Janusza Korwin-Mikkego fantazje o zmianach klimatu [KOMENTARZ]

14 listopada 2019, 09:34
Zrzut ekranu 2019-11-14 o 04.24.31
Fot. Łukasz Błasikiewicz/Kancelaria Sejmu

Lata lecą, a Janusz Korwin-Mikke, kontrowersyjny polityk i świeżo upieczony poseł na Sejm IX Kadencji, dalej opowiada te same niestworzone rzeczy o zmianach klimatu. Jednakże jest on w swych poglądach coraz bardzie osamotniony – nawet wewnątrz własnej partii.

„[Globalne ocieplenie – przyp. JW.] trwa od mniej więcej 500 lat, wtedy temperatura była o 5 stopni niższa, wzrosła o te 5 stopni bez żadnego specjalnego działania przemysłu, Bałtyk wtedy zamarzał zimą, śniegi zakrywały chałupy po dachy, to zniknęło. To potrwa jeszcze ok. 200 lat, temperatura wzrośnie jeszcze o 2 stopnie, dzięki czemu będzie można budować zimą, zniknie bezrobocie, roztopią się lody Arktyki, będzie można statkiem płynąć z Nowej Ziemi do Kanady, będzie o wiele, wiele lepiej. Same korzyści są z globalnego ocieplenia. Ja nie rozumiem, dlaczego mamy walczyć z globalnym ociepleniem” – powiedział Janusz Korwin Mikke cytowany przez Polsat News.

Ta krótka wypowiedź zawiera szereg rażących błędów, stojących w sprzeczności z ustaleniami nauki w zakresie zmian klimatu.

Po pierwsze, nie jest prawdą, że globalne ocieplenie trwa od pół tysiąca lat. W okresie tym wystąpiła bowiem tzw. Mała Epoka Lodowa, charakteryzująca się spadkiem średnich temperatur na półkuli północnej o ok. 1°C. Dopiero jej koniec, który zbiegł się w czasie z rewolucją przemysłową, można uważać za początek globalnego ocieplenia, przy czym zjawisko to zostało wychwycone i przeanalizowane dopiero w II połowie XX wieku.

Po drugie, nie jest prawdą, że w ostatnich 500 latach średnia globalna temperatura wzrosła o 5°C. Różnica między obecnymi średnimi temperaturami powierzchni Ziemi, a tymi, jakie według szacunków odnotowywano na początku XVI wieku wynosi ok. 0,9-1,4°C. Warto zaznaczyć, że Porozumienie paryskie, będące ogólnoświatową umową zmierzającą do wyhamowania zmian klimatu, zakłada utrzymanie wzrostu średnich temperatur powierzchni Ziemi do wartości 2°C do 2100 roku w porównaniu do epoki przed rewolucją przemysłową.

Po trzecie, nie jest prawdą, że obecny trend ociepleniowy powstał bez udziału przemysłu. To właśnie gospodarka, oparta na spalaniu paliw kopalnych, przyniosła gwałtowny i bezprecedensowy skok zawartości dwutlenku węgla w atmosferze i związany z nim wzrost średnich temperatur. Jak zgodnie twierdzą naukowcy pracujący w ramach Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, obserwowane obecnie globalne ocieplenie jest zjawiskiem wyjątkowym w historii klimatycznej Ziemi. Dane, które zostały zebrane podczas badanie tego fenomenu wskazują, że winę za niego ponosi człowiek i jego gospodarka.

Po czwarte, biorąc poprzedni punkt pod uwagę, trudno pojąć tok rozumowania Janusza Korwin-Mikkego. Antropogeniczne globalne ocieplenie nie jest limitowane czasowo, będzie trwać tak długo, jak długo człowiek będzie wywierał wpływ na klimat, jaki wywiera obecnie. Dlatego też zarówno skala wzrostu temperatury (warto tu jeszcze raz podkreślić, że wymieniona przez prezesa partii KORWiN wartość 2°C jest poziomem, o który walczą sygnatariusze Porozumienia paryskiego), jak i horyzont czasowy tego zjawiska nie podlegają magicznemu limitowi.

Po piąte, optymizm pana Korwin-Mikkego jest godny pozazdroszczenia, ale niestety niewyhamowane w porę globalne ocieplenie nie oznacza wyłącznie korzyści. Co więcej, ewentualne zyski osiągane dzięki temu zjawisku w określonych sektorach gospodarki zostaną najprawdopodobniej skonsumowane przez porażające straty w innych. Otwarcie nowych kanałów żeglugi nie będzie tak istotne w obliczu dotkliwych susz następujących naprzemiennie z ulewami i powodziami czy wzrostem poziomu wód oceanicznych. Możliwości rozwoju branży budowlanej skupią się raczej na płaszczyźnie odbudowy po zniszczeniach spowodowanych gwałtownymi zjawiskami pogodowymi. Dokładne rozmiary strat spowodowanych zmianą klimatu są trudne do oszacowania.

