oficjalnych materiałach mowa jest o handlu towarami na poziomie ok. 111 mld euro rocznie oraz o handlu usługami rzędu ok. 42 mld euro, a także o tym, że UE jest jednym z największych inwestorów w regionie Mercosur.
Polityczny spór w Unii nie zniknął, bo część państw nadal podchodzi sceptycznie, a temat rolnictwa i standardów produkcji pozostaje dla wielu rządów drażliwy. W debacie publicznej powraca też pytanie, czy Europa jest w stanie jednocześnie liberalizować handel i utrzymywać ostrą politykę klimatyczną, skoro rynek ma zostać szerzej otwarty na towary z regionu, w którym kontrowersje budzą m.in. kwestie wylesiania i egzekwowania standardów środowiskowych. To jednak nie jest spór, który da się uczciwie rozstrzygać bez wchodzenia w szczegóły zapisów.
W rozmowach eksperckich przewija się ten sam motyw. Dr hab. Barbara Wieliczko, Profesor Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN, zwraca uwagę, że umowę z państwami Mercosur należy zdecydowanie czytać jako projekt geostrategiczny i jednocześnie przypomina, że takie umowy były podpisywane, odkąd negocjacje w ramach WTO umarły. Przypomina też, że warunkach zablokowanej liberalizacji globalnej rośnie znaczenie porozumień regionalnych.
Ta umowa wpisuje się więc w ogólną politykę handlową Unii Europejskiej: zawieranie porozumień, które ułatwiają UE zdobywanie nowych rynków zbytu dla swoich produktów zarówno przemysłowych, jak i rolnych. A przyspieszenie pod koniec 2024 roku i próby zakończenia negocjacji podpisaniem umowy w tym roku wiążą się oczywiście także z geopolitycznymi zmianami na świecie i szerzej, z drugą prezydenturą Donalda Trumpa.
mówi Wieliczko
W rozmowie z Enenrgetyką24 Bartłomiej Znojek, analityk ds. Ameryki Łacińskiej w PISM, jednocześnie przestrzega przed nadmiernym optymizmem. Jak zauważa, od wielu lat największym partnerem handlowym Mercosuru są Chiny, dlatego w tej logice unijna umowa nie jest biletem do łatwego zwycięstwa, lecz narzędziem, które ma pomóc Unii stopniowo wzmocnić pozycję w regionie już w dużej mierze zagospodarowanym przez konkurentów.
Na czym polega gospodarcza stawka, czyli cła, bariery i koszty wejścia na rynek
W uproszczeniu UE gra o zmniejszenie kosztów eksportu i o stabilniejsze warunki prowadzenia biznesu w czterech dużych państwach Ameryki Południowej. Dziś Mercosur utrzymuje wysokie stawki celne dla wielu towarów przemysłowych, a to uderza w sektory, które są rdzeniem europejskiego eksportu. Komisja wskazuje przykłady stawek sięgających 35 proc. dla samochodów, a także wysokie cła na części, maszyny czy wyroby chemiczne, co w praktyce jest barierą wejścia, a nie tylko podatkiem. Jednocześnie liberalizacja po stronie UE nie jest bezwarunkowa. Najwrażliwsze produkty rolne mają wchodzić na rynek europejski w ograniczonych wolumenach i w ramach kontyngentów, a dodatkowo uruchamiane mają być mechanizmy ochronne w razie zaburzeń rynku.
Co dokładnie obiecuje Komisja w sprawie Polski?
Komisja Europejska przygotowała osobne opracowanie poświęcone Polsce, które pokazuje logikę argumentacji zwolenników porozumienia. Wskazuje się w nim, że całkowity handel Polski z Mercosur ma wynosić ok. 4 mld euro, a umowa ma znieść cła na 91 proc. wszystkich produktów, co ma wspierać praktycznie cały przekrój polskiego eksportu.
