Reklama
Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • ANALIZA

Nie technologia, lecz opór społeczny może zatrzymać rozwój centrów danych

Serwer
Serwer
Autor. Envato / NomadSoul1

Boom centrów danych coraz częściej napotyka opór lokalnych społeczności. Rozwój infrastruktury potrzebnej sztucznej inteligencji ograniczają już nie tylko dostępność energii, sieci i procesorów. Coraz większe znaczenie ma także zgoda mieszkańców na inwestycje zużywające ogromne ilości prądu i wody.

Malezja w ciągu kilku lat stała się najszybciej rozwijającym się rynkiem centrów danych w Azji Południowo-Wschodniej. Wszystko za sprawą przejęcia znacznej część inwestycji, które zaczęły omijać sąsiedni Singapur po wprowadzeniu tam w latach 2019–2022 moratorium na budowę nowych obiektów. Ograniczona dostępność gruntów, energii i wody sprawiła, że firmy technologiczne zaczęły poszukiwać lokalizacji oferujących tańsze tereny, możliwość szybkiej rozbudowy infrastruktury oraz niewielkie opóźnienia w przesyle danych do Singapuru. Naturalnym wyborem okazała się położona tuż przy granicy Malezja. Największym beneficjentem tego procesu został stan Johor, który według szacunków przyciągnął inwestycje o wartości ok. 35 mld dolarów. Lokalne władze podawały jednocześnie, że do końca drugiego kwartału 2025 roku zatwierdzono tam 42 projekty centrów danych o łącznej wartości ok. 40,3 mld dolarów. Projekty te miały stworzyć ok. 6 tys. wysoko kwalifikowanych miejsc pracy, natomiast łączna moc obiektów już działających, budowanych i planowanych w Johor może sięgnąć ok. 7 tys. MW, czyli poziomu niemal ośmiokrotnie wyższego niż obecnie.

Nowoczesność kontra lokalne koszty

Rosnące zapotrzebowanie centrów danych ma szczególne znaczenie w Malezji, ponieważ jej energetyka nadal opiera się głównie na paliwach kopalnych. W 2025 roku węgiel odpowiadał za około 58 proc. produkcji energii elektrycznej na Półwyspie Malajskim, gaz za 33 proc., a energia słoneczna za 2,4 proc. Malezja zwiększa jednocześnie zużycie importowanego węgla, aby więcej własnego gazu przeznaczać na eksport. Rozwój centrów danych będzie zwiększać zapotrzebowanie na nowe moce wytwórcze i rozbudowę sieci, a przy zbyt wolnym tempie inwestycji w OZE również prowadzić do większego zużycia paliw kopalnych. Dlatego też rosnące zapotrzebowanie na energię może stać się impulsem do szybszej rozbudowy OZE, sieci oraz innych źródeł zapewniających stabilną i możliwie tanią energię.

Właśnie także w tym kontekście malezyjskie władze przedstawiały centra danych jako jeden z fundamentów nowoczesnej gospodarki, ponieważ w takich obiektach przechowywane i przetwarzane są informacje wykorzystywane przez usługi chmurowe, bankowość elektroniczną, platformy internetowe oraz systemy sztucznej inteligencji. Lokalizacja infrastruktury bliżej użytkowników skraca czas przesyłania danych, zwiększa niezawodność usług cyfrowych i tworzy zaplecze dla firm rozwijających rozwiązania oparte na AI.
Reklama

Korzyści nie ograniczają się przy tym do samego sektora informatycznego, ponieważ wielomiliardowe projekty generują zamówienia dla firm budowlanych, operatorów telekomunikacyjnych, dostawców energii, producentów systemów chłodzenia oraz przedsiębiorstw zajmujących się cyberbezpieczeństwem i obsługą techniczną. Malezyjskie władze wskazują również na możliwość przyciągania inwestycji technologicznych, transfer wiedzy i tworzenie specjalistycznych stanowisk dla inżynierów, analityków danych oraz ekspertów IT, chociaż liczba trwałych miejsc pracy w gotowym centrum danych jest zazwyczaj niewielka w stosunku do wartości całej inwestycji.