Jak widać, w stosunkowo krótkiej wypowiedzi poseł Korwin-Mikke zawarł dość znaczną ilość nieprawdy, co rzutuje na ocenę jego percepcji problemu globalnego ocieplenia. Tę zaś można było sobie wyrobić już wcześniej – prezes KORWiNa powtarza bowiem tego rodzaju klimatyczne fantazje od dłuższego czasu. Teraz jednak Janusz Korwin-Mikke staje się coraz bardziej odosobniony w swych poglądach – wszystko za sprawą wzrostu świadomości i znaczenia kwestii ochrony klimatu.

W ciągu ostatnich lat doszło do zwiększenia zainteresowania społecznego kwestią globalnego ocieplenia – ulicami rozmaitych miast przechodzą marsze domagające się ochrony klimatu, postulaty takie zostały wplecione do debaty politycznej w najważniejszych krajach świata, pojawiła się też szeroka paleta łatwo dostępnych i rzetelnych informacji na ten temat. Ten wzrost świadomości ekologicznej spowodował, że osoby publicznie wątpiące w antropogeniczność zmian klimatu są postrzegane jako osobliwości. 

Co ciekawe, Janusz Korwin-Mikke staje się wyjątkiem także w obrębie własnej siły politycznej, z którą wszedł do Sejmu. W Konfederacji już teraz słychać głosy na temat klimatu, które są biegunowo odległe od poglądów prezesa KORWiN. „Redukcja emisji dwutlenku węgla czy pyłów jest oczywiście w naszym interesie, obojętnie od poglądów na kwestię klimatu” – powiedział w wywiadzie z Energetyka24 poseł Robert Winnicki, kolega Korwin-Mikkego z ławy sejmowej. „Globalne ocieplenie jest faktem. W istotnej części jest spowodowane przyczynami antropogenicznymi” – stwierdził w podobnej rozmowie Sławomir Mentzen, wiceprezes partii KORWiN.

Dlaczego zatem Janusz Korwin-Mikke uparcie trwa przy swych tezach bez względu na ich sprzeczność z ustaleniami nauki? Bloger klimatyczny DoskonaleSzare rozmowie z serwisem Energetyka24 zasygnalizował, że taka postawa może być wynikiem pułapki konsekwencji: „(…) w prawicowym środowisku dziennikarsko-publicystycznym denializm klimatyczny jest wciąż tak silny, jak był te kilkanaście lat temu. Nie spodziewam się jednak, by ktoś, kto wielokrotnie, publicznie wygłaszał pogląd, że globalne ocieplenie to największy szwindel w historii ludzkości, potrafił zmienić zdanie w tej kwestii” – powiedział.

Czy zatem Janusz Korwin-Mikke dalej będzie tworzył swe fantazje o zmianach klimatu? Na to wygląda.  Prawicowi komentatorzy mają skłonność do określania osób zaangażowanych w sprawy ochrony klimatu mianem „sekty”. Jednakże miano to znacznie lepiej pasuje do osób, które nie zmieniają swojego zdania nawet w obliczu faktów.  

KomentarzeLiczba komentarzy: 28
Zenek
czwartek, 21 listopada 2019, 02:39

Wytłumaczcie jedno, czemu typowa zima pojawia się tam gdzie jej nie było, albo była bardzo słaba. Dajmy na to w USA gdzie sporo wypuściło się CO2 do atmosfery, a także wielu innych państwach. Może powinno się to nazywać zmianą klimatu, a nie globalnym ociepleniem.