Wśród sektorów, które pojawiają się w tym ujęciu jako istotne dla polskiego eksportu, są maszyny oraz urządzenia elektryczne, gdzie wartość eksportu do Mercosur w 2024 r. oszacowano na 449 mln euro i gdzie obecne cła mają wynosić 14–20 proc., a także chemikalia i farmaceutyki, gdzie przy eksporcie rzędu 160 mln euro stawki mają sięgać 14–18 proc. i mają zostać zredukowane do zera. Pojawia się również transport, wyroby z gumy i tworzyw oraz aparatura optyczna i medyczna, a więc kategorie, które są ważne także dlatego, że Polska często nie eksportuje ich jako gotowy produkt markowy, lecz jako element łańcucha dostaw dla większych graczy w UE.
Wątek usług ma dla Polski znaczenie równie praktyczne. Komisja podaje, że polski eksport usług do Mercosur ma wynosić ok. 71 mln euro rocznie, a porozumienie ma szerzej otworzyć rynek m.in. dla usług finansowych, kurierskich, telekomunikacyjnych, transportowych, cyfrowych i środowiskowych, przy jednoczesnym uproszczeniu procedur.
Istotna jest też część dotycząca małych i średnich firm, bo w materiałach Komisji pojawia się argument, że 95 proc. polskich eksporterów to małe przedsiębiorstwa, które najczęściej zderzają się z kosztami administracyjnymi, certyfikacją i niejednolitą praktyką graniczną. W dokumentach opisuje się rozwiązania, które mają obniżać koszty przez redukcję ceł, upraszczać procedury celne, ułatwiać certyfikację i wspierać dostęp do informacji, a także przewidują rolę koordynatorów do spraw małych firm.
Dlaczego bilans Polski nie kończy się na bezpośrednim eksporcie?
W debacie łatwo umyka prosty mechanizm, że Polska może zyskiwać nawet wtedy, gdy główny strumień eksportu do Mercosur popłynie z największych gospodarek UE. Polskie zakłady są mocno wpięte w europejskie łańcuchy dostaw w przemyśle maszynowym, motoryzacyjnym, chemicznym i elektronicznym, więc wzrost zamówień na finalne produkty w Niemczech, Francji czy we Włoszech przekłada się także na popyt na komponenty wytwarzane w Polsce.
Dobrze pokazuje to jedno z zestawień Euronews dotyczących wartości eksportu państw UE na rynki Mercosur, w którym na pierwszym miejscu znalazły się Niemcy z wynikiem przekraczającym 15 mld euro. To właśnie dlatego ewentualne korzyści z liberalizacji handlu mogą w pierwszej kolejności materializować się w krajach o najsilniejszej bazie przemysłowej, a dopiero potem rozlewać się na poddostawców w regionie, w tym w Polsce. Nie jest to efekt spektakularny, bo nie daje prostego hasła na transparent, ale w realnej gospodarce bywa kluczowy, ponieważ zamówienia pracują w całym łańcuchu wartości.
Jeśli mówimy o Niemczech jako największej gospodarce unijnej, to fakt, że mogą być największym beneficjentem „siłą rzeczy", jest oczywisty i zrozumiały. Z drugiej strony Niemcy są też krajem z największym, najbardziej rozwiniętym sektorem przemysłu samochodowego — sektorem, który ma szansę się utrzymać, patrząc na konkurencję Stanów Zjednoczonych i coraz szybciej rosnącą na rynku UE konkurencję ze strony Chin. Jest więc nadzieja, że rynek Ameryki Południowej będzie rynkiem, na którym uda się uzyskać na tyle dobrą pozycję, aby sektor samochodowy w Europie nie zwijał się, tylko mógł się utrzymać i konkurować.
wskazuje Wieliczko
W tym kontekście znaczenie ma też „pierwszeństwo wejścia” na rynek, a Komisja i część ekspertów podkreślają, że Mercosur to dynamiczne rynki, które utrzymują wysokie bariery, więc kto zbuduje pozycję wcześniej, temu później łatwiej ją bronić, nawet gdy konkurencja się zaostrza.