Entuzjazm zaczął jednak słabnąć, gdy inwestycje weszły w fazę budowy, a ich skutki zaczęli bezpośrednio odczuwać mieszkańcy sąsiednich osiedli. W lutym w rejonie Gelang Patah, nieopodal granicy z Singapurem, odbył się protest przeciwko kompleksowi rozwijanemu przez chińską spółkę ZDATA Group. Demonstranci sprzeciwiali się inwestycji o docelowej mocy 300 MW, której wartość oszacowano na ok. 2 mld dolarów. Jest to pierwsze zagraniczne przedsięwzięcie ZDATA poza Chinami. Mieszkańcy nie występowali początkowo przeciwko samej technologii ani rozwojowi usług cyfrowych, lecz przeciwko sposobowi prowadzenia inwestycji. Wskazywali na intensywny ruch ciężarówek, zapylenie domów i ulic, hałas maszyn, usuwanie zieleni oraz przekształcenie wzgórz, które wcześniej oddzielały zabudowę mieszkaniową od terenów przemysłowych. Domagali się ograniczenia uciążliwości i rekompensat za ich wpływ na zdrowie oraz warunki życia. Część mieszkańców zwracała także uwagę na spadki ciśnienia wody i obawiała się, że uruchomienie wielkiego kompleksu dodatkowo obciąży lokalną infrastrukturę. ZDATA odrzuciła jednak sugestię, że realizowany przez nią projekt odpowiadał za problemy z dostawami, ponieważ centrum nie rozpoczęło jeszcze wówczas działalności.

Reklama
W odpowiedzi na skargi związane z pyłem, spółka zarządzająca terenem uruchomiła dla mieszkańców dwa bezpłatne punkty mycia samochodów. Działanie to miało złagodzić najbardziej widoczne skutki prowadzonych robót, lecz nie rozwiązało sporu, ponieważ mieszkańcy nadal wskazywali na utratę zieleni, zmianę krajobrazu i brak wystarczającej informacji o długoterminowym wpływie całego kompleksu.

Malezyjską gospodarkę cyfrową nadal zasila przede wszystkim węgiel

Do podobnego sporu doszło w Kota Damansara w stanie Selangor, gdzie inwestor planował budowę dwóch trzykondygnacyjnych obiektów centrum danych na terenie obejmującym 19 prywatnych działek oraz część przeznaczonej pod infrastrukturę drogową. Przeciwko projektowi wystąpiła koalicja reprezentująca ponad 500 gospodarstw, której członkowie zwracali uwagę na bliskość zabudowy mieszkaniowej, możliwy wpływ inwestycji na otoczenie oraz zbyt późne rozpoczęcie konsultacji. Jak informowały lokalne media, niezadowolenie mieszkańców pogłębiło się po odkryciu tablicy informacyjnej zawierającej błędne dane i wyznaczającej zaledwie tydzień na zgłoszenie uwag. W odpowiedzi rada miejska wydłużyła czas konsultacji, jednak 28 lipca pełnomocnik inwestora wycofał wniosek, zapowiadając ponowną ocenę opłacalności projektu i jego zgodności z charakterem sąsiedniej zabudowy.

Reklama

Skalę obaw mieszkańców pokazuje zapotrzebowanie nawet pojedynczych obiektów. Według banku centralnego Malezji centrum danych o mocy 50 MW może zużywać tyle energii elektrycznej co około 22 tys. gospodarstw domowych oraz tyle wody co blisko 2,2 tys. gospodarstw. Wartości te nie są jednak stałe, ponieważ zależą od rodzaju wykorzystywanych serwerów, stopnia ich obciążenia, temperatury otoczenia oraz zastosowanego systemu chłodzenia. Największym wyzwaniem pozostaje przy tym koncentracja zużycia w jednym miejscu. W przypadku kampusów liczonych w setkach megawatów problemem jest koncentracja poboru w jednym miejscu, gdzie trzeba wybudować linie, stacje, rurociągi i rezerwowe źródła zasilania.

MAE szacuje, że centra danych zużyły na świecie około 415 TWh energii elektrycznej w 2024 roku, co odpowiadało ok. 1,5 proc. globalnego zapotrzebowania, natomiast w scenariuszu bazowym zużycie ma wzrosnąć do ok. 945 TWh w 2030 roku i odpowiadać za niecałe 3 proc. światowego popytu. Energia zużywana przez tzw. serwery przyspieszone, których rozwój jest związany przede wszystkim z AI, może rosnąć o ok. 30 proc. rocznie, a zapotrzebowanie centrów danych w Azji Południowo-Wschodniej ma się do końca dekady ponad dwukrotnie zwiększyć.