Stary Grzyb
niedziela, 17 listopada 2019, 16:06

Pan Mikke, z uwagi na swoją prorosyjskość, nie jest, delikatnie mówiąc, bohaterem mojej bajki. Ale zamiast bezkrytycznie powtarzać tezy manipulatorów od "globalnego ocieplenia", warto byłoby zastanowić się np. nad tym, dlaczego Grenlandia nazywa się Grenlandią, i zapoznać się choćby z pojęciem Średniowiecznego Optimum Klimatycznego, oraz skutkami jego wystąpienia. Zmiany klimatu były, są i będą, zaś obecne - o ile w ogóle występują w rzeczywistości, a nie wyłącznie w propagandzie i kieszeniach żyjących z tej propagandy aktywistów - nie są niczym szczególnym ani niczym szczególnie szkodliwym. Przekleństwem była natomiast tzw. mała epoka lodowa, której apogeum wystąpiło na przełomie XVII i XVIII wieku, od którego to czasu rzeczywiście powoli trochę się ociepla - na całe szczęście zresztą, ponieważ zima jest szkodliwa ze swej istoty dla wszystkich (wszystko działa gorzej, psuje się bardziej i kosztuje drożej, a poza tym jest bez przerwy upaprane szaroczarną breją), poza osobami żyjącymi z narciarstwa. Innymi słowy, pan Mikke pomylił się głównie w datach - ociepla się od końcówki XVIII wieku, czyli od 250 lat, nie od 500, i oby znów przyszedł klimat, w którym Grenlandia z powrotem stanie się Zieloną Wyspą, a w okolicach Elbląga czy Sztokholmu uprawiane będą winogrona na skalę przemysłową.

Robert
niedziela, 17 listopada 2019, 14:24

środowiskom pro-rosyjskim zależy na promocji paliw kopalnych, a ośmieszaniu rozwiązań proekologicznych (wiatraki, panele słoneczne, samochody elektryczne)

CO
sobota, 30 listopada 2019, 22:54

Śwodowiskom prorosyjskim zależy na niszczeniu przemyslu wydobywczego paliw kopalnych u potencjalnych importerów gównie gazu ziemnego, który, jakoby miał powodować mniejszy efekt cieplarniany.

Nysa
czwartek, 28 listopada 2019, 18:55

Zgoda . Tylko , że energia odnawialna jest dużo droższa i niestabilna ( trzeba do niej dopłacać ), Samochody elektryczne to też droga zabawka. Całe te OZE i samochody elektryczne są w interesie zachodniego kapitału , który wciska swoje drogie cuda biednym krajom np. takim jak Polska.

mc.
sobota, 16 listopada 2019, 00:23

A może trochę inaczej, zobaczmy czy populacja ludzka może mieć wpływ na środowisko. Populacja ludzka: 1500 rok - ok 500 mln, 1820 rok - ok. 1 mld, 1930 rok - ok. 2 mld, 1960 rok - ok. 3 mld, 1974 rok - ok. 4 mld, 1987 rok - ok. 5 mld, 1999 rok - ok. 6 mld, 2011 rok - 7 mld..... Dodatkowo cały czas wzrasta zapotrzebowanie na energię na potrzeby domowe i przemysłowe, ludzie jedzą dużo więcej mięsa, posiadają dużo więcej przedmiotów, mają coraz więcej środków lokomocji. Oczywiście cały czas spadają ilości terenów zielonych, czystych wód itd. Myślę że te trzy krzywe - wzrost populacji i "zapotrzebowania człowieka" są identyczne, a krzywa "terenów zielonych" też jest identyczna ale odwrotna. Wniosek.......................... jest nas ZA DUŻO. Ziemia nie ma możliwości zaspokojenia nieograniczonych potrzeb człowieka. Jeżeli dodamy do tego naturalny cykl Ziemi, wpływ Słońca itd, robi się naprawdę nieciekawie. I co możemy zrobić ? ........................................................................................................................................................................................ III WŚ ? Zmniejszenie populacji Chin i Indii (1950 rok Chiny - 572 mln, Indie 397 mln; 2016 rok Chiny 1,373 mld, Indie 1,266 mld) ? Wynalezienie super wydajnego i bez emisyjnego źródła energii ?

Libero
sobota, 30 listopada 2019, 10:36

To od kogo zaczynamy?

TomekTychy
sobota, 23 listopada 2019, 11:31

O ile się nie mylę to ludzie zamieszkują około 1% powierzchni Ziemi.

Marek
sobota, 30 listopada 2019, 08:17

A co to ma do rzeczy? Ludzie zużywają za dużo zasobów i dewastują środowisko, to jest problemem a nie ilość metrów kwadratowych jakie zajmują domy.

Thara
piątek, 15 listopada 2019, 14:26

Panie Jakubie. Wytłumaczenie tego "fenomenu" może być jeszcze inne. Po prostu środowiskom pro-rosyjskim nie wsmak jest zwalać całego zła na paliwa kopalniane z wiadomych przyczyn.

AB
sobota, 16 listopada 2019, 17:24

To nie środowiska prorosyjskie (cokolwiek by to miało być) zwalają całe zło świata na paliwa kopalne. Robią to niezwykle agresywnie inne środowiska. Wcale nie wykluczone, że za rosyjskie pieniądze.

Reklama
Tweets Energetyka24