- WIADOMOŚCI
8 stopni Celsjusza w sklepie Dino. Jak to świadczy o polskim biznesie?
W sklepie Dino w Sochaczewie, do którego wybrał się współprzewodniczący Razem Adrian Zandberg, temperatura powietrza wynosiła 8 stopni Celsjusza. Państwowa Inspekcja Pracy zapewnia, że przeprowadza kontrole w sklepach sieci.
„Weszliśmy właśnie z interwencją poselską do pomieszczeń w Sochaczewie. Mamy udokumentowane naruszenie przepisów. PIP o tym wie, kontroli ciągle nie ma. Firma bezczelnie odmawia rozmowy. Robienie z ludzi mrożonki się opłaca” – poinformował Zandberg na platformie X.
Chłód, mróz i brak świadczeń
„Dostawaliśmy sygnały, że w setkach marketów – naprawdę w dużej liczbie – panowały temperatury rzędu 12, 13, 14, 15 stopni, podczas gdy na hali sprzedaży powinno być co najmniej 18. Dziewczyny pracujące na kasach siedziały bezpośrednio – tak są zaprojektowane te sklepy – około trzech metrów od drzwi, które ciągle się otwierają. Nie było kurtyn powietrznych, więc temperatura na stanowiskach kasjerskich była jeszcze niższa” – przekazał w rozmowie z WP Wojciech Jendrusiak z OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDI i Rossmannie.
W sieci wrze, a do wyników kontroli PIP jeszcze daleko. Mają być zaprezentowane dopiero w marcu, podczas gdy od tygodni w Polsce panują mrozy. Przypomnijmy, że minimalna temperatura w pracy w sklepie to 18 st. Celsjusza (jest to norma, która odnosi się do przepisów BHP dotyczących „lekkiej pracy fizycznej”).
Fakt opisuje, że kierowniczka sklepu Dino w Sochaczewie Katarzyna Kiwerska „od miesięcy alarmuje swoich przełożonych o sytuacji”, jednak bezskutecznie. W dodatku pracownicy sklepu zaczynają chorować.
Autor. E24
Chłód to nie jedyny problem pracowników Dino. Jak się okazuje zatrudniająca ok. 45 tys. pracowników sieć do tej pory nie utworzyła Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych - przekazała Solidarność.
Polska innowacja
Dino to polska sieć supermarketów, opierająca się na polskim kapitale, z siedzibą w Polsce. W ostatnich latach zaczęła gwałtownie się rozrastać. Zwykle sklepy Dino są otwierane w małych i średnich miejscowościach, czyli tam, gdzie często nie docierają inni duzi gracze. Jest to sieć przedstawiana jako alternatywa wobec Lidla, Biedronki i innych zagranicznych firm, które rozlały się po naszym kraju i przez lata rosły w siłę. Grupa Kapitałowa Dino Polska znalazła się w pierwszej dziesiątce listy 2000 największych firm w Polsce, opublikowanej przez Rzeczpospolitą.
Przychody ze sprzedaży Grupy Dino w okresie trzech kwartałów 2025 roku wyniosły 24,7 mld zł i były o 14,9% wyższe niż rok wcześniej – przekazał portal dlahandlu.pl. W dodatku teraz spółka chce wybudować sieć stacji paliw „Dino Oil”. Do tej pory funkcjonowała stacja w centrum dystrybucyjnym w Łobzie, służąca flocie własnej. Teraz model ten ma zostać powielony w skali ogólnopolskiej dla klientów detalicznych – poinformował portal. Dla zainteresowanych – Dino Oil podobno już szuka pracowników.
I mogłaby to być piękna historia, gdyby nie to, że innowacją sieci stała się w tym roku „ludzka mrożonka” czyli oszczędzanie na tym, na czym akurat nie powinno się oszczędzać: na pracownikach. To ludzie tworzą siłę każdej firmy, jednak polscy przedsiębiorcy zdają się na to nie zważać. Może to zauważą, gdy okaże się, że nie ma komu siedzieć na kasie czy wykładać towarów, bo pracownicy się pochorowali, ale co do tego nie ma pewności. Pracownicy Dino skarżą się nie tylko na trudne warunki pracy, ale także na niskie wynagrodzenia i brak świadczeń socjalnych.
Naprawdę, moglibyśmy być krajem mlekiem i miodem płynącym, gdybyśmy traktowali siebie wzajemnie po ludzku, z szacunkiem, sprawiedliwie dzieląc się zyskami, na które wszyscy pracują. Tymczasem, jak informuje Euronews, średnie roczne wynagrodzenie na pracownika w UE wynosi 39 808 euro (ok. 168,2 tys. zł). Polska ze średnią krajową wynoszącą według Eurostatu 21 246 euro (89,8 tys. zł rocznie) znalazła się na 21. miejscu w UE, wyprzedzając tylko pięć państw. Średnia pensja wynosząca ok. 7,5 tys. zł brutto miesięcznie jest niemal dwukrotnie niższa od europejskiej średniej i prawie czterokrotnie niższa niż w Luksemburgu, w którym zarabia się najlepiej.
Ale skoro pracownik Dino nie może liczyć na temperaturę w pracy zgodną z BHP, a Polska Akademia Nauk oferuje 4806 zł brutto dla doktora fizyki, to od czego tu w ogóle zaczynać dyskusję? Być może nowy think-tank Rafała Brzoski „The Company” znajdzie odpowiedź na to pytanie!