Podczas gdy sam obiekt można uruchomić w ciągu dwóch/trzech lat, rozbudowa sieci i nowych źródeł energii wymaga dłuższego planowania i wieloletnich procedur. Malezyjska agencja inwestycyjna MIDA podawała, że do 2035 roku zapotrzebowanie krajowych centrów danych może przekroczyć 5 tys. MW, co odpowiadałoby ok. 40 proc. obecnych mocy systemu elektroenergetycznego Półwyspu Malajskiego, podczas gdy złożone wnioski o dostawy energii przekroczyły już 11 tys. MW. Jednocześnie wartość inwestycji związanych z centrami danych wyniosła od 2021 do końca 2024 roku ok. 45,2 mld dolarów. Dlatego władze uzależniają dostęp do sieci i zachęt podatkowych od efektywności, źródła prądu, gospodarowania wodą i powiązań z lokalną gospodarką. Rząd federalny ograniczył przyjmowanie nowych inwestycji niezwiązanych z AI, ponieważ nie chce przeznaczać taniej energii i wody na obiekty oferujące wyłącznie podstawowe usługi, natomiast projekty przynoszące bardziej zaawansowane technologie są zatwierdzane łatwiej.

Cyfrowy boom trafia na społeczny opór

Jak wskazują eksperci, celem nowych zasad jest kierowanie ograniczonych zasobów energetycznych do projektów, które przynoszą gospodarce największą wartość. Problem polega jednak na tym, że centra danych obsługujące rozwiązania AI korzystają z serwerów o bardzo wysokiej mocy obliczeniowej, co zwiększa zapotrzebowanie na energię, wydajne chłodzenie i niezawodne dostawy prądu. Dyskusje budzi również ich wpływ na zatrudnienie, ponieważ po uruchomieniu wymagają one stosunkowo niewielkiej stałej załogi. Dlatego lokalne władze stanu Selangor wprowadziły wymóg co najmniej 30-procentowego udziału lokalnych przedsiębiorstw, m.in. przy projektowaniu układów scalonych i systemów chłodzenia. Malezja przyjęła także zestaw kryteriów dotyczących zużycia energii i wody oraz poziomu emisji, których spełnienie jest warunkiem ubiegania się o wsparcie.

Reklama

Przykłady z Malezji są jedynie częścią znacznie szerszego zjawiska, które obejmuje obecnie wiele regionów świata. Najnowsze badanie JLL wykazało, że choć 93 proc. respondentów uznaje centra danych za ważne, tylko 35 proc. popiera budowę takiego obiektu w swojej okolicy. Jednocześnie 57 proc. projektów odnotowało opóźnienia wynoszące co najmniej trzy miesiące, związane między innymi z problemami przyłączeniowymi, dostawami urządzeń oraz rosnącym sprzeciwem lokalnych społeczności.

W Stanach Zjednoczonych w lipcu odbyły się 142 protesty w 42 stanach, a sondaż Reuters i Ipsos wykazał, że tylko 14 proc. respondentów akceptowałoby centrum danych w swojej okolicy. Nowy Jork wprowadził roczne moratorium na obiekty o mocy co najmniej 50 MW, Amsterdam zakazał nowych projektów i rozbudowy do co najmniej 2030 roku, a w Danii zaproponowano przyznanie centrom danych najniższego priorytetu przy przyłączaniu do przeciążonej sieci.

Podobne napięcia zaczynają pojawiać się również w Polsce. W podwarszawskich Regułach mieszkańcy od kilku lat sprzeciwiają się budowie kampusu centrów danych w pobliżu zabudowy jednorodzinnej, wskazując na przewidywane zużycie energii i wody, hałas oraz niewystarczające konsultacje. Protesty i działania prawne podjęto również w Kajetanach, gdzie serwerownia ma powstać ok. 50 metrów od domów, natomiast w Bielsku-Białej przeciwnicy wielkoskalowego centrum danych na terenach dawnej fabryki Fiata zwracają uwagę na jego wpływ na lokalną infrastrukturę energetyczną i zasoby wodne.

Centra danych napędzają rozwój usług cyfrowych i nowych technologii, jednak w warunkach rosnących cen energii, suszy i ograniczonych zasobów wodnych ich budowa budzi coraz więcej wątpliwości. Sama nowoczesność przestaje być wystarczającym argumentem, jeśli inwestycje nie przynoszą mieszkańcom wymiernych korzyści, gdy następuje prywatyzacja zysków i uspołecznienie kosztów.

Reklama

Zobacz również

Reklama