Rolnictwo, czyli powód politycznego pożaru
Największy spór dotyczy rolnictwa, ponieważ dla części producentów w UE konkurencja z Mercosur oznacza ryzyko presji cenowej. Komisja odpowiada na to dwutorowo. Z jednej strony obiecuje większy dostęp do rynków Mercosur dla europejskich producentów żywności, a z drugiej strony wskazuje na limity importowe i zabezpieczenia dla wrażliwych sektorów w UE. W dokumentach Komisji pojawia się twardy zestaw liczb, które mają pokazać, że liberalizacja nie oznacza pełnego otwarcia rynku. Kontyngent na wołowinę z Mercosur ma wynieść 99 tys. ton i ma być objęty cłem 7,5 proc., przy czym 55 proc. kontyngentu ma dotyczyć mięsa świeżego lub chłodzonego, a 45 proc. mięsa mrożonego o niższej wartości.
Kontyngent na drób ma wynieść 180 tys. ton bezcłowo i ma być wdrażany stopniowo przez pięć lat. W przypadku wieprzowiny w polskiej notatce Komisji pojawia się limit 25 tys. ton, co ma odpowiadać 0,1 proc. produkcji w UE, a więc ma być poziomem, który z definicji nie powinien wywracać rynku.
Dalej mamy cukier. Komisja podkreśla, że dla Brazylii nie ma nowego kontyngentu, a przewidziano m.in. 180 tys. ton surowego cukru trzcinowego do rafinacji bezcłowo w ramach istniejącego kontyngentu oraz dodatkowy kontyngent 10 tys. ton dla Paragwaju, przy wyłączeniu cukrów specjalistycznych. W przypadku etanolu przewidziano osobny kontyngent 450 tys. ton bezcłowo na potrzeby przemysłu chemicznego oraz 200 tys. ton z obniżoną stawką w kontyngencie na pozostałe zastosowania, a oba mają być wdrażane stopniowo przez pięć lat. W materiałach pojawiają się także kontyngenty dla miodu na poziomie 45 tys. ton oraz dla ryżu na poziomie 60 tys. ton, również z okresem wdrażania.
Komisja dokłada do tego argument o funduszu zabezpieczającym. W oficjalnych materiałach wskazuje się, że UE ma ustanowić fundusz w wysokości 6,3 mld euro, który ma działać jako bufor w razie niekorzystnych skutków dla rolników i rynków rolnych. To jednak nadal nie zamyka sporu, ponieważ przeciwnicy umowy kwestionują nie tylko wolumeny, lecz także to, czy przy różnicach kosztowych i standardów produkcji nawet ograniczone kontyngenty nie będą działały jak trwała presja na ceny w określonych segmentach rynku. Tu wchodzimy w temat zabezpieczeń.
Zabezpieczenia, które mają działać
W dokumentach Komisji ważną rolę odgrywa klauzula ochronna, która ma pozwalać reagować, jeśli import z Mercosur zacznie powodować lub nawet tylko grozić poważną szkodą w danym sektorze w UE, a co istotne ma ona obejmować również import w ramach kontyngentów taryfowych. Równolegle instytucje unijne pracowały nad wzmocnieniem narzędzi ochronnych dla rolnictwa w szerszym ujęciu polityki handlowej. Parlament Europejski informował o poparciu dla nowych zasad, w których pojawia się mechanizm uruchomienia środków ochronnych, gdy import w ramach kontyngentu zacznie destabilizować rynek, a w opisie pojawia się także próg 5 proc. jako punkt wyzwalający działanie, gdy ceny spadają albo gdy import podcina ceny w UE. To ważne, bo pokazuje kierunek polityczny. Bruksela próbuje uspokoić obawy rolników nie tylko deklaracją, że są kontyngenty, lecz także obietnicą, że w razie turbulencji instytucje nie będą bezradne.
W polskim kontekście warto o tym mówić wprost, ponieważ protesty rolnicze i napięcie wokół porozumienia wynikają nie z samego faktu istnienia handlu, lecz z przekonania, że koszty transformacji i otwierania rynku rozkładają się nierówno. Mechanizmy ochronne nie są więc dodatkiem, tylko warunkiem politycznej stabilności tej umowy.
Standardy bezpieczeństwa żywności
Kolejny spór dotyczy jakości i norm, a więc tego, gdzie kończą się argumenty o standardach, a zaczyna twarde prawo. Komisja Europejska konsekwentnie powtarza, że unijne wymogi sanitarne i fitosanitarne nie podlegają negocjacjom i że każdy produkt sprzedawany w UE musi spełniać normy ochrony konsumentów, których porozumienie nie zmienia. W praktyce oznacza to, że krytyka niższych standardów produkcji w Mercosur nie jest równoznaczna z tezą, że do UE automatycznie wjadą towary niezgodne z prawem, choć wciąż pozostaje pytanie o koszty kontroli, ryzyko obchodzenia reguł i skuteczność egzekwowania wymogów przy długich, złożonych łańcuchach dostaw. Rozdźwięk dobrze opisuje prof. Wieliczko, wskazując, że w podobnych sporach, również przy wcześniejszych kryzysach handlowych, często dochodzi do pomieszania dwóch porządków. „Unia Europejska i państwa członkowskie badają produkty pojawiające się na granicy, więc do Polski tak jak do innych krajów UE nie wpływały i nadal nie będą wpływały produkty, które nie spełniają standardów, czyli nie mają wymaganych parametrów na wejściu. Badamy produkt finalny, a nie poszczególne etapy produkcji” – zauważa, podkreślając, że „inne wątpliwości dotyczą właśnie standardów w toku produkcji”.
W materiałach Komisji silnie eksponuje się temat ochrony oznaczeń geograficznych, bo to jest element, który daje europejskim producentom przewagę jakościową i pozwala bronić marż. W oficjalnych opracowaniach pojawia się liczba 344 chronionych produktów w Mercosur, co ma ograniczać imitacje i wzmacniać pozycję rynkową europejskich marek żywności. W materiałach Komisji poświęconych Polsce podkreślono również ochronę polskich oznaczeń geograficznych. Wśród wskazanych produktów znalazły się m.in. Polska Wódka oraz „Wódka ziołowa Niziny Północnopodlaskiej aromatyzowana ekstraktem z trawy żubrowej”, znana szerzej jako Żubrówka.
Środowisko i klimat
Zapisy środowiskowe mają być odpowiedzią na obawy o wylesianie i presję na Amazonkę. Komisja podkreśla, że umowa zawiera rozdział o handlu i zrównoważonym rozwoju, a strony zobowiązują się do skutecznego wdrażania Porozumienia paryskiego i współpracy w klimatycznych aspektach handlu. Istotny jest też detal prawny, bo Porozumienie paryskie ma być elementem zasadniczym, co otwiera drogę do zawieszenia umowy w razie poważnego naruszenia lub wyjścia z porozumienia. Komisja wskazuje również na zobowiązania dotyczące ochrony środowiska, w tym walkę z nielegalnym pozyskiwaniem produktów oraz na zasady ostrożności i nierozluźniania standardów.
Równolegle działają jednak przepisy niezależne od umowy, które mogą być dla importu kluczowe. Przykładem jest unijne rozporządzenie przeciwko wylesianiu, które po przesunięciu terminów ma być stosowane od 30 grudnia 2026 r. dla dużych i średnich podmiotów oraz od 30 czerwca 2027 r. dla mikro i małych, obejmując m.in. towary wrażliwe, takie jak soja, wołowina czy drewno.
Surowce krytyczne, czyli cichy, bardzo ważny filar umowy
W polskiej debacie ta część praktycznie nie istnieje, a to może być błąd, bo z perspektywy przemysłu i transformacji energetycznej jest to jeden z najbardziej strategicznych wątków. Państwa Mercosur są istotnymi producentami wielu surowców krytycznych, a porozumienie ma wspierać bezpieczniejsze i bardziej przewidywalne łańcuchy dostaw oraz dywersyfikację źródeł. W opracowaniach pojawiają się przykłady takie jak niob, gdzie wskazuje się dominujący udział Brazylii w przetwarzaniu, a także grafit naturalny, mangan czy krzem metaliczny, które są potrzebne w stalownictwie, bateriach, fotowoltaice i elektronice. Z kolei Argentyna pojawia się w kontekście litu, który jest kluczowy dla baterii.
Takie jest oczekiwanie UE i wynika to z szerszych dążeń do zacieśniania takiej współpracy z różnymi partnerami latynoamerykańskimi. Przykłady to partnerstwo z Argentyną w sektorze litu oraz nowa umowa handlowa Unii z Chile, która dotyczy też handlu litem i zielonym wodorem. Państwa Mercosuru są ważnymi eksporterami m.in. litu, boksytu, grafitu naturalnego, niobu i tantalu, więc pierwiastków niezbędnych dla transformacji energetycznej. UE wynegocjowała w umowie z tym blokiem m.in. zniesienie lub redukcję ceł eksportowych, stosowanych np. przez Brazylię na takie surowce. Pozwoli to Unii na tańszy i bardziej przewidywalny dostęp do tych materiałów, a to wpłynie na większą konkurencyjność europejskich firm i stabilność łańcuchów dostaw.
zauważa Bartłomiej Znojek
Komisja akcentuje też elementy, które z perspektywy europejskich firm są szczególnie ważne. Chodzi o ograniczanie ryzyka wprowadzania podatków eksportowych i praktyk, które mogłyby blokować eksport albo windować ceny, a także o zachęty do rozwijania przetwórstwa i produktów o większej wartości dodanej. W tle jest prosta gra o to, aby unijny przemysł nie był zakładnikiem jednego kierunku importu w świecie rosnącej konkurencji technologicznej.
Jakie nastawienie panuje w krajach Mercosur?
Nietrudno odnieść wrażenie, że w tej debacie brakuje głosu drugiej strony, a tymczasem w państwach Mercosur nastawienie do porozumienia jest w dużej mierze pragmatyczne i nastawione na domknięcie negocjacji. Jak zauważa Bartłomiej Znojek, „rządy państw członkowskich Mercosuru oczekują finalizacji umowy i nie spodziewam się przeszkód w ich ratyfikacji porozumienia. Wpływa na to kontekst związany z polityką administracji Trumpa i w związku z tym potrzebą dywersyfikacji kierunków handlu”.
Znojek podkreśla, że Mercosur w ostatnich latach intensyfikuje rozmowy handlowe z różnymi partnerami, a w ubiegłym roku zakończył negocjacje z EFTA i prowadzi rozmowy m.in. z Kanadą, Singapurem oraz Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Jednocześnie zaznacza, że umowa z tak dużą gospodarką jak UE to perspektywa wyraźnie większych możliwości i prestiżu, co łączy się także z ambicjami samego bloku. „Formalna nazwa to Wspólny Rynek Południa, bo taki miał być docelowy status zgodnie z celem założycieli. Tym wspólnym rynkiem nigdy się nie stał i ma status niepełnej unii celnej. Sukces jakim jest stworzenie strefy wolnego handlu z UE pomógłby wzmocnić znaczenie i atrakcyjność Mercosuru” – wskazuje.
Jeśli chodzi o branże, Znojek zwraca uwagę, że „największe oczekiwania wejścia umowy w życie mają producenci rolno-spożywczy z Mercosuru”, choć region i tak korzysta już z silnego popytu z Chin. Dodaje przy tym, że obawy zgłaszał również przemysł, spodziewający się konkurencji ze strony firm unijnych, ale blok zabezpieczył się długimi okresami ochronnymi. „Umowa przewiduje obniżenie ceł dla UE na pojazdy elektryczne po 18 latach, a na napędzane wodorem aż po 25 latach” – zauważa.
Porozumienie UE–Mercosur nie jest ani obietnicą gospodarczego przełomu, ani scenariuszem, który z definicji musi pogrążyć europejskie rolnictwo. Najuczciwiej będzie ocenić tę umowę nie po temperaturze debaty, lecz po skuteczności wdrożenia. Pytanie brzmi, czy mechanizmy ochronne zadziałają wtedy, gdy rynek zacznie się chwiać, czy zapisy o zrównoważonym rozwoju będą miały przełożenie na praktykę, a także czy unijne regulacje dotyczące wylesiania i łańcuchów dostaw będą egzekwowane konsekwentnie wobec wszystkich, niezależnie od tego, czy towar wjeżdża do UE na preferencjach, czy poza nimi. W świecie coraz ostrzejszej rywalizacji o metale, minerały i komponenty technologiczne umowy handlowe coraz częściej stają się instrumentem bezpieczeństwa gospodarczego, a nie wyłącznie narzędziem obniżania ceł